Piltover w kilka miesięcy z wielkiego, zmechanizowanego miasta zmieniło całkowicie swoją scenerię.

Na ulicach widniała masa czerwono-złotych proporczyków, na chodnikach leżało wielokolorowe konfetti, a gdzieniegdzie można było zauważyć pierwszych sprzedawców w swoich straganach. Największe zmiany poczyniły się w samym centrum.

Dachy dotąd smutno szare bądź brązowe przybrały krwisto czerwony kolor, domy zostały pomalowane na pomarańczowe barwy, a sam plac pod wielkim pomnikiem zamienił się w ogromną scenę, pod którą znajdowała się masa petard oraz lampionów, które miały wzbogacić Festyn Księżyca o dodatkowy urok. Mieszkańcy poprzebierali się w różnorakie stroje, które swoim wyglądem idealnie wpasowywały się w stylistykę odmienionego miasta. Przygotowania szły pełną parą. Program artystyczny obfitował wieloma ciekawymi atrakcjami. Znalazł się na niej występ Straży Pożarnej Piltover, teatr cieni z dalekiego południa, występ Sony oraz pokaz lotniczy samego Corkiego. Święto było prawie gotowe, już jutro wszyscy razem powitają Chiński Nowy Rok.

Zima na dobre zawitała do Miasta Postępu. Lód przysłonił portowe wody, szron zasłaniał większość domów na obrzeżach, a temperatura dawała się we znaki bezdomnym spotykanym przy większych skupiskach ludzi. Od ostatnich miesięcy Departament Policji miał pełne ręce roboty. Wiele niewyjaśnionych uprowadzeń ludzi, masa napadów rabunkowych oraz zamieszki przy bramie wejściowej do Zaun. Jednak największym problemem były zagadkowe zabójstwa, które budziły grozę nawet u największych weteranów na komendzie. Sprawę przejęła sama Vi – różowo włosa kobieta z wytatuowaną napisem VI na policzku. Najbardziej charakterystyczną cechą jej wyglądu były ogromne mechaniczne rękawice, które miała przytwierdzone do rąk. Każda ze zbrodni była okropnym aktem przemocy. Zwłoki za każdym razem były ułożone w dość specyficzny sposób, tak żeby krew wypływała z ciała cała. Podczas znajdowania ofiar można też było zobaczyć specyficzny znak, który przedstawiał koło a nad nim narysowany półokrąg. Farbą tego „dzieła” była krew ofiary. „Artysta” dawał znaki, że to właśnie podczas festynu ponownie uderzy… Vi była na to przygotowana.

Na Festyn Księżyca miało przybyć wielu gości, a najważniejszym miał być poseł z Demacii, którego zadaniem ma być podpisanie traktatu o wolnym handlu. Do tego zadania wyznaczono Przywódcę Nieustraszonej Gwardii Garena. Wyruszył już tydzień temu wraz ze swoimi najbliższymi i najbardziej zaufanymi ludźmi. Przed samym wyjazdem udał się do wyroczni w celu poznania przebiegu spraw. Młoda kobieta ubrana w ciemne szaty wrzuciła do ogromnej misy mieszankę soli, pył zmieniając się w czerwony kolor, wypuścił czarny obłok, który symbolizował zły omen. Jego nastawienie na podróż zmieniło się całkowicie, ale wiedział, że musi i tak się jej podjąć. Sprawy królestwa był ważniejsze niż jego życie. Pierwszy raz od dość długiego czasu czuł strach.

Przez ostatnie kilka miesięcy Zed prawie nie widywał się z Shenem, każdy z nich żył swoim śledztwem. Zed dość spokojnie do tego podchodził, wiedział, że nie da rady złapać Jhina, dopóki on sam nie będzie chciał się ukazać, dlatego coraz to liczniej zaczął opuszczać badanie miejsc zbrodni, a zajmował się zaspokojeniem duszy i ciała w pobliskich karczmach oraz burdelach. Cały czas męczyła go jednak wizja, jaka mu się ukazała przed warsztatem Viktora, gdzie Shen prawie zatłukł uczonego na śmierć własnymi pięściami. Kilka razy śniło mu się jak magia cienia zaczyna wychodzić z jego głowy, zaczyna sama z nim walczyć… traci nad nią kontrolę… słabnie… robi się słaby… w pewnym momencie snu poddaje się jej, czarna postać oplata jego ciało i… i budzi się zdyszany z krzykiem. Dawne Oko Zmierzchu całkowicie ignorowało swojego towarzysza, jego podejście do świata diametralnie się zmieniło, powstał inny człowiek. Wykorzystywał swoją siłę, żeby dotrzeć do potrzebnych mu informacji, zabił kilkunastu świadków, którzy byli w melodycznym transie Jhina podczas wyciągania informacji. Był to jego priorytet ZABIĆ Khadę, nie będzie bawić się i ryzykować, że ponownie zostanie uwolniony. Każde zabójstwo badał sam, zawsze coś go prowadziło do miejsca w którym go dokonano… dobry duch? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie… Zaczął uważać, że to zwykłe szczęście.

Po pozbyciu się demona Jhina ogarnęła żądza sztuki. Jego zabójstwa miały za zadanie najzwyczajniej uradować jego czarną duszę. Odzyskanie pełnej świadomości dało mu dużo więcej frajdy z bólu, jaki zadawał swoim ofiarom. „Obrazy” był coraz to bardziej finezyjne. Od udekorowania całego pokoju we wnętrznościach ofiary, aż po staw pełen ludzkiej krwi. Chciał, żeby świat zobaczył jego „sztukę” dlatego przestał używać kwiatów z toksyną… Jego urojony obraz świata zapełniał się nowymi ciałami. Już nikt nie sprawował nad nim władzy. Wszystko, czego nauczył go demon było teraz niszowe, Jhin swoją sztukę ustawił na całkowicie nowy poziom. Poziom, który go cieszył, który go podniecał… Ostateczne przedstawienie, podczas którego to Krwawy Księżyc zostanie sprowadzony ponownie, niedługo się zacznie. Ostatnie przygotowania, deszcz krwi będzie ukojeniem dla jego duszy, ukojeniem dla świata… CZYMŚ PIĘKNYM!

Dochodziło południe. To dzisiejszego dnia odbywa się Festyn Księżyca. Ludzie powoli zaczynają się zbierać na ulicach, przeglądają towar na okolicznych straganach, dzieci tańczą do muzyki granej przez Narodową Orkiestrę. Nie przeszkadza im śnieg i dość niska temperatura, atmosfera jest tutaj wystarczająco ciepła, żeby zapomnieć o mrozie. Poselstwo z Demacii już przybyło. Uroczyste podpisanie traktatu miało odbyć się podczas ceremonii otwarcia i oficjalnego powitania Nowego Roku. Coraz więcej ludności zaczęło zbierać się pod główną sceną. Policja Piltover miała za zadanie dopilnować bezpieczeństwa podczas imprezy. Obstawiono wszystkie możliwe drogi oraz alejki, każdy z mieszkańców przechodził osobistą rewizję. Na dachach wieżowców oraz mniejszych domostw widziano ustawionych najlepszych strzelców z komendy. Nad wszystkim piecze stanowiła Cailtlyn wraz z Vi.

Zed był przygotowany, to był ten dzień ,o którym mówił Jhin podczas wizji, dzień, w którym jego śmierć miała zostać dokonana. Krocząc po dachach ,zauważył kilku funkcjonariuszy policji. Obezwładnienie ich nie będzie większym problem. Zmienił się w cień, pojawił za wrogiem i zadał cios w szyję. Czynność powtórzył kilka razy w stosunku do innych policjantów. Dach był teraz czysty, mógł spokojnie przyglądać się przedstawieniu, w którym sam miał wziąć udział. Czas mijał powoli… W pewnym momencie dołączył do niego Shen, jego wygląd zmienił się całkowicie. Włosy zaczęły zmieniać barwę na szary, zrobiły się widocznie dłuższe, a jego dość ciemna Ioańska karnacja zmieniła się bladą skórę. W jego oczach było widać, że nie radzi sobie z tą sprawą, ale Zed nie był w stanie mu tego powiedzieć. Wiedział, że jego dawnego przyjaciela ogarnia moc zemsty… On tylko na to czekał.

Ceremonia zaczyna się. Kilka tysięcy ludzi spotkało się przed wielką sceną. Na niej pojawili się premier Piltover oraz Garen. Przed nimi widniał mały, lecz pięknie urządzony stolik, na nim stał kałamarz oraz leżało gęsie pióro. W tle słychać było dźwięki tworzone przez lutnię Sony, swoistej wirtuozki tego instrumentu. Zed wraz z Shenem stali w gotowości, nie myśleli o niczym innym tylko o tym, że zaraz usłyszą dźwięk i nie będzie to lutnia Sony, a melodia zwiastująca coś gorszego. Vi również była gotowa… Wiedziała, że zaraz stanie się coś złego.

Czas zwolnił, zamiast pięknych dźwięków lutni w słabych ludzkich umysłach dało się słyszeć dobrze znaną melodię zbliżającego się niebezpieczeństwa. Leci pierwszy strzał – trafia. Garen zostaje postrzelony gdzieś w okolice serca. Celem prawdopodobnie miał być premier. Kolejny strzał. Tym razem wymierzony w Sonę. Przewróciła się ,wyrzucając swoją lutnię w powietrze, pocisk przeleciał przez jej gardło. Vi stała jakby w transie. Trzeci strzał trafił właśnie ją. Po otrzymaniu obrażeń, Vi odpadły mechaniczne dłonie. Strzały dobiegały z budynku naprzeciw wielkiej sceny. Zed oraz Shen rzucili się w tą stronę, lecz… czwarta kula trafia Zeda w głowę. Czarny dym ulotnił się z jego czaszki, a sam spadł z dużej wysokości. Ludzie na ulicy nie uciekali… Stali w transie.

Jhin po oddaniu perfekcyjnych strzałów przyglądał się całej scenie stojąc w oknie, z założoną maską. Jego garb stał się przedłużeniem jego broni. Połączył ją z mechaniczną ręką, a z ramienia wystawały CZTERY, puste już kanistry. Shen miał go na wyciągniecie ręki. Kierował się w jego stronę, w jego nozdrzach czuł zapach krwi potwora. Jhin wyglądał jakby nie wiedział co się święci. Stał wpatrzony w tłum i śmiał się głośno. Tego dnia nie zabił, zrobił coś gorszego. Wypełnił przepowiednie. Niebo zmieniło kolor na czerowny, a z niego zleciało 12 płomieni. 10 z nich poleciało w inną stronę, a dwa kierowały się w stronę Jhina. Rozłożył ręce, a dziwny płomień jakby w niego wleciał. Shen rzucił się na przeciwnika, lecz upadł w połowie lotu. Drugi obłok wszedł w niego. – Kiedyś mi za to podziękujesz – powiedział do niego Khada. Ponownie zaśmiał się i wyszedł z pokoju. W głowie ninjy zaczęły pojawiać się sceny każdego jego zabójstwa, przemijały coraz szybciej i szybciej do czasu, aż nie zemdlał.

Obudził się po pewnym czasie. Wstał i spojrzał przez okno. Ludzie bawili się i świętowali ,jakby nic nigdy się nie stało. W pustym pokoju stał on, a jedyną rzeczą, jaka została po Jhinie ,był kwiat lotosu oraz mały liścik napisany czerwonym atramentem. – Usłyszysz wezwanie, bądź gotowy – po przeczytaniu, Shen zgniótł kartkę i z całym impetem rzucił nią w kąt. Po raz kolejny zawiódł… Użył swoich sił i teleportował się w odosobnione miejsce. Zaczął podróż Wygnańca. Podróż, która trwać miała kilkadziesiąt lat. Był spaczony.

Jhin tego dnia nikogo nie zabił, pozbawił czterech osób czegoś więcej niż życia. Zabrał im coś, czym wyróżniali się od innych, zabrał im ich piękno. Garenowi odebrał siłę woli, od tego czasu nigdy również też już nikogo nie pokochał. Sonie odebrał jej niebiański głos, głos, który słyszalny był tylko dla nielicznych. Vi zapał do życia, zabrał chęć zmiany tego paskudnego świata. Jedyną osobą, która zamiast coś stracić, był Zed. Jhin umożliwił mu poskromienie ducha cienia. Wiedział, że mistrz cieni w niedalekiej przyszłości z pewnością ureguluje rachunek.

Khada Jhin, Złocisty Demon zniknął i już nigdy nie pojawił się w Piltover. Shen udał się w pokutną podróż, a cztery ofiary Jhina zmieniły podejście do swojego życia. Święto trwało w najlepsze, traktat został podpisany, a Sona dokończyła występ na swojej lutni. Vi po kilku miesiącach zakończyła sprawę związaną z zabójstwami, gdyż te ustały. Życie w Mieście Postępu znowu się uregulowało.

Zabił ostatniego noxiańskiego strażnika. Kayn podszedł do pakunku, w którym owinięta była tajemnicza broń. Przekaz był prosty „Zdobądź artefakt” zrzucił płachtę i jego oczom ujawniła się kosa z czerwonym poruszającym się okiem. Podniósł ją. Przerażający krzyk odbił się echem w dolinie Ionii. Rhaast odnalazł kolejne, dużo słabsze ciało, jak i prosty umysł. Czuł się jak w domu…

Autor DeCey
Opublikowano
Odsłon 892
3

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!