Kres życia /Rozdział 6

Enlai nagle przykrył usta dłonią i stłumił śmiech.

– Szkoda, że nie widziałeś wyrazu swojej twarzy, byłeś taki przestraszony – rzekł, gdy w końcu się uspokoił, a w jego głosie nadal było słychać rozbawienie – Nie bój nic, nie powiem braciom, że chciałeś uciec i pójść sobie bez nich do burdelu. Oni traktują cię jak małego, niewinnego braciszka. Ale ja wiedziałem od początku, że to tylko pozory.

Podszedł do Suree i zmierzwił mu dłonią włosy. Usiadł tuż obok niego obejmując go ramieniem.

– Myślę, że powinieneś jednak odczekać trochę czasu na takie wyprawy nocne i proponuję także wybrać inne miejsce. Gdybyś jednak koniecznie chciał zagrzać z kimś łóżko proponuje swoją skromną osobę – wyszeptał mu wprost do ucha sugestywnym tonem.

Zaraz jednak roześmiał się i spoważniał. Odsunął się kawałek od Suree, aby zostawić mu trochę przestrzeni.

– Wybacz za to, że cię tak wystraszyłem. Jestem policjantem, a twoja ucieczka wyglądała tak jakbyś był jakimś złodziejem, naprawdę cicho się poruszałeś – rzekł z podziwem szatyn uśmiechając się szeroko – Gdybym spał z łatwością mógłbyś się wymknąć.

Suree zażenowany podrapał się nieswojo po karku. Mimo to cieszył się, że prawdziwy powód jego ucieczki nie został odkryty. Chociaż to, że został właśnie posądzony o chęć udania się do burdelu napawała go obrzydzeniem.

– Dlaczego nie spałeś? – spytał brunet niewiele myśląc, chciał po prostu przekierować tą rozmowę na inny tor, a ten wydawał mu się najbardziej bezpieczny.

Enlai spojrzał krytycznym wzrokiem na biurko gdzie leżała masa różnych papierów i westchnął.

– Pisałem raport z ostatnich dwóch tygodni. Muszę to skończyć na jutro, więc nie mogę iść spać dopóki tego nie skończę – wytłumaczył znudzonym głosem.

Nie wiedząc, czemu mina, jaką zrobił Enlai bardzo go rozśmieszyła. Zaczął śmiać się, na co szatyn spojrzał na niego zdziwiony i sam też wybuchnął śmiechem.

– Przepraszam – wydyszał Suree próbując się uspokoić, otarł łzy z kącików oczu i nabrał głęboki wdech – W takim razie nie będę ci więcej przeszkadzał.

Wstał z łóżka i ruszył w stronę wyjścia.

– Tylko idź od razu do łóżka. Chyba, że mam ci pomóc je znaleźć, bo może jakimś cudem pomylisz je z drzwiami, Suree – powiedział łagodnie, na co brunet zatrzymał się, obrócił się i spojrzał na niego zdziwiony – Yelle i Yunru tak do ciebie mówią, jeśli nie chcesz, żebym mówił ci po imieniu…

– Nie, tak może być, mów mi Suree – przerwał brunet sam nie wiedząc, dlaczego tak zareagował. Po prostu nikt nigdy nie wypowiedział jego imienia tak łagodnie i miękko – Dziwnie będzie mieszkać razem, a ty mówiłbyś do mnie pan czy coś w tym stylu.

– Dobrze, w takim razie ty też zwracaj się do mnie po imieniu, czyli Enlai – odparł szatyn uśmiechając się promiennie.

Suree kiwnął głową twierdząco, odwzajemnił uśmiech myśląc sobie, że ten mężczyzna wcale nie jest taki zły jak na początku myślał.

– Dobranoc, Enlai – rzekł napawając się tym jak imię mężczyzny zabrzmiało w jego uszach.

– Dobranoc, Suree. Śpij dobrze – odpowiedział szatyn wracając do pracy.

Obydwoje musieli przyznać, że to nieoczekiwane nocne spotkanie przyniosło im dużo radości. Chociaż jednego z nich uśmiech zszedł z twarzy, gdy tylko uświadomił sobie, że ucieczka nie powiodła się, przez co będzie musiał tutaj zostać.

***

Rano humor Suree był niczym szalona burza z piorunami. Był wkurzony i poirytowany dosłownie wszystkim, zaczynając od tego, kim przystało mu być, przechodząc do tego, że miał jakieś cholerne wyrzuty sumienia względem wujka. Mimo, że był okropnym opiekunem to jednak uratował go i zapewnił mu dach nad głową, więc powinien wrócić, aby kontynuować to, na co pan Lovro poświęcił życie. A kończąc na tym, że przez jakiegoś policjanta – pracoholika został przyłapany na uciekaniu niczym złodziej. Ciekawe, co jeszcze mógłby dopisać do tej pięknej listy? Pewnie wesoły szczebiot Yelle’go, który zapewne zaraz usłyszy.

Jak na zawołanie drzwi otworzyły się, a w nich stanął Yelle.

– Dzień dobry, Suree – przywitał się uśmiechając się szeroko – Jak ci się spało, mój drogi? Z główką już wszystko w porządeczku? W razie, czego mogę zaraz iść po lekarza. Niestety dzisiaj jesteśmy tylko my dwaj w domu. Yunru poszedł do pracy, Enlai zresztą też. Może masz ochotę na spacer? Świeże powietrze na pewno bardzo dobrze ci zrobi.

Brunet nie miał pojęcia, jakim cudem inni potrafią codziennie znosić to, że Yelle potrafi gadać cały czas i nie potrzebuje żadnej przerwy. Schował twarz w dłonie, aby policzyć w myślach do dziesięciu. Musiał odetchnąć, żeby zaraz nie wrzasnąć na niego byle tylko się zamknął. Jednak wtedy do jego uszu dotarła wiadomość o spacerze.

– Możemy pójść na spacer, a moglibyśmy zajść do sklepu obuwniczego? Mam tam znajomego, który miał mi już kiedyś załatwić nowe buty – odpowiedział Suree nie będąc do końca pewny, nie chciał narażać Yelle na zapoznawanie go z kimś, kto w mgnieniu oka dla pieniędzy zrobiłby wszystko. Nie miał jednak wyjścia, ucieczka się nie powiodła, a musiał dowiedzieć się jakoś, co się teraz dzieje w świecie handlu.

– Oczywiście, nie ma sprawy. Bardzo chętnie poznam twojego znajomego. To zejdź za chwilę na śniadanie, a potem pójdziemy na spacer.

Nim zdążył jakkolwiek zareagować po blondynie nie było już ani śladu. Westchnął i wstał w końcu z łóżka. Przebrał się, a następnie zszedł na dół po schodach. Dziwnie się czuł pokonując tą samą drogę, co w nocy. Teraz miał wrażenie, że wtedy rzeczywiście zrobił coś okropnie złego. Chyba rozmowa z szefem policji źle wpłynęła na jego psychikę.

Usiadł przy stole na przeciwko Yelle’go. Życzyli sobie smacznego i zaczęli zajadać się bułeczkami pochodzącymi prosto z piekarni.

Blondyn zaczął opowiadać historię o tym jak to w ostanie wakacje przez Enlai’a zamieniły się one w coś zgoła innego. Podczas jednego spaceru odkrył, że ktoś wykazuje oznaki przedawkowania opium. Z ich małych wakacji zrobił ogromne śledztwo, a on i Yunru stali się jego wspólnikami.

– Od kiedy znacie się z Enlai’em? – spytał zaciekawiony Suree, gdy owa historia się zakończyła. Myślał, że bracia mieszkają tylko we dwójkę, ale gdy zobaczył jak Yelle wita się z szatynem już wiedział, że jest dla nich kimś ważnym.

Blondyn zamilkł, po czym zmarszczył brwi w zastanowieniu.

– W sumie to nie pamiętam, jest w naszym życiu praktycznie od zawsze. Jest ode mnie starszy o dwa lata. Od rodziców wiem, że jego rodzina była naszymi sąsiadami. We trójkę spędzaliśmy każdą wolną chwilę, jest dla mnie i Yunru jak brat. Kiedy rodzice Enlai’a zginęli to moi go przygarnęli. To było chyba z dziesięć lat temu i od tamtej pory żyjemy we trójkę pod tym samym dachem. Potem nadszedł czas, abyśmy się wyprowadzili od rodziców i tak właśnie trafiliśmy do tego domu – opowiadał zamyślony z małym uśmiechem na ustach wspominając po kolei to, co przeszedł wraz z Yunru i Enlai’em.

Suree spojrzał na blondyna nie ukrywając zazdrości. Widać, niektórzy mają więcej szczęścia w życiu niż on.

Reszta śniadania minęła im w milczeniu. Brunet nie miał pojęcia, jakim cudem udało się Yelle’go zamknąć na dłużej niż kilka sekund. Najwidoczniej czasem nawet on musi pobyć jedynie ze swoimi myślami.

Gdy skończył podziękował za śniadanie i wstał, aby udać się do swojego tymczasowego pokoju.

– Wtedy, gdy leżałeś na drodze zaraz, gdy cię znaleźliśmy i czekaliśmy na wyrok lekarza przypominałeś mi małego Enlai’a, który stracił rodziców. Obydwoje cierpieliście, a ja ani Yunru nie byliśmy w stanie wam pomóc – rzekł nagle cichym głosem Yelle – Wiem, że to głupie, bo jednak to są dwie całkowicie różne sytuacje, a wtedy cię jeszcze nawet nie znałem. Zapomnij o tym… – mruknął, aby zaraz potem zebrać talerze po śniadaniu i szybko odejść.

Suree stał w osłupieniu przed schodami prowadzącymi na górę. Sam nie wiedział, kiedy jego oczy wypełniły się łzami. Gdy pierwsza spłynęła po policzku otrząsnął się i pobiegł na górę, prosto do swojego pokoju. Nie spodziewał się takich słów po wiecznie wesołym i opowiadającym głupiutkie historie blondynie.

Po godzinie zszedł na dół, aby znaleźć Yelle’go. Mężczyzna przeglądał jakąś książkę, ale natychmiast ją zamknął, gdy zobaczył go w progu.

– Jesteś gotowy? – spytał blondyn, a jego oblicze rozświetlił szeroki uśmiech – Miałem właśnie po ciebie iść, ale zatrzymała mnie ta książka. Chociaż sam nawet nie wiem, dlaczego, jest strasznie nudna. Dostałem ją w prezencie od jakiegoś wujka, ale on to chyba myślał, że ucieszę się z jakiegokolwiek prezentu. Nie postarał się w ogóle, dlatego oddałem ją Yunru, on lubi czytać wszystko, co mu wpadnie w dłonie. Nigdy nie zrozumiem go jak tak w ogóle można.

Suree mimowolnie uśmiechnął się widząc, że Yelle wrócił do swojego normalnego stanu. Jednak tamto milczenie przy śniadaniu i ta uwaga była całkowicie nie w jego stylu.

***

Udali się na spacer do parku, a następnie zgodnie z tym, co powiedział Suree poszli do sklepu obuwniczego. Brunet doskonale pamiętał drogę i bez żadnej pomyłki dotarli przed szyld sklepu. Zawahał się przed wejściem do środka, ale wiedział, że nie ma już odwrotu. Wszedł do środka witając się z panem Taio Jiang.

– Ooo, witaj Suree. Dawno cię nie widziałem – rzekł radośnie starszy mężczyzna podchodząc, aby uścisnąć mu dłoń – Przyprowadziłeś przyjaciela jak miło. Czy on… – przerwał, gdy zauważył zmarszczone brwi bruneta, który pokręcił przecząco głową – Rozejrzyj się młody człowieku, może coś wpadnie ci w oko. A tobie Suree, pokażę na zapleczu buty, które zostawiłem specjalnie dla ciebie. Ostatnim razem mówiłeś mi, że chciałbyś takie z grubszą podeszwą.

Nie czekając na odpowiedź pan Taio zaprowadził Suree na koniec sklepu do zaplecza. Zostawił lekko uchylone drzwi, aby w razie, czego wiedzieć, że ktoś stoi blisko i podsłuchuje.

– Wiesz coś o panie Lovro? – spytał Suree przechodząc od razu do rzeczy nie chcąc tracić czasu na niepotrzebne pogawędki skoro przyszedł tu tylko, aby się czegoś dowiedzieć.

– Nie jestem do końca pewny, ale z tego, co wiem to nie żyje – zaczął niepewnie właściciel sklepu coraz ze strachem spoglądając na uchylone drzwi – Został postrzelony, a potem policja wzięła go na przesłuchanie. Jeśli to prawda to na pewno dostał karę śmierci. Teraz wszystko, czego się dorobił jest w twoich rękach. Mam nadzieję, że go nie zawiedziesz.

Suree skinął głową twierdząco, ale sam nie wiedział do końca, co ma o tym myśleć. Był pewien, że pan Taio uważa go za głupka, dzięki któremu się wzbogaci, a żeby do tego doszło musi przejąć pozycję wujka i dalej prowadzić z nim interesy. Gdy wszystko oczywiście przycichnie, a policja przestanie węszyć.

Skierował się do drzwi od schowka, gdy starszy mężczyzna chwycił go za przedramię.

– A tak poza tym, kim jest tamten człowiek, którego przyprowadziłeś?

– Jest moim…– zawahał się, a na jego twarzy pojawił się triumfujący uśmiech, po czym dokończył –…przyjacielem.

Suree po tych słowach wyszedł i nie mógł zobaczyć zaskoczenia, które ukazało się na twarzy pana Taio po jego słowach. Mężczyzna nigdy w życiu nie słyszał, aby ktoś był tak pewny tego, że druga osoba jest jego przyjacielem. Może, dlatego, że zawsze otaczał się ludźmi, dla których interesy i pieniądze były najważniejsze w życiu?

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 544
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!