Tak jak zamierzali, wrócili tam wieczorem, choć zarówno Ajuna, jak i reszta przyjaciół Ekko, nie uważała tego za dobry pomysł.

Zwłaszcza, że tylko Ajuna wtajemniczony był w to, jak powinna działać maszyna. Pozostali mogli tylko podejrzewać, po co młody geniusz i jego nowa znajoma chcieli udać się w miejsce śmierci Vi. Usłyszał wielokrotnie takie zdania jak: “martwym życia nie przywrócisz”, “to niebezpieczne, wiem, że chcesz zobaczyć, czy to prawda, ale to bezcelowe”. Cóż, wkrótce przekonana się, na ile te ostrzeżenia się sprawdzą.

– Jak go nazwałeś? – Jinx wyrwała Ekko z rozmyślań.

– Co?

– No, to coś – wskazała palcem na maszynę, którą chłopak zawiesił sobie ponownie przez ramię. – Musi mieć jakąś nazwę, co nie? Tylko nie mów, że wehikuł czasu, nic bardziej oklepanego byś nie mógł wymyślić.

– Nie myślałem nad tym. Przecież nawet nie wiem, czy to zadziała – obrzucił wynalazek powątpiewającym spojrzeniem. – Co prawda wszystkie moje obliczenia wykazały pewną zgodność, czego nie było przy żadnej poprzedniej próbie, ale…

– No to nazwij go Z.

Uniósł brew w zdumieniu.

– Czego nie rozumiesz? – przewróciła oczyma. – “Z” to ostatnia litera alfabetu. To będzie ostatnia próba, tym razem udana. Takie naginanie losu do własnych potrzeb, czaisz?

– To właściwie… Nie taki zły pomysł – w jego głosie zabrzmiało uznanie. – A więc Napęd-Z. Brzmi w porządku.

– Odpuściłabym ten napęd, ale niech ci będzie.

Dalszą drogę, ku zdumieniu Ekko, pokonali w milczeniu. Jinx musiała się znudzić swoim własnym trajkotaniem, co było mu na rękę, ale jednocześnie wywoływało dziwne wrażenie pustki. 

Pierwszym znakiem, że dotarli na miejsce, była z pewnością taśma policyjna rozwinięta wokół części placu. Tu i ówdzie krzątali się funkcjonariusze Piltoverskiej policji, co wywołało u Ekko lekkie obrzydzenie. Vi nie chciałaby, aby zajmowała się nią banda pilciuchów. Nawet po śmierci.

– Mówili, że ją postrzelono, tak? – zapytał Jinx, a jego głos zabrzmiał słabiej niż zamierzał.

– Tak. Kulka prosto w brzuch, krwotok wewnętrzny, rozwalone narządy, koniec, finito. Uruchom już tę maszynę.

Ekko westchnął i z namaszczeniem umieścił dłoń na dźwigni. Chłodny metal wyczuwalny był przez rękawiczkę. Ta maszyna to teraz jego ostatnia nadzieja na uspokojenie wyrzutów sumienia, które targały nim, od kiedy otworzył oczy.

– Hej, nie wchodźcie tu! – Jakiś policjant dostrzegł ich obecność – To miejsce zbrodni. Wracajcie do slumsów, gówniarze, albo was aresztujemy. Przyszliście kraść, co? Już ja znam te pieprzone zauńskie sierotki…

Pociągnął za wajchę, uruchamiając mechanizm, który zawirował w szklanym kloszu. Zobaczył, jak Jinx rzuca się na zaczepiającego ich mężczyznę, chcąc pokazać mu, co sądzi o nazywaniu ją “pieprzoną zauńską sierotką”. Usłyszał świst, jakiś trzask i serce stanęło mu w miejscu. Przecież to nie może zadziałać, nie ma co się łudzić, to czyste szaleństwo…

Z Napędu-Z zaczęło emanować ostre, niebieskie światło rażące oczy mocniej niż popołudniowe słońce. Nie miał pojęcia ile trwał ten proces i ile czasu minęło odkąd oślepiło go jaskrawe światło. Gdy ponownie mógł widzieć rozpościerający się przed nim obraz, albo miał deja vu, albo właśnie zauważył ich znajomy, piltoverski policjant.

  – Hej, nie wchodźcie tu! To miejsce zbrodni. Wracajcie do slumsów, gówniarze, albo was aresztujemy. Przyszliście kraść, co? Już ja znam te pieprzone zauńskie sierotki…  

Opadła mu szczęka. Nawet nie powstrzymywał Jinx, która ponownie miała zamiar bronić swojej godności. Najchętniej zacząłby skakać z radości, krzyczeć ile sił w płucach. Pragnął pobiec  do Ajuny, przytulić i wszystko mu obwieścić. To działa. Cofnął czas.

Tylko że… To za mało. Ustawił coś szybko za pomocą pokrętła i ponownie pociągnął za wajchę.

– …Wracajcie do slumsów, gówniarze, albo was aresztujemy. Przyszliście kraść, co? Już ja znam te pieprzone zauńskie sierotki…

Jeszcze raz.

– Przyszliście kraść, co? Już ja znam te pieprzone zauńskie sierotki…

I jeszcze.

– Już ja znam te pieprzone zauńskie sierotki…

Zrobiło mu się słabo. To stanowczo za mało! Zawiódł Vi oraz siebie i już nigdy więcej miał jej nie zobaczyć.

– Jinx… – wychrypiał i próbował złapać ją za ramię. Dziewczyna zignorowała go jednak i z zapałem przygwoździła funkcjonariusza do ziemi, okładając go pięściami.

– Jinx! – wrzasnął dosadniej i szarpnął ją za rękę, aby odciągnąć  ją od leżącego pod nią mężczyzny, który, wołając o pomoc, sięgał po paralizator.

– Zostaw mnie! Obraził mnie, mam prawo zrobić mu kuku! – zaśmiała się maniakalnie, a Ekko nie wiedział co o tym myśleć. To wariatka. Ściągnęła na nich uwagę wszystkich policjantów w okolicy, którzy już gnali ku nim z pistoletami, w imię jednej obelgi. Rozejrzał się gorączkowo za drogą ucieczki i dostrzegł szansę w uliczce oddalonej jakieś dziesięć kroków od nich, w której stanęła grupka gapiów ciekawa tego, co się dzieje.

Cofnął się o jeszcze jedną sekundę. Piltoverscy stróże prawa dopiero co zorientowali się w sytuacji i zaczęli wyjmować broń. Wykorzystał tę chwile przewagi i szarpnął Jinx za sobą raz jeszcze, używając wszystkich swoich pokładów sił. Nie reagując na protesty dziewczyny, biegł prosto w małą grupkę osób, która zakotłowała się i usiłowali zejść im z drogi, widząc zamiary nastolatka. Wbiegł w tłum, starając się nie skupiać zbytnio na okrzykach policjantów, którzy na szczęście nie mogli strzelać w ludność cywilną. W pewnym momencie usłyszał jednak strzał i odwrócił się zszokowany, wciąż biegnąc naprzód.

Jinx, jedną rękę wciąż zatrzymując w uścisku Ekko, drugą wymierzała pistolet w pościg. W jej dłoni zabłyszczał mały, poręczny pistolecik, który wziął się tam znikąd. Zanim zdołał jakkolwiek zareagować, dziewczyna oddała jeszcze dwa strzały, którym wtórowały jej okrzyki satysfakcji, za każdym razem, gdy kogoś trafiła. Przystanął i wyrwał jej broń, po czym schował do kieszeni spodni. Uśmiech zszedł dziewczynie z twarzy.

– Oszalałaś?! – krzyknął na nią wznawiając bieg. Skręcili obok sklepu z ubraniami, skoczyli na kontener i znaleźli się na dachu budynku. 

– Dlaczego? Należało im się, wredne pilciuchy. Ktoś tu musi pomścić twoją koleżankę, skoro tobie się nie udało.

– Mogłaś trafić kogoś z tej grupy! Tam byli też zauńczycy, dzieci! – nie dał po sobie poznać, jak bardzo zabolało go wytknięcie mu niepowodzenia. Skakali z budynku na budynek, ale okrzyki pościgu wciąż nie cichły. 

– Ludzie umierają codziennie. Co za różnica, jeden mniej czy więcej? – prychnęła. – Poza tym, w tej grupce były jakieś szpicle. Dwóch już wyciągało swoje zestawy zagłady. Mogli nas zabić równie skutecznie co pilciuchy.

Przygryzł wargę, próbując opanować wściekłość. To i tak teraz nieważne. Z lekkomyślnością tej dziewczyny jeszcze się rozliczy, ale na razie musieli zgubić policję, której oddech wciąż czuł na karku.

Zeskoczyli z jakiegoś domu mieszkalnego na ulicę i skręcili w małą uliczkę, w której mogli zejść do kanalizacji. Ekko często korzystał z tego skrótu z resztą bandy. Zamiast skakać przez całe miasto, wystarczyło zejść i spokojnie przejść sobie krętymi, śmierdzącymi korytarzami. Trzeba było jednak uważać na mutanty czające się w ciemności i tylko czekające, aż jakiś smaczny, głupiutki człowieczek przejdzie obok.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł – stwierdziła Jinx, gdy odsuwał klapę i zeskakiwał na drabinę.

– Daj spokój, najwyżej trochę się pobrudzisz. Chodź! – zawołał Ekko już z dołu. Dziewczyna pokręciła głową z niezadowoleniem.

– Nie mów potem, że nie ostrzegałam.

Zeszła za nim. Gdy tylko postawiła stopy na cuchnącej, śliskiej powierzchni betonu, zza rogu wypadła dziwna, świecąca kula. Jinx zręcznie się uchyliła, lecz Ekko zorientował się zbyt późno i dostał prosto w klatkę piersiową. Pocisk odrzucił go na brudne podłoże. Jęknął, gdy poczuł mocne uderzenie w plecy przy spotkaniu z gruntem. Ostatkiem sił spróbował pociągnąć za dźwignię Napędu-Z.

– Ostrzegałam… – rzekła z żalem Jinx i pochyliła się nad nim. – Sorry. Naprawdę sorry.

Z miejsca, z którego wyleciała świetlista kula, wyłoniła się męska sylwetka. Aż za dobrze znał ten loczek na środku czoła i szeroki uśmiech, zdobiący przystojną twarz. 

– Znowu na siebie wpadamy! Co za niespodzianka – Jayce uśmiechnął się i oparł o machinę, przypominającą kształtem olbrzymi młot. – Nie martw się, jesteście bezpieczni. Musicie tylko współpracować.

Ekko obrzucił Jinx nic nie rozumiejącym spojrzeniem. Dziewczyna wzruszyła ramionami, a poczucie winy ulotniło się z jej twarzy równie niespodziewanie, co się tam pojawiło.

– Mój gang cię obserwował – przypomniała. – Nie hobbystycznie. Ktoś kupował te informacje.

Miał ochotę ją udusić, ale doskonale zdawał sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji. Wyładowanie wściekłości, która nim teraz zawładnęła, w niczym nie pomoże. Mógłby postrzelić ich oboje, ale nie chciał zostać mordercą, a już na pewno nie tak genialnego umysłu jak Jayce. Cofnięcie czasu o sekundę w tym przypadku niewiele pomoże. Zrezygnowany, po prostu wyciągnął ręce w kierunku mężczyzny, wystawiając nadgarstki. Spojrzał Jinx głęboko w oczy, próbując przekazać jej to, co o tym myśli. Odwróciła głowę i wstała, otrzepując kolana.

– Zakuj mnie i miejmy to z głowy – westchnął, przymykając powieki.

Autor crucia
Opublikowano
Odsłon 625
2

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!