Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział czwarty

Kilka dni później…

Obudziłam się przed szóstą, a wiem to stąd, bo po jakichś pięciu minutach zadzwonił budzik. Nastawiłam go, aby nie zaspać, ponieważ dziś poniedziałek czyli początek szkoły. Wstałam i poszłam do garderoby po ubrania.

Przebrałam się w wybrany komplet ubrań i zeszłam na dół zjeść śniadanie oraz przygotować drugie śniadanie do szkoły dla siebie i braci.

– Dzień dobry. – przywitałam się z rodzicami.

– Dzień dobry. 

– Na śniadanie zrobiłam gofry. Chcesz? – spytała mama.

– Chętnie. Muszę zrobić jeszcze drugie śniadanie do szkoły. A wy kiedy idziecie do pracy?

– Wychodzimy za pięć minut. – odpowiedział tata.

W momencie kiedy skończyłam jeść śniadanie do kuchni weszli Drew i Mat.

– Dzień dobry. – powiedział Drew.

– Dobry. 

– Dzień dobry. – odpowiedziałam w tym samym czasie co rodzice.

– Mama zrobiła gofry, więc nakładajcie sobie i jedzcie. 

– A ty nie jesz? – spytał Drew gdy cała trójka usiadła do stołu.

– Ja już jadłam, a teraz idę przygotować dla nas drugie śniadanie.

Skończyli jeść po dziesięciu minutach, włożyli brudne naczynia do zmywarki i poszli do pokojów, aby przygotować się do szkoły. Rodzice wyszli jakieś piętnaście minut temu. Skończyłam robić drugie śniadanie po kilkunastu minutach. Zapakowałam je do specjalnych pudełek i owinęłam je chustami. Jest godzina siódma dwadzieścia, więc niedługo musimy wychodzić, aby się nie spóźnić.

-Drew, Mat! – krzyknęłam – Wychodzimy. Chodźcie już bo się spóźnimy.

– Idziemy! – odkrzyknęli.

Gdy zeszli na dół rozdałam wszystkim ich pudełka ze śniadaniem i ruszyliśmy do szkoły. Znudził im się spacer bez żadnych atrakcji, więc zaczęli się rzucać śnieżkami.

– Jak z dziećmi. – powiedziałam i westchnęłam – Drew, Mat, przestańcie! Musimy iść do szkoły, bo się spóźnimy.

– To on zaczął. – powiedzieli i wskazali na siebie na wzajem.

– Taki spacer bez atrakcji jest nudny, czyż nie? 

– Po prostu jak dzieci. No dobrze. Chodźmy już do tej szkoły. – powiedziałam.

– Tak jest! – powiedzieli, a ja zaczęłam się śmiać

Po dziesięciu minutach byliśmy już pod naszą szkołą, która nazywa się Sky High School. Pozostało jeszcze pięć minut do dzwonka, a musimy znaleźć gabinet dyrektora.

– Ma któryś pomysł gdzie iść? – spytałam gdy weszliśmy do środka.

– Nie. – odpowiedzieli.

– Może kogoś spytam? – zapytał Drew.

– Więc działaj. – powiedziałam i ruszyliśmy za Andrew, który szedł w stronę jakiegoś blondyna.

– Przepraszam. 

– Tak? – spytał blondyn.

– Czy mógłbyś zaprowadzić nas do gabinetu dyrektora? 

– Jesteście nowymi uczniami? 

– Tak – odpowiedziałam.

– W takim razie chodźcie za mną. – powiedział i weszliśmy do pokoju gospodarzy – Mam na imię Nathan. Jestem głównym gospodarzem. Dyrektor poprosił mnie abym zajął się waszymi dokumentami.

Chłopaki popatrzyli na siebie nawzajem.

– Mat masz nasze dokumenty? 

– Nie mam. Myślałem, że ty je masz. – odpowiedział Mat – Drew, a ty?

– Też nie mam. – odpowiedział.

Spojrzeli na mnie błagalnie, a ja westchnęłam. Może i są dobrzy w nauce i sporcie oraz są ode mnie starsi (nawet jest starszy ode mnie o kilka minut), ale to nadal idioci.

– Kat, proszę powiedz, że wzięłaś również nasze dokumenty. – powiedział Mat.

– Dobrze, że ja o wszystkim pomyślałam. – powiedziałam, a oni westchnęli z ulgą.

Podałam dokumenty Nathanowi.

– Bogini. – powiedzieli.

– Tak, tak. Jesteście mi bardzo wdzięczni. – powiedziałam.

– Dobrze. – odezwał się blondyn – Wszystko się zgadza. Brakuje tylko opłaty za teczkę w wysokości dwadzieścia pięć dolarów.

– Czyli w sumie za naszą trójkę będzie siedemdziesiąt pięć dolarów. Ma ktoś tyle przy sobie? – powiedział Mat.

Gdy Mat skończył mówić, wyciągnęłam z portfela pieniądze i podałam je Nathanowi, a bracia się na mnie spojrzeli.

– Dlaczego ty masz kasę? – zapytał Mat.

– Rodzice dali mi pieniądze, bo gdyby dali je wam, to byście gdzieś je odłożyli i o nich zapomnieli lub wydali na jedzenie. – powiedziałam.

– W sumie racja. – powiedział Mat.

– Dobrze. – odezwał się blondasek – Skoro już wszystko jest załatwione to dam wam wasze plany zajęć i kody do szafek. – powiedział i dał nam to o czym mówił.

– To my już pójdziemy na lekcję. – powiedział Mat i wyszliśmy z pokoju gospodarzy.

Poszliśmy w stronę naszych szafek, które na szczęście mamy obok siebie. Ja mam dwieście pięćdziesiąt dwa, Mat dwieście pięćdziesiąt cztery, a Drew dwieście pięćdziesiąt trzy.

– Gdzie macie teraz lekcje? – spytałam.

– Ja mam w sali numer dwa. – powiedział Drew.

– Ja w sali numer siedem. – powiedział Mat

– Ja mam w sali numer jedenaście. To chyba na górze. Czyli jesteśmy w innych klasach. – powiedziałam do Matta – Po prostu super.

– Nie martw się. Będzie dobrze. – powiedział Drew, a Mat zarzucił swoją rękę na szyję Drew.

– A jeśli ktoś będzie ci dokuczał, to będzie miał z nami pogawędkę. – powiedział Mat wskazując na siebie i Drew. Uśmiechnęli się złośliwie. Już ja wiem co to będzie za ‘pogawędka’.

– Dzięki chłopaki. – powiedziałam i porwałam ich do grupowego uścisku – A teraz zmykajcie na lekcje.

– Tak jest, Pani Kapitan. – powiedział Mike i mi zasalutował.

Zaczęliśmy się z tego śmiać. Gdy już się uspokoiliśmy, Mat poszedł pod klasę.

– Do zobaczenia. Gdybyś czegoś potrzebowała to pisz, dzwoń lub po prostu przyjdź do któregoś z nas. – powiedział Drew.

– Dobrze. Pa. – powiedziałam i poszłam pod klasę.

Dzwonek dzwonił już jakiś czas temu. Do końca lekcji zostało dwadzieścia minut. Napisałam do braci. Mamy utworzony wspólny chat, a to jest dla nas dobre ułatwienie.

Ja: Weszliście na lekcję czy czekacie do końca lekcji?

Mat: Jetem w klasie. Przedstawiłem się i nauczyciel kontynuuje lekcję.

Drew: Jestem na lekcji. Właśnie skończyłem się przedstawiać.

Ja: W takim razie nie wchodzę. Poczekam do końca lekcji. Pozwiedzam trochę szkołę.

Jak napisałam, tak też zrobiłam. Wyszłam na szkolny dziedziniec i rozejrzałam się dookoła. Na lewo była sala gimnastyczna, a po prawej jest szkolny ogród. Poszłam na salę, aby porzucać trochę do kosza. Gdy weszłam do środka zobaczyłam jakiegoś ciemnoskórego chłopaka, który ćwiczył rzuty do kosza. Ma czarne włosy, które związane są w kucyka. Jest ubrany w strój koszykarski. Usiadłam na trybunach i obserwowałam go dopóki nie spojrzał w moją stronę. Spuściłam wzrok i teraz patrzyłam na podłogę, a on podszedł do mnie i przywitał się.

– Cześć. – powiedział.

– Hej

– Mam na imię David. – powiedział.

– Catherine, ale możesz mi mówić Kat.

– Nie jesteś stąd prawda? – zapytał.

– Tak. Masz rację. Ja i moja rodzina przeprowadziliśmy się tutaj niedawno z Portland. – odpowiedziałam.

– Umiesz grać w koszykówkę?

– Przy dwójce starszych braci, których pasją jest koszykówka trudno nie umieć w nią grać. – powiedziałam i się uśmiechnęłam.

– Chcesz zagrać? – zapytał

– Pewnie. 1 vs 1? Do ilu gramy?

– A ile masz czasu? – zapytał.

Spojrzałam na zegarek w telefonie i odpowiedziałam.

– Jakieś 15 minut do następnej lekcji.

– Więc gramy przez 10 minut. Ten kto zdobędzie więcej punktów wygrywa. Zgoda?

– Zgoda. O co gramy?

– Przegrany stawia jakiś napój wygranemu.

– Może być.

(dop. aut. Wybaczcie, ale nie bardzo mi idzie opisywanie gry, więc napiszę skrótem.)

Gramy już od dziewięć minut i mamy remis. Zdaję sobie sprawę z tego, że David daje mi spore fory, ale i tak świetnie się bawię. Mam piłkę, więc jest to ostatnia akcja. Naprzeciwko mnie stoi David, więc rzucam piłkę między jego nogami, łapię i biegnę do jego kosza. Rzucam do kosza, lecz nie trafiam z tego powodu, że David jest wyższy ode mnie, więc wyskoczył do piłki w locie i ją złapał. Gra zakończyła się remisem.

– Było super. – powiedziałam.

– Więc jest remis. – powiedział.

– Więc jak podzielimy wygraną? – zapytałam i się uśmiechnęłam.

– Remis to ani wygrana ani przegrana, więc znaj moją dobroć i postawię ci wodę. Trzymaj. – powiedział, wyjął dwie butelki wody z torby i mi jedną rzucił.

– Dziękuję o łaskawco. – powiedziałam i ukłoniłam mu się teatralnie przez co oboje się zaśmialiśmy.

– Dzięki za grę. To była świetna zabawa. – powiedział i uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłam.

– Również dziękuję. – powiedziałam

– Musimy to kiedyś powtórzyć. Może twoi bracia także będą chcieli zagrać. – powiedział.

– Kiedyś na pewno. Tylko następnym razem żadnych forów. – powiedziałam i zadzwonił dzwonek na przerwę – Muszę już lecieć. Pa.

– Zgoda. Do zobaczenia. – powiedział.

Następna godzina to lekcja z wychowawcą i również jest w sali numer jedenaście, więc się tam udałam. Pod klasą stały osoby, które poznałam dwa dni temu w kawiarni. To znaczy, że Czerwony Kapturek też chodzi do tej szkoły, a miałam nadzieję już ich nie spotkać. Na szczęście mnie nie zauważyli. Chłopaki nie mogą się dowiedzieć, że ten chłopak, który na mnie wpadł chodzi do tej samej szkoły co my. Chociaż znając ich szczęście dowiedzą się o tym w najbliższym czasie. Napisałam do chłopaków.

Ja: Gdzie macie lekcje?

Mike: Sala numer pięć, ale jestem z Drew.

Drew: W sali obok.

Ja: Idę do was.

Mat: Stało się coś?

Ja: Nic się nie stało.

Już po chwili byłam pod klasą chłopaków.

– Hej – powiedziałam.

– Cześć. – odpowiedzieli.

– Co teraz macie? – zapytałam.

– Ja mam chemię. – powiedział Drew.

– Ja muzykę. – powiedział Mat.

– Może zdobędę jakieś fanki, jak coś zagram. – powiedział Mat – A ty co masz?

– Ja mam godzinę wychowawczą. Będę musiała się im przedstawić. – powiedziałam i westchnęłam.

– Będzie dobrze. Ile macie dziś lekcji? Ja kończę po siedmiu. – powiedział Drew.

– Ja też. – odpowiedział Mike.

– Mam sześć, więc poczekam na was. – powiedziałam.

– Dobrze. – powiedział Drew i zadzwonił dzwonek.

– Więc spotkamy się pod bramą. – powiedział Mat.

– Okey. Lecę na lekcje. – powiedziałam.

Wróciłam pod klasę akurat w momencie kiedy nauczyciel otwierał klasę. Moim wychowawcą jest Pan Jones. Weszłam do klasy i od razu skierowałam się do wolnej ławki na samym końcu klasy przy oknie. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam wszystkich, których spotkałam w kawiarni. Nie było tylko Luke’a, więc zapewne wagaruje.

– Dzień dobry wszystkim. – powiedział nauczyciel wchodząc do klasy.

– Dzień dobry. – odpowiedzieli uczniowie.

– Dziś do naszej klasy dołączyła nowa uczennica. – spojrzał na mnie – Podejdź i przedstaw się wszystkim.

Wstałam i podeszłam do nauczyciela. Kazał ustać mi na środku i się przedstawić. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam jak ten chłopak z niebieskimi włosami, przygląda mi się z uśmiechem.

– Nazywam się Catherine Diana Wilson. – powiedziałam i zaczęłam się kierować do ławki, aby usiąść, ale zatrzymał mnie głos nauczyciela.

– To wszystko? Nie chcesz czegoś dodać? – spytał nauczyciel.

– Nie chcę. To wszystko co powinni o mnie wiedzieć. – odpowiedziałam.

– Może powiesz nam jakie masz marzenia albo opowiesz o swoim hobby lub zainteresowaniach. – powiedział niebiesko włosy chłopak.

– Nie mam marzeń. A moje hobby czy zainteresowania nie powinny cię interesować. – powiedziałam i zaczęłam kierować się do ławki, w której siedzę.

– Ale interesują. Nawet bardzo. – powiedział niebieski smerf gdy przechodziłam obok jego ławki.

Nauczyciel zaczął gadać coś o marzeniach i innych bzdetach, ale go nie słuchałam. Czułam na sobie czyjś wzrok, więc się rozejrzałam i zobaczyłam jak smerf i dziewczyna imieniem Rose, z którą siedzi chłopak ciągle mi się przyglądają. Gdy na nich spojrzałam uśmiechnęli się do mnie i pomachali. Zignorowałam ich i żeby się czymś zająć postanowiłam napisać piosenkę, która chodzi mi teraz po głowie. Skoro nie mogę teraz śpiewać to musi mi wystarczyć takie rozwiązanie. Zerknęłam jeszcze w ich stronę, a oni patrzyli na mnie teraz z ciekawością w oczach. Przestałam zwracać na nich uwagę i wróciłam do pisania.

Już prawie mogę ujrzeć- ten sen
Śnię – lecz głos w mojej głowie mówi mi :
,,Nigdy tego nie osiągniesz”
Każdy krok, który stawiam
Każdy ruch , który wykonuję – sprawia
Że czuję się zagubiona , ( bez celu , kierunku)
Moja wiara jest zachwiana lecz
Muszę próbować
Muszę iść z wysoko podniesioną głową

Ref.: Ponieważ Zawsze będzie kolejna góra
A ja zawsze będę chciała ją poruszyć
Zawsze będzie jakaś walka do stoczenia
Czasem będę musiała przegrać
Lecz to nie ma znaczenia jak szybko pokonam tę górę
Nie ma znaczenia co czeka na mnie po drugiej stronie
To wspinaczka

Zmagania, z którymi się mierzę
Szanse, które wykorzystuję
Czasami mnie zniechęcają, nie 
Nie złamię się
Mogę o tym nie wiedzieć
lecz to są momenty 
Które zapamiętam najbardziej
Muszę po prostu iść przed siebie 
Muszę być silna
Muszę się przedzierać

Ref.: Ponieważ Zawsze będzie kolejna góra…

Dzwonek zadzwonił w momencie kiedy skończyłam pisać. W tej właśnie chwili podjęłam pewną decyzję oraz wpadłam na świetny pomysł. Napisałam do braci.

Ja: Musimy porozmawiać 🙂

Drew: Stało się coś?

Mat: Ktoś ci coś zrobił?

Drew: Mamy mu ‘miło’ pokazać żeby się do ciebie nie zbliżał?

Ja: Nic z tych rzeczy. Podjęłam pewną decyzję, ale porozmawiamy o tym w domu. 🙂

Wszyscy: ??

Po wysłaniu ostatniej wiadomości skierowałam się pod klasę na następną lekcję. W pewnym momencie usłyszałam za sobą kroki, jednakże gdy spojrzałam za siebie nikogo nie było, więc odwróciłam się, aby iść pod klasę. I w tym właśnie momencie poczułam wokół siebie czyjeś… ramiona? Zaraz… Ktoś mnie właśnie przytulił? Próbowałam się uwolnić z jego uścisku, ale to nic nie pomogło. W końcu ten ktoś poluźnił uścisk i odezwał się.

– Cześć! Pamiętasz mnie? Spotkaliśmy się dwa dni temu w kawiarni. – powiedział smerf.

– Tak, pamiętam. Ciekawski smerf, chłopak od zadawania pytań i brat bliźniak tego chłopaka, który na mnie wpadł w kawiarni. – powiedziałam, a ktoś cicho zachichotał.

– Dlaczego akurat smerf? – zapytał.

– Po pierwsze masz niebieskie włosy jak ciała smerfów. Po drugie nie znam twojego imienia. – powiedziałam.

– A tak… Więc… Mam na imię Alex. Ta dziewczyna za mną to Rosalie. – powiedział, a ja dopiero teraz zauważyłam wspomnianą dziewczynę.

– Możesz mówić na mnie Rose. Miło mi cię poznać. – powiedziała dziewczyna.

– A jeśli chodzi o mojego brata… Jeszcze raz za niego przepraszam. – powiedział i złożył ręce jak do modlitwy.

– Nic nie szkodzi. To cześć. – powiedziałam.

Już chciałam odejść, ale przeszkodził mi Alex łapiąc mój nadgarstek i Rose, która stanęła przede mną w celu zagrodzenia drogi.

– …. – westchnęłam – Czego ode mnie chcecie? – zapytałam i spojrzałam na nich.

– Chcemy się z tobą zaprzyjaźnić. – powiedzieli w tym samym czasie i się uśmiechnęli.

– Nie potrzebuję przyjaciół. – powiedziałam.

– Nie potrzebujesz czy nie chcesz? – zapytał.

– I nie potrzebuję i nie chcę. – odpowiedziałam.

– Każdy ich potrzebuje. – powiedziała i zadzwonił dzwonek.

– Ja nie. – powiedziałam i skierowałam się pod klasę na chemię.

Po lekcjach…

Skończyłam lekcje i tak jak się umawiałam z braćmi czekam na nich pod bramą szkoły. Po kilku minutach zauważyłam braci, którzy szli w moją stronę, więc im pomachałam. Podeszli do mnie i skierowaliśmy się w stronę naszego domu. Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu. Od razu skierowałam się do kuchni, aby przygotować obiad. Po godzinie wszystko było gotowe.

– Obiad gotowy! – krzyknęłam i po chwili wszyscy byli w kuchni – Siadajcie i jedzcie.

– Kat. O czym chciałaś z nami porozmawiać? – zapytał Mike.

– Przyjdźcie po obiedzie do mojego pokoju. – powiedziałam.

– Dobrze. – powiedział Drew.

Po dwudziestu minutach na talerzach nic nie zostało. Wstawiłam naczynia do zmywarki i gdy już skończyłam poszłam do swojego pokoju, aby powiedzieć braciom co postanowiłam. Otworzyłam drzwi i Mike od razu zapytał.

– O czym chciałaś porozmawiać?

– O zespole. – powiedziałam.

– Więc się zgadzasz? – zapytał Mat.

– Tak. – powiedziałam.

– Jeej! 

– Ale… – zaczęłam.

– No tak. Zawsze musi być jakieś ale… – powiedział Drew.

– Będziemy występować w maskach oraz będę występować z wami tylko chwilowo.– powiedziałam.

– W maskach? Dlaczego? – spytał Mike – Brzmi całkiem fajnie.

– Żeby było bardziej tajemniczo. – powiedziałam i się uśmiechnęłam.

– Dlaczego chcesz występować z nami tylko chwilowo? – zapytał Mat.

– Znajdziemy wam innych członków zespołu. Kogoś kto śpiewa i może jeszcze jedną osobę grającą na gitarze. – powiedziałam.

– Po co nam dwie osoby skoro możemy mieć jedną? Ciebie! – powiedział Mike.

– Nie za bardzo się w tym wszystkim widzę.

– Jak możemy cię przekonać? – zapytał Drew. Spojrzeli na mnie robiąc oczy kota ze Shreka, ale nie bardzo im to wyszło.

– No dobrze skoro wam na tym tak zależy, to jeszcze to przemyślę. Zgoda?

– Pewnie. – powiedział Drew.

– Ważne, że się zgodziłaś. – powiedział Mat.

– Będziemy najlepsi! – krzyknął Mike.

– Skoro mamy już część spraw omówioną, to zostawcie wszystko mi. Zajmę się resztą. – powiedziałam i uśmiechnęłam się tajemniczo.

Spojrzeli na mnie niepewnie, a potem na siebie.

Matthew

– Część? Resztą? Czy to jest na pewno dobry pomysł, aby JEJ zaufać? – spytał szeptem Drew.

– Ona nam czegoś chyba nie mówi. 

– To prawda. 

– Co tam szepczecie między sobą? – zapytała nas.

– Nic! – krzyknęliśmy.

– No dobrze. Idę na spacer. Wrócę za jakąś godzinę. – powiedziała i wyszła ze swojego pokoju.

Mike wychodząc z pokoju Kat zaczął krzyczeć, że zakładamy zespół. Rodzice zapewne wrócili już do domu, więc pewnie wszystko słyszą. Rozeszliśmy się do swoich pokoi, a ja zacząłem się zastanawiać co wymyśliła nasza młodsza siostra.

Catherine

– No dobrze. Idę na spacer. Wrócę za jakąś godzinę. – powiedziałam i wyszłam ze swojego pokoju.

Wyszłam z domu i poszłam na spacer do parku. Po godzinie wróciłam do domu. Rodzice już wrócili. Przywitałam się z nimi i poszłam na górę do mojego pokoju, aby odrobić lekcje i trochę się pouczyć.

~***~

Skończyłam odrabiać lekcje i naukę po czterech godzinach. Jest godzina dwudziesta pierwsza, więc poszłam wziąć kąpiel, a po kąpieli położyłam się na łóżko i po chwili zasnęłam.

***************************************************************************

Piosenka: Miley Cyrus – Climb (polskie tłumaczenie)

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 605
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!