Kres życia /Rozdział 5

Dni mijały, a myśli Suree coraz bardziej dawały mu się we znaki, głowił się nad tym jak wytłumaczyć braciom Sun, że musi od nich odejść. Ani Yelle, ani Yunru nie chcieli nawet o tym słyszeć. Gdy tylko zaczynał ten temat ignorowali go, co brunet uznał za ogromnie dziwne biorąc pod uwagę to, że uważał siebie za darmozjada. Musieli się nim ciągle opiekować, przez co trawiły go jedynie coraz większe wyrzuty sumienia, że nie zasługuje na taką dobroć z ich strony. Nie dosyć, że go uratowali to jeszcze traktowali jak młodszego brata, a on w podzięce pewnie sprowadzi na nich tylko kłopoty.

Postanowił, więc podjąć poważną decyzję i wymknąć się niepostrzeżenie dzisiejszej nocy. Nie było to jednak zbyt kulturalne, ale nie miał innego wyjścia. Musiał wrócić do wujka, a jeśli ten nie żyje przejąć po nim rolę szefa.

– Milczysz więcej niż zazwyczaj – usłyszał cichy głos młodszego brata podczas popołudniowego posiłku – Nie smakuje ci?

Suree zdziwiony podniósł głowę na Yunru i energicznie potrząsnął głową przecząco ściskając mocniej w dłoni trzymane drewniane pałeczki. Zaczął wciskać w siebie ugotowane przez starszego brata pierożki.

– Nie, po prostu się zamyśliłem.

Yelle, który ze wszystkich sił próbował nic nie mówić całą uwagę skupił na posiłku. On i Yunru mieli układ, który polegał na tym, że jeśli chociaż raz odezwie się podczas obiadu to w następny dzień ma przygotowywać wszystkie trzy posiłki. Oczywiście rzadko, kiedy dawał radę milczeć przez cały ten czas, więc gotowanie opanował już do perfekcji. Zapewne dalej uczestniczył w tym małym układzie z bratem, ponieważ weszło mu to w nawyk i aby nie dać młodszemu satysfakcji z powodu wygranej.

Czasami Yunru lub Suree prowokowali starszego blondyna, aby coś powiedział jednak jego upartość i zawziętość nie była tak łatwa do przezwyciężenia, gdy postanowił tym razem jednak pomilczeć.

– Chcesz pójść z nami dzisiaj wieczorem do baru? – odezwał się ponownie Yunru wpatrując się ciepło w bruneta. Na początku traktował go z wyczuwalnym chłodem, ale teraz najwidoczniej zaakceptował go w pełni, jako młodszego brata.

Czasami Suree miał wrażanie, że młodszy blondyn dba o niego o wiele bardziej niż Yelle, a przynajmniej ukazywał to przede wszystkim czynach z pozoru nic kompletnie nieznaczących.

– Nie, dziękuję. Nie wyspałem się ostatniej nocy, dlatego chciałbym położyć się wcześniej spać – odparł brunet mając nadzieję, że nie widać po nim, że kłamie. Nie uważał siebie za jakiegoś wielce dobrego człowieka, ale zawsze brzydził się mówić nieprawdę. Wolał powiedzieć komuś okrutną prawdę niż okłamać go.

– W takim razie my też zostaniemy, prawda Yelle? – spytał brata uśmiechając się w jego stronę niewinnie.

Starszy brat popatrzył na niego wkurzony, po czym wystawił mu język.

– Jak dziecko – skomentował Yunru wzdychając – Kończ ten obiad, dzieciaku, dzisiaj ja pozmywam.

– Nie musicie przeze mnie rezygnować z rozrywki. Ja sobie sam bez żadnego problemu poradzę – odezwał się Suree przeskakując spojrzeniem z jednego brata na drugiego.

Yelle na szybko wcisnął sobie do ust ostatniego pierożka. Próbował jak najszybciej go przełknąć, aby odpowiedzieć brunetowi. Jednak nie wszystko poszło tak jak to sobie zaplanował i już po chwili zanosił się kaszlem.

Młodszy blondyn jedynie pokręcił głową z rezygnacją i zbliżył się do niego, aby poklepać go po plecach. Od zawsze zastanawiał się, jakim cudem Yelle jest starszy od niego. To on musiał się nim opiekować i pilnować, aby jego szalone pomysły przypadkiem nie przerodziły się w coś więcej.

– Dzięki, już lepiej – wyszeptał Yelle nabierając głęboki wdech – A co do ciebie młody, to nie na opcji. Zostajemy tutaj razem i poopowiadamy sobie historie z życia wzięte, na co komu jakiś tam alkohol? Ja tu mam w zanadrzu kilka ciekawych historyjek o tym jak to Yunru próbował poderwać pewną kobietkę. Mówię ci, padniesz ze śmiechu jak tylko ją usłyszysz. Ale to potem, teraz mam dla ciebie inną historię także bardzo ciekawą.

Yunru przewrócił wymownie oczami, wolał się już więcej nie odzywać. Pozbierał naczynia ze stołu z zamiarem umycia ich. Aczkolwiek nie zaszedł z nimi zbyt daleko, gdy z kimś się zderzył. Naczynia na szczęście mu nie wypadły, bo podtrzymała je osoba, na którą wpadł.

– Przepraszam, nic ci nie stało? – spytała owa osoba pełnym troski głosem.

Młodszy blondyn z szokiem wpatrywał się w przybyłego gościa.

– Nie, nic mi nie jest, a tobie?

– Mi też nic nie jest. Pomóc ci z tym?

Yunru potrzebował chwili, aby się zastanowić, ale ostatecznie pokręcił głową przecząco.

– Idź porozmawiać z Yelle, ucieszy się, że wróciłeś. A dodatkowo dołączył do nas ktoś jeszcze – odparł zagadkową blondyn, po czym nie czekając na odpowiedź poszedł dalej.

Yelle właśnie opowiadał o tym jak to on i Yunru po raz pierwszy poszli na ryby. Był w połowie tego jak to złapali tak duży okaz, że we dwójkę nie potrafili go wyciągnąć. Nie wiadomo jednak jak zakończyła się ta niesamowita historia gdyż Yelle zobaczył, że ktoś wchodzi do pokoju. Poderwał się z krzesła i pobiegł uściskać przybysza.

Suree zaś zdziwiony wpatrywał się w mężczyznę, który się pojawił. Widział go tylko raz, ale ten charakterystyczny beżowy płaszcz rozpoznałby chyba wszędzie. Nigdy w życiu nie spodziewałby się, że znowu go spotka i to w tym miejscu.

– Jak mogłeś na tyle zniknąć i nie dawać znaku życia! – krzyknął Yelle zaraz po tym jak się odsunął od drugiego mężczyzny – Wiesz jak się martwiłem z Yunru?! Nie dosyć, że zniknąłeś w środku nocy to jeszcze na tyle czasu!

– Przepraszam, Yelle. Ale wiesz, jaką mam pracę, jestem szefem policji. Razem z Fengge i Renshu wytropiliśmy przemytników opium, musieliśmy wkroczyć. Przez te dwa tygodnie próbowaliśmy ścigać tych, którym udało się uciec – wytłumaczył mężczyzna zmęczonym głosem, jednak na koniec uśmiechnął się delikatnie – My się już chyba spotkaliśmy kiedyś. Czy tym razem mógłbym poznać twoją godność? – spytał patrząc z uwagą na bruneta.

Suree pobladł z przerażenia, nie wiedział czy bardziej z powodu tego, że dowiedział się właśnie, iż ten mężczyzna jest wrogiem numer jeden takich ludzi jak on czy dlatego, że to właśnie prawie dwa tygodnie temu wydarzyła się sytuacja w hangarze. Ten mężczyzna na pewno musiał tam być.

– Dobra, niech ci będzie, ale i tak musisz sobie zasłużyć na wybaczenie. Musisz codziennie gotować posiłki przez miesiąc – zawyrokował Yelle uśmiechając się przebiegle, dzięki temu będzie mógł spokojnie rozmawiać podczas obiadów i nie obawiać się o to, że Yunru ma o to pretensje, iż nie wypełnia swojej części umowy – A to jest… – przerwał, gdy zauważył jak bardzo blady stał się brunet – Coś się stało, Suree? Niedobrze ci? Może to po tych pierożkach? Niedobre były? Może ci zaszkodziły? Enlai biegnij szybko po lekarza!

– Nie! – krzyknął Suree nie mogąc znieść paplaniny Yelle’go i tego, do jakich wniosków doszedł – Nic mi nie jest, nie martw się.

– Na pewno? – wtrącił się do ich rozmowy szatyn.

– Tak, boli mnie głowa, muszę po prostu odpocząć – wytłumaczył i zmusił się do uśmiechu.

Zsiadł z krzesła i ruszył chwiejnym krokiem do swojego tymczasowego pokoju. Jeśli do tej pory miał jakieś wątpliwości, co do swojej ucieczki to teraz całkowicie się one rozwiały. Musi jak najszybciej się stąd wydostać, ponieważ tym razem na szali pojawiło się jego życie. Jeśli szef policji dowie się, kim tak naprawdę jest zapewne nie zawaha się, aby go zabić.

Postanowił, więc wykorzystać ten czas, który mu został do nocy na drzemkę, aby mieć siłę na ucieczkę stąd. Myślał, aby po prostu wymknąć się tylnymi drzwiami, a następnie pójść do jednej z kryjówki wujka, która znajdowała się na tyłach sklepu obuwniczego. Sam pracownik też często robił interesy z panem Lovro, więc powinien wiedzieć wszystko na temat tego, co się działo od tamtego incydentu w hangarze.

Słońce chyliło się ku zachodowi, a hałasy dochodzących z parteru zaczęły cichnąć. Nim się obejrzał w pokoju zapanowała ciemność. Usiadł na łóżku rozmyślając o tym jak bardzo jego życie jest beznadziejne. Nie dosyć, że stracił rodziców, zaopiekował się nim wujek, który ma więcej wrogów niż przyjaciół, a teraz jeszcze to on musi przejąć po nim pałeczkę i żyć równie niebezpiecznie, co jego opiekun.

Westchnął i zaczął wyplątywać się z ciepłej kołdry, którą był przykryty. Nie słyszał już żadnych hałasów na dole, więc to była jego szansa, aby stąd uciec. Zawsze sądził, że ucieka się z miejsc, których się nienawidzi. Jakim cudem doszło do tego, że on musi wymknąć się z domu gdzie po raz pierwszy od dawna poczuł się chciany i kochany?

Wyszedł z pokoju i próbował jak najciszej zejść po schodach. Na szczęście żadna deska nie zaskrzypiała, więc gdy tylko pokonał pierwszą przeszkodę odetchnął z ulgą. Założył swój nowy płaszcz, który kupili mu bracia, gdy zobaczyli, że jego kurtka jest niezdatna do użytku. Buty zaś wziął do ręki, aby przenieść je i ubrać przy tylnych drzwiach.

Gdy był już gotowy do wyjścia przekręcił w drzwiach klucz. Uśmiechnął się do siebie, nie spodziewał, że tak gładko mu wszystko pójdzie. Nie mógł jednak długo cieszyć się swoim szczęściem, gdy poczuł jak ktoś łapie go ramię, po czym wykręca mu rękę do tyłu. Suree czując ból w niej głośno krzyknął. Ktoś zakrył mu dłonią usta, przez co dreszcz strachu przebiegł mu po plecach.

– Bądź cicho, bo obudzisz Yelle’go i Yunru – szepnął do ucha bruneta – Już cię puszczam, więc się uspokój.

Szatyn dotrzymał słowa, a gdy tylko Suree poczuł, że jest wolny chwycił się za wykręconą dłoń i zaczął ją masować. Z jednej strony był przestraszony, a z drugiej był wściekły, że mu się nie udało. Wlepił w drugiego mężczyznę wkurzone spojrzenie. Dlaczego to musiał akurat być on?!

Enlai prychnął tylko i chwycił za nadgarstek młodszego. Nie przejmując się tym, że brunet się opiera zaczął ciągnąć go do swojego pokoju, który znajdował się tuż przy tylnym wyjściu. Popchnął go na łóżko, a sam, gdy zapalił światło stanął przy drzwiach opierając się o ścianę. Splótł ramiona na piersi i wpatrując się w Suree czekał aż ten zacznie mówić.

Brunet nie był w stanie dłużej odwzajemniać tego spojrzenia, przez, które miał wrażenie, że przenika całe jego ciało na wskroś. Usiadł na brzegu łóżka i spuścił wzrok wpatrując się błagalnie w podłogę.

– Czy nie lepiej wyjść z domu normalnie jak człowiek w ciągu dnia niż w środku nocy zakradać się jak złodziej? – zapytał w końcu Enlai mając dość tego milczenia – Tylko ci, którzy mają coś do ukrycia próbują niepostrzeżenie uciec.

Suree podniósł wzrok na twarz mężczyzny, miał wrażenie, że tamten już wszystko wie. Na pewno domyślił się tego, że on jest przestępcą i próbuje uciec, aby nie wziąć odpowiedzialności za swoje złe czyny. Zdziwiony i jednocześnie przestraszony wpatrywał się w szatyna. Czyżby nadszedł ten moment, w którym będzie musiał zapłacić za to, że jest tym, kim przystało mu być?

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 273
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!