Chwiał się na nogach i miał wrażenie, że na tym się nie skończy, gdy próbował pokonywać kolejne budynki w poszukiwaniu trasy powrotnej do domu.

Jego zmęczeniu nie pomagał fakt, że drogi nie pokonywał w ciszy, a przy akompaniamencie radosnego potoku słów dziwnej dziewczyny, którą, jak się okazało, zwano Jinx.

“Nie mam imienia. Podobno matka nie zdążyła mi go nadać. Ale od chwili, w której zrzygałam się mojej siostrze na twarz za dzieciaka, stwierdziła, że przyniosę jej tylko pecha, więc nazwała mnie Jinx.”

Takich uroczych anegdotek zdążyła mu już opowiedzieć więcej, niżby chciał, a pokonali dopiero jakieś dwieście metrów od ślepej uliczki, w której ją dopadł. Wciąż przy tym odnosił wrażenie, że o czymś zapomniał, ale zamglony od braku snu umysł nie pozwalał mu przypomnieć sobie o co chodzi. Zaraz… Vi. Gdzie, do jasnej cholery, podziewała się Vi? Przystanął, a zagadana dziewczyna z impetem uderzyła w jego plecy, nie spodziewając się takiego obrotu spraw.

– Au! Ej, ale ostrzegaj jak planujesz zamienić się w słup soli, bo już uderzyłam się w głowę zbyt wiele razy w moim życiu! Raz siostra powiedziała, że skoczymy na bungee, ale nie przymocowała linki i…

– Proszę, zamknij się – westchnął i odwrócił się w jej stronę. – Widziałaś może wysoką dziewczynę, dobrze zbudowana, różowe włosy, niebieskie…

– …durnowate oczy i wzrok mordercy? Ta, wpadłam na nią, jak bawiłam się z tobą w berka. Raz jak odwróciłam się w trakcie ucieczki, wydawało mi się, że bije się z takimi dwoma z mecha-ramionami – zaprezentowała swoją ręką coś, co wyglądało jak dziwaczny taniec robota. – Pewnie ich zaczepiła, wyglądała na taką. A co, też chciałbyś się z nią popstrykać na pięści?

Ekko poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy, a jemu robi się słabo. Zostawił ją, a oni ją złapali. Nawet się nie odwrócił, nie pomyślał, że mogłoby jej się coś stać…

– Pójdziemy po moje narzędzia później. Muszę po nią wrócić.

– Oho, kogoś tu trafiła strzała amora? – Jinx sugestywnie poruszyła brwiami.

– To moja przyjaciółka. Muszę… – zeskoczył z budynku na pustą uliczkę, a nogi, które się pod nim ugięły, przypominały konstrukcję z waty. Zamgliło mu się przed oczyma, a do głowy uderzył ostry ból. Kiedy ostatnio spał? Dwadzieścia, trzydzieści godzin temu?

– Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś miał zaraz wykitować – Jinx zeskoczyła na bruk tuż obok niego, a jej twarz nagle stała się poważna. – Słuchaj, nie chcę, abyś tu padł i ktoś posądził mnie o morderstwo, moje akta są już i tak trochę zabrudzone, więc jeszcze jeden incydent…

Usłyszał, jak ktoś krzyczy jego imię. Znał ten głos i nie należał on do jego gadatliwej towarzyszki. 

– Zula…? – szepnął i spojrzał w głąb uliczki. 

Rzeczywiście, stała tam jego drobna, lecz silna koleżanka. Blond włosy upięła w ciasny, wysoki kucyk, który zwisał w strąkach, sklejony potem. Za pasem trzymała nieodłączny zapas miniaturowych noży do rzucania, a w rękach dwa olbrzymie bochenki chleba. Zza jej pleców wyłonił się Toby, zarówno najlepszy przyjaciel jak i największy wróg Zuli. Był jej całkowitym przeciwieństwem – wysoki, o szerokich barkach i ciemnowłosy. Zazwyczaj rozgadany i żartobliwy, milczał, co bardziej niż zaniepokoiło Ekko. W oczach obydwu z nich, widać było coś szklistego, uporczywie pragnącego spłynąć po ich twarzach. To tylko wzmogło dziwny alarm, który uruchomił się nagle w jego głowie.

– Ekko, co za szczęście! Wracaliśmy właśnie do domu, cud, że się na ciebie natknęliśmy…. – Zula podbiegła do niego, kompletnie ignorując zniesmaczoną Jinx. – Proszę, bądź spokojny. Musimy ci coś powiedzieć, naprawdę nie mogliśmy nic zrobić… Mogłabym ich zabić, ale wtedy złapaliby też nas i nie było żadnej opcji, aby…

Toby był mniej subtelny:

– Vi nie żyje.

Jego słowa obiły się echem w głowie Ekko. Spojrzał na niego tępo, próbując przyswoić sobie ich znaczenie. Chciał jakoś zareagować, krzyknąć, wyrazić szok, wywołany tą brutalną informacją. Jednak odnosił wrażenie, że obraz robi się coraz bardziej mglisty i niewyraźny, a po chwili stracił przytomność. Ostatnie co usłyszał, to zirytowane jęknięcie Jinx.

***

Gdy się obudził, pierwszą rzeczą którą ujrzał, była zaniepokojona twarz Ajuny, wpatrująca się w niego spojrzeniem pełnym nadziei. Chłopiec odetchnął z ulgą i roześmiał się panicznie, widząc jak jego przyjaciel powoli otwiera oczy.

– Vi.

– Później – Ajuna poklepał go po ramieniu. – Najpierw musisz coś zjeść. Spałeś tylko pół dnia, nie wiem, czy to wystarczy. Przynajmniej coś w siebie wciśnij.

– Mój wynalazek – Ekko poderwał się i rozejrzał dookoła. Upadł na twarde płytki uliczne, nie wiedział, czy szkło jest wystarczająco wytrzymałe. Mógł je zniszczyć…

– Mamy go, wszystko w porządku. Gdy spałeś, zamontowałem w nim kryształy hextech, tak jak mnie uczyłeś. To prosta instalacja, więc powinno działać. Przepraszam, że dotykałem bez pytania, ale bałem się, że ta twoja dziwna koleżanka szybko zmieni zdanie. Jest dość… specyficzna. Skąd ją wytrzasnąłeś?

– Dała ci wszystkie kryształy? Jest tutaj?

Ekko wstał z poobcieranej wersalki i przeciągnął się. Miał tak wiele pytań i tak mało czasu. Vi nie żyje. Ta silna, trochę wredna, dziewczyna, na którą zawsze mógł liczyć. Tak po prostu ją zostawił. Jak mogło do tego dojść? Jak on mógł do tego dopuścić?

– Tak, dała i nie, nie ma jej. Wyszła na spacer, cytuję: “pooddychać świeżym powietrzem” – Ajuna przygryzł wargę, uparcie wpatrując się w Ekko, jak gdyby widział w nim coś dziwnego. – Ciekawie powiedziane, prawda? Chyba zapomniała, że w Zaun może pooddychać sobie co najwyżej chemikaliami i…

– Czemu tak się na mnie gapisz? Coś ze mną nie tak?

Na to pytanie, jego młodszy kolega odwrócił się, a on miał wrażenie, że usłyszał prychnięcie. Dziwna radość jak na kogoś, kto właśnie stracił członka swojego gangu. Chciał odruchowo odsunąć grzywkę z twarzy, ale zamarł, gdy zorientował się, że nie ma czego odgarniać. Ajuna to zauważył i ryknął gromkim śmiechem. Do pokoju zajrzała Zula. Uśmiechała się, choć wciąż widać było ślady czerwieni na jej oczach.

– Zorientował się w końcu?

– Co wy zrobiliście? – Ekko przeraził się nie na żarty i usilnie próbował przypomnieć sobie, gdzie wisi najbliższe lustro.

– Nie złość się… Jinx zgodziła się dać nam wszystkie z tych kryształów, ale w zamian wymusiła na nas pozwolenie na zrobienie czegoś z twoimi włosami. Wydawało mi się, że to niewielka cena i w sumie, całkiem stylowa fryzurka jej wyszła…

Nie słuchał go dłużej. W milczeniu wyminął rozbawioną Zulę i podążył do małej łazienki, która kryła się za stosami kartonów w rogu wielkiej, głównej hali. Wpadł do środka i potarł brudną powierzchnię małego lusterka zawieszonego na ścianie. Jęknął i ukrył twarz w dłoniach, widząc swoją metamorfozę.

Długie, białe włosy zamiast otulać jego ramiona, sterczały do góry, wystylizowane na zaskakująco trwałego irokeza. Boki miał wygolone, co nad uszami układało się w dziwaczny wzór o kanciastych kształtach. Cóż mogło być gorzej, a przynajmniej tak próbował sobie wmówić. Mogli pozbawić go włosów całkowicie. Mogli zrobić mu afro.

– Jak się podoba? – usłyszał znajomy świergot. Najwyraźniej ktoś już miał dość wdychania toksycznych oparów.

Odwrócił się do Jinx, z zamiarem zamordowania jej gołymi pięściami. Zaskoczyło go jednak, jak ładnie i niewinnie dziewczyna wygląda z rozpuszczonymi włosami. Chyba tylko to przywróciło mu trzeźwość umysłu i jedynie pokręcił głową z rezygnacją.

– Dzięki za kryształy – wybąkał.

– Nie ma sprawy – Jinx klasnęła radośnie w dłonie. – No, to kiedy ratujemy tę twoją koleżaneczkę z martwych? W końcu teraz będziesz mógł cofać czas, prawda?

Ajuna jej powiedział – pomyślał.

– Nie wiem jak daleko sięgają możliwości tej maszyny. Nie wiem, czy mamy wystarczającą ilość hextechowych materiałów. Nie wiem też, czy Ajuna dobrze wszystko zamontował i nie mam pojęcia czy to na pewno będzie działać. Nie wiem, czy to coś da… – wydusił to z siebie z olbrzymim wysiłkiem, a gdy dotarło do niego, że to prawda, miał ochotę się rozpłakać. Po co to wszystko? Życie przyjaciółki za jakieś kryształki, które nawet nie wie, czy zadziałają?

– A… No to po co ci te kamyczki, jak nawet nie wiesz czy zadziałają? – bezlitośnie wyraziła jego myśli i spojrzała na niego z pogardą. – Jesteś beznadziejny.

Zaniemówił z wrażenia. To się nazywa wsparcie. 

– Ale wiesz co? – Jinx stuknęła go palcem w pierś. – Ktoś mi powiedział, że powinieneś skupić się na tym, co teraz dzieje się na planszy, a nie próbować nieudolnie przewidywać przyszłość. Wszystko się może zdarzyć.

– Powiedziałem to Ajunie, gdy graliśmy w szachy… – przypomniał sobie. Dziewczyna pokiwała głową w zrozumieniu.

– Aha… A już myślałam, że to on jest tu prawdziwym geniuszem. No, mi też to powiedział jak graliśmy w tę bezsensowną grę, gdy ucinałeś sobie drzemkę, więc najwyraźniej utkwiło mu to w głowie. A jak coś tkwi w głowie, to raczej prawda, nie? Chociaż ja całe życie myślałam, że wkrętarka służy do wkręcania ludziom kłamstw, a potem ktoś mi wyjaśnił, że to taki przyrząd do mocowania śrubek, więc ja tam już sama nie wiem jak to jest. Mimo tego, wydaje mi się, że powinniśmy próbować mieć nasze własne wyobrażenia wkrętarek, takie, które mają dla nas specjalne znaczenie i możemy używać ich tak, jak naszej przyszłości, czyli…

– Rozumiem, rozumiem – przerwał jej, czując nawrot bólu głowy, tym razem spowodowany niewyobrażalną ilością bzdur, które musiał sobie przyswoić. – Dzięki. Spróbujemy uruchomić to urządzenie po tym, jak coś zjem.

– No, i to rozumiem.

Wyciągnęła ku niemu jabłko, które trzymała w dłoni. Przyjął je w wdzięcznością i przyjrzał się bliżej jej nieodgadnionemu wyrazowi twarzy. Ciekawa, choć naprawdę dziwaczna osoba.

Autor crucia
Opublikowano
Odsłon 714
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!