Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział dwudziesty ósmy

Słońce powoli zachodziło, więc niebo miało ładny kolor. Skierowaliśmy się w stronę morza i spacerowaliśmy brzegiem. Szliśmy obok siebie i żadne z nas się nie odezwało. W pewnym momencie Luke się zatrzymał i chwycił moją dłoń. Patrzył prosto w moje oczy.

– Kat… od pewnego czasu chcę ci coś powiedzieć i liczę na twoją szczerą odpowiedź. – Jego druga dłoń wylądowała na moim policzku. – Ja… – Nie dokończył, ponieważ ktoś mu przerwał.

– No proszę. Kogo my tu mamy? Naszą koleżaneczkę… – Proszę… tylko nie on.

Odwróciłam się w stronę głosu i ujrzałam Zacka oraz trzech innych kolesi stojących za nim. Luke zasłonił mnie swoim ciałem.

– Czego tu chcesz? – Warknął Luke.

– Ja? Chcę tylko dokończyć to co zacząłem i wyrównać rachunki. – Odpowiedział Zack.

– A swoich przydupasów po co wziąłeś? Czyżbyś sam sobie nie poradził? – Luke uśmiechnął się wrednie.

– Luke, nie prowokuj go. – szepnęłam.

– Nie martw się. – Również szepnął. Bardzo dyskretnie wyjęłam komórkę Luke’a z jego tylnej kieszeni w spodniach i napisałam wiadomość do Rose, że mamy kłopoty i gdzie jesteśmy. Gdy skończyłam, włożyłam komórkę Luke’owi z powrotem do kieszeni. Chyba nikt nic nie zauważył.

– No proszę… Nasz kwiatuszek ma rycerza w lśniącej zbroi. – Zack miał na twarzy kpiący uśmieszek.

– Zawsze lepszy rycerz w lśniącej zbroi niż banda gnoi. – Wredny uśmieszek nie schodził mu z twarzy.

– Taki jesteś odważny? Najpierw skończę z tobą, a potem zajmę się tym kwiatuszkiem za tobą. – Zack wyglądał na zdenerwowanego. Złapałam Luke za ramię.

– Luke, nie wdawaj się z nimi w bójkę. Lepiej już wracajmy do motelu.

– Ale…

– Proszę…

Niechętnie się zgodził. Wziął mnie za rękę i skierowaliśmy się w drogę powrotną. Luke posłał jeszcze mordercze spojrzenie w stronę Zacka i ruszyliśmy. Niestety nie zaszliśmy za daleko, ponieważ ktoś szarpnął Luke’a za ramię w wyniku czego się odwrócił. To był Zack. Nie odpuścił. Uderzył Luke’a z pięści w twarz. Zaskoczony zrobił kilka kroków w tył, by chwilę później mu oddać. Rzucili się na siebie. Zack oczywiście oszukiwał i po paru sekundach dołączyli do niego dwaj kumple, a trzeci z nich podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.

– Puszczaj mnie!

– Nie mam takiego zamiaru. – uśmiechnął się wrednie.

– Puść ją! To ze mną masz rachunki do wyrównania! – Krzyknął zdenerwowany Luke.

– Nie mam takiego zamiaru. Mam z nią niedokończone sprawy, którymi muszę się zająć. Ted, ucisz ją! – Powiedział Zack.

Chłopak stanął za mną, kładąc mi dłoń na ustach i unieruchamiając moje ręce. Luke nadal się bił z Zackiem i jego dwoma kumplami. Nie szło mu za dobrze. Ugryzłam go w dłoń przez co poluzował uścisk, więc wyrwałam mu się.

– Ty suko! – krzyknął i uderzył mnie mocno w lewy policzek. Upadłam na piasek, trzymając się za bolące miejsce.

– Zostaw ją! – Krzyknął Luke i chciał do mnie podbiec, ale mu na to nie pozwolili. Złapali go za ramiona i nie pozwolili mu się ruszyć z miejsca. Luke próbował się uwolnić, ale mu nie wyszło.

– Bądź trochę delikatniejszy… – powiedział Zack patrząc na chłopaka.

– Ta suka mnie ugryzła!

– Nie dramatyzuj tak. Trzymaj ją żeby nie uciekła. – Podniósł mnie z piasku i ponownie unieruchomił mi ręce oraz zatkał usta. Zack podszedł do Luke’a, którego wciąż trzymała tamta dwójka i uderzył go z pięści w twarz. Chciałam krzyknąć żeby go zostawił, ale nie mogłam. Zack zbliżył swoją twarz do Luke’a i powiedział coś do niego, ale nie byłam w stanie usłyszeć co to było.

Kastiel

– Już nie jesteś taki odważny, co?

– Pieprz się. – Warknąłem.

– Już niedługo będę to robić. Mam nawet chętną, aby trochę zgrzeszyć.

– Tylko ją tkniesz, a pożałujesz.

– Czyżby? Myślisz, że się ciebie boję?

– To lepiej zacznij. Po za tym, gdybyś się nie bał, to przyszedł byś sam, a nie z kumplami.

– Są tu tylko po to, aby dotrzymać mi towarzystwa.

– Jeśli tylko coś jej zrobisz, to za to zapłacisz. Znajdę cię wszędzie.

– Jaki bohaterski. Pewnie jeszcze zakochany.

– To nie twoja sprawa. Puść ją, a ze mną zrób co chcesz.

– Kusząca propozycja, ale mam co do niej inne plany.

– Jesteś sukinsynem.

– Staram się. – Uśmiechnął się wrednie i ponownie uderzył mnie w twarz.

– Zostaw go! – Usłyszałem krzyk Kat, więc spojrzałem się w tamtą stronę. Próbowała się wyrwać, ale nie miała z nim szans. Zack skierował się w jej stronę.

Kat

Ten dupek szedł właśnie w moją stronę z dziwnym uśmieszkiem. To nie wróży niczego dobrego…

Dotknął mojego prawego policzka i przybliżył trochę swoją twarz do mojej.

– Odważna jesteś. Mimo, że jesteś w gorszej sytuacji, ty nadal próbujesz coś zrobić. Coraz bardziej mi się podobasz kwiatuszku. – Powiedział to jakimś dziwnym głosem, od którego przeszedł mnie dreszcz.

Tego co zrobił później się nie spodziewałam. On mnie pocałował! Oczywiście nie odwzajemniłam pocałunku, ale nie mogłam też go przerwać przez to jak mnie trzymali. Na szczęście mogłam ruszać nogami. Jakimś cudem udało mi się kopnąć Zacka w jego krocze, przez co przerwał pocałunek.

– Ty dziwko! – Zanim zdążył ponownie się do mnie zbliżyć, upadł na piasek. Spojrzałam zdziwiona na osobę, która to spowodowała. Jak on się uwolnił?

– Mówiłem ci, że jeśli coś jej zrobisz, to pożałujesz! – Krzyknął Luke.

Spojrzałam na miejsce za nim gdzie powinna być tamta dwójka chłopaków. Powtarzam POWINNA, bo ich tam nie ma. Został tylko Zack i jego kumpel, który mnie trzyma.

– Puść ją. – Chłopak spojrzał najpierw na Zacka, a później na Luke’a i mnie puścił. Chwilę później odszedł, zostawiając nieprzytomnego Zacka. – Nic ci nie jest?

– To chyba ja powinnam zadać ci to pytanie.

– Nic mi nie jest…

– Nic?! Jesteś cały poobijany i to wszystko przeze mnie! Gdyby nie ja… – Podszedł do mnie i przytulił.

– Spokojnie. Już po wszystkim. – Kilka łez spłynęło mi po policzkach. – Nie płacz…

– To wszystko moja wina. Pobili cię przeze mnie. Gdybyś mi wtedy nie pomagał…

– To nie twoja wina. To wszystko przez tego sukinsyna. Gdybym ci wtedy nie pomógł, to mogłoby się skończyć o wiele gorzej. Nie obwiniaj się o to.

– Przepraszam i dziękuję… – Przytuliłam się do niego mocniej. Staliśmy tak przez kilka minut, dopóki nie podeszła do nas Rose i reszta z policją.

– O matko! Nic wam nie jest? Wszystko z wami dobrze? – Podbiegła i przytuliła mnie do siebie, a zaraz po niej Alex.

– Mi nic nie jest. Gorzej z Lukiem. Jest cały poobijany. Trzeba jechać z nim do szpitala.

– Nic mi nie jest. Nie jadę do żadnego szpitala.

– Jedziesz i bez dyskusji! Trzeba cię opatrzeć!

– Nie jadę!

– Kłócicie się jak stare, dobre małżeństwo. – Powiedziała Rose.

– Nie prawda! – Powiedziałam to w tym samym czasie co Luke.

– Nawet się ze sobą zgadzacie i mówicie w tym samym czasie. – I zaczęła się śmiać razem z Alexem. Przerwał im policjant, który do nas podszedł.

– Przepraszam, że przerywam, ale chciałbym wiedzieć co tu zaszło.

Luke wszystko mu opowiedział, a ja tylko potwierdzałam gdy policjant pytał mnie czy się z tym zgadzam. Po kilku minutach byliśmy wolni, więc skierowaliśmy się w stronę motelu.

– Rose zgodzisz się zamienić ze mną na pokoje? – Zapytał Luke. Rose nie wyglądała na bardzo zaskoczoną. Uśmiechnęła się złośliwie w kierunku Luke’a.

– A dlaczego?

– Ktoś musi mnie opatrzeć, a do szpitala nie pojadę. Po za tym, muszę porozmawiać z Kat, ponieważ ktoś nam przeszkodził.

– Zgoda. Zamienię się z tobą, ale będziesz mi winny przysługę.

– Niech będzie.

– Ej! Ja nie mam tu nic do powiedzenia? – Spojrzeli na siebie, a potem na mnie.

– Nie. – odpowiedzieli.

– Świetnie. – I poszłam pierwsza do pokoju. Wzięłam apteczkę z łazienki i usiadłam na łóżku. Po chwili do pokoju wszedł Luke. Miał rozciętą wargę i łuk brwiowy, który mocno krwawił.

– Widzę, że już się przygotowałaś. – Uśmiechnął się.

– Nie gadaj, tylko siadaj. – Usiadł obok mnie. Namoczyłam gazik i stanęłam między jego nogami.

– Będę ci się musiał odwdzięczyć za bycie moją osobistą pielęgniarką. – Powiedział z uśmieszkiem, ale syknął z bólu gdy dotknęłam gazikiem jego rozciętej brwi.

– Przestań mówić i siedź spokojnie. Opatrzę ci to i możesz wracać do swojego pokoju.

– Nic z tego. Zostaję tutaj.

– W takim razie ja stąd pójdę. Zamienię się z Chrisem. – Położył swoje dłonie na moich biodrach.

– Nie ma mowy. Ty też tu zostajesz.

– Zobaczymy. – Nakleiłam mu plaster oraz opatrzyłam jego usta i chciałam już od niego odejść, ale przeszkodziły mi w tym jego ręce na moich biodrach. – Skończyłam, więc możesz mnie już puścić.

– Nie puszczę cię, bo mi uciekniesz.

– Nie ucieknę. Zaniosę tylko apteczkę do łazienki i wracam. – Jak powiedziałam tak zrobiłam.

– To teraz możemy porozmawiać. – Powiedział gdy wyszłam z łazienki.

 

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 119
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!