Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 4

Do Hashiramy doszły wiadomości o zbliżającym się do bram Konohy Kazekage. W ciągu piętnastu minut dokonał szybkiej poprawy wyglądu, poinformował swoich doradców – którzy tak jak Mito, opieprzyli go solidnie za brak odpowiedzialności i lekkomyślność – i również udał się do bramy.

Stojąc w samym progu, czekał na przywódcę Wioski Piasku. Miał nadzieję na obecność i wsparcie Mito, ale ze względu na okoliczności, musiała załatwić zakwaterowanie dla gości. Rosnąca gula w gardle utrudniała mu oddychanie. Zazwyczaj w takich sytuacjach się nie denerwował, ale przez ten głupi błąd, nie byli przygotowani na goszczenie Kage. Witając Ashinę Uzumaki w Konosze, oprowadził go przez różne atrakcje i ważne, dla niego oraz mieszkańców, miejsca. Ludzie pracujący i posiadający swoje firmy, mieli wszystko dopięte na ostatni guzik, sprawiali wrażenie ideału. I chyba tutaj właśnie jest problem, pomyślał. Może właśnie pokazanie tego samego, ale w naturalnym świetle, pokaże Wioskę Ukrytego Liścia lepszą. W końcu nikt nie jest idealny, nawet Hashirama. Jego tytuły, którymi może się pochwalić, to tylko pic na wodę. Za tymi potężnymi określeniami, Hokage i Boga Shinobi, kryje się beztroski człowiek, nielubiący pracy papierkowej przywódca, któremu nie zawsze wszystko idzie według jego myśli. Obecna sytuacja jest tego najlepszym przykładem. Bóg Shinobi… Potężny wojownik, którym jeszcze kwadrans temu pomiatała żona. Pięknie!

Przełknął nerwowo ślinę, gdy tylko reprezentacja Suny zbliżyła się do progu wioski. Na twarz wstąpił uśmiech, który miał nadzieję, że wygląda naturalnie i nienerwowo.

– To dla nas zaszczyt, że przystałeś na moją prośbę, Kazekage – przemówił Hashirama. Jego głos na początku drżał, ale dalsze jego słowa brzmiały dobrze. Nawet udało mu się zdobyć na spokojny i przyjazny ton.

– Cóż… Miejmy nadzieję, że nie przybyłem tu na próżno, czcigodny Hokage. – skinął lekko głową Reto.

Hashirama zrobił krok do przodu i uścisnął dłoń drugiego Kage.

– To są moi doradcy – wskazał na swoich towarzyszy – Kenta i Shamon.

Hashirama powtórzył gest również z nimi. Kentę widział pierwszy raz, ale Shamon był doradcą Reto na Pierwszym Szczycie Kage i pierwszym znanym jinchūriki z innej wioski. Miał w sobie zapieczętowanego Jednoogoniastego. Jak teraz o tym pomyślał, chciał z nim później porozmawiać. Mógłby go spławić, ale jednak Hashirama chciał zaryzykować i zapytać go o kilka rzeczy.

– Nie stójmy już tak – powiedział Senju, patrząc na gości. – Moi ludzie zaniosą wasze rzeczy, a my w tym czasie pozwiedzamy.

~*~

Tobirama wypijał enty kubek zielonej herbaty. Siedział wraz z chłopakami w swojej kajucie i wyrzucał sobie w myślach swoją i Hashiramy nieodpowiedzialność. Miał nadzieję, że jego bratowa przypilnuje wszystkiego i nie wygłupią się przed Sunagakure.

– Proszę się uspokoić, panie Tobiramo. – Czerwone oczy zerknęły gniewnie na Hiroshiego. Ten jednak nie zrażał się niemiłym spojrzeniem zwierzchnika, z lekkim uśmiechem kontynuował. – Nic ci nie da, że będziesz się tutaj denerwował. To problem Pierwszego, że nie dopilnował. Proszę skupić się na misji.

– Wiem, wiem… Tylko że mój brat nie jest też wybitny w pracy biurowej. Dość często to ja go zastępuję, a on w tym czasie spędza czas z rodziną. Czasem oboje siedzimy w biurze, a jeszcze zdarzają się takie sytuacje jak nowe dokumenty i te z poprzedniego dnia – wyjaśnił i spojrzał na widok za oknem. Rano zapowiadała się ładna pogoda, ale w trakcie rejsu, złapał ich deszcz. – Poza tym, brat mówił mi o zaproszeniu Kazekage do Konohy. Zgodziłeś się na to i starałem pamiętać o tej wizycie. Co prawda, nie pamiętam, żeby Kazekage przysłał nam odpowiedź na zaproszenie, ale jeśli tak… Oby wszystko poszło tam dobrze.

Tetsuya i Daisuke pokiwali głowami.

– Mistrz Hashirama jest nierozgarnięty, ale zawsze, gdy plan nie szedł po jego myśli, wychodził później z twarzą – Yamanaka powiedział to tak spokojnie, jakby mówił o pogodzie. A ta za oknem nie wyglądała za ładnie. – Uszy do góry. Proponuję się zabawić. Co wy na to, aby odwiedzić dziewczyny i zagrać w grę karcianą? Na przykład… Rozbierany Poker!

Nara przewrócił oczami. Zamachnął się otwartą dłonią i trzepnął chłopaka w tył głowy. Daisuke krzyknął cicho i zaczął masować obolałe miejsca. Spojrzał z wyrzutem na kolegę.

– Szanuj kobiety, bo nie wiadomo, kto cię uziemi – odparł uśmiechnięty. – Taka Miwa nieźle by ci dokopała za takie pomysły.

Daisuke wybuchł śmiechem.

– Nie jest w moim guście, ale [Imię]? Wydaje się miła–  odpowiedział i zwrócił się do Tobiramy. – Jaka ona jest? Zdaje się, że ona i ty, mistrzu, dobrze się znacie.

– I dobrze ci się zdaje. – skinął mu głową, zapominając o Kazekage. Jego uczennica wydawała się lepszym tematem do rozmowy niż problemy znajdujące daleko od nich.

– [Imię] jest wnuczką przywódcy Uzushiogakure, pana Ashiny. Przybyła do Konohy sześć lat temu w odwiedziny do Mito i Hashiramy. Pech chciał, że był to dość burzliwy dla nas okres. Atak Madary, późniejsze problemy z klanem Uchiha i inne wioski chciały pokazać swoją siłę. [Imię] pomagała mi w biurze, kiedy mój brat dochodził do siebie po walce, a Mito  dużo czasu spędzała nad – zatrzymał się, nie powinien mówić otwarcie o Dziewięcioogoniastym. – Pomagała przy wielu rzeczach związanych z ochroną wioski. [Imię] była zmuszana przez swoich rodziców do treningów shinobi, ale nigdy nie była w nich niezwykle dobra, miała naturalny talent do medycznego ninjutsu, które rozwijała w swoim własnym zakresie, i fūinjutsu, jednak nie potrafiła go dobrze wykorzystać w walce. Zaoferowałem się jej na tymczasowego mistrza…

Pukanie przerwało ich rozmowę. Po krótkiej chwili otworzyły się i stanęła w nich wspomniana Uzumaki.

– Tobiramo, mogę cię prosić? – zapytała niepewnie. – Dziewczyny za chwilę się pozabijają.

~*~

– Całkiem fajna ta wasza wiocha! – wykrzyczał radośnie Reto, wypijając następną czarkę sake, a następnie wybuchł głośnym śmiechem, zwracając przy okazji na siebie uwagę barmana i innych klientów baru.

Hashirama był w szoku, nie sądził, że za maską stanowczego i silnego shinobi, kryje się człowiek, który tak jak on lubi sobie dobrze i dużo wypić. Od godziny siedzieli w pobliskim barze i pili sake – dla własnego bezpieczeństwo, postanowił pić umiarkowanie. – Zerknął ciekawie na Kentę i Shamona, oboje stali jak wykuci z kamienia i obserwowali swojego Kazekage. Przynajmniej Shamon sprawiał takie wrażenie, bo Kenta z trudem powstrzymywał śmiech. I do tego jeszcze, nawet nie wybiła godzina dwunasta.

– Więc… Czcigodny Hokage, po co ciągnąłeś mnie taki kawał drogi? – zadał pytanie, gdy tylko się uspokoił. Był czerwony i było po nim widać, że jest wstawiony, ale na umyśle wciąż był trzeźwy. – Jakiś powód chyba jest?

Hashirama skinął głową.

– Cóż, nie było wcześniej możliwości, ale chciałem naprawić napięte stosunki między naszymi wioskami. Sunagakure znajduje się na pustyni, pomyślałem, że będzie wam łatwo żyć dzięki sojuszowi lub chociaż, nawiążemy kontakty handlowe. Pomimo ciężkich warunków życia, macie coś ciekawego do zaoferowania.

– To prawda – przyznał Reto i nalał sobie sake do czarki, przychylił butelkę do Hashiramy i na jego skinięcie, również i jemu polał. Wzięli naczynia do dłoni i podnieśli do góry, następnie ciecz znalazła się w ustach.

– Jest jednak jeszcze jedna sprawa–  powiedział cicho Hashirama. Kazekage spojrzał na niego podejrzliwie. – Wczoraj odwiedził nas mały gość z Góry Myōboku. Sytuacja, jaką ujrzał Wielki Ropuszy Mędrzec, nie wygląda ciekawie. Dziś rano wysłałem listy do innych przywódców wiosek, które posiadają podarki ode mnie. Mam nadzieję, że przybędą jak najszybciej i będziemy mogli działać.

Reto podniósł pytająco brwi. Hashirama zauważył to, dodał pospiesznie.

– Proszę nie naciskać. To nie jest dobre miejsce na wyjaśnienia.

~*~

Godzina druga, obiad w niezręcznej ciszy i powrót do swoich kajut. No, poza dwiema osobami. [Imię] i Tobirama siedzieli sobie w części restauracyjnej i pili zieloną herbatę.

– Nie miałam możliwości porozmawiać z Miwą. Wczoraj, jak tylko wróciliśmy z obiadokolacji, położyła się spać. Może coś się dzieje u niej w domu?

– Może – przytaknął. – Nawet to bardzo możliwe, jej wuj jest osobą surową i lubi, gdy wszystko układa się po jego myśli. Być może moja reakcja wywołała u niej łzy. Ona sama też nie należy do osób, które łatwo się chcą podporządkowywać…

[Imię] główkowała jeszcze nad całą sytuacją. Tobirama uśmiechnął się lekko do niej. Zdziwiła się, to jakaś nowość u niego. Znała go jako osobę równie surową i zimną, która rzadko pokazywała tę cieplejszą stronę.

– Nie przejmuj się tym. Będzie jeszcze okazja, a jeśli nie, to trudno. Grunt, że wróciła do swojej normalności.

– Dziwię się, że dziś tak nie wybuchła – wypaliła i zakryła usta dłońmi. – Wybacz!

Zaśmiał się krótko. Co się z nim dzieje? Wcześniej tak się nie zachowywał, pomyślała. Wzięła do rąk kubek i dopiła do końca napój. Posiedzieli w ciszy, napawając się dźwiękami harfy i fletu grajków, dorabiających sobie na statku.

– Można się dosiąść?

Odwrócili się.

– O nie! Czy to sławna drużyna Yamanaka-Nara-Akimichi? – zaśmiała się. Tetsuya i Hiroshi postanowili usiąść na swoich poprzednich miejscach, obok Tobiramy, a Daisuke zajął miejsce obok [Imię].

– Mistrz Tobirama powiedział nam trochę o tobie. Mówił, że byłaś jego uczennicą.

– Naprawdę o tym wspomniał? – udała zaskoczoną, ale jej mina zdradzała ekscytację. To idealna okazja, by troszkę się podroczyć i zobaczyć reakcję odnowionego Tobiramy.

Daisuke pokiwał entuzjastycznie. No i się zaczęło. Opowiedziała o swoim pobycie w Konosze kilka lat temu. Przy okazji powspominała o swojej rodzinie, która zmuszała ją do treningów i zostania shinobi. Z jej ust, to była ciekawa historia. Czasem Tetsuya i Hiroshi zadawali pytania, a Daisuke z uśmiechem przytakiwał. Tobiramie nie podobała się postawa Yamanaki. Był za bardzo oczarowany [Imię]. Poczuł delikatne ukłucie niepokoju. Dziewczyna była od niego młodsza o siedem lat i do tego przez pewien czas był jej nauczycielem. Czuł odpowiedzialność za nią, była mu przecież bliska.

– Ale najlepsze było jak Tobirama chciał mnie nauczyć…

Wybuch śmiechu. Uśmiechnął się mimo słuchania żenujących sytuacji z nim w roli głównej. Nie da po sobie poznać, że go to zirytowało. Po roku szkolenia swoich uczniów i opiece nad bratankami potrafi zachować spokój i schować prawdziwe emocje. Próbuj, [Imię], pomyślał i oparł się wygodniej na krześle.

Rozmowa trwała w najlepsze. Z czasem i on coś dodał, śmiejąc się przy tym. Kolejna nowość u idealnego, oschłego Tobiramy. [Imię] pamiętała, że był dla niej miły – mimo chłodnej natury – ale również złośliwy. Często sobie dogryzali, a teraz? Nie mogła uwierzyć, że osoba, z którą rozmawiała, to jej były mistrz.

Po dobrej godzinie Hiroshi i Daisuke odeszli, by pospacerować po statku. Tetsuya postanowił zerknąć co u dziewczyn. [Imię] i Tobirama znów zostali sami.

– Nie mogę w to uwierzyć – powiedziała, zwracając na siebie uwagę. Spojrzał na nią z zaciekawieniem, już chciał zapytać, ale uprzedziła go. – Co się z tobą stało? Nigdy nie pokazywałeś tyle emocji. Czuję się, jakbym rozmawiała z zupełnie inną osobą.

– Dzieci Hashiramy i Mito rosną jak na drożdżach. Za każdym razem, gdy byłem u nich, starałem się nie pokazywać swojej chłodnej natury. Ciężko jednak utrzymać swoją prawdziwą twarz przy tych dzieciakach. Dziewczynki są bardzo zdolne i w przyszłości jedna z nich będzie silną kunoichi.

– Jedna? – zdziwiła się lekko. Doskonale wiedziała, że jej kuzynka miała dwie córki: Akane i Hanae.

– Hanae nie odziedziczyła zdolności bojowych po ojcu, ale boi się do tego przyznać. Ponadto odczułem u niej brak zainteresowania takim życiem – uśmiechnął się. – przypomina mi ciebie.

– No tak – zaśmiała się. Tak, miał rację w tej kwestii.

Poddała się długiej rozterce, głębszej myśli na temat jej życia. Miała już na karku ponad dwadzieścia lat i wciąż była sama. Czuła samotność, chęć posiadania kogoś bliskiego. Kogoś, komu mogłaby zaufać i kochać. Nagle coś ją oświeciło.

– A co z tobą? Czy poukładałeś sobie życie? Masz już kogoś?

Pokręcił głową.

– Nie znalazłem jeszcze odpowiedniej kobiety – odpowiedział, popijając herbatę. Była już zimna, ale to nie było dziwne. Siedzieli tutaj już prawie dwie godziny. Poza tym jakoś nie spieszył się z piciem. Mimo że napój stracił już temperaturę, wciąż smakował dobrze.

– A czas leci – zażartowała.

Jakbym słyszał siebie z wczoraj, pomyślał.

– Ty też nie masz nikogo, prawda?

Uśmiechnęła się smutno i spojrzała w dół.

– Nie – powiedziała cicho, Tobirama musiał wytężyć słuch, aby dosłyszeć całą resztę. – Wiesz… Moja obecna sytuacja nie wygląda ciekawie.

– Czy czujesz się już na siłach, aby mi o tym opowiedzieć? –  pokręciła przecząco głową, zanim zakończył pytanie.

I nastąpiła cisza. Wcześniejsze były miłe, ale ta była krępująca. Grajkowie już dawno skończyli swój występ i zwinęli swoje instrumenty. Teraz na sali znajdowała się tylko mała rodzina, składająca się z małżeństwa i małego dziecka, czasem hałasującego. Tobirama stwierdził, że wystarczy tego siedzenia, chociaż chciał jeszcze tu trochę posiedzieć. Dawno nie widział [Imię] i musiał przyznać, że się za nią stęsknił. Czas ich zmienił, nie byli już tymi samymi osobami co sprzed tych parę lat. On delikatnie zmiękł za sprawą bratanków i uczniów, a ona? To tajemnica, którą miał nadzieję niedługo poznać. Niemniej jednak robiła na nim wrażenie, naprawdę dorosła.

Dopił szybko herbatę, kończąc swoje rozmyślania, i poprosił o rachunek.

– Ja zapłacę, ty w tym czasie poszukaj pozostałych. Spotkamy się w naszej kabinie. Najwyższa pora na poznanie szczegółów misji.

Skinęła głową i odeszła od stołu. Tobirama odprowadził ją wzrokiem i westchnął ciężko. Nie wiedział jeszcze, co powie, ale na pewno będzie musiał ominąć część o ogoniastych bestiach. Wzruszył ramionami, musiał jakoś sobie poradzić. Poza tym, skoro zdaniem Daisuke, jego brat potrafił zawsze obrócić sytuacją na swoją korzyść, to on też da radę.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 301
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!