Sachiko czy Sayuri? – Rozdział 7

          Sachiko miała wrażenie, że coś w jej wnętrzu za chwilę całkiem przestanie działać. Od kilku godzin coraz mocniej bolał ją brzuch i wydobywały się z niego dziwne odgłosy. Wiedziała, że była głodna, ale nie miała niczego, czym mogłaby zaspokoić to pragnienie. Powoli przestawała nawet pić wodę, bo za każdym razem kiedy ją przyjmowała, słyszała dziwne bulgotanie i nie miała pojęcia, co to oznaczało.

          Przez całe swoje wcześniejsze życie nie płakała więcej niż w ciągu ostatnich kilku dni. Gdzie Yuriko? Gdzie Kira? Obiecali przecież, że tu wrócą. Yuriko by jej nie okłamała. Na pewno musiało wydarzyć się coś złego. Zaplotła ramiona dookoła kolan i skuliła się. Znowu płakała. Ile można płakać?

          Flary były na wyczerpaniu, co przerażało ją chyba bardziej niż brak jedzenia. W domu Yuriko zawsze pilnowała, żeby w jej pokoju paliły się świece, które nie raziły ostrym światłem, ale równocześnie rozpraszały mrok. Bała się ciemności, a w tej okropnej jamie bała się jej jeszcze bardziej.

          Zwłaszcza nocami słyszała jakieś dziwne odgłosy. Jakieś chrobotanie, szelest piasku, dziwne klikanie i syczenie. Co to było? Tym razem nie mogła zawołać Yuriko, która uspokoiłaby ją i zapewniła, że to nic takiego.

          Bała się wychylać poza namiot, bo w słabo oświetlonych zakamarkach tej dziwnej pieczary majaczyły jakieś przerażające cienie. Pogodziła się z upokorzeniem, że nie mogła zadbać o swoją higienę w sposób należyty, ale nie mogła przecież załatwiać się w tym samym miejscu, w którym spała. Z mocno bijącym sercem wychodziła wtedy z namiotu i w głos szlochając, próbowała zamknąć oczy i nie patrzeć na te wijące się i chodzące punkty.

          Z uporem szaleńca nie przekraczała linii, którą utworzył Kira. Ta magiczna, ledwo już widoczna bariera dawała jej poczucie bezpieczeństwa. To nic, że wydawało jej się, że te dziwne cienie ją przekraczały. Skoro Kira przez tyle lat wiernie jej służył, na pewno zrobił wszystko, żeby była bezpieczna. No i Yuriko na pewno  nie pozwoliłaby jej skrzywdzić.

          Kilka razy prawie złamała obietnicę daną Yuriko i Kirze. Słyszała głosy, dobiegające z zewnątrz i miała wielką ochotę uciec z tego przerażającego miejsca, żeby spotkać się z drugim człowiekiem, ale to mogli być ci źli ludzie, którzy zabili inną córkę Lorda. Na szczęście nikt nie wszedł do jej jaskini, a głosy znikały równie szybko, jak się pojawiały.  

          Nie miała pojęcia, ile czasu spędziła w tym miejscu. Trzy dni? Cztery? Tydzień? Gdzie oni byli?!

          Katorgę, którą przeżywała, przerwał znajomy głos, który usłyszała i który dobiegał z niedaleka. Zerwała się na równe nogi i wybiegła z namiotu. To na pewno była Temari! Zatrzymała się przed barierą. Powinna wychodzić? Nie… Kira na pewno nie stworzyłby ochrony, która mogłaby ją skrzywdzić.

          Nie powstrzymywała szlochu. Chciała jak najszybciej znaleźć się w otoczeniu przyjaznej osoby i zapomnieć o tym koszmarze.

          Biegła na drżących nogach. Kiedy opuściła to wstrętne, ciemne miejsce, oślepił ją snop światła, ale parła na oślep. Byle dalej od tych koszmarów, byle bliżej Temari.

          Nie zatrzymała się i rzuciła w ramiona pierwszego człowieka, którego dane jej było od wieków zobaczyć.

          — Bogowie… Sa-sachiko?

***

          Porażka. Nigdy w pełni jej nie zasmakowała. Będąc w drużynie z Gaarą, nie miała na to szans, ale teraz, kiedy oddziały zostały rozgromione i rozproszone, kiedy ojciec zaginął, kiedy zbliżali się do Suny pokonani i upodleni, mogła jej zaznać.

          Milczeli. Gaara wcześniej wypowiedział słowa, których nigdy nie spodziewała się usłyszeć z jego ust. Przepraszał i prosił o wybaczenie. I ona, i Kankurō udzielili go. Ale później… o czym mieli rozmawiać po tak nieprawdopodobnym wydarzeniu? W ciszy podążali przez pustynię.

          Niebezpieczeństwo nadal na nich czyhało. Nie mieli pewności, czy Liść tak łatwo odpuścił sobie ściganie wrogich shinobi. Z drugiej strony, mając po swojej stronie Gaarę, byli bezpieczniejsi niż pozostałe jednostki. Ile spośród nich wróci? Ile Sunę będzie kosztowało podążanie za szaleńczym planem ojca? Ile mogił zostanie postawionych na cześć poległych? I poległych w imię czego? Kogo? Ojca?

          — Jakoś nie mam ochoty się pokazywać — mruknął Kankurō, gdy byli już na ostatniej prostej w drodze do domu.

          — Nie wiem, jak ojciec zamierza postąpić. — Temari westchnęła cicho. — Na jego miejscu po takiej porażce zrezygnowałabym ze stanowiska.

          — Pewnie! Znając naszego ojczulka, jakimś cudem przekuje to na swoją korzyść. — Kiedy zauważył jej minę, parsknął ponurym śmiechem. — O ile zakład? Na pewno walnie jakieś przemówienie, że to nie była porażka, tylko pierwszy etap działań wojennych, że Konoha jest w gorszej pozycji od nas po tym ataku i że za jakiś czas uda nam się przełamać ich przewagę.

          — Cholera… — Zwolniła kroku po jego słowach. — Nie mów, że będzie chciał to ciągnąć.

          — Znasz go — za nic nie przyzna się do pomyłki.

          — No ale chyba…

          W trójkę zatrzymali się w tej samej chwili, gdy usłyszeli kroki. Przez ostatnie doby byli w stanie ciągłej gotowości, spodziewając się ataku, ale nawet na pustyni…?

          Temari wytężyła wzrok, nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczyła…

          — Bogowie… Sa-sachiko? — wyjąkała, kiedy dziewczyna prawie ją staranowała i chwyciła w żelazny uścisk, zawodząc przy tym w głos.

          Zdezorientowana zerknęła na braci. Gaara skrzyżował ręce na piersiach i patrzył na dziewczynę z kamienną twarzą. W sumie niczego innego się nie spodziewała. Na szczęście Kankurō jej nie zawiódł i wyglądał na równie zdumionego, jak ona się czuła.

          Próbowała oderwać od siebie Sachiko, ale ta trzymała ją w mocnym uścisku i chyba nie zamierzała puścić. Nie chciała zrobić jej krzywdy, więc z mieszanymi uczuciami pogładziła ją po plecach z nadzieją, że dziewczyna w końcu się uspokoi.

          — Co się stało, Sachiko? Co tutaj robisz?

          — Nie… Nie puszczaj nas! Nie każ nam wracać do ciemności!

          Temari wymieniła spojrzenie z Kankurō. O czym ona mówiła? Skąd się wzięła na pustyni? Czy Yuriko miała nie po kolei w głowie, żeby… Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach.

          — Sachiko… gdzie jest Yuriko? — wyszeptała. W napięciu obserwowała czubek głowy dziewczyny, która w końcu odsunęła się od niej nieznacznie. Patrzyła w te zapłakane oczy i wstrzymała oddech. W ułamku sekundy zrozumiała.

          — Musieliśmy uciekać, bo źli ludzie zabili córkę Lorda. Teraz po nas idą. Yuriko i Kira poszli do naszego pana ojca.

          Sachiko wypowiedziała słowa, których Temari nie powinna usłyszeć. Żadne z nich nie powinno.

          — O kurwa…

          Spojrzała na Kankurō, który równie szybko co ona zrozumiał powagę sytuacji. Brat cały czas patrzył na dziewczynę z rozszerzonymi oczami, by w końcu przybrać inny wyraz twarzy. Zbyt dobrze go znała.

          — Nawet o tym nie myśl, Kanki! — warknęła.

          — A widzisz inne rozwiązanie? — Na szczęście nie palił się aż tak do tego pomysłu. Puścił nawet skraj bandaża, w który owinięty był Karasu. — Jesteśmy podlegli rozkazom naszego Lorda. Na pewno będzie chciał wziąć odwet, a Suna się nie pozbiera, jeśli debil będzie chciał się na nas zemścić.

          — Suna już się nie pozbiera… — Temari westchnęła cicho i przeniosła wzrok na Sachiko. Dziewczyna powoli dochodziła do siebie. Tresura, jakiej była poddawana od dziecka, mocno ją trzymała w ryzach i nawet w takiej chwili wygrała nad emocjami, które najpewniej nadal kotłowały się w panience. — Powiedz mi, Sachiko… co się stało? Ale tak dokładniej.

          — Kira i Yuriko… Oni zabrali nas z naszego domu. Ciągnęli tunelami, którymi taka osoba jak my nie powinna się zapuszczać, ale wybaczyłyśmy im, bo działali w stanie wyższej konieczności, żeby ratować nasze życie. Nie jesteśmy przyzwyczajone do tak prymitywnego sposobu podróżowania i zgodziłyśmy się na oczekiwanie na oddziały z Konohy, żeby wzięły nas do pana ojca i pani matki.

          Temari nie mogła pozostać niewzruszona wobec takiej opowieści dziewczyny. Uśmiechnęła się pod nosem, a i Kankurō parsknął cichym śmiechem.

          — Dlaczego się śmiejesz?! Powiedziałyśmy prawdę, ty niewychowany kmiocie! 

          Temari zbyt dobrze wiedziała, że Sachiko działała na wielu ludzi jak płachta na byka. Z lekkim przestrachem spojrzała na starszego z braci, który zacisnął zęby.

          — Piękna historia, księżniczko. — Kankurō patrzył na dziewczynę bez cienia litości. — Chcesz poznać jej zakończenie? Zostawili cię tu samą, żebyś im nie zawadzała. Kira nie ma już czego szukać w Sunie, a Yuriko dobrze wiedziała, jaka będzie reakcja oddziałów z Suny, które wracają z Konohy. Mogli szarpnąć się na gest dobrej woli i zabić cię, a nie zostawić na pewną śmierć głodową. To jak… może to ty jesteś niewychowanym gówniarzem, którego własna opiekunka miała tak dosyć…

          — Starczy, Kankurō — przerwała mu Temari.

          — A co? Pozwolisz jej dalej żyć w pieprzonym świecie fantazji? Powinna wiedzieć…

          — Kira nie zostawiłby nas bez ochrony! — wykrzyknęła Sachiko. — Postawił magiczną barierę, o tam! — Ręką wskazała na najbliższą, solidną formację skalną. — Nic nam nie groziło, tylko musimy zaczekać!

          — Bariera?

          Temari zerknęła na Gaarę. Nie wiedziała, czy powinna prosić go o przysługę. Sama na pewno wyczułaby, gdyby bariera była potężna, ale Gaara na piasku mógł z łatwością wyczuć najmniejszą aktywność chakry.

          Gaara bez słów zrozumiał, czego od niego oczekiwała i nieznacznie pokręcił głową.

          — Nie ma żadnej bariery, Sachiko. — Temari w duchu przeklinała Yuriko za to, że nigdy nie dopuszczała do dziewczyny prawdziwych informacji. Traktowała ją jak dziecko i pozwalała żyć w jakieś imaginacji, gdzie pępkiem świata była wielmożna panienka. Jak niby miała teraz dopuścić do siebie tak wiele złych nowin? — Słuchaj… — Na moment przerwała. Czy istniały jakieś dobre słowa na opisanie tej sytuacji? Nie… Czegokolwiek by nie powiedziała, zniszczy tym świat Sachiko. — Oni już nie wrócą. Jeżeli naprawdę poszli do Konohy, do kraju Ognia, po drodze spotkali nasze oddziały. Nie ma szans, żeby przeżyli.

          Sachiko cofnęła się o krok.

          — Ale… wydaje mi się, że Kira nie pozwoliłby Yuriko tak zaryzykować. Uważam… uważam, że uciekli gdzieś indziej.

          — N-nie… — wyszeptała Sachiko. Po krótkiej chwili zmarszczyła brwi i patrzyła na nią hardo. — Yuriko by nas nie okłamała. Zaczekamy tu, a wam rozkazujemy zaczekać z nami.

          — Nie wierzę… — Kankurō potrząsnął głową i uśmiechnął się pod nosem. — Nie można być tak tępym. — Widział, że Sachiko już otwierała usta, ale nie dał jej dojść do słowa. — Przepraszam — kim ty dla mnie jesteś, żeby wydawać mi rozkazy?

          — Pochodzimy z potężnego…

          — Tak, my też — przerwał jej Kankurō. — Nasza wspaniała rodzinka jest potężna i wpływowa, i co tam jeszcze. Czy ty naprawdę nie rozumiesz, co się właśnie wydarzyło?

          Temari z niepokojem obserwowała Sachiko, która patrzyła bez mrugnięcia na starszego z braci. Cholera… Może taka terapia szokowa była jej potrzebna?

          — W najlepszym wypadku jesteś ścigana tylko przez shinobi z Suny. W najgorszym i ci z Konohy będą chcieli twojej głowy, żeby zapobiec wojnie. Zrozumiałaś?

          — Dlaczego niby ktokolwiek chciałby naszej…

          — Bo dziecko Lorda kraju Wiatru zostało zamordowane. Sama to powiedziałaś. Wiesz, po co trafiłaś do Suny?

          Sachiko zagryzła wargi i pokręciła głową.

          Temari wiedziała, że Yuriko nigdy nie przekazała jej tych informacji… Prychnęła cicho. Głupota! Skrajna nieodpowiedzialność!

          — Byłaś naszą zakładniczką, która gwarantowała pokój przez lata. Teraz nasz Lord coś stracił i będzie żądał od twojego ojca tego samego. A on się zgodzi.

          Wzdrygnęła się na tę dziwną ciszę, która zawisła po słowach Kankurō. Zerknęła na Sachiko, która chyba w końcu została pozbawiona tej bańki, pod którą była wychowywana. Nie mogła patrzeć na jej wyraz twarzy. Szybko przeniosła wzrok na braci.

          Wiedziała, że Kankurō właśnie pożałował tak ostro wypowiedzianych słów. A Gaara… z jego mimiki ciężko było cokolwiek odczytać, ale lekko zmarszczone czoło było dla niej wskazówką, że i on nie przeszedł tak całkiem obojętnie nad tym zajściem.

          — Możecie znaleźć Yuriko? Albo Kirę? — spytała cicho Sachiko, patrząc na piasek.

          — Sachiko… — Temari przełknęła łzy, które napłynęły jej do oczu. — My zaatakowaliśmy Konohę.

          Dziewczyna uniosła głowę i patrzyła na nią z rozszerzonymi oczami.

          — Jeżeli udali się w tamtą stronę i spotkali nasze jednostki… Większość zna Kirę. Był kiedyś dość popularnym dowódcą i wszyscy wiedzą, do jakiego zadania został przydzielony. Za dezercję jest tylko jedna kara. Zapewne domyślasz się jaka.

          Sachiko skinęła głową i znowu patrzyła na piasek.

          — Jeżeli uciekli gdzieś indziej… Kira nie jest głupi. Nie da się wytropić… — Przerwała w pół zdania i znowu spojrzała na Gaarę.

          Patrzył jej w oczy i wyczytała z nich odpowiedź. Skoro on nie był w stanie wyśledzić shinobi po pozostałościach energii, oznacza to, że Kira przemyślał wszystko, uciekając z Yuriko. Nie używał nawet chakry.

          — Co chcesz zrobić, Temari? — Kankurō spojrzał na nią pełnym napięcia wzrokiem.

          — No nie zostawimy jej przecież samej na środku pustyni…

          — Myślisz, że co? Ojciec tak się wzruszy twoją sympatią, że zapomni o tym, jak wielką kartą przetargową ta gówniara jest? A może ją adoptuje, co? Rozumiem, że chciałabyś mieć siostrzyczkę, ale…

          — To się jej pozbądź! — warknęła. Doskonale wiedziała, że Kankurō miał rację. Co z tego, że zabiorą Sachiko do wioski, skoro i tak jej los był z góry przesądzony? — Co? Nie jesteś już tak chętny?

          — A masz jakiś lepszy pomysł?

          Temari myślała gorączkowo. Najbardziej palącym problemem było samo przedarcie się przez strażników, którzy strzegli wejścia do Suny.

          — Możemy zabrać ją nie do posiadłości, tylko do domu — powiedziała powoli. — Ojciec… Nie mówię, że niczego nie zauważy, ale to zajmie mu trochę czasu, zanim się zorientuje. Potem… nie wiem.

          — Świetny plan — prychnął Kankurou.

          — Możemy dać jej moją opaskę. — Temari zignorowała wyraz twarzy brata. — To jedyna opcja, jaką widzę przy strażnikach. Przecież mogliśmy spotkać po drodze kogoś z naszych, kiedy się wycofywaliśmy… I tak mało kto ją widział, to i nikt jej nie rozpozna.

          — Nie damy się traktować w taki…

          — No i widzisz? Księżniczka sama nie chce przeżyć. — Kankurō wszedł w słowo Sachiko. — Po co aż tak martwisz się kimś, kto woli zdechnąć niż pozwolić sobie pomóc?

          Temari otwierała usta, żeby odeprzeć jego atak, ale nie dał jej dojść do słowa.

          — Nie. Po prostu nie. Jeśli sama nie chce, nie mam zamiaru narażać własnej dupy. — Spojrzał na Sachiko. — Skoro nie chcesz naszej pomocy, bez łaski, księżniczko.

          Chwycił jej dłoń i pociągnął ku Sunie. Nie miała pojęcia, co zrobić. Właściwie miał rację. Jeżeli Sachiko wyleciałaby z jakimś tekstem przy strażnikach, nawet pozycja ojca, a co za tym szło, ich pozycja, nie byłaby w stanie uratować ich przed oskarżeniami.

          Temari odwróciła się i dostrzegła, że Gaara nadal stał i wpatrywał się w dziewczynę, ale i on odwrócił się do Sachiko plecami, podążając ich śladem. Cholera… Zamknęła oczy, powstrzymując łzy. Wiedziała, że mało mogła zrobić, że świat shinobi nie pozostawiał miejsca na marzenia i złudzenia, a wielkie gry możnych tego świata były równie okrutne.

          — Czekajcie! Nie zostawiajcie nas!

          Odwrócili się. Sachiko próbowała biec w ich stronę, ale nie szło jej to tak sprawnie jak wcześniej. Zatapiała się w piasku.

          — Nie mów, że będę musiał ją nieść do Suny…

Opublikowano
Odsłon 572
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!