Przeznaczona Czarnego Pana – Rozdział 2

Rozdział 2

Malfoy Manor panował istny zamęt. Narcyza starała się pomieścić wszystkie rzeczy w kufrze bez konieczności używania zaklęcia zmniejszająco-zwiększającego, a Draco i Vanessa ścigali Kamerdynera, który za nic w świecie nie chciał wejść do swojej klatki. Lucjusz natomiast przeszukiwał tajemny pokój, w którym jego ojciec — Abraxas Malfoy miał kiedyś swój gabinet. Blondyn uważnie przeglądał wszystkie szuflady, aż wreszcie odnalazł to, czego szukał kilka dni — antyczny teleskop. Zadowolony czarodziej natychmiast zaniósł przedmiot do pokoju swojej podopiecznej, gdzie przejęła go pani domu. Blondynka z trudem zapięła kufer i opadła na miękki fotel z głośnym westchnieniem pełnym ulgi. Wreszcie skończyła.

Lucjusz spojrzał na nią bez wyrazu i potrząsnął głową, przez co kilka kosmyków platynowych włosów uwolniło się z niskiego kucyka związanego czarną wstęgą. Arystokrata dostojnym krokiem zszedł do salonu i uniósł brew, widząc, że jego syn całą prawą rękę ma w świeżych zadrapaniach, a lewy nadgarstek zdobiło kilka śladów ugryzień. Chłopiec spojrzał na ojca z załzawionymi oczami, jednak nie pozwolił sobie na płacz. Twarz miał bladą, a włosy całkowicie rozczochrane.

– Powinna jednak nazwać tego pchlarza Demon. – Powiedział grobowym tonem, a Kamerdyner, który ukrył się w jednej z kuchennych szafek, zasyczał głośno, usłyszawszy zniewagę. Odgłos jak wydał, zdradził Nessie jego lokalizację i kocur już po chwili znajdował się w stalowym uchwycie swojej właścicielki, która nie przejmowała się tym, że zwierz nieustannie ją drapał i podgryzał.

– Podobno koty okazują tak swoją miłość. – Powiedziała tylko i zamknęła agresywną, puchatą kulkę w klatce. Draco spojrzał na dziewczynę jak na nienormalną i pokręcił głową z dezaprobatą.

– Nie mam pojęcia, co jest z tobą nie tak. – Wymamrotał i natychmiast ruszył do swojego pokoju. Musiał się przywrócić do porządku, nie mógł tak przecież pójść na magiczny dworzec w Londynie.

Młoda Travers również udała się do swojego pokoju, gdzie do czarnej, skórzanej torby szkolnej wsadziła sakiewkę z pieniędzmi i brązowy album. Swoje miejsce znalazł tam również balsam do ust i losowo wybrana książka.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

O godzinie 10:30 wszystko było już przygotowane. Vanessa po raz ostatni upewniła się, że wszystko ze sobą wzięła i z szerokim uśmiechem zbiegła po długich schodach do salonu. Pan Malfoy trzymał klatkę z Kamerdynerem, a Draco zajął się kufrem, który z pomocą cudu oraz kilku zaklęć, które okazały się konieczne, pomieścił wszystko, co było potrzebne młodej czarownicy w szkole.

Narcyza podała Travers jej bilet na Express Hogwart i wszyscy razem udali się na stację King’s Cross w Londynie. Mugole nie zwracali na nich uwagi, gdy z podniesionymi głowami przeszli przez ścianę między peronem dziewiątym i dziesiątym. Cała czwórka weszła na platformę 9 i ¾ dziesięć minut przed odjazdem pociągu.

Podekscytowana Vanessa przestępowała z nogi na nogę i rwała się, by zająć sobie jak najlepszy przedział. Rozbawiony Lucjusz chwycił dziewczynę za ramię i odwrócił ją w swoją stronę. Chwilę pogrzebał w kieszeni drogiego płaszcza i wyciągnął z niej szarą sakiewkę.

– Proszę. – Podał niewielki przedmiot młodej czarownicy. – To woreczek ze skóry wsiąkiewki… z pewnością wiesz, do czego służy. – Spojrzał na nią krytycznie. Niebieskooka chwyciła prezent, uśmiechnęła się szczerze i szybko schowała go do czarnej listonoszki.

– Oczywiście, że tak. – Przytuliła go. – Dziękuję, wujku. – Wymamrotała, zagłębiając twarz w miękkim płaszczu. Czarnoksiężnik pogładził ją po głowie i skinął w stronę zdenerwowanego tłumem kota.

– Od dziś sama musisz go nosić. – Ness zaśmiała się i wysunęła z klatki kółka, które znalazła w dzień zakupu Kamerdynera. Pan Malfoy uniósł pytająco brew do góry i skrzywił się, wyraźnie niezadowolony. – Zamierzałaś mi o tym powiedzieć? – Zapytał z powątpiewaniem.

– Nie. – Zaśmiała się i pośpiesznie weszła do pociągu. Niemal od razu odnalazła przedział, w którym Cho i Marietta zajęły dla niej miejsce. Lucjusz przytulił do swojego boku Narcyzę, a Dracona złapał za rękę.

– Jak nic trafi do Slytherinu. – Powiedział i deportował się, gdy w oddali zobaczył grupę rudych czupryn. Konfrontacja z rodziną głośnych zdrajców krwi to ostatnie, na co miał tego dnia ochotę.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Artur Weasley spojrzał zdziwiony na Molly, gdy w tłumie czarodziejów dostrzegł trzy głowy w kolorze platynowego blondu.

– Co mógł tu robić Lucjusz z rodziną? – Czarodziej nie ukrywał zdziwienia; był pewien, że pierworodny Lucjusza był w wieku jego Rona, który przecież do Hogwartu wybierał się dopiero w przyszłym roku.

– Nie mam pojęcia, ale czuję w kościach, że to nic dobrego.

– Ja mam pewne podejrzenia. – Nagle odezwał się Percy, który, mimo że nie chciał się spóźnić na pociąg, postanowił podzielić się z resztą rodziny swoją wiedzą. – Na Pokątnej spotkałem dziewczynę, która przedstawiła się jako Vanessa Travers. Nie zdążyłem z nią porozmawiać, bo syn Malfoy‘ów ją odciągnął. Może to ją odprowadzali na pociąg?

– Travers? – Artur zmrużył podejrzliwie oczy i podrapał się po karku. – No, nieważne! – Powiedział nagle i pchnął synów w stronę pociągu. – Idźcie już, bo pociąg wam odjedzie.

Rodzeństwo weszło do wagonu i zajęło pierwszy wolny przedział, jaki znaleźli. Percy usiadł przy oknie i od razu zaczął czytać, Charlie usiadł naprzeciwko okularnika, a bliźniacy zajęli miejsca przy drzwiach.

Mimo że brązowooki wpatrywał się w tekst, nie był w stanie skupić się na czytaniu. Chłopak cały czas analizował wyraz twarzy ojca i mieszane uczucia, jakie wzbudzała w nim mała Travers. Zastanawiał się, kim jest dla rodziny Malfoy‘ów? Czy ojciec wiedział, kim jest ta dziewczyna?

Pierwsze dwie godziny podróży minęły im tak jak zwykle. Fred i George opowiadali dowcipy, a najstarszy z braci przeglądał książkę Newta Scamandera, która poświęcona była smokom i innym wielkim gadom. W końcu jednak kapitan drużyny Quidditcha Gryffindoru dostrzegł zamyślenie brata, który od wyjazdu ani razu nie obrócił strony, co było do niego bardzo niepodobne. W rodzinie Weasleyów wszyscy wiedzieli, że Percy uwielbiał czytać i nie pozwalał, by błahe rzeczy zaprzątały mu głowę.

– Czyżby Percy myślał o swojej nowej dziewczynie? – Charlie uśmiechnął się głupkowato, a bliźniacy szybko do niego dołączyli, wyczuwając sposobność do podręczenia zawsze poważnego brata.

– Czy ty nie powinieneś być na spotkaniu prefektów w pierwszym wagonie? – Gryfon zmienił temat i zaśmiał się cicho, widząc, jak jego brat wybiega na korytarz, a Fred i George zawtórowali mu w śmiechu.

Bliźniacy, tak jak Percy, zdawali sobie sprawę, że do rozpoczęcia spotkania prefektów zostały jeszcze co najmniej dwie godziny, jednak pośpiech i roztargnienie ich brata były zbyt zabawne, by wyprowadzić go z błędu.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

W odległych lasach Albanii drzewa szumiały na wietrze, a strumyki z cichym szmerem przemykały między kamieniami. Ciepłe promienie słońca, którym udało się przebić przez grubą warstwę liści, oświetlały nagrzany kamień, na którym odpoczywał długi wąż o brunatnych łuskach i żółtych oczach. Gad wyglądał niepozornie, ale mieścił w sobie duszę najgroźniejszego czarnoksiężnika ostatnich czasów.

Lord Voldemort, pokonany przez niemowlaka zaszył się w niedostępnej części lasu i ukrywał swoje niematerialne ciało we wnętrzach okolicznych zwierząt, jednak ze względu na swoje magiczne umiejętności, był zmuszony często zmieniać swoich żywicieli. Jego obecne ciało było stosunkowo młode, toteż mógł pozwolić sobie na chwilę odpoczynku i wytchnienia. Jego myśli, jak zawsze w takich chwilach, od razu pomknęły w stronę Vanessy, której nie widział już przecież od tak dawna. Każdy dzień rozłąki był dla niego torturą, a zamglone wspomnienia jedynym pocieszeniem. Z każdym rokiem pamiętał coraz mniej, aż wreszcie jedyne co mógł wspominać to oczy w kolorze lodu i czekoladowe włosy.

– Wyrwę się stąd. – Wysyczał w mowie węży. – Wykorzystam każdą okazję, by do ciebie wrócić, Nesso.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Panna Travers syknęła z bólu, gdy jej pierścień gwałtownie się nagrzał. Niebieskooka szybko zdjęła ozdobę z palca i rzuciła ją na ławę naprzeciwko, tuż między Mariettę i Cho. Wszystkie trzy z ogromnym zdziwieniem obserwowały, jak pierścionek wytapia w czerwonym materiale dziurę i aż świeci się od gorąca.

– Na brodę Merlina! – Zawołała Chang. – Co ty nosisz na palcu, dziewczyno?! – Zapytała podniesionym głosem, wpatrując się z niedowierzaniem w głęboką dziurę, z której wystawała żółta gąbka i zardzewiały sprężyny.

– Nie mam pojęcia, co się stało. – Przyznała Vanessa. – Zazwyczaj jest ciepły, ale nie do tego stopnia. – Dodała, patrząc podejrzliwie na błyskotkę, która ostygła dopiero po kilku minutach. Mari ostrożnie odłożyła pierścionek na stolik zamontowany przy oknie.

– Może to jakieś zaklęcie? – Spojrzała na Vanessę, która swój wzrok miała utkwiony w czerwonym krysztale.

– Możliwe, ale jaki jest jego cel? – Zapytała, wkładając pierścionek na jego prawowite miejsce na jej palcu.

Marietta chciała coś powiedzieć, jednak zanim zdążyła to zrobić, głośno zaburczało jej w brzuchu, przez co zaczerwieniła się z zawstydzenia. Ness wyciągnęła sakiewkę z monetami i wstała ze swojego miejsca przy oknie.

– Poszukam wózka z przekąskami. Mój wujek dużo mi o nim opowiadał, kupić wam coś? – Zapytała, uśmiechając się uprzejmie, chcąc naprawić dziwną atmosferę, którą wytworzyło nietypowe zachowanie błyskotki.

Azjatka pokręciła głową i wyjęła ze swojej torby bentoktóre przygotował dla niej ojciec. Edgecombe natomiast wyjęła z kieszeni galeona i rzuciła go szatynce, która zręcznie go złapała.

– Poproszę fasolki wszystkich smaków i kilka pasztecików. – Powiedziała z delikatnym uśmiechem na twarzy.

– Jasne. – Nessa skinęła głową.

Travers niepewnie wyszła z przedziału i postanowiła najpierw skierować się w stronę czerwonej lokomotywy. Gdy dziewczyna weszła do kolejnego wagonu, na jego drugim końcu dostrzegła siwą staruszkę z wózkiem do połowy zapełnionym słodyczami. Uradowana, ruszyła w jej stronę, gdy nagle chłopak wychodzący z przedziału po jej prawej uderzył w nią z impetem. Brązowowłosa upadła na podłogę i syknęła, czując tępy ból w nadgarstku.

– Na Merlina! Tak cię przepraszam! – Zawołał i pomógł jej wstać. Był raczej chudy i tylko trochę wyższy od niej. Ciemne włosy były lekko roztrzepane, a jasnoszare oczy patrzyły na nią niepewnie. Chłopak był już przebrany w szaty w kolorze czerni i żółci, a na piersi pysznił się herb z borsukiem.

– Nic się nie stało, tylko trochę obiłam sobie rękę. – Powiedziała spokojnie i wyciągnęła w jego stronę ‘sprawną’ dłoń. – Jestem Vanessa.

– Cedrik. – Uścisnął jej dłoń i uśmiechnął się szeroko. – Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. Gdybym mógł coś dla ciebie zrobić to mów śmiało. – Z zakłopotaniem podrapał się po karku i uciekł wzrokiem gdzieś na bok.

– Właściwie to już teraz mam pomysł na zadanie dla ciebie. – Przyznała i skinęła głową na wózek, który zbliżał się w ich stronę. – Pomożesz mi zanieść słodycze do mojego przedziału?

– Jasne. – Zgodził się od razu i podszedł do miłej staruszki, którą pierwszy raz spotkał w poprzednim roku, gdy, tak jak teraz Vanessa, jechał pierwszy raz do szkoły magii i czarodziejstwa.

Dziewczyna kupiła fasolki Bertiego Botta i trzy paszteciki z dyni dla Marietty, za które zapłaciła 11 sykli, a dla siebie wzięła balonówki Drooblego, dwie czekoladowe żaby i kilka słonowodnych ciągutków co kosztowało ją aż 16 sykli i 5 knutów. Puchon chwycił wszystkie słodkości, które starsza pani wpakowała do małej siateczki i spokojnym krokiem ruszył za brązowowłosą.

– Jak nazywa się twój dom? – Zapytała nagle.

– Jestem w Hufflepuffie. Ludzie mają nas za nudnych, ciapowatych i niewartych uwagi, ale Puchoni to najbardziej pracowite, wierne i uczciwe osoby w całym Hogwarcie. – Powiedział z dumą.

Już po chwili nastolatek rozgadał się na dobre. Opowiadał o szkole, nauczycielach i uczniach, a także tajemnicach skrywanych przez mury zamku. Gdy mówił to wszystko, Vanessa widziała w jego oczach błysk dumy i szczęścia. Zapatrzona w jego twarz, prawie minęła swój przedział, za co skarciła się w myślach. Cedrik otworzył drzwi i przepuścił ją przodem, za co podziękowała mu lekkim skinieniem głowy.

– Dziękuję za pomoc. – Powiedziała z uśmiechem i szybko wręczyła Mari jej ‘zamówienie’, a także 6 sykli reszty.

– Nie ma problemu. Jak już mówiłem, Puchoni są bardzo pracowici i pomocni. – Puścił jej oczko i przyjaźnie przywitał się z Edgecombe oraz oczarowaną nim panną Chang. – Do zobaczenia w Hogwarcie, fajnie by było, gdybyś trafiła do Hufflepuffu.

Chłopak pożegnał się machnięciem ręki i wyszedł z przedziału, zostawiając dziewczyny same.

– Kto to był? – Zapytała Cho zaraz po jego wyjściu.

– Cedrik Diggory. – Niespodziewanie odezwała się Marietta, która z zapałem zabrała się do pałaszowania pierwszego paszteciku dyniowego. – Mój tata przyjaźni się z jego ojcem. – Wyjaśniała szybko, widząc natarczywe spojrzenie brązowookiej przyjaciółki. – Poznałam go dwa miesiące temu, gdy odwiedził nas razem z panem Diggorym.

Azjatka uśmiechnęła się szeroko i zaczęła wypytywać swoją koleżankę, o wszystko, co wiedziała na temat uczynnego Puchona. Gdzieś w połowie rozmowy Vanessa straciła zainteresowanie całą sytuacją i otworzyła pierwsze opakowanie skrywające czekoladową żabę. Płaz od razu chciał wyskoczyć z pudełka i uciec, ale zamarł, gdy tylko mała dłoń Newsy dotknęła jego czekoladowej skóry. Dziewczyna ze smakiem zjadła słodycz i wyjęła kartę z wizerunkiem wysokiego, smukłego czarodzieja. Mężczyzna miał siwą brodę i pochmurne, bladoszare oczy. Ubrany był w czarne szaty, spod których wypełzł wąż oplatający ozdobną ramę i szyld z imieniem.

– Salazar Slytherin. – Wypowiedziała na głos, a mężczyzna nagle się poruszył.

– A kogo, żeś się spodziewała co? – Zakpił. – Ogromny wąż to moja wizytówka, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Dziewczyna poczerwieniała na twarzy i spojrzała na starca z uniesioną brwią. Siwowłosy nagle przestał się śmiać i przyjrzał jej się uważniej.

– Niech mnie Gryffindor kopnie, jeśli to nie mała Travers! – Zawołał, przyciągając uwagę pozostałych dziewczyn.

– Skąd pan mnie zna? – Zapytała niepewnie i odchyliła głowę nieco do tyłu.

– Nie mam dużo czasu na pogaduchy. Mów zaraz gdzie jesteś! – Zażądał swoim ochrypłym głosem.

– W pociągu, jadę do Hogwartu.

– Wyśmienicie! Jak tylko będziesz w zamku, znowu porozmawiamy. – Powiedział i nagle znikł z karty.

– Ciekawe. – Ciszę przerwała czarnowłosa. – Skąd on może cię znać, Vanesso?

– Nie mam pojęcia. Zapytam go o to, gdy spotkamy się w zamku, choć nie wiem jak go znajdę. – Przyznała i skierowała swój wzrok w stronę okna. Dzień jeszcze się nie skończył, a Vanessa już miała dość niespodziewanych zdarzeń.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Czas mijał powoli. Dziewczęta, po tym, jak się najadły, postanowiły uciąć sobie drzemkę, z której obudziły się dopiero pod koniec podróży. Podekscytowane przebrały się w szaty i ze zniecierpliwieniem czekały, aż dojadą na stację w miasteczku Hogsmeade.

Po upływie dwóch kwadransów wreszcie czerwona lokomotywa się zatrzymała. Prefekci i starsi uczniowie otworzyli drzwi, aby ich młodsi koledzy mogli wyjść. Vanessa podziękowała rudemu chłopakowi z Gryffindoru, gdy podał jej rękę, aby nie wpadła w dziurę między wagonem a peronem.

– Dziękuję. – Powiedziała cicho i uśmiechnęła się lekko.

– Zawsze do usług. – Ukłonił się teatralnie, a następnie podał pomocną dłoń Cho i Mari, które zachichotały, widząc przystojnego chłopaka. Widząc to, Vanessa pokręciła z rozbawieniem głową.

– Pierwszoroczni do mnie! – Zawołał donośny głos. Na początku platformy stał wysoki mężczyzna o bujnych włosach i brodzie. Miał na sobie ciemne, brudne od ziemi ubrania, a w potężnej dłoni trzymał latarnię, która rozświetlała mrok wieczoru.

Pół olbrzym, który przedstawił się jako Hagrid, zaprowadził dzieciaki do magicznych łódek, które oświetlały jedynie niewielkie, metalowe latarenki. Vanessa usiadła w jednej razem z ChangEdgecombe i nieznanym im chłopcem o czarnych włosach i piwnych oczach.

Wszyscy uczniowie z szeroko otwartymi ustami obserwowali wyłaniający się zza mgły potężny zamek. Strzeliste wieże niemal rozdzierały chmury, a wysokie okna Wielkiej Sali zdobiły kolorowe witraże. Vanessa w milczeniu podziwiała zamczysko, podczas gdy jej rozemocjonowane koleżanki nie były w stanie zachować ciszy i co jakiś czas wydawały z siebie podekscytowane odgłosy.

Po jakimś czasie, który zdaniem Travers upłynął zbyt szybko, uczniowie już wychodzili z łódek. Na brzegu Hagrid oddał ich pod opiekę staremu mężczyźnie, któremu towarzyszył kot.

– Szybciej, szybciej! – Poganiał ich, mimo że to przez jego kulejącą nogę poruszali się tak wolno. – Profesor Snape nie będzie na was wiecznie czekał! – Zawołał, wspinając się po schodach, na których szczycie stał czarnowłosy czarodziej w równie mrocznych szatach.

Nessa zatrzymała się kilka stopni przed nim i przyjrzała się ruchomym obrazom wiszącym na ścianie. Oderwała od nich wzrok, dopiero gdy profesor zabrał głos.

– Witajcie w Hogwarcie, szkole magii i czarodziejstwa. – Ton jego głosu był zbliżony do pastora przemawiającego na pogrzebie. – Za chwilę będziecie przydzielani do jednego z czterech domów; SlytherinuRavenclawHufflepuffu lub Gryffindoru. Każdy z nich zastępuje wam rodzinę w trakcie roku szkolnego. Za świetne wyniki i znakomite zachowanie dostać możecie punkty, za nieprzestrzeganie zasad, tracicie je. Każdy z domów jednoczy osoby posiadające zespół cech, które cenił dany założyciel. Do Slytherinu trafią ambitni i przebiegli, zaradni, braterscy i sprytni. Ravenclaw jest przeznaczony bystrym i roztropnym. Hufflepuff to dom dla osób pracowitych i dokładnych. Do Gryffindoru należą ludzie lojalni i sprawiedliwi. – Z całej tej przemowy Van wywnioskowała, że nauczyciel musiał należeć kiedyś do domu węża. O Slytherine mówił najwięcej i wymienił go jako pierwszego, co jej zdaniem było oczywistym znakiem, że właśnie ten dom lubił lub przynajmniej preferował bardziej od innych. – Przydzieli was Tiara Przydziału, a jej nie uda wam się oszukać.

Bez zbędnych słów odwrócił się i ruszył w stronę Wielkiej Sali. Uczniowie posłusznie ruszyli za nim w ciszy. Większość bała się nawet zbyt głośno oddychać w towarzystwie ponurego czarodzieja. Chyba tylko panna Travers doceniła zwięzłość i prostotę jego przemowy.

Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 447
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!