Stara miłość nigdy nie rdzewieje – Rozdział III

Głośny i zarazem denerwujący dźwięk wydobywający się z telefonu Greenwood sprawił, że Geny gwałtownie chwyciła ręką komórkę, nawet nie podnosząc się z łóżka. Jęknęła rozpaczliwie i niechętnie przyłożyła przedmiot do ucha.

– Tak? – wymamrotała niewyraźnie, po czym ziewnęła przeciągle. Spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiątą czternaście.

– No cześć Vieve – pomimo, że była strasznie zaspana, od razu rozpoznała głos Starka, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

– Coś mi się wydaje, że to będzie ciężki dzień, mam rację? – odparła przeciągając ostatnie słowo. Przetarła dłonią zmęczone oczy, po czym podniosła się do pozycji siedzącej.

– Moja droga.. każdy dzień spędzony w moim towarzystwie to świetny dzień – zaznaczył, a Geny domyśliła się, że w tym momencie na twarz Tony’ego wpłynął zadziorny uśmiech – Ale masz rację, potrzebuję twojej pomocy i mam nadzieję, że znów mi jej udzielisz.

– Tony przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć – powiedziała spokojnie i bardzo wiarygodnie.

– Tak myślałem, że to powiesz – zaśmiał się, choć szatynka wiedziała, że miliarder był jej wdzięczny – Więc będę po ciebie za piętnaście minut – oznajmił i rozłączył się.

Prychnęła pod nosem z niezadowolenia. Miała kilkanaście minut na ubranie się i ogarnięcie. Mogła się tego spodziewać. Stark zawsze spieszył się w tylko dla niego ważnych sprawach. Właśnie po tym mogła ocenić jak bardzo ważna jest sprawa.
Jednakże radość jej nie opuszczała. Cieszyła się, gdyż mogła spędzić kolejny dzień w jego towarzystwie, a przecież on liczył się dla niej najbardziej. Zawsze gdy go widziała czuła przyjemny dreszcz na całym ciele oraz łaskotanie w brzuchu. Wtedy mimowolnie na jej twarzy pojawiał się uśmiech, a z oczu bił przyjazny blask. Tak też było i dziś. Obudziła się z dobrym nastawieniem i była pewna, że nikt i nic nie zepsuje jej dzisiejszego optymizmu.

~•~•~•

Geny wsiadła do białego, sportowego auta, w którym siedział jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha Stark. Zmierzył ją swoim intensywnym spojrzeniem, na co ona przewróciła oczami. Oboje roześmiali się nie wiadomo z jakiego powodu.

– Cześć złotko – rzucił na przywitanie, a gdy Geny zdążyła zapiąć pasy on z piskiem opon ruszył na główne ulice miasta.

– Co tak ostro? – zmarszczyła czoło czując, że przez tą szybkość z którą się poruszali, aż wbiło ją w fotel. Spojrzała na niego wymownie, lecz napotkała jedynie tajemniczy uśmiech na jego twarzy. Szatynka znała go już na tyle długo, by wiedzieć, że Tony jest z czegoś dumny. Jeszcze nie miała pojęcia co mogło się wydarzyć od wczorajszego popołudnia, ale powoli snuła pewne podejrzenia – Okej.. – zachichotała pod nosem – Czyli to poważna sprawa, mam rację?

– Powiem ci jak zamienimy się miejscami – oświadczył spokojnie, dalej pozostawiając ją w niepewności, której wręcz nie cierpiała.

– Jesteś okropny, wiesz? – burknęła obrażona.

– Spokojnie – puścił jej oczko – Już za chwilę wsiądziesz za kierownicę. Ja muszę pozałatwiać parę spraw na telefonie.

Geny spojrzała na niego udając zaniepokojenie, tak jak matka patrzy na schorowane dziecko, które ma gorączkę.

– Tony zaczynam się o ciebie martwić. Od kiedy ty jesteś taki zorganizowany? – zażartowała, na co on udając oburzonego wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.

– Też cię uwielbiam Genevieve – odparł po chwili ze śmiechem, a kobieta słysząc swoje pełne imię niemalże zabiła go wzorkiem.

– Przecież wiesz, że nie lubię tego imienia! – warknęła przez zęby ze złością.

– Naprawdę Genevieve? – dopiekł jej po raz kolejny, nie mogąc się od tego powstrzymać.

– Ugh! – krzyknęła wściekle – Tony nienawidzę cię!

– Ile razy mam ci powtarzać, że złość piękności szkodzi, a szkoda marnować takiej urody? – uśmiechnął się szelmowsko i posłał jej całusa w powietrzu, na co ona prychnęła zażenowana. Zatrzymali się na światłach, stojąc w długim korku.

– Zmiana – zażądał nagle Stark i szybko wysiadł z auta.

– Teraz?! – zdziwiła się i z zaskoczoną miną zrobiła to samo. Teraz to miliarder siedział na miejscu pasażera, a dziewczyna od strony kierowcy – Jesteś niepoważny – oznajmiła, na co Tony pokiwał głową, zajęty sprawami w telefonie – To gdzie mam jechać?

– Wyjedź z miasta. Potrzebuje świeżego powietrza do myślenia, a przy okazji odpocznę od tego chaosu.

Dziewczyna zrobiła tak jak prosił. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie ani jednym słowem, gdyż Stark był bardzo zajęty swoimi sprawami, a Geny nie chciała mu przeszkadzać.

– Powiesz mi o co chodzi? – spytała bardzo poważnym tonem, mając w głowie spory mętlik. Tony westchnął głęboko i w końcu zaszczycił ją swoim spojrzeniem.

– Oświadczyłem się Pepper.

Geny zahamowała gwałtownie, przez co oboje prawie nie wpadli na przednią szybę.

– Że co? – wymamrotała niewyraźnie. Na początku nie dotarł do niej sens tego zdania, ale z każdą chwilą coraz bardziej czuła, że przez te trzy słowa wali się jej świat. Nagle zaparło jej dech w piersiach, przez co nie mogła nic dalej powiedzieć, choć miała mnóstwo pytań.

– Oświadczyłem się Pepper i powiedziała “tak” – wytłumaczył entuzjastycznie. Geny złamało to serce, ponieważ nigdy nie widziała go tak szczęśliwego. On naprawdę ją kochał pomimo, że nie raz im się nie układało. Tyle razy ze sobą zrywali, że aż ciężko było zliczyć ilość ich kłótni. Szatynka myślała, że Tony w końcu da sobie spokój z Potts i dostrzeże to jak ona się dla niego stara. Zawsze była przy nim po każdej kłótni z rudowłosą kobietą, nic w zamian nie oczekując. Po prostu chciała go wspierać, gdyż nie mogła patrzeć na to jak cierpi.

Jednak ta wiadomość sprawiła, że całe życie uleciało z niej niczym powietrze z przebitego balonu.

– To do czego ja jestem ci potrzebna? – zapytała, a jej głos lekko się załamał. Czuła gorzki smak porażki do którego zdążyła się przyzwyczaić. Jednakże nie chciała psuć mu nastroju, ponieważ jeżeli Tony był szczęśliwy, ona chciała, by tak pozostało.

– Vieve.. – uśmiechnął się do niej słodko – Jesteś dla mnie bardzo wyjątkową osobą, a twoje zdanie jest dla mnie bardzo ważne.

“Chcesz znać moje zdanie na ten temat? Zerwij z nią!”

Ta myśl krążyła w jej głowie przez cały czas, a ona sama z marnym skutkiem liczyła na to, że cały ten dzień to okropny koszmar, który zaraz się skończy.

– Więc po co tu przyjechaliśmy? – powiedziała od niechcenia. Niby utrzymywała swój optymistyczny wyraz twarzy, lecz w głębi gotowała się ze złości.

– Pierwszą rzeczą na naszej ślubnej liście.. – zaczął, wyjmując z kieszeni swojej marynarki lekko pomiętą kartkę.

– Oo macie nawet ślubną listę – prychnęła pod nosem, na co miliarder nawet nie zwrócił uwagi, ponieważ był zbyt pochłonięty sprawami, które musiał załatwić przed weselem jego i Potts.

– Tak. Kontynuując.. pierwszą rzeczą jaką muszę załatwić jest miejsce na wesele – rozejrzał się dookoła, jednakże nic nie przykuło jego uwagi – Pepper chciała, aby to było coś dużego, naturalnego i świeżego.

– Pepper też na pewno będzie chciała wygryźć mnie z waszego ślubu  i  życia – wysyczała, zaciskając paznokcie na skórzanej kierownicy.

– Co mówiłaś? – podpytał spokojnie. Był za bardzo pochłonięty oglądaniem widoków zza szyby swojego samochodu, by dotarły do niego słowa wypowiedziane przez kobietę.

– Że tam dalej jest jezioro z dosyć sporą polanką – skłamała, choć strasznie kusiło ją by mu to powiedzieć. W porę ugryzła się w język.

– To jedźmy! – klasnął w dłonie, ewidentnie uradowany – Musimy się pospieszyć. Do ślubu zostało nam siedem dni. Pepper chce jak najszybciej mieć to już z głowy.

“Swój pogrzeb też chce mieć już z głowy? Mogę jej to załatwić nawet za darmo”

Uśmiechnęła się krzywo pod nosem. Gdyby miała odwagę może i by to zrobiła, ale niestety nie była bezlitosnym zabójcą, więc prawdopodobnie musiała męczyć się z tą przykrą rzeczywistością przez resztę swojego życia.

– Siedem dni – powtórzyła szeptem słowa mężczyzny.

“Siedem dni na miłość” — pomyślała.

"Siedem dni na miłość" — pomyślała

Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 343
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!