Pozory Mylą

Opis historii:

— Myśl optymistycznie.
— Ściga mnie drużyna Avengers oraz policja z całego miasta, bo uważają mnie za słynnego przestępcę Kameleona. Co niby widzisz w tym pozytywnego?
— Masz u swojego boku, przystojnego ochroniarza — odparł z uśmiechem Clint Barton.
Dziewczyna spojrzała na niego spode łba, ciężko wzdychając.
— Czyli już po mnie…

Przepiękną okładkę wykonała @_Sileth_ z Wattpada.

 1. Pomyłka

— Kameleon, sławny na cały Nowy Jork przestępca, podłożył bombę pod jednym z samochodów — zaczęła mówić blond włosa kobieta, rozbrajając swym uśmiechem każdego mężczyznę, który w tej chwili oglądał ją w wiadomościach. — Spowodowało to duży wybuch, przez co policja szybko znalazła się na miejscu. Jeszcze tego samego dnia obrabował jeden z banków znajdujący się na drugim końcu miasta. Na szczęście nikt nie został ranny, jak przy ostatniej próbie kradzieży, gdzie zostali zastrzeleni z zimną krwią dwaj ochroniarze. Władze podejrzewają, że bomba miała być dywersją, w celu kradzieży pieniędzy. Pomimo codziennych patroli, policja nie radzi sobie, o czym świadczy fakt, że przestępcą może być każdy z nas. Potrafi zmienić się w każdego, kogokolwiek zobaczy. Podejrzenia padają na mutantów, którzy być może stoją za licznymi przestępstwami i zabójstwami. Prezydent poprosił znaną na cały świat drużynę Avengers o pomoc w tej sprawie. Oto co powiedział jeden z jej członków, Tony Stark.
Na ekranie ukazał się przystojny miliarder, ubrany w elegancki garnitur. Brązowe włosy wraz z zarostem, lśniły w słońcu, dodając mu jedynie uroku. To by wyjaśniało, dlaczego ma tyle fanek. Na nosie miał swoje przyciemnione okulary, z którymi nigdy się nie rozstawał, podczas wywiadów z prasą. Był całkiem przystojny.
— Mieszkańcy Nowego Jorku, nie obawiajcie się. Ja i moja drużyna Avengers, znajdziemy tego łotra i zamkniemy na cztery spusty, w osobiście zaprojektowanym przeze mnie więzieniu. Z normalnej celi, wydostałby się już pierwszego dnia, a tym sposobem, będziemy mieć go cały czas na oku. Nie ucieknie. Gwarantuję to wam.
Pojawiła się znów ta sama reporterka, co wcześniej.
— Właśnie dostałam wiadomość, że udało się zrobić zdjęcie zamachowcowi. Nie zostało ujawnione, przez zwiększone środki bezpieczeństwa, ale wiemy, że policja już działa. Teraz zapraszam na politykę.
Westchnęłam i poszłam w stronę kuchni, ruszając się w końcu z kanapy. Zrobiłam sobie herbatę, aby z powrotem, ułożyć się wygodnie na swoje miejsce.
W telewizji była bardzo ładna dziewczyna, około dwudziestu lat. Ubrana w białą, zwiewną sukienkę ze złotym paskiem na biodrach, wyglądała niczym sama modelka. Mówiła coś o swojej pracy w zawodzie, z uśmiechem godnym największej gwiazdy. Zapewne zęby także były robione. Ta biel, aż raziła w oczy.
„Także chciałabym tak wyglądać” — pomyślałam z zazdrością, tylko się krzywiąc na widok ładnej kobiety. Po chwili rzuciłam w jej stronę popcornem, z satysfakcją widząc jak ten odbija się od jej perfekcyjnej twarzy. W porównaniu do niej byłabym ponurakiem. Zamiast słonecznego blond, czerń jak u ponuraka i niebieskie oczy, które przywodziły na myśl morskie odmęty, z których nie wyjdzie się żywym… Przerażające.
Upiłam łyk, gorącego napoju.
Zaczęłam przeglądać kanały, aż natrafiłam na film „Aniołki Charliego”. Oglądałam śliczne babki w akcji, głośno je dopingując. Cudownie byłoby się postawić na ich miejscu i przeżyć niesamowite przygody. W końcu coś bardziej interesującego niż uciekanie przed rodziną i całym syfem z tym związanym.
Jednak czy to mogło być kiedykolwiek możliwe? W końcu byłam szarym człowiekiem w równie szarawej masie społeczeństwa, do którego musiałam należeć, nawet jeśli istnieli kosmici i inni kretyni z otchłani kosmosu.
W pewnym momencie zmarszczyłam brwi, słysząc dzwonek do drzwi.
Rzadko miałam gości, tym bardziej przez brak krewnych w Nowym Jorku. Gdy pozostali zostali we Włoszech, ja postanowiłam opuścić rodzinne gniazdo i przeżyć własną przygodę! Szkoda tylko, że stała się takim niewypałem. Bycie odludkiem jednak miało swoje konsekwencje.
— Kto tam? — zapytałam głośno, podchodząc do drzwi.
Patrząc przed wizjer, ujrzałam dwóch ludzi w mundurach.
— Policja! Pani samochód jest źle zaparkowany. Proszę otworzyć! — powiedział głośno jeden z nich.
Zmarszczyłam brwi, nie pojmując o czym on gada.
— Ale ja nie mam samochodu…
Nagle huk wstrząsnął całym mieszkaniem, a ja pisnęłam z przerażenia. Co to było? Coś wybuchło? Rozglądałam się z przerażeniem dookoła, szukając wahając się czy nie wskoczyć pod któryś z mebli w razie trzęsienia ziemi.
Znikąd, pojawili się ludzie w czarnych strojach z bronią w rękach.
— Stać i ręce do góry! — krzyknął któryś.
Rozejrzałam się dookoła, przerażona oraz zdezorientowana zarazem. To było włamanie?! Co się dzieje? Kim oni są?
Nie wiedziałam co ci ludzie tu robili, ale na pewno nie przyszli tu w pokojowych zamiarach.
— Ale to chyba jakaś pomyłka… — powiedziałam spanikowanym głosem, cofając się, jak najdalej od napastników.
Popchnęli mnie na ziemię i wygięli do tyłu ręce, przez co wyraźnie poczułam smak podłogi
— Puśćcie mnie! — zaczęłam krzyczeć, krzywiąc się z bólu, po uderzeniu głową w posadzkę.
Wierciłam się na podłodze, a oni w tym czasie mnie przytrzymali i zakuli w kajdany.
— Poddaj się, Kameleonie! Zaraz trafisz do przytulnej celi.
Pomimo przyciskania mojej twarzy do podłogi, zrozumiałam co powiedział. Przynajmniej fragment. Miałam trafić do więzienia. Dlaczego? Jaki znów Kameleon? O nie…
— Pomyliliście się! To nie ja! Nie jestem przestępcą! — zawołałam ze strachem.
— Powiesz to u Tony’ego Starka. Idziemy.
U Tony’ego Starka? Jednego z najbogatszych ludzi na Ziemi oraz członka drużyny Avengers? On kazał im mnie złapać? Czemu? Przecież nic nie zrobiłam!
Wzięli mnie pod ręce, prowadząc w stronę drzwi. Po otworzeniu ich na oścież mogłam tam dostrzec nadal stojących policjantów. Ich twarze, nie wyrażały żadnego zaskoczenia. Oni także musieli być w to wtajemniczeni… Tym bardziej, że szli za nami, aż do czarnej ciężarówki z logiem orła na tarczy.
Otworzyli drzwi pojazdu, po czym, wepchnęli mnie, ignorując czy się wywrócę, czy też nie.
Wszedł wraz ze mną, jeden z „facetów w czerni” i wymierzył we mnie z pistoletu. Drzwi czym prędzej się zamknęły, nie dając mi możliwości ucieczki. Zostaliśmy sami.
— Przepraszam, ale ja jestem niewinna. Ja nic nie zrobiłam — mówiłam coraz bardziej podenerwowana wizją porwania przez kretynów, którzy chcieli brali mnie za kogoś kim nie byłam!
Oddychałam coraz szybciej, czując zbierające się mdłości. Dlaczego nie dali mi chociaż cholernej torby, abym porzygała się z godnością?!
Niemrawo usiadłam, odczuwając jak pojazd rusza. Przez grube metalowe ściany, usłyszałam ledwie słyszalne wycie policyjnych wozów.
Nie chcę nigdzie iść, tylko wrócić do mojego niedokończonego popcornu… Żadne Stark Tower, tylko moje odizolowane od świata mieszkanko! Tym bardziej, że miliarder wspominał, o swojej nowej celi kilka razy, tylko co dokładnie? Przysłuchiwałabym się, gdybym wcześniej wiedziała, że stanę się przestępcą takim jak Kameleon!
Pięknie. Nikt mi nie wierzy. Prawdę mówiąc, nie dziwiłam im się. Kameleon może stać się każdym. Najpierw obserwuje swoją ofiarę, upodabnia się do niej mówiąc i chodząc w ten sam sposób. Na koniec wystarczy się tego kogoś pozbyć, aby samemu przejąć stanowisko.
Jak w takim razie, miałam udowodnić, że jestem niewinna? Nie chcę spędzić reszty życia w więzieniu!
W pewnym momencie poczułam jak pojazd się zatrzymuje, przez co o mało, nie walnęłam głową w ścianę. Dźwięki krzątaniny na zewnątrz jedynie mnie sparaliżowały.
To koniec. Zaraz mnie zaprowadzą do mojej „przytulnej celi”. Zawsze marzyłam o przygodzie, ale nie takiej, w której będę tą złą! Zawsze miałam być bohaterką, ale widocznie Los wolał mnie zobaczyć w tej drugiej roli…
Ujrzałam dzienne światło, na które zmrużyłam oczy. Widok tylu umundurowanych ludzi nie sprawił, że się uspokoiłam. Zmroziło mnie tylko jeszcze bardziej i w końcu byłam w stanie pojąć dlaczego w niektórych momentach bohaterowie nie byli w stanie się ruszyć.
— Miałam być bohaterką jak na filmach, a nie przestępcą! — wrzasnęłam ile sił w płucach, wyobrażając sobie jak policjanci nagle wpatrują się we mnie ze zrozumieniem, po czym zdejmują kajdany, pojmując, że od początku miałam rację…
Jednak po tym jak wyrzucono mnie z pojazdu siłą, w końcu doszło do mnie, że życie to nie film i nie wywinę się tak łatwo z tarapatów, w które ktoś wpakował mnie wbrew mej woli.
Zadarłam głowę, spoglądając na budowlę przed sobą. Stałam pod Stark Tower, najbardziej zaawansowanym technologicznie budynkiem w Nowym Jorku. Kiedyś cud architektoniczny i technologiczny, stał się dzisiejszego dnia moim więzieniem.
Po dłuższym momencie moich prób ucieczki, w końcu weszliśmy do środka i zaczęliśmy jechać windą na górę.
— Ja naprawdę jestem niewinna — mówiłam zdenerwowana, błagając w myślach, by mi uwierzyli. — Nie kłamię. Nie jestem żadnym przestępcą, tylko zwyczajną dziewczyną. Błagam, musicie mi uwierzyć!
Sądząc po ich minach, mieli już moich słów po dziurki w nosie. Spuściłam wzrok, czując jak powoli, gaśnie we mnie płomyk ostatniej nadziei. Czemu akurat na mnie musieli się uwziąć? Tym bardziej gdy oglądałam film?!
Drzwi windy rozsunęły się, a ja odruchowo cofnęłam się.
Przed nami stał nie kto inny, jak Tony Stark we własnej osobie. Wyglądał tak samo jak podczas wywiadu, aczkolwiek nie miał na sobie marynarki i pił drinka z kieliszka. Moment, czemu on nawet w mieszkaniu nosi okulary przeciwsłoneczne?
Czując na sobie jego spojrzenie, skuliłam się w sobie. Jego szeroki uśmiech stał się dziwnie przerażający…
— Jak widzę, wszystko bardzo dobrze poszło. Chociaż raz się przemienił? — zwrócił się do jednego z policjantów, zaciekawiony.
— Nie. Ciągle tylko mówi, że jest niewinny. To wszystko, sir.
— Każdy tak mówi — odparł z westchnięciem, a jego uśmiech w jednej chwili zgasł. — Zapewne chce nas zmylić. Chodźcie za mną. Wasi szefowie, chcą mieć pewność, że ten gad nie ucieknie.
Poszliśmy za filantropem, a ja przyglądałam mu się, coraz bardziej zrozpaczona. Nawet sławny Iron Man, nie wierzy w moją niewinność.
Spojrzałam do góry i oniemiałam.
Wydawało mi się, że byliśmy na najwyższym piętrze, jednak myliłam się, dostrzegłam nad sobą jeszcze kilka… balkonów? Wszystkie były oddzielone szklanymi szybami. Mieli tu nawet szklaną windę! Ciekawe czy zbudował ją ten cały geniusz…
Minęliśmy miejsce, które wyglądało na salon.
Wielki na całą ścianę telewizor oraz głośniki, wielkości mojej szafy. Przed nimi kanapa ze skóry, z pięknym kawowym stolikiem z ciemnego drewna.
Wpatrywałam się z zachwytem w meble, pragnąc ich do swojego biednego mieszkanka. Nie powinnam się cieszyć, ale na myśl, że miałam być więziona w tak wspaniałym miejscu, chciało mi się płakać ze szczęścia. Jeżeli z celi mam mieć widok na te stoliki, przeżyję wszystko!
Po chwili minęliśmy właśnie bar, zza którego z tyłu, było widać niezliczone ilości alkoholu. Cóż za przepych. Czyli tak wygląda życie miliardera oraz Avengers? Porównując moje mieszkanie do tego, mogę stwierdzić, że moje jest wielkości budy dla psa. To niesprawiedliwe…
Przechodziliśmy kolejne plątaniny korytarzy, które oddalały mnie od cudnych stolików kawowych. Na tą myśl, chciało mi się płakać…
Tony Stark otworzył przed nami białe drzwi po drodze, po czym weszliśmy do środka. Pomieszczenie tego samego koloru co drzwi, czyli białe jak śnieg. Naprawdę? Ohyda.
Z metalowej ściany wychodziło szklane półkole. Sufit nad nim także był metalowy. Co to było do diaska? Moja cela? Wyglądała okropnie. Byli tak leniwi, aby dać mi jakiekolwiek kolory? A może także tym chcieli mnie torturować? Ta biel raziła w oczy z każdej strony!
— J.A.R.V.I.S. otwórz drzwi — polecił Tony, na co prostokątne, szklane drzwi, otworzyły się na oścież.
Nie były na żadnych zawiasach. Wyglądały, jakby były przeczepione do szkła. Nie było na nich także żadnej klamki. Przyglądałam się temu z zafascynowaniem, nie mogąc spuścić wzroku. Widać było na pierwszy rzut oka, że moja cela jest niezwykle zaawansowana technologicznie, tak samo jak cały budynek. Nie wiedzieć czemu, poczułam dumę, że musiałam się wydawać dla nich na tyle groźna, że sam Tony Stark zrobił dla mnie to cudeńko. Właściwie to na Kameleona, ale skoro się pomylili to jednak dla mnie!
Zdjęto mi kajdanki i wepchnięto do środka, jak poprzednim razem do furgonetki. Naprawdę? Nie mieli innego sposobu, aby zachęcić mnie do wejścia do środka? Na przykład wydania kolekcjonerskie moich ulubionych filmów i seriali?
Drzwi zamknęły się za mną, a ja rozmasowałam obolałe nadgarstki. Naprawdę nie wiedzą jak postępować z kobietami… Nie zdziwiłabym się, gdyby żadne z nich nie miało dziewczyny, a tym bardziej żony. Co za brutale…
— Panowie! — odezwał się głośno Tony Stark.
Słyszałam go bardzo dobrze. Jakby stał tuż obok mnie, a nie za grubą szybą. Może gdzieś tutaj był ukryty głośnik?
— Nie musicie się martwić — zaczął miliarder, wskazując na mnie. — Kameleon, nie wydostanie się z mojej cudownej celi. Spełnia ona wszystkie wymogi. Szkło jest zaprojektowane przeze mnie. Nie przebiją go nawet pociski rakietowe. Przestępca się nie wydostanie. Będzie także dostawać codzienne porcje jedzenia z wnęki w ścianie, a aktualną datę i godzinę zobaczy na elektronicznym zegarze, który jest naprzeciw celi.
— Będzie tu cały czas siedział? — upewnił się, jeden z policjantów.
— Tak. Nawet się nie będzie musiał myć. Wszystko jest w tej wspaniałej celi.
Czy tylko ja zauważyłam, że wspominając o celi, przechwala się jaki to jest genialny? Jak można być tak zapatrzonym w siebie dupkiem?
— Czy ta cela jest dobrze chroniona? — wciąż się upewniali, co widocznie lekko zirytowało Tony’ego, co wywnioskowałam po jednej z żył na jego czole, która zaczęła stawać się coraz bardziej widoczna. Na początku wzięłam ją za brzydką narośl.
— Nie wierzycie we mnie, panowie? — rzekł z uśmiechem miliarder, nawet jeśli w duchu ta rozmowa musiała go męczyć. Widocznie wolał słyszeć także od innych jaki on jest genialny…
— Nie chodzi tu o wiarę, panie Stark. Chcemy mieć pewność, że przestępca nie wydostanie się na wolność i nie zagrozi obywatelom miasta.
— Daje wam słowo, że Kameleon stąd nie wyjdzie. Gwarantuję wam to — dodał, lecz równie szybko mu przerwano.
— Tak jak wtedy, kiedy uwięziliście Lokiego w podobnej celi? — rzucił jeden z mężczyzn z przekąsem.
Loki był złoczyńcą, który zaatakował Ziemię wraz z kosmitami, nazywającymi się Chitauri. Jedyne co wiedziałam, to, że był przyrodnim bratem Thora, będącego w drużynie Avengers. Chciał się zemścić i przejąć władzę nad światem, lecz przeszkodziła mu w tym sławna grupa bohaterów.
Uśmiech geniusza, zastąpił grymas. Niemiłe wspomnienia, panie Stark?
— To nie była nasza wina, ale potem go pokonaliśmy, prawda? — mruknął, oddychając ciężko.
— Zabił wielu ludzi, po wydostaniu się z zamknięcia w tej waszej tajnej organizacji. I to jeszcze na latającym statku przez jednego z członków Avengers — powiedział złośliwie, jeden z nich. — Niech nam pan udowodni, że nad tym całym bałaganem panuje, w przeciwieństwie walki, z tym kosmitą.
Tony Stark westchnął głęboko i po jego grymasie, nie było już śladu. Zastąpiła go powaga, co lekko zbiło mnie z tropu jak i pozostałych.
Wyprostował się i zaczął mówić:
— W rogach pomieszczenia, jak i na korytarzach znajdują się kamery, które działają dwadzieścia cztery na dobę. Metal jest podwójnie wzmocniony i pokryty stopem vibranium. Przez określone godziny, Kameleon, będzie przez nas pilnowany. Nawet gdyby ominął te wszystkie zabezpieczenia, zostanę poinformowany przez J.A.R.V.I.S.A. o ucieczce więźnia. Wieża zostanie natychmiast zamknięta na cztery spusty i nikt nie będzie mógł stąd wyjść.
Policjanci, przyglądali się w osłupieniu miliarderowi.
— To chyba na tyle. Zostawiamy go w twoich rękach, panie Stark — powiedział jeden z nich, a pozostali szybko przytaknęli. Widząc powagę z ich rozmówcą, od razu zrozumieli, że lepiej się ulotnić i nie wywoływać wilka z lasu.
— Do zobaczenia, panowie — zawołał do nich z uśmiechem, obserwując jak odchodzą.Gdy tylko odwrócił się w moją stronę, zrozumiałam, że to może być moja szansa, na wytłumaczenie bohaterowi, że nic nie zrobiłam.
— Panie Stark, jestem niewinna. Nie jestem Kameleonem. To pomyłka.
Błagam, uwierz mi, ty cholerny, zapatrzony w siebie dupku!
Przyjrzał mi się tylko, prychając śmiechem.
— Nie wysilaj się, Kameleonie. Nie uciekniesz. Nikt cię stąd nie wypuści.
— A co z prysznicem? Chyba nie pozwolisz przestępcy śmierdzieć, prawda?
„Może wtedy zdołam się uwolnić” — myślałam gorączkowo. „Nie mogę pozwolić, za wzięcie mnie za przestępcę”!
— Co dwa dni będzie wpuszczana do twojej celi wodna mgiełka. To trochę jak prysznic, ale w innej wersji. Dzięki temu nie będę musiał cię stąd wypuszczać. W porównaniu do policjantów w więzieniu, ja jestem aniołem. Zapewniłem ci wszystko, co potrzebne — mówił radosnym głosem, na chciałam mu przywalić w jego radosną buźkę.
— Będę musiała cały czas tu siedzieć? — zapytałam słabym głosem, czując ból wewnętrzny, że jeżeli kiedykolwiek uda mi się uciec, popcorn zdąży już zaschnąć… Nie! Bez książki, bez komórki, bez telewizji i w tych samych ciuchach? Dlaczego spotyka mnie taka okrutna niesprawiedliwość?!
— Ale ja nie jestem Kameleonem i nie masz prawa mnie tu trzymać! — krzyknęłam bojowo, nie mając zamiaru kapitulować. — Domagam się adwokata!
— Powiem tak, wiemy, że nim jesteś — zaczął spokojnie, nie spuszczając mnie z oka. — Nie wymigasz się. Aby nie doszło do żadnej pomyłki, sprawdziłem twoje DNA. Wszystko się zgadza. Niestety, ale mi także nie pasuje, że będziesz siedzieć w mojej wieży, ale nie ma wyjścia. Adwokata także ci nie wezwę. Nie zmarnuję swoich pieniędzy, na jakiegoś byle jakiego przestępcę — odparł wyniośle, patrząc się na mnie z góry.
— Dlaczego jestem tutaj uwięziona? — zapytałam spokojnie, próbując opanować narastającą we mnie wściekłość.
— Za chęć do życia i miłość do ojczyzny — odrzekł na odchodnym, po czym zamknął za sobą drzwi.
Zaczęłam uderzać pięściami o szybę, zirytowana do granic możliwości.
Nie mają prawa mnie tu trzymać!
Zaczęłam wali i kopać swoje więzienie, ale nic się nie wydarzyło. Nie było tu choćby małej ryski! Z czego on ją do cholery zbudował?!
Zaczęłam wykrzykiwać przekleństwa pod adresem Avengers, ale dość szybko się zmęczyłam. Głos ochrypł i poczułam ból w gardle. Wpatrywałam się z niedowierzaniem w zamknięte drzwi, zaciskając dłonie w pięści. Naprawdę miałam nadzieję, że w końcu się zorientują. Zrozumieją, że nie jestem tym za kogo mnie uważali. Myliłam się.
Wbrew własnej woli, stałam się przestępcą. Jednak mam nadzieję, że jak tylko zrozumieją kim jestem, jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie… W ramach zadośćuczynienia oddadzą mi te stoliki kawowe! I wtedy to ja będę się z nich śmiać! Muahahaha!

 

 

Autor NekoEchoo
Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 495
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!