Chory z Miłości – 6

CZ. 6

W kontakcie z jasnym światłem, Jonny zmrużył oczy wjeżdżając na drugie piętro ze zmarszczonym w namyśle czołem. 

Zaś gdy wysiadł z windy, nogi same powiodły go do miejsca, w którym powinien ją zastać. 

Przystanął jednak w niewielkiej odległości widząc porozrzucane kartki na biurku. Nie dostrzegając zaś w pobliżu Livi, odruchowo poprawił krawat strząsając przy tym kilka kropel deszczu ze swoich włosów. 

Po czym, zmienił kierunek ruszając w stronę zaplecza aby jej poszukać. 

Swindon już po chwili zajrzał więc do kuchni, ale i tam nie zastał Alvins. Lekko więc poddenerwowany tym iż nawet tam jej nie ma, zaczął zaglądać do pozamykanych biur przez szyby i wpół zasłonięte w nich żaluzje. Dosłownie przywierając nosem do przezroczystej ściany, nie bacząc na zaskoczone spojrzenia innych. 

Właśnie sprawdził ostatni pokój, zamierzając wrócić do punktu wyjścia aby przeczesać korytarz raz jeszcze, gdy drzwi od toalety trzasnęły za jego plecami. 

Odetchnął z niezrozumiałą ulgą zerkając przez ramię, lecz niestety, nie trwała ona długo. Jego źrenice zwężają się na widok Davida obejmującego czule dziewczynę w pasie. Podczas gdy ta, wycierała oczy papierową chustą, potakując od czasu do czasu głową na zgodę. 

Jednak gdy sama odwzajemniła ten gest, coś przekoziołkowało w jego wnętrznościach, podeszło do samego gardła w ostatniej chwili tłumiąc głośny krzyk powodowany gniewem.

– Najmocniej przepraszam! – Odezwał się jednak donośnie, ruszając szybko w ich stronę. – Dlaczego marnuje pani mój czas? Czy mam rozliczyć was z każdej drogocennej przepadłej minuty? 

Alvins spięła się pod wpływem tego tonu, wypościła męża z objęć i spojrzała mu w oczy. 

– Dobry wieczór Panie…

– Darujmy sobie uprzejmości! – Przerwał jej, obrzuciwszy chłodnym spojrzeniem Davida. – Kupiłem twój czas, nie pozwolę na jego trwonienie! 

– Słucham? 

Alvins zamrugała gwałtownie zdumiona jego słowami. Nim jednak zdążył coś jeszcze powiedzieć, odezwał się David. 

– Niech pan nie przesadza. To tylko pięć minut. 

– Niezwykle cenne, pięć – minut! 

Syknął ostrzegawczo, zabijając go niemal wzrokiem. 

– Jezu, co to za burak? 

Pan Alvins wykrzywił usta w lekkim grymasie, zwracając się z pytaniem do swej żony. 

Lecz samej Livi, udało się tylko ułożyć usta w literkę “o” wytrzeszczając przy tym oczy. 

Swindon wygiął jedynie lekko brew, po czym zmniejszył dzielącą ich odległość, przysuwając swoją twarz do jego twarzy. Łapiąc mężczyznę za kołnierz. 

– Burak? – wycedził przez zęby. – A rozkwasić ci mordę tak, żebyś przypominał zgniłe jabłko? 

– Panie Swindon! – Livia z irytacją łapie go za nadgarstek jednej ręki, mając nadzieję iż ten się opamięta i odczepi od jej męża. – Powinnam już wracać do pracy, David właśnie wychodził. 

Spojrzała mu w w twarz, odważnie przesuwając palce do jego zaciśniętej na ubraniu Davida pięści. 

– Grozisz mi? – Davidowi udaje się jednak strzepnąć jego ręce, nim Swindon zdążył je zabrać. – Kim ty w ogóle jesteś co? 

– Już niedługo się dowiesz. – Jonny uśmiecha się cynicznie. Po czym, bez ostrzeżenia łapie Livię za rękę. – Wracamy do pracy, czeka nas długa i wyczerpująca noc. 

Swindon pociąga ją za sobą, nie zamierzając bowiem niczego tłumaczyć. Działając pod wpływem impulsu kieruje się w stronę miejsca pracy dziewczyny szybkim naglącym wręcz krokiem. O tej porze nie kręciło się tu zbyt wielu ludzi, jednakże i tak zdołał zaskarbić sobie grupkę gapiów. 

Co nie szczególnie mu się spodobało. 

– Chwileczkę! – Livia zaprotestowała dopiero po dłuższej chwili. – Nie może Pan rozstawiać mnie po kątach, właśnie rozmawiałam z mężem!  

– Jesteś w pracy! – Warknął w jej stronę zirytowany całym zajściem. – Jeśli więc chcesz się wałęsać to tylko ze mną, za co niby ci płacę? 

– Jeszcze niczego od ciebie nie dostałam! – Alvins wyrwała się z jego uścisku. – Nie masz prawa traktować mnie w ten sposób, wcale nie muszę się poświęcać! 

– Pracujesz tutaj, to twój obowiązek! 

– Jako sekretarki? – Prycha, nie dowierzając temu co słyszy. – No to pójdę Panu kawę zrobić. 

Już odwróciła się na piecie, ale Jonny nie pozwolił jej odejść. 

– Nic ci nie powiedział? – Jego lewa brew wygięła się pod wpływem tych słów, w chwili gdy złapał ją za łokieć i obrócił na powrót w swoją stronę. – Zostałaś copywriter. 

– Kim zostałam? 

Zszokowana tą wiadomością, cofnęła się o krok. 

– Dobrze słyszałaś. Copywriter to osoba zajmująca się pisaniem tekstu do reklam. Współtworzy ona także reklamę z grafikiem oraz innymi członkami zespołu kreatywnego. I ty nią oficjalnie zostałaś. 

Przez chwilę wpatrywała się w niego nie mrugnąwszy nawet okiem. 

– Wiem co to znaczy! – Żachnęła się po czym, bez ostrzeżenia odepchnęła od siebie Jonnya. – Nie zmieniaj tematu!

Wystawiła przed siebie ostrzegawczo palec, mrużąc oczy. 

– Gratuluję. – Z opóźnieniem dogania ich David. – Przez trzy lata nie udało ci się uprosić Saymona o podwyżkę, a teraz proszę. – Uśmiechnął się złośliwie. – Jaka niespodzianka!

Mężczyzna obrzucił pogardliwym spojrzeniem kobietę, nie troszcząc się o to, iż dopiero przed momentem się pogodzili. 

– David. – Livia wzdycha, nie patrząc mu w oczy. – Zanim powiesz coś jeszcze, pomyśl najpierw dwa razy! 

Zapada cisza w czasie której obaj mężczyźni mierzą się na spojrzenia. Nie trwa to jednak długo, ponieważ już po chwili, David przerywa milczenie. 

– Jeszcze do tego wrócimy. 

Zakomunikował, kierując się od tak, bez pożegnania do wyjścia. 

Alvins doprowadza wiec męża tylko wzrokiem, po czym wbija oczy w wylany i wypolerowany beton na podłodze zachodząc w głowę, jak to wszystko jest w ogóle możliwe. Dlaczego przytrafia się to właśnie jej.

***

Kochała męża, on szalał za nią. Wiele razem też przeszli i mogło już się wydawać, iż nie ma przeszkody z którą sobie nie poradzą. 

A jednak… Coś mocno było nie tak… 

– Dlaczego za niego wyszłaś? 

Livia mimowolnie przenosi wzrok na Swindona, robiąc przy tym najgłupszą w świecie minę. 

– Ponieważ, spełniał wszystkie moje kryteria? 

– To przecież nie możliwe. 

Odparł, wykrzywiając lekko usta . 

– Jesteś kawalerem, zwykły z ciebie pies na baby, nic o tym nie wiesz. 

Prychnęła nadąsana i ruszyła w kierunku fotela. 

– A czy teraz też spełnia? 

Swindon świadomie ignoruje uwagę o jego prywatnym życiu osobistym, ruszając w ślad za Livią. Alvins wygląda na poddenerwowaną, co wzbudza w nim jeszcze większą ciekawość. 

– Co to za pytania? – Zdenerwowana sięga z biurka plik dokumentów, a już po chwili wciska mu w ręce kilka papierowych świstków. – Proszę się lepiej z tym zapoznać, chcę wiedzieć co Pan o tym myśli. 

– Pan? – Jonny unosi brwi, po czym, uśmiecha się lekko. – Sądziłem, że przed chwilą zapomniałaś o tym na dobre. 

– Widocznie się Pan pomylił. – Napuszona krzyżuje ręce na piersi. – Mówiłam przecież, w pracy zachowuję profesjonalizm. 

Mężczyzna prycha cicho pod nosem, rozbawiony trochę tą śmieszną grą. Po czym, robi krok w jej stronę. 

– W porównaniu zemną i tak wychodzisz na nowicjuszkę. Powinnaś uczyć się ode mnie.

– Jeszcze czego! – Dziewczyna ponownie prycha, ze zdenerwowania chwyta za jakąś teczkę i wtyka w nią nos udając zainteresowanie treścią. – Pracuję tu całe pięć lat, mam spore doświadczenie i…

– W pełni zasłużyłaś na swój tytuł. – Wtrącił Swindon, zanim dodała coś jeszcze. W efekcie więc spojrzała na niego zza papierowego organizatora jakoś inaczej niż wcześniej. Przebiegła po jego twarzy wzrokiem tak, jakby dopiero teraz go zobaczyła. – Powinniśmy to uczcić.

Stwierdził, wykorzystując szansę żeby się do niej zbliżyć. Jednakże Livia cofa się dość gwałtownie, zahaczając biodrem o krawędź biurka. 

Syczy. Zrzucając przy tym, kolejny zresztą już raz w obecności Jonnya, stertę teczek na podłogę. 

– Kuźwa! 

Zabrzmiało mu złowieszczo w uszach, ale nie przejął się tym i stanął tak blisko iż poczuł przebiegające po swym ciele przyjemne impulsy. 

Usłyszał wyraźnie jej oddech, zgrzyt zębów, oraz to jak przełyka ślinę. 

– Nie chcę słyszeć więcej słowa na “p. ” Rozumiesz? 

Czy tego chciał czy też nie, barwa jego głosu stała się niższa i bardziej chrypka od pożądania niż kiedykolwiek wcześniej. Nie pamiętał już kiedy to jego instynkt brał górę nad resztą. Zwykle zdarzało mu się to gdy był nieźle narąbany. 

W przypadku Livi, podobny efekt miał w zupełności na trzeźwo. To dlatego też nie chciał z niej zrezygnować. Była jak jego osobisty alkohol tyle, że w dużo lepszym wydaniu.

– Doprawdy, nie wiem w czym tkwi problem. – Zawołała dziewczyna, masując obolałe miejsce ręką. – Mam zacząć na ciebie gwizdać, cmokać czy glamać? 

Swindon przechylił nieco głowę, przetarł wolną ręką okolice warg. Po czym, zawiesił spojrzenie na jej ustach. Jego przykaz wywodził się stąd iż chciał być dla nie niej kimś więcej niż ” Panem Swindonem.” Chciał słyszeć jak zwraca się do nie go po imieniu, bądź wymawia je w łóżku kiedy jest im dobrze…

– Mów mi Jon. – Polecił po chwili, na powrót patrząc jej oczy. – To nie jest takie trudne. 

Na moment zapadło milczenie, podczas którego Alvins zaciągnęła brwi, wyglądając zupełnie tak, jakby zastanawiała się nad jego życzeniem. 

– Nie ma mowy! – Sprzeciwiła się po krótkim czasie, wiedząc dobrze do czego dąży. – A teraz siadaj i przejrzyj te pieprzone papiery! 

Warknęła, nie chcąc dać niczego po sobie pokazać. Zebrała w sobie całą odwagę, aby nie pomyślał iż ma nad nią przewagę. Ustąpił więc o krok i rozejrzał się dookoła.

– Trochę tu ciasno. – Stwierdził nagle, zatrzymując wzrok na segregatorach Livi. – Myślę, że potrzeba nam więcej miejsca, musisz przenieść się do mojego biura. 

Lewy kącik ust Jonnya skierował się ku górze, dając jej do zrozumienia, że nie będzie tak łatwo jak jeszcze do niedawna śmiała przypuszczać i opowiadać Beki o destrukcji Swindona…

***

– Stój! Zatrzymaj się! Zostaw to, STOP! – Nie panując nad zaistniałą sytuacją, Livia ściga korytarzem Swindona nie kryjąc już oburzenia, gdy mężczyzna podnosi z podłogi jej dokumenty i rusza szybko w kierunku z którego dopiero co przyszli. Po raz kolejny z resztą, gdyż to co Swindonowi udało się zanieść, Alvins zdołała odnieść na swoje miejsce w tempie ekspres. – Głuchy jesteś czy co?! Nie znaczy NIE! 

– Powiedziałaś, że “podziękujesz.” – Swindon właśnie zatrzymał się przy drzwiach po czym pchnąwszy je, wszedł do środka. – No to dziękuj. – Uśmiechnął się lekko, odkładając teczki po raz kolejny na swoje biurko, w swoim biurze, a następnie zwrócił się w stronę dziewczyny i rozłożył ręce. – Na co jeszcze czekasz? 

Alvins nie przekroczyła zaś progu, trochę zmachana, chwyciła się ręką za futrynę. 

– “Podziękuje… “

– To świetnie, długo mam tak stać? 

Celowo jej przerwał i uśmiechnął się szerzej, widząc wzrastającą w niej irytację. 

Alvins bierze się jednak w garść, robi dwa głębokie wdechy, i krzyżuje ręce na piersiach. 

– W negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie zgadzam się na to. 

Dokończyła wreszcie. 

Jonny opuszcza dłonie i wciska je w kieszenie od spodni. Robi się poważny gdy zaczyna do niej podchodzić. 

– Nie zgadzasz się na to? 

– Właśnie. Nie zgadzam się! 

– Czyli na co? 

Dostrzegając iskierki w jego oczach, poczuła, że jeśli czegoś nie zrobi to zaraz zafunduje mu pobyt w szpitalu! Przynajmniej takie miała intencje, bo śmierci nikomu na razie nie życzyła!

Nawet wrogowi.

Stracili już tyle czasu na te bezsensowne przeprowadzki! Jak on w ogóle śmiał dotykać jej rzeczy! Jak Jon śmiał potraktować ją w ten sposób! 

– Mike! – Zawołała bez ostrzeżenia, robiąc krok do tyłu. – Podejdź tu proszę, mam mały kłopot! 

Wytrącona z równowagi nie zastanawiała się nawet nad tym, od kiedy to Swindon ma biuro w ich firmie, ale nie zamierzała pracować w takich warunkach! W sensie, że sam na sam w zamknięciu z Swindonem. 

Gdy więc napotkała wpatrujące się w nią twarze innych pracowników, nie przejęła się tym za bardzo. Wręcz cieszyła się z tego, że nie są tu całkiem sami. 

– O co chodzi? 

Mike niechętnie wyłania się na pierwszy plan, obojętny na wszystko i wszystkich prawdopodobnie dlatego, że coś od niego chcą. Na jego błękitnej koszuli widnieje wyraźny żółty napis “OCHRONA. ” I mimo iż jego wątła postura budzi wiele wątpliwości. Alvins widzi w nim koło ratunkowe. 

Wszak facet miał też swoje lata, jednak to jego obecność była jej teraz niezbędna. 

– Będziesz nam towarzyszyć w trakcie spotkań biznesowych. 

Wyjaśniła z nerwowym uśmiechem na ustach. 

– Co? Ale jak to? Zaraz kończę i… 

– Wiesz, musimy omówić szczegóły. Poza tym przyda nam się czyjaś opinia! 

Przerwała mu z naciskiem. 

– A widziałaś która już godzina? 

– Widziałam! – Zapewniła, może ciut za szybko. – Tym bardziej nie możesz mnie przecież zostawić! 

Zakomunikowała popychając Mike do środka. 

Przyzwoitka w postaci Mike to najlepsze co mogła w tej chwili wymyślić Livia. Co prawda Swindon wydawał się na wpół rozbawiony, a na pół zły tym pomysłem i nie mógł odmówić sobie kilku złośliwych komentarzy. Lecz mimo to, obecność Mike dawała jej wystarczające poczucie bezpieczeństwa aby mogła bez obaw skupić się na pracy, oraz zmusić do niej Swindona. 

Któremu jak widać nie zależało już tak na reklamie jak przedtem, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. 

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 1061
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!