„Ekstaza premiowej nocy”

Ostatnia noc. Noc przed tą w której ból i cierpienie zostanie nazwane w inny sposób. Noc przed największą masakrą o jakiej usłyszy cały świat. Krwawy księżyc znowu nadejdzie, a on będzie tego powodem.

Stał sam pośrodku ciemnej sali lekko kołysząc się z boku na bok. Jego nowe mechaniczne ciało zostało świetnie zrobione, lecz umysł pozostał spaczony. Jedynym dźwiękiem była melodia, która hipnotyzowała innych, czarowała słuchających, prowadziła do zguby i śmierci. Był w swoim świecie. Świecie, który wyimaginował w swoim chorym umyśle. Do końca ulepszenia pozostało mu jedno zadanie… Musiał całkowicie ubezwłasnowolnić demona który go opętał… To miała być tylko i wyłącznie jego sztuka. Żadnej ingerencji ze strony tego co myślało, że może przejąć kontrole nad Khadą. Tak naprawdę to Jhin miał całkowitą kontrole nad nim. Został oszukany.

Umysł jak i świat w którym obecnie znajdował się Khada był zniszczony. Stał na ogromnej, walącej się wieży. Świat był różowo-czerwony. Całkowity brak jaskrawych kolorów. Pod budynkiem leżał ogrom gnijących ciał. Każde z nich to osoba, którą zabił w prawdziwym świecie. Światło rzucał krwisty księżyc, który nigdy nie zmieniał miejsca na niebie. Tutaj do perfekcji doprowadzał swoje zabójstwa, to tu znajdował ucieczkę przed normalnym światem. Nie czuł głodu, prostych potrzeb każdego zwykłego człowieka. Uczucia takie jak miłość oddawał samemu sobie, nikt nie mógł dorównać jego osobie.  W tym miejscu mógł spotkać się twarzą w twarz z demonem.

Pojawiał się on zawsze na niebie. Schodził pod postacią dosyć podobną do człowieka. Jego czerwono-czarne ciało doskonale komponowało się z tą scenerią. Każdy swój krok wykonywał z gracją, a w powietrzu pozostawiał za sobą płonące okręgi. Tym razem było inaczej… Śmiech wypełnił całą krainę, charczący, złowieszczy, donośny. Cały świat stanął w ogniu. Wieża zaczęła zmieniać się w coś co mogło przypominać salę tronową. Długi korytarz z krwisto czerwonym szlakiem narysowany ludzką krwią prowadzącą do złotego tronu, który stał w płomieniach. Na nim siedziało lustrzane odbicie Jhina. Muzyka zaczęła grać, a z nieba przez dach zaczął padać ognisty deszcz. Miejsce w umyśle Khady, które ukształtowała sobie ta postać. Tu był jego dom. Tylko tutaj mógł władać swoją mocą. To on był więźniem Jhina, nie odwrotnie.

„Tylko perfekcja… Dopuszczalna jest tylko perfekcja.”

– Czego chcesz? – powiedział mrocznym głosem Jhin siedzący na tronie. – Twoje ostatnie postępowania sprawiły mi wiele radości, ale nie rozumiem twojej obecności tutaj, powinieneś przygotowywać się do ostatecznej egzekucji, tego twojego… Jak to nazywasz?… Przedstawienia? – Brak odzewu. Prawdziwy Khada zaczął powoli poruszać się w stronę sobowtóra. Muzyka z każdym jego ruchem była coraz mocniejsza, a deszcz zdawał się ustępować. – Co robisz?! ODSUŃ SIĘ! – Postać przybrała swój dawny wygląd. Jego czaszka zaczęła bić ognistym płomień, a wypowiedziana komenda odepchnęła Jhina pod sam koniec sali. Uderzył w ścianę zostawiając na niej wgłębienie. – Dałem Ci wszystko, moc, technikę, radość z zabijania, a ty tak mi się odpłacasz pachołku? – doskoczył do niego, uniósł i przycisnął do ściany. Jhin zareagował na tą sytuację histerycznym śmiechem. Śmiechem który wstrząsnął tym światem. Kolor otoczenia zmienił się na ciemno niebieski. Z podłogi zaczęły wyłaniać się płatki lotosu, które po chwili utworzyły wokół nich bańkę. Jhin zniknął z uścisku demona. Bańka pękła, a przed nim pojawił się tłum ludzi.

Słup światła reflektora oślepił go. Nie mógł się ruszyć. Po chwili tłum zaczął bić brawa. Za jego plecami pojawił się Jhin ze swoją bronią. – Scena wzywa! – stanął przed nim ukłonił się publiczności, obrócił w jego stronę i wypowiedział – Umysł szaleńca jest nieprzewidywalny i nie można go opętać – Wystrzelił mu prosto w twarz – Nie będziesz mi mówił co mam robić – drugi pocisk wylądował w czaszce ofiary – Widzisz jak uczeń przerasta mistrza! – kolejny pocisk został wymierzony w ciało – To przedstawienie potrzebuje tylko jednego głównego aktora, Rhaast zniknij… – czwarte uderzenie zostało wystrzelone w serce demona. Okropny krzyk. Świat zawirował, a sam Rhaast został wypuszczony z objęć uniósł się w powietrze.

„Twoja praca zostanie zapomniana. Ja prześcigam nasze czasy.”

Ciemną salę wypełnił złoto czarny pył, który wyszedł z głowy Jhina. Muzyka ucichła, a miejsce wypełnił demoniczny krzyk. Demon odszedł. Jhin pozbył się ostatniej bariery, był gotowy do ostatecznego przedstawienia.

Autor DeCey
Opublikowano
Odsłon 728
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!