Manekin 2

Opis historii: Manekin to opowieść “love story” z kategorii bogaty i biedny. 

Ona, ambitna żądna zemsty. Pełna pogardy dla ludzi biznesu, co uzasadnia na swój sposób. 

On, mający dość swojego obecnego życia, pragnący czystej reputacji i godnego szanowanego w świecie nazwiska. 

Co połączy tę dwójkę? 

Przekonaj się już teraz. 

Wprowadzenie

***

Doskonale pamiętam ten dzień kiedy to po raz pierwszy się spotkaliśmy, pomyślałam wtedy, “prawdziwy laluś.” Był nienagannie ubrany w dopasowany garnitur, cały wypielęgnowany od stóp po czubek głowy, nie dając nawet szansy osiąść na ramionach najmniejszemu pyłkowi. 

Niczym manekin z wystawy. 

Kto jeszcze mógł prezentować się tak w normalny dzień roboczy, jak nie męska prostytutka? Tylko on… Jeff Rascal. 

Wtedy nie wiedziałam jeszcze kim jest, a mimo to wzięłam go za bezwartościowego, rozpieszczonego dupka.

***

Cz. 2

“- Clam.

Wymamrotałam.

– Dalia Clam.”

***

– Hmm… Clam? Ta Clam? – Zamyślił się na chwilę. – Roger sprawdź to. – Jeff przeniósł wzrok na swojego ochroniarza. On zaś, natychmiast dotknął słuchawki przy swoim uchu i zaczął z kimś rozmawiać. – Pozwolisz, że dotrzymam ci towarzystwa?

Zapytał retoryczne, a ten drugi, złapał mnie za przedramię.

– Zaraz! – Próbuję się wyszarpać. – Zabierz te łapy!

– Spokojnie. On nic ci nie zrobi, chyba, że mu na to pozwolę.

– O co ci chodzi?!

Starałam się zachować spokój, ale nie jest to łatwe. Jeff spogląda na mnie chłodno.

– Ustalmy jedną rzecz. Nie pozwolę robić z siebie idioty!

Odruchowo zacisnęłam mocniej zęby. Wiem, doigrałam się. Mam za swoje, ale żeby aż tak? Bez przesady!

– A co z Fridą?

Spojrzałam na przerażoną dziewczynę i on zrobił to samo. Wpatrywał się w nią przez chwilę, zanim się odezwał.

– Idź do domu, zanim się rozmyślę.

Łypnął ostrzegawczo, a Frida popatrzyła na mnie niepewnie.

– No idź!

Ponagliłam. Mogło być nieciekawie gdyby się rozmyślił. Frida, chyba nie na to czekała.

Rzeczywiście, po moich słowach jakby za przyzwoleniem. Odwróciła się aby zaraz potem zniknąć w tłumie. Dobrze, że jej do tego nie mieszał.

– Sir. Melduję, że wszystko się zgadza. – Podszedł do nas Roger, aby złożyć raport swojemu pracodawcy. – Dalia Clam, jest córką krawcowej Ericki. Tej krawcowej, proszę pana.

Spojrzał znacząco na szefa, słuchałam go będąc w szoku. Bardzo szybko udało mu się potwierdzić tę informację!

– Rozumiem. – Jeff podał ochroniarzowi mój dyktafon, który dotąd ściskał w ręce. – Zniszcz to.

– Co?! – Zdenerwowałam się. – Nawet nie próbuj!

Ruszyłam w stronę Rogera, ale ten który mnie trzymał, szarpnął mną i omal nie upadłam.

– Ostrożnie Jason. -Upomniał go Jeff, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Wygląda na to, że z panną Clam wiąże mnie coś specjalnego.

– O czym ty mówisz?

Zbaraniałam do reszty. Nie rozumiałam do czego zmierzał.

– Nazwisko Rascal, naprawdę nic ci nie mówi?

– Nie.

Odparłam, bez chwili zastanowienia.

– A Mal – colm…

Ledwie zaczął wymawiać to imię, a od razu do mnie dotarło. Tylko nie to!

– TY! – Zawołałam nisko. Teraz, mój głos przywodzi na myśl, warkot silnika. – Załatwię was obu, rozumiesz?!!

Nie wiedziałam dlaczego od razu nie skojarzyłam faktów. Dlaczego wypowiadając jego nazwisko, nie czułam odrazy. Nie  podjęłam, kogo mam przed sobą.

Lecz teraz, gdy już wszystko stało się jasne. Ogarnął mnie niewyobrażalny wstręt, oraz nienawiść.

– Cieszę się, że się rozumiemy. – Jeff pochylił się, żeby zajrzeć mi w oczy. – Idziemy panno Clam, mamy do pogadania.

Oddycham szybko, nie równo. Nie mogę zebrać myśli. Jak to w ogóle mogło się stać, że natknęłam się właśnie na niego?

Na Jeffa Rascala. Syna Malcolma Rascala, który wkopał nas w olbrzymie długi?

***

– Tracisz tylko czas – Grzmiałam, trzęsąc się jak galareta. – Wszystko jedno czego chcesz, i tak niczego nie dostaniesz!

Siedzieliśmy w limuzynie, ja między stróżami diabła, a diabeł kusiciel naprzeciw.

– Wydaje mi się, że trochę na to za późno.

Odparł, zakładając nogę na nogę. Rozchyliłam usta, nie bardzo wiedząc co ma na myśli.

– Że co?

Jeff pochylił się nieco w moją stronę.

– W zasadzie osiągnąłem swój cel. Mam cię tutaj.

Moje serce zgubiło jedno uderzenie. Jak? Przecież od razu nie wiedział kim jestem.

– Nie chodziło ci o mnie!

Znowu zawarczałam. W jego świecie pełno było kłamstw. Musiałam uważać!

– To nieistotne. Właściwie nawet lepiej, że trafiło na ciebie. Nie będziesz robić problemów, prawda?

Uśmiechnął się przebiegle, aż w efekcie dostałam dreszczy.

– Brzydzę się tobą.

Wyszeptałam, mając nagle ograniczony słowotok.

– I dobrze. Jestem pewien, że za pomocą pieniędzy nie nakłonię cię do zmiany zadania. – Jeff splótł palce na swoim brzuchu. – Jednakże, mam w zamian lepszą ofertę.

– Nic mnie ona nie obchodzi. Wypuść mnie stąd!

– Na pewno obchodzi cię własna matka Dalio. – Uśmiechnął się złośliwie, gdy wstrzymałam na chwile powietrze. – Poza tym, chcesz dopaść Malcolma, racja?

– Dopadnę całą twoją rodzinę, ale w świetle prawa.

Powiedziałam to ze śmiertelnie poważną miną. A on co zrobił? Roześmiał się. Sztucznie, bez cienia jakiejkolwiek radości, przerażająco wręcz!

– W świetle prawa? A to dobre! Masz poczucie humoru, nie powiem.

– Zobaczymy kto będzie śmiał się ostatni!

Warknęłam.

– Cóż, gdybym miał ocenić twoje szanse poważnie. Zakładając przy tym, że dożyjesz setki. Porównałbym je z grą w totolotka. – Wciąż uśmiechał się złośliwie. – Nawet, jeśli będziesz cholernie dobra. I nie będziesz miała sobie równych, to Rascal trzyma sądny w garści.

– Nic mnie to nie obchodzi!

Próbowałam nie przejmować się tym co mówi.

– A powinno. Twoja kariera dopiero się rozpocznie. Jego, jest już taaak długaaa.

Kpił dalej Jeff.

– Nawet gdyby niebo spadło nam na głowę, nie wejdę z tobą w żaden układ.

Nie daję za wygraną i po raz kolejny stanowczo mu odmawiam. Nigdy więcej żadnych porozumień z manekinem, a tym bardziej z rodziną Rascal. Nigdy!

Jeff, widząc moją nieskalaną niezłomność, przez chwilę tylko się we mnie wpatrywał.

Następnie, zdjął nogę z kolana i oparł stopę na połyskującej, nowiutkiej podłodze w samochodzie. Tuż obok drugiej.

– Dobra. – Złożył ręce na kolanach, i pochylił się ku mnie jeszcze bardziej. – Dla wiarygodności, najpierw umorzę cześć waszego długu. Resztę, unieważnię zaraz po tym, gdy się spiszesz.

– Niczego od ciebie nie chcę, na nic się też nie piszę.

Jestem nieugięta. Widzę, że zaczyna tracić cierpliwość, ale nie mam zamiaru odpuścić.

– To inaczej.

Tym razem brzmi złowrogo, czuję jak kiszki wywracają mi się na lewą stronę.

– Albo dogadasz się ze mną teraz. Albo, tak was urządzę, że będziesz jeść wyłącznie suchy chleb i pić z rzeki.

– To i tak rarytas, jeśli o mnie chodzi.

Prycham z pogardą. Oczywiście perspektywa takiego życia nie uśmiechała mi się, ani też mojej matce.

Jednak, jeśli trzeba będzie zapłacić za to tak wysoką cenę, mama na pewno mnie zrozumie.

– Pokrzyżuję wszystkie twoje plany. – Mięśnie na twarzy Jeffa wyraźnie się napięły. Widać, że wkłada sporo wysiłku w to, aby do mnie właściwie dotrzeć. – Sprawię, że pozostaniesz nikim, będę cię prześladował do końca twoich dni. – Zamieram. Wciąż jednak słucham tego co mówi, zarazem nie mogąc dać wiary temu, iż posuwa się do czegoś podobnego! Mimo to kontynuował, patrząc mi prosto w oczy. – Uprowadzę ci dzieci, męża, psa, chomika! Wszystko zniszczę. Jeśli tylko coś będzie miało jakieś znaczenie dla ciebie, odbiorę ci to!

Patrzymy na siebie przez jakiś czas w ciszy.

Staram się wszystko przekalkulować, bo rekin, zdaje się mówić całkiem poważnie.Po czym, wybucham gromkim śmiechem.

– Z czego się śmiejesz głupia?!

Zniecierpliwiony, łapie mnie za rękę i odsuwa dłoń od ust.

– Ja tylko…

Patrzę na niego, widzę jak zaciska szczękę. Nie mogę przestać, moja wyobraźnia poszła już za daleko.

– Po prostu przypomniał mi się film z 1978 roku. Wyreżyserowany przez Jeannota Szwarca.

Jeff ściągnął brwi, najwyraźniej nic z tego nie rozumiejąc. Podczas gdy ja, staram się jakoś opanować.

– Co to ma do rzeczy?!

– W zasadzie nic! – wyrywam dłoń z jego uścisku. Oprócz tego, że w roli głównej występował właśnie rekin. Wiesz, jakoś tak mi się skojarzyło… bo ten ludojad, także wszystko niszczył jak leci. Gdy atakował, ginęło wszystko. Wędki, łodzie, deski surfingowe, psy, chomiki. Nawet skubany metal przegryzł! – Jeff jakby odpuszcza i siada na miejsce krzyżując ręce na piersi. – Idealnie mi do tego pasujesz. Od dziś mówię ci po prostu “szczęki.”

Mężczyźni siedzący obok mnie, zaczynają się śmiać. Natomiast Jeff, mruży gniewie oczy.

Nie mam pojęcia dlaczego przyszło mi to do głowy, ale nie bałam się Jeffa. Bynajmniej nie tak, jakby sobie tego życzył rekin.

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 1352
4

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!