Manekin 4

4

 <><><><>

Szybko chwyciłam go za rękę, wygięłam ją, zmuszając Rive do wstania wpół skłonie. Następnie skierowałam go głową ku drzwi i popchnęłam w tym kierunku z całych sił.”

<><><>

– Jeff, trzeba będzie wezwać straż pożarną!

Sapnął Rive wpadając do jego pokoju bez pukania uprzednio w drzwi. Zdumiony więc Jeff zmarszczył brwi.

– Nie słyszę alarmu Rive.

– A kto powiedział, że się pali?

Mężczyzna obrzucił brata jeszcze bardziej zaskoczonym spojrzeniem niż wcześniej.

– Jak ty wyglądasz? Tarzałeś się po ziemi czy co?

– Tiaa, miałem z nią bliskie spotkanie.

Westchnął, strzepując z ramienia trawę. Jego dłoń zdarta do krwi po obu stronach, aż do nadgarstka. Pozostawiła ślady wszędzie tam gdzie się dotknął. Jednak to cienka marynarka postrzępiona w łokciach oraz spodnie umazane błotem, sprawiały iż wyglądał naprawdę okropnie.

– Dziewczyna zamknęła się w limuzynie, kluczyki zostały w środku!

Wypalił w końcu uważnie przyglądając się temu jak Jeff ze spokojem zakłada na siebie świeżą koszulę.

– Przecież wyjdzie.

Mruknął odwracając od niego wzrok, spojrzał teraz w lustro na swe odbicie.

– Jeff. – Rive pokręcił głową. – Na zewnątrz mamy około trzydziestu ośmiu stopni na plusie. Klimatyzacja w samochodzie nie chodzi, jak myślisz ile wytrzyma w takiej puszce?

W mgnieniu oka znów się do niego obrócił z lekkim przestrachem na twarzy, przemieszanym z dozą złości.

– Nie mów, że zamierza nas szantażować!

– Nie sądzę, żeby akurat to przyszło jej do głowy. Wiesz to prosta choć uparta dziewczyna. – Zamyślił się nad własnymi słowami. – Myślę, że powinieneś z nią porozmawiać.

– Przez pancerny wóz?! Oszalałeś?!

– To zadzwoń po straż, zrobi się ciekawiej.

Wzruszył ramionami, po czym obrócił się na pięcie i wyszedł.

– Psiakrew!

Mruknął pod nosem nieźle już rozwścieczony. Przecież próbował jej powiedzieć, ale nie chciała go słuchać a teraz ma się wdzierać pod drzwiami własnego samochodu?Szybkim ruchem przeczesał jeszcze mokre włosy drobnym grzebieniem. Odłożył go na toaletkę i ruszył w stronę wyjścia.

Za pół godziny musiał być na spotkaniu wyznaczonym przez ojca, jeśli dziewczyna zaraz nie wyjdzie z pojazdu, będzie spała w tym samochodzie do jutra!

***

– Możesz stamtąd łaskawie wyjść? – Jeff zapukał zniecierpliwionym ruchem w przyciemnianą szybę, starając się zarazem zajrzeć do środka. Jego przytłumiony głos ledwie do mnie docierał, ale zrozumiałam co mówił. Rozejrzałam się znów po wnętrzu. W samochodzie robiło się duszno i właśnie zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Nie mogłam otworzyć drzwi bo nie wiedziałam jak, a Jeffa o to nie zapytam. – Wyłaź słyszysz!?

Jeff przyfasolił w szybę z otwartej dłoni tak mocno, że podskoczyłam. Zagryzłam wargę i przystawiłam w odpowiedzi środkowy palec do szyby.

Odszedł po chwili.

Nie miałam pojęcia czy coś widział, ale miałam go chyba z głowy. Wykorzystałam to i przyjrzałam się różnym przyciskom przy drzwiach. Samochód jest zgaszony, więc elektronika nie zadziała. Jak miałam się stąd wydostać i nie zostać potrawką w pianie z gaśnicy dla rekina? Skoro nic nie działało?

Moją uwagę przyciągnął wjeżdżający na posesję radiowóz policyjny. Czyżby mężczyźni w osobówce, których zaczepiałam zauważyli napis na szybie i zgłosili ten incydent policji?

Na samą myśl nie posiadam się ze szczęścia! Ponownie skupiam się na przyciskach przy drzwiach. Skoro Jeff kazał mi wyjść, znaczy to, że musi być tu przycisk awaryjny. Taki który otwiera wszystkie zamki nawet przy zgaszonym silniku.

Nagle przestaję myśleć, gdy moje palce dotykają wszystkiego co popadnie. Przejeżdżam dłonią z niecierpliwością po każdym możliwym przycisku na raz, a gdy do moich uszu dociera charakterystyczny dźwięk zamka. Walę pięścią w szybę.

Wciąż nie widzę uchwytu który je otwiera, więc, tak czy inaczej tkwię w potrzasku.

W najmniej oczekiwanym momencie ktoś pociąga za klamkę z zewnątrz. Wypadam z pojazdu głową do dołu, ale szybko się podnoszę.

– Zabierzcie mnie stąd!

Rzucam się do biegu. Z policją rozmawia już Jeff, muszę więc jak najszybciej tam dotrzeć. Kto wie co im naopowiada, jeszcze w to mu uwierzą.

– Spokojnie.

Zagradza mi drogę młodszy posterunkowy i kładzie rękę na ramieniu.

– Dostaliście zgłoszenie o porwaniu prawda?

Spoglądam mu w twarz. Czuję się wykończona, pot spływa mi po plecach i nosie. Lekko też kręci mi się w głowie.

– Nic podobnego, ale fakt podano nam numery rejestracyjne podejrzanie poruszającego się pojazdu. Jesteśmy tu aby wszystko wyjaśnić.

– On mnie porwał!

Wskazałam palcem na Jeffa. Wyniku czego drugi policjant przerwał z nim rozmowę i obrzucił mnie spojrzeniem.

– Nie prawda. Od początku próbuję zaproponować Ci pewien układ.

– Wsadź go sobie! Mówiłam, że guzik mnie on obchodzi!

– Sam Pan widzi. Nie możemy się dogadać i w tym cały problem.

Westchnął Jeff zwracając się do policjanta.

Spojrzałam na nich wszystkich ponownie. Nie wyglądało to dobrze, Jeff najwyraźniej już coś naopowiadał bo żaden z nich nie wyglądał tak, jakby chciał mi pomóc.

– Problemem jesteś tu wyłącznie ty! – Atakuję Jeffa wbijając mu palec wskazujący w mostek. – Nie chcę się w to mieszać. Zrozum to i daj mi wreszcie spokój!

– Nie wygląda jakby chciała tu zostać.

Odzywa się do starszego policjanta młodszy, który stał najbliżej mnie.

– Oczywiście, że nie chcę! Mówiłam już.

– Panowie. -Jeff zachowywał się tak jakby mnie nie było. – Nic jej nie będzie, zresztą zawsze możecie przyjechać to sprawdzić. Wkrótce zmieni zdanie.

Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Obaj mężczyźni liczyli się ze słowami Jeffa. Nie moimi. Zaczęłam się wycofywać. Właśnie do mnie dotarło, że cokolwiek powiem i tak nie będę tu ofiarą.

– Uważaj. – Zatrzymałam się natrafiając na kogoś plecami. – Cały jestem obolały po tym jak mnie potraktowałaś, a teraz będę jeszcze w gaśnicy.

Odwracam się przodem do Rive i obejmuję go spojrzeniem.

– Czego wy ode mnie chcecie?

Jestem już tak zdenerwowana, że ledwie trzymam się na nogach.

– Ja nie wiem czego Jeff dokładnie chce od ciebie. – Uśmiechnął się łobuzersko. – Podejrzewam jednak, że pragnie wkurzyć tym ojca.

Średnio go zrozumiałam, no bo, co ja mam z tym wspólnego? Nie miałam sił jednak myśleć. Czułam się źle od słońca.

Złapałam Rive za ubranie w okolicy brzucha i ścisnęłam materiał mocno w ręce.

– Jeśli chce wkurzyć Malcolma… – Mamroczę do Rive starając się ustać na nogach. – To niech się swoich genitaliów pozbędzie.

Rive, łapie mnie pod ramię z szerokim uśmiechem.

– W sumie nie najgorsza strategia, ale wiesz. Ojciec ma jeszcze mnie.

– I mnie!

Oboje spoglądamy w bok a Rive po chwili parska śmiechem.

– Jeszcze jeden?!

Wytrzeszczam oczy na piętnastolatka, który spogląda na mnie spod byka.

– Coś ci się nie podoba?

Pyta ostrzegawczo mały.

– Colin, bądź miły.

Upomina brata Rive i zaczyna prowadzić mnie do najbliższego cienia.

– Faktycznie, sporo tych jaj Rascala. Nie wliczając jego własnych nazwisko nawet bez udziału Jeffa, przejdzie na kolejne pokolenie.

Przymykam oczy. Puszczam się Rivea i siadam pupą na trawie.

– Co to w ogóle za jedna? I co ona ma na sobie?

Pyta Colin. Jest dość niechętny w stosunku do mnie i jakoś mu się nie dziwię.

– To moja dziewczyna. Uważaj tylko, strasznie się pieni.

Podchodzi do nas także Jeff a ja jak na zawołanie, ściągam z głowy zaschniętą piankę z gaśnicy. Rive dostrzegł to i uśmiechnął się do mnie, znów puszczając mi oczko.

– Ta kretynka?

Oburza się młody przez co z automatu bierze mnie cholera! Po pierwsze, policja zabrała dupę i sobie pojechała nie zamieniając ze mną więcej ani słowa. Po drugie, ten idiota Jeff otwarcie sobie ze mnie kpi. Po trzecie, smarkacz wyzywa mnie od kretynek i nie mogę nic mu zrobić!

– Colin!

Jeff upomina brata, ale nie brzmi to jakoś przekonująco.

– No co? Przecież mam rację i wszyscy to widzą. O co tu tak naprawdę chodzi?

– Nie pytaj. I tak nie zrozumiesz.

Ucina Jeff. Colin jednak rozzłościł się na te słowa.

– Zawsze to samo! Niby czego mam nie zrozumieć? Nie traktuj mnie jak głupiego szczeniaka!

– Spokojnie. Jeff tylko się nią pobawi. To wszystko.

Wyjaśnia mu na poczekaniu Rive.

– Skoro tak, to ja też chcę!

Oznajmia najmłodszy Rascal, a mnie aż zatyka. Jeff w odpowiedzi kręci tylko głową spoglądając groźnie na Rive, na co on, potrafił się wyłącznie roześmiać.

– Nie wolno ci. Jesteś na to za młody jeszcze.

Nabija się z niego średni z braci.

– A ona dla mnie za stara. No i co z tego? Nie chce do końca życia być prawiczkiem.

Teraz nawet najstarszemu trudno jest się powstrzymać od śmiechu.

– Jeszcze chwila, a Rascal będzie miał o cztery jajka mniej! – Ostrzegam zniesmaczona ich zachowaniem, podnosząc się z ziemi. – Colin! -Zwracam się do kurdupla. – Nie bierz przykładu z braci. Ci idioci, wdali się w ojca.

– Ej! – Pierwszy reaguje Rive. – Nic o nas nie wiesz. Uważaj sobie.

Przenoszę na niego wzrok i prycham z pogardą.

– Tu się mylisz. Jeśli chcesz wiedzieć to Malcolm prześladował moją matkę jeszcze zanim przyszyłeś na ten świat!

Zapada cisza w czasie której Rive marszczy brwi i spogląda na Jeffa.

– Zabierz Collina. Później ci wyjaśnię.

Klepnął go w ramię ów mój chłopak. Następnie Rive odszedł od nas wraz z Colinem.

***

– Jest was trzech.

Zwracam uwagę na fakty. Rascal nieźle się ustawił. Chyba, że o czymś jeszcze nie wiem.

– Głupio wyszło, że nie zdążyłem ci ich przedstawić.

Spoglądam na Jeffa krzyżują ręce na piersi.

– Głupio? Mnie tu nie powinno w ogóle być! Odstaw mnie do domu!.

– Nic z tego, zapomnij.

Nie mogę go zrozumieć. Patrzymy więc chwilę na siebie.

– Czego ty cholerny idioto nie pojmujesz?!

Wybucham nie dając sobie z tym rady. Do oczu podchodzą mi łzy.

– Twojej zawziętości. Nic ci przecież nigdy nie zrobiłem!

Jeff także podnosi na mnie głos.

– Wystarczy, że twój tatuś zrobił! Wystarczy, że nosisz jego nazwisko!

– I dlatego mam odpowiadać za jego czyny? Piękna mi sprawiedliwość panno sprawiedliwa!

Wykrzywił usta w grymasie, a mnie odebrało mowę. Miał częściowo rację, nie powinnam była przypisywać mu tego wszystkiego.

– Posłuchaj.

Oblizuję usta nieco spokojniejsza.

– Nie chcę spotkać tu Malcolma. Nie wiem co planujesz, ale ja nie pisze się na to panie Rascal.

– Bo się go boisz?

– Brzydzę się nim! Według mnie nie zasługuje na miano bycia człowiekiem. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! Nie chcę i już!

Jeff przygląda mi się uważnie przez chwilę. Po czym kiwa lekko głową.

– Rozumiem.

– Poważnie?

Nie wierzę mu. Nie na słowo.

– Tak, poważnie. -Jeff nabiera więcej powietrza w płuca. – Nie jesteś jedyną osobą, która nim gardzi. Bo gardzę nim też ja i wiele innych ludzi, których urządził w podobny sposób.

– To dlaczego przywiozłeś mnie tu siłą Jeff?

– Ponieważ… – Spojrzał prosto na mnie zanim dokończył mówić. – Ponieważ chcę go powstrzymać.

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 1160
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!