American Assassin – Następne pokolenie – część 2

– Amelio, słońce, list do ciebie! – zawołała Loren Lincoln.

– Już, już!

Dziewczyna zeszła z góry gotowa do porannego biegania. Ciemne włosy spięła w kitkę na czubku głowy, po czym wzięła od matki kopertę. Była dziwna, niby zwykła, biała, ale nie było ani znaczka, ani stempla z poczty, brak nadawcy…tylko jej imię i nazwisko, bez adresu.

Amelia otworzyła kopertę i wyciągnęła kartkę. Na białej kartce A4 były na pisane tylko dwa słowa „W południe”.

– Co w południe? – spytała mama zerkając jej przez ramię.

– Nie wiem…to pewnie jakiś głupi żart. – Amelia wzruszyła ramionami, po czym zgniotła kartkę i wyrzuciła do śmietnika – Będę późnij, pa. – ucałowała rodzicielkę w policzek i wyszła z domu.

Porozciągała się jeszcze na trawniku, po czym wsadziła słuchawki do uszu i ruszyła wolnym biegiem w stronę Central Parku. Bieganie było jej jej codziennym rytuałem. Nie wyobrażała sobie dnia bez biegania. Jednak każdego dnia obierała inną trasę, Central Park był rozległy, więc miała bardzo dużo wariantów.

Dzień był słoneczny, więc tym bardziej chciało jej się biegać. Jak zwykle przyglądała się wszystkim ludziom, których mijała po drodze. Szczególnie jej uwagę przykuł mężczyzna siedzący na ławce niedaleko pomnika Chrobrego. Niby czytał gazetę i nie zwracał na nic uwagi, jednak za każdym razem kiedy go mijała unosił wzrok by na nią spojrzeć. Miał może ok. 40 lat, brązowe włosy i oczy, a jego ciało i sylwetka wyraźnie mówiły, że regularnie ćwiczy.

Dziewczyna przebiegła obok niego przynajmniej cztery razy, a on za każdym razem podnosił wzrok. W końcu zaczęło ją to irytować i z drugiej strony też trochę ciekawić. Kiedy zbliżała się do niego piąty raz, zatrzymała się i wyciągnęła słuchawki z uszu.

– Co pana tak we mnie interesuje? – spytała spokojnie stając przed nim.

Mężczyzna złożył gazetę i spojrzał na nią lekko zaskoczony.

– Nie wiem o czym pani mówi. – pokręcił głową.

– Ależ doskonale pan wie. – odparła – Minęłam pana już cztery razy i za każdym razem podnosił pan na mnie wzrok, ni nikogo innego, choć mijało pana mnóstwo osób. Dodatkowo od przynajmniej 40 minut czyta pan cały czas tę samą stronę i nie rozwiązuje krzyżówek, bo ta gazeta ich nie zawiera. Więc pytam ponownie, co pana interesuje w mojej osobie? – powiedziała unosząc wyczekująco brew ku górze.

Mężczyzna również uniósł brew ku górze i przez moment patrzył na nią w milczeniu. Po chwili jednak zerknął na zegarek i uśmiechnął się delikatnie.

– Idealne wyczucie czasu Amelio Lincoln. Właśnie mamy południe. – powiedział patrząc na nią z zadowoloną miną.

Dziewczyna na początku zrobiła wielkie oczy, zaskoczona faktem, że mężczyzna zna jej imię, ale po chwili wszystko zaczęło się układać w całość.

– Ten samochód, który mnie śledził i dzisiejszy list, to pana sprawka? – spytała spokojnie.

Normalny człowiek w jej sytuacji już dawno wziąłby nogi za pas, ale nie ona. Ona miała w końcu możliwość wyjaśnienia tego wszystkiego.

– Jestem mile zaskoczony, że to wszystko zauważyłaś i tak szybko połączyłaś fakty. Odpowiadając na twoje pytanie, tak, to moja zasługa. – odparł mężczyzna kiwając głową.

– Mogliście chociaż zmieniać samochody. – powiedziała, po czym sięgnęła do kieszeni.

Zauważyła, że mężczyzna automatycznie napiął wszystkie mięśnie, chociaż wydawało się, że zachowuje się naturalnie. W zasadzie zwykły obywatel nawet by tego nie zauważył. Ale Amelia, nie była zwykła. Przez te wszystkie lata nauczyła się obserwować ludzi, analizować ich ruchy i przekładać to na ich zamiary. Teraz doskonale wiedziała, że mężczyzna spiął się oczekując ataku z jej strony. Zdawała sobie również sprawę z tego, że ten nieznajomy jest bardzo dobrze wytrenowany, wszystko o tym świadczyło.

Wyciągnęła z kieszeni telefon, wyłączyła muzykę, po czym usiadła bok niego na ławce.

– O co chodzi? – spytała spokojnie.

– Chciałbym z panią porozmawiać na pewien temat. Może przejdziemy w bardziej ustronne miejsce? – zaproponował.

– Myślę, że to miejsce jest bardzo dobre na rozmowę. Mamy taką ładną pogodę, aż szkoda nie skorzystać ze słońca. – odparła rozglądając się.

Wolała nie opuszczać miejsca gdzie było dużo ludzi, gdzie w razie czego mogła się wtopić w tłum i po prostu zniknąć. Co prawda nie przewidywała, że będzie zmuszona robić coś takiego, al zawsze lepiej mieć dobry plan ewakuacyjny. Znała ten park jak własną kieszeń, znała każdy zakamarek, mogła tutaj bez problemu zniknąć.

– Rozumiem… bardzo dobre posunięcie. Zawsze należy w jakimś stopniu mieć przewagę nad przeciwnikiem. – mężczyzna pokiwał głową – W takim razie zostaniemy tutaj…

Amelia zerknęła na niego. Nie powiedziała nic, tylko uniosła wyczekująco brew ku górze.

– Panno Lincoln, domyślam się, że pani już doskonale wie, kto mnie przysłał. – zaczął nieznajomy – Obserwujemy panią od dłuższego czasu, ale to pani również już wie. Pani osiągnięcia w nauce, a przede wszystkim pani umiejętności, jakie pani posiada, oraz przedsięwzięcia w jakich brała pani udział na uczelni, zwróciły na panią naszą uwagę. – tutaj na moment przerwał – Chcę pani zaproponować możliwość osiągnięcia swojego celu. Co prawda nie będzie to możliwość dokonania zemsty za pani ojca, z wiadomych względów. Jednak nie zmienia to faktu, że może się pani przyczynić do ratowania życia niewinnych obywateli naszego kraju, oraz eliminowania zagrożenia, które im zagraża. – spojrzał na nią ze spokojem wymalowanym na twarzy.

Amelia również na niego patrzyła. Nie zaskoczył ją już fakt, że on tyle o niej wie. Jeśli faktycznie pracował tam gdzie podejrzewała, było to oczywiste.

– Co dokładnie ma pan na myśli? – spytała, a jej twarz w tym momencie nie zdradzała żadnych emocji.

– Mówię o przejściu ciężkiego szkolenia, po którym będzie pani chodzącą bronią. Po którym będzie pani w stanie eliminować terrorystów. Jednak nikt oprócz mnie, prezydenta i kilku upoważnionych osób, nie będzie wiedział o pani istnieniu. – zakończył swoją wypowiedź.

Dziewczyna przez dłuższy moment milczała, jakby się nad czymś zastanawiała.

– Mówiła pan, że jak się nazywa? – spytała nagle.

Doskonale zdawała sobie sprawę, że mężczyzna się nie przedstawił od początku rozmowy. Wiedziała też, że nie zrobił tego przez nieuwagę czy brak kultury.

-Mitchell Rapp.

Tylko przez moment Amelia dała po sobie poznać, że doskonale zna to nazwisko. Od dziecka interesowała się CIA i ich działaniami, a aferę z czasu kiedy doktor Kennedy została mianowana na dyrektora CIA i wypłynęło nazwisko Rapp’a, znała doskonale.

– A więc, panie Rapp – zaczęła spokojnie przenosząc wzrok na duży pomnik Chrobrego – Kiedy mam zacząć?

Nie patrzyła na niego, ale domyśliła się, że mężczyzna uniósł brew ku górze, jak w istocie było. Rapp nie spodziewał się, że tak szybko się zdecyduje. Z drugiej jednak strony rozumiał co nią kierowało,nim kierowały podobne kiedy zaczynał w tym interesie.

– W przeciągu tygodnia się z panią skontaktuję i omówimy wszystkie szczegóły. Cieszę się na naszą współpracę. Poinformuję moich przełożonych o pani decyzji i wszystko zaplanujemy. Do tej pory proszę na spokojnie kontynuować swoje codzienne czynności i nie informować matki o tej rozmowie. – powiedział i pozwolił sobie na lekki uśmiech.

– Naturalnie. – skinęła głową – Moja mama dostałaby z pewnością zawału gdyby się dowiedziała. – dodała, po czym podniosła się z ławki – W takim razie będę czekać na informację, a do tego czasu, życzę panu miłego dnia, panie Rapp. – i po prostu odeszła.

Po drodze na powrót włączyła muzykę i wsadziła słuchawki do uszu, po czym ruszyła biegiem przed siebie.

Autor Hankowa
Opublikowano
Kategorie Akcja Kryminał
Odsłon 423
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!