Nastoletnia bogini-03

Walczyli ze sobą, krzyżując ze sobą swoją broń. Nagle kobieta odwróciła się w moją stronę, a ja zobaczyłam coś, co bardzo mnie zdziwiło. Jej oczy wyglądały tak jak moje. Czy to możliwe? Czy to jestem ja? A może po prostu ktoś płata mi figle. Nagle sen się urwał, a ja obudziłam się cała zalana potem. To był koszmar, nic takiego nie mogło się zdarzyć, powtarzałam w kółko.

Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 4:00, więc miałam jeszcze dużo czasu do spakowania się i uszykowana na wyjazd. Dzisiaj postanowiłam wyjechać na ten obóz. Zaczęłam przeglądać media społecznościowe, trochę ich miałam więc zajęło mi to około godziny. Co ja mam jeszcze rozbić do godziny siódmej. O tej godzinie mama wstaje. Budzi mnie i razem przygotowujemy śniadanie. Już wiem. Wzięłam szkicownik i ołówek z biurka. Zaczęłam malować swój sen. Chociaż nie mam dużego talentu w tej dziedzinie to i tak obraz wyszedł mi świetnie. Nigdy nie byłam tak dumna z żadnego rysunku, jak z tego. Skończyłam go siódmej. Założyłam na siebie

Love the skirt, and the shirt... 100% me... not sorry 😉

i poszłam do kuchni. Po śniadaniu poszłam do swojego pokoju, gdzie spakowałam potrzebne rzeczy. Nie wiedziałam czego się spodziewać po obozie, więc wzięłam bardzo dużo ubrań. Następnie wsiadłam do samochodu i razem z moimi przybranymi rodzicami pojechałam w stronę miejsca, w którym znajdowało się obozowisko. Gdy byliśmy już w połowie drogi, zobaczyłam na jej środku jakąś kobietę. Nie wyglądała na normalnego człowieka ani na istotę z moich snów. Więc kto to jest? Na głowie zamiast włosów miała węże. Samochód się zatrzymał. Wyszliśmy z niego. Nagle pojazd zmienił się w kamień. Co tu się dzieje? To przecież niemożliwe. Poczułam, że coś znajduje się w mojej dłoni. Otworzyłam ją, gdyż była zaciśnięta w pięść. Skąd w mojej ręce znalazł się długopis.

Nieświadoma tego, co się stanie, nacisnęłam na przycisk. Po chwili trzymałam miecz, na którym były namalowane jakieś znaki. W nieznanym mi do tej pory języku. Obudziła się we mnie jakaś siła, która zapragnęła walczyć. To właśnie ona przejęła kontrolę nad moim ciałem na jakiś czas. Walczyłam jak jakaś wojowniczka, chociaż przedtem nawet nie znałam pozycji potrzebnej do walki i nie mogłam utrzymać broni. Teraz nie poznałam samej siebie. Zamknęłam oczy. Nadal jednak  tak jakby wszystko widziałam. Może ma to coś wspólnego z moimi oczami. Ucięłam tej przerażającej i dziwnej istocie głowę.

Ostatnie co pamiętałam, zanim zemdlałam to przerażający krzyk moich rodziców. Zauważyłam dwie bardzo dobrze znanymi ze snów postacie.
-Aresie będziesz ojcem.
-Niemożliwe. Z kim tym razem mnie zdradziłaś Afrodyto?
-Z nikim to będzie twoja córka.
-Kłamiesz!?
-Tym razem mówię prawdę.
-Tym razem? To dziecko nie może się urodzić!
-Dlaczego?!
-Będzie posiadać jeszcze większą moc niż my.
-I co to ma wspólnego, z tym że nie chcesz mieć dziecka. -To, że na jej barkach będzie spoczywać się wielka odpowiedzialność.
-Tak samo, jak na jej rodzicach
-Nie na barkach twojej córki będzie spoczywać jeszcze większa odpowiedzialność. Stanie się silniejszą od nas boginią.
-I tylko to ci przeszkadza, nie chcesz mieć potomka, który jest od ciebie silniejszy.
-Tak tylko to
-Po co ja się z tobą ożeniłam Aresie
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu, trochę przypominał szpital, gdyż stał tam rząd szpitalnych łóżek, a wokół nich kręciły się jakiejś kobiety. Co ja tu robię? Jak tu trafiłam? Muszę znaleźć rodziców, by powiedzieli mi, co to się właściwie stało. Niepewnie robię pierwszy krok. Na szczęście nadal mam na sobie te same ciuchy więc nie muszę śnić to bezczynnie, aż ktoś do mnie przyjdzie i da mi jakieś ubrania. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, więc otwieram drzwi i wychodzę z tego pomieszczenia. Pierwsze co widzę po wyjściu, jest wielki budynek przypominający arenę. Gdzie ja jestem?
Zrobiłam kilka kroków. Ludzie, których omijałam , patrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Co tu się właściwie dzieje? Kto normalny nosi zbroje? Tak właśnie w to byli ubrani oni. Może trafiłam do jakiegoś teatru. Zatrzymuje się. Moją uwagę przykuwa czternaście oddzielonych od siebie wielkich drewnianych stołów, przy których siedzą ludzie. Zaraz czy oni są normalni. Który człowiek wygląda w połowie jak koń. Czy ja mam zwidy? Przecież takie stworzenia nie żyją na naszym świecie. Istnieją tylko w książkach i w filmach. Może mam gorączkę? Na pewno jestem chora. Nagle podchodzi do mnie jakiś chłopak. Na szczęście wygląda jak człowiek.
-Hej jestem Miguel, a ty?
-Kimś, kogo nie powinno tu być-mówi za mnie jakaś czarnowłosa dziewczyna
. -Claressa bądź cicho-zwraca się do niej jakiś starszy mężczyzna.
-Dlaczego? Przecież ona jest zwykłą dziewczynką, która nie ma pojęcia o naszym świecie-mówi Clary.
O czym ona mówi? O nie znów zaczyna mnie boleć ciało. Czuję się tak jakby ktoś, zrobił mi ogromną ranę na plecach. Spadam na trawę. Zwijam się z bólu. Co się ze mną dzieje? Dlaczego to właśnie musi się mi przydarzyć? Chcę być znów sobą. Tą samą osobą, którą byłam jeszcze tydzień temu.
Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 271
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!