Stara miłość nigdy nie rdzewieje – Rozdział IV

Dzień I

W pomieszczeniu oprócz mieszaniny licznych rozmów słychać było także stukanie paznokciami o drewniany blat przy którym można było zamówić najlepszą kawę w mieście, a taką właśnie lubił przyjaciel Geny i to zawsze tu wstępowała po drodze do Stark Tower. Kobieta z tęgą miną  i popsutym humorem czekała na zamówienie. Obserwowała wokoło ludzi, którzy miło spędzali sobotnie popołudnie. Ona niestety nie miała tak fajnie, no bo od kiedy planowanie czyjegoś ślubu (a raczej ślubu osoby którą się kocha) jest fajne? W dodatku przyjęcie ma się odbyć dokładnie za siedem dni. W następną sobotę jej życie całkowicie legnie w gruzach, a wątpliwości, że resztę swoich dni spędzi samotnie, całkowicie zostaną rozwiane.

—  To dla pani — sprzedawczyni podała jej dwa kubki z gorącym napojem, na co ona wyrwana nagle z zamyślenia, niemalże podskoczyła wystraszona.

— Dziękuję — odebrała je i skierowała się do wyjścia z kawiarni. Gdy tylko opuściła budynek, a miejski chaos zakłócił spokojną ciszę, zaczęła rozglądać się za samochodem Starka, który zaparkował na uboczu, by nie wzbudzać zainteresowania. Po raz pierwszy miała wielką niechęć do wsiadania do jego auta, gdyż wiedziała co ją czeka, a mianowicie chodziło o ciągłe nawijanie o ślubnej imprezce.

W końcu wsiadła do samochodu, w momencie gdy mężczyzna kończył rozmowę przez telefon.

— Tort jest już zamówiony — oznajmił i odebrał od Genevieve swój napój — Dzięki Vieve. Jesteś cudowna — przyznał z szerokim uśmiechem.

— Tak, wiem — odpowiedziała niewyraźnie, nie okazując przy tym żadnych emocji. Wciąż głęboko rozmyślała nad tym wszystkim, szukając punktu wyjścia z tego pokręconego labiryntu — Co teraz? — spytała, dając sobie jak ja razie spokój i chwyciła w dłonie kartkę z listą rzeczy.

— Lista gości — odparł Tony biorąc łyka kawy — Au! Gorące! — wskazał na bolący język, a szatynka popatrzyła na niego jak na małe dziecko, które nie ma zamiaru przestać się wygłupiać.

— Trzeba to gdzieś na spokojnie rozpisać — wytłumaczyła myśląc na poważnie —Proponuję zajechać do mnie. Od razu nakarmię Prince’a — zaproponowała, a miliarder bez żadnego sprzeciwu przystał na to.

— Kogo jeszcze mam dopisać? — spytała Greenwood, dokładnie przeglądając listę zaproszonych gości

— Kogo jeszcze mam dopisać? — spytała Greenwood, dokładnie przeglądając listę zaproszonych gości.

— No nie wiem… Może Kapitana Dbaj o Język Ojczysty? — rzekł sarkastycznie i wyrzucił w powietrze orzeszka, który następnie wylądował w jego buzi. Brązowowłosa zmierzyła go spojrzeniem wypełnionym ironią.

— Ty na serio uwielbiasz nabijać  się ze Steve’a — stwierdziła z oburzeniem —Zapisałam go jako trzeciego na liście.

— A ty się zapisałaś? — dopytał biorąc od kobiety kartkę, lecz gdy jednak dostrzegł brak jej nazwiska, wziął do ręki długopis i dopisał jej osobę do reszty zaproszonych gości. Geny widząc jego czyn, westchnęła cicho.

— Tony, dlaczego ta lista składa się z twoich gości? — kobieta spytała z zaciekawieniem, głaszcząc przy tym kota, który wdrapał się na jej kolana.

— Ponieważ Pepper wraz ze swoją przyjaciółką robi własną — wytłumaczył i schował listę do kieszeni.

— To dlaczego nie wziąłeś do tego Jamesa tylko mnie? — zmarszczyła lekko brwi czekając na jego odpowiedź.

— Nie oszukujmy się. Rhodey nie dałby sobie  nawet z tym rady — przyznał szczerze, na co oboje zaśmiali się głośno — A tak po za tym to bardziej mogę polegać na tobie niż na kimkolwiek innym — mówiąc to spojrzał w jej oczy, a słowa te pochodziły prosto z serca. Miał kontynuować rozmowę, ale zatrzymał się na jej pięknych, ciemnych oczach i nie za bardzo chciał rezygnować z tego widoku.

Genevieve słysząc jego wyznanie poczuła się wyróżniona, przez co mimowolnie na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Jednakże widząc, że Stark przygląda się jej, odwróciła głowę deczko zmieszana. Pomimo napiętej dla niej atmosfery, musiała przyznać, że było jej miło słyszeć coś takiego. Przez chwilę panowała pomiędzy nimi cisza, lekko krępująca i nikt nie potrafił tego wytłumaczyć. Tony westchnął cicho i przeczesał ręką swoje włosy. Odwrócił się na pięcie i skierował do kuchni, zostawiając szatynkę ze zmiksowanymi uczuciami.

— Masz coś mocnego? — spytał, a jego głos rozniósł się echem po mieszkaniu. Na początku Geny nie wiedziała co mu powiedzieć, gdyż w jej głowie wciąż istniał mętlik po sytuacji sprzed chwili.

— Tak, tak — odpowiedziała, wciąż zajmując się listą gości — Pierwsza szafka od góry, po lewej — wytłumaczyła szybko, po czym usłyszała brzęczenie szkła.

Zaledwie po dwóch minutach w salonie pojawił się Tony z butelką czerwonego wina. Do dwóch kieliszków nalał szkarłatnego trunku i jeden podał Genevieve.

Kobieta westchnęła ciężko, odbierając od mężczyzny przedmiot. Zaczęła się przyglądać odbiciu w kieliszku, który przedstawiał właśnie ją. Może nie było tak wyraźne, ale na pewno mogła dostrzec w nim zmęczoną kobietę, która ma już serdecznie dość tego dnia. I tak było. Przez te kilka godzin załatwiali wszystkie sprawy związane ze ślubem, które w dodatku nie były dla niej tak przyjemne jak dla innych.

— Za co pijemy tym razem? — spytała, ukradkiem spoglądając na miliardera.

— Wypijmy za ciebie Vieve, za to, że marnujesz swój cenny czas, aby pomóc tak nieogarniętemu facetowi jak ja w planowaniu imprezy życia — oznajmił i uśmiechnął się do niej półgębkiem, a kobieta odpowiedziała mu tym samym prostym gestem, znaczącym tak wiele. Prychnęła zażenowana jego słowami, ale musiała przyznać, że chociaż trochę ją to rozbawiło.

— Dobra, dobra pij już to, bo widzę, że dłużej już nie wytrzymasz — burknęła przez śmiech.

— Jesteś kochana Vieve — odparł i wypił do dna cały kieliszek wina. Geny także upiła  łyk swojego alkoholu — Jak to możliwe, że ty jeszcze nikogo nie masz? — zadał pytanie i znów napełnił szklany kieliszek trunkiem.

Może dlatego, że nie potrafię być z kimkolwiek innym niż ty?

I to właśnie z tego powodu Greenwood wciąż była sama. Nie potrafiła zaakceptować  w swoich związkach każdego faceta, który nie był Tony’m. Jej kochanym Starkiem, którego widywała prawie każdego dnia i dzięki niemu życie stawało się lepsze. Wystarczył jeden uśmiech, jedno słowo, jeden gest skierowany w jej stronę, aby całkowicie zrozumiała, że nikogo innego nie chce i nie potrzebuje do pełni szczęścia. Bo chciała tylko jego 

— Nie mam pojęcia Tony, nie mam pojęcia.

— Nie mam pojęcia Tony, nie mam pojęcia

Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 366
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!