Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 5

Wskazówki zegarka wskazywały osiemnastą godzinę. Tobirama, chowając malutką pamiątkę i podarek od wędrownego wynalazcy, rozejrzał się po porcie Kraju Wiru. Wioska była oddalona o kilometr, ale nie to zaprzątało obecnie głowę Tobiramy. Zmarszczył brwi na pustki i strach ludzi, kupujących bilety na następny rejs do Kraju Ognia. [Imię], widząc jego dezorientację i niepokój, podeszła i nachyliła mu się do ucha.

– Od jakiegoś czasu dają się we znaki trzy gangi – wyjaśniła. Zerknął na nią z zaciekawieniem.

– Są niebezpieczni? – wypalił Daisuke. Nigdy nie był na misji dalej niż granice Kraju Ognia, ale to, co tutaj widział, nie zachwycało ani nie zachęcało do zwiedzania. Fakt, był tu w innym celu, ale to nie przeszkadzało, aby troszkę się porozglądać i zobaczyć życie w innych częściach świata.

– Tak, dziadek Ashina próbuje coś z tym zrobić, ale – westchnęła cicho, patrząc na zachowanie ludzi – jak widać…

Nie była w stanie dokończyć. Miała nadzieję, że w ciągu tych dwóch tygodni, uda się zrobić tu porządek. Tobirama położył jej dłoń na ramieniu w  geście pocieszenia, ale jego słowa były kołkiem, który wbił jej poczucie odpowiedzialności i chęć pomocy mocno w ziemię.

– Wiem, że ciężko jest na to patrzeć, tym bardziej że nie możemy nic z tym zrobić – powiedział cicho. Niestety, nie możemy pomóc. Musimy zrobić coś innego

Nagle ktoś krzyknął. Spojrzeli w stronę młodej kobiety, tulącej do swojej piersi malutkie dziecko. Kobieta chroniła swoją pociechę i starała się uciec przed bandytami, ale była otoczona ze wszystkich stron. W [Imię] zagotowało się na ten widok. Długo nie myśląc, rzuciła się na pomoc nieznajomej.

– Szybko, za nią!

Pozostała szóstka pobiegła za kunoichi. Sam ochraniacz ze znakiem Konohy wykonał robotę, bandyci zaczęli uciekać. [Imię] podbiegła do młodej matki i jej pociechy, by upewnić się, że nic im się nie stało. W międzyczasie Miwa ucięła drogę przeciwnikom i rzuciła się do walki, nie słuchając rozkazów i zakazów zdenerwowanego Tobiramy. Dziewczyna prychnęła pod nosem i z dumnie uniesioną głową, zaczęła wykonywać pieczęcie. Jednak nie tak szybko jak powinna. Wśród bandytów był shinobi, który, nim ona skończyła formować pieczęcie, posłał w jej stronę kulę ognia. Shimura uchyliła się zręcznie od techniki, a już została zaatakowana innym jutsu, które powaliło ją na ziemię. Jęknęła głośno i przeturlała się kilka metrów, następnie zemdlała.

– Miwa! – Tetsuya i Hiroshi próbowali się dostać do dziewczyny, ale drogę jej zagroziły kolejne dwie grupy przeciwników.

– To pułapka – sapnęła Junko, aktywnym Byakuganem obserwowała na przybywających, z każdej strony, przeciwników. – Jest ich za dużo, nie damy rady ich powstrzymać!

– Nie panikuj. [Imię], potrzebuję cię tutaj! – Tobirama wyciągnął zwój, a z niego przywołał katanę. Spojrzał na Uzumaki, zrobiła klona cienia i dołączyła do formacji, gotowa do walki. – Dobra…

Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, usłyszał dźwięk rogu, a po nim nastąpiła czarna mgła, [Imię] wyczuła w niej toksyny.

– Wstrzymajcie oddech, próbują nas uśpić.

Ta chwila była przerażająca. Nikt nie widział kolegi z drużyny, a przez efekt trucizny nie mogli też się komunikować. Wydawało im się, że trwa to już za długo, stali w bezruchu, starając się nie oddychać. W pewnym momencie można było usłyszeć charakterystyczny odgłos znikającego klona. W końcu usłyszeli głośne wykrzyczenie techniki stylu wiatru. Trąba powietrza omiotła teren, nikogo przy tym nie raniąc, mgła zniknęła.

Tobirama rozejrzał się dookoła. Kobieta z dzieckiem, Junko i Miwa zniknęły, a wraz z nimi bandyci. Syknął głośno, nie tak to miało wyglądać.

– Pani [Imię], nic ci się nie stało?

Odwrócił głowę w stronę młodego shinobi, na czole miał ochraniacz ze znakiem Uzushiogakure i – jak każdy członek klanu Uzumaki – był posiadaczem czerwonych włosów . Za nim znajdował się oddział piętnastu ninja. Odetchnął lekko, przyszli im na pomoc. Spojrzenie czerwonych oczu wbił w chłopaka, który z wyciągniętymi rękami podszedł do dziewczyny, a ta z lekkim uśmiechem objęła je.

– Dziękujemy za pomoc, kuzynie – odpowiedziała, spoglądając na Tobiramę, jej uśmiech zgasł. – Szkoda, że nie wszyscy mogą to powiedzieć. Chyba zabrali ze sobą dwie nasze towarzyszki.

~*~

– Rozumiem… chyba.

Mito zaśmiała się perliście do Shamon. Mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi. Od godziny rozmawiali o byciu jinchūriki i ogoniastych bestiach, które mieli w sobie zapieczętowane. Jednak ani Mito, ani Hashiramie nie udało się dowiedzieć, jakiej techniki pieczętującej użyto u Shamona. Czerwonowłosa piękność wzięła do rąk kubek i dopiła herbatę. Jest bystry, pomyślała, ciężko było jej go rozgryźć i też umiejętnie zbaczał z tematu. Chyba się domyślał, co tak naprawdę Hokage i jego żona chcą wiedzieć.

– Powiedz mi, Shamonie… Mój mąż mówił, że mieszkańcy Sunagakure wiedzą o Jednoogoniastym. – Skinął jej głową, ale spochmurniał, gdy poruszyła temat. – My staramy się trzymać to w tajemnicy. Jak reagują ludzie na ciebie.

Westchnął ciężko i podrapał się po karku.

– Nie jest łatwo. Ludziom się wydaje, że jestem niebezpieczny. Niektórzy się obawiają, i słusznie, że jak stracę kontrolę nad Jednoogoniastym, to zginą. Nie miałaś sytuacji, pani, że Dziewięcioogoniasty wymknął ci się spod kontroli.

– Prawie do tego doszło – przyznała niechętnie, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Chciała nawet wspomnieć o swoim pierwszym porodzie, kiedy pieczęć została prawie zerwana, ale się powtrzymała. Skoro Shamon nie chciał rozwijać tematu, to ona też nie będzie. Szkoda, bo oboje są naczyniami dla bestii i Mito chodzi tylko o bezpieczeństwo ludzi wokół. Po urodzeniu Shina, trzeciego i ostatniego dziecka, gdy tylko entuzjazm opadł, widziała oczami wyobraźni skutki stracenia kontroli nad Dziewięcioogoniastym, jak swój gniew przenosi na Konohę. 

W pewnym momencie dosiadł się do nich Kenta i Reto, a nawet Hashirama dołączył, gdy tylko się uporał z dzieciakami. Uzgodnili, że Mito będzie rozmawiać z towarzyszem Kazekage, a biedny ojczulek spróbuje położyć do spania ich pociechy, posiadające zbyt dużo energii, jak na godzinę dwudziestą drugą. Prawdą jest, że Hashirama i Mito sami kładą się później niż powinni, ale z wiekiem coraz ciężej jest im się wysypiać, nie ważne, jaki byłby dzień i co by robili, zawsze było widać po nich zmęczenie. Jak teraz Mito o tym myślała, to musiała przyznać rację swojemu dziadkowi – jest to nierozłączny cykl życia, im człowiek staje się starszy, tym bardziej docenia spokój i parę cennych minut snu.

Hashirama usiadł obok swojej żony i uśmiechnął się lekko do swoich gości, a przede wszystkim do Reto. Mężczyzna, mimo że już dziś wypił może ze dwie butelki sake, dalej wlewał w siebie alkohol. Jego twarz już dawno zrobiła się czerwona. Odwzajemnił gest Hashiramy i pomachał delikatnie butelką.

– Polać ci, czcigodny Hokage? – zapytał. Hashirama z trudem rozróżnił słowa Reto. Był to też znak dla Shamona, by nie pozwolić swojemu przywódcy wypić więcej i spróbować go przekonać do pójścia na spoczynek.

Hashirama spojrzał na swoją żonę, Mito starała się zachowywać naturalnie oraz ukryć swoje obrzydzenie alkoholem. Senju zaśmiał się nerwowo w myślach, jeszcze nie tak dawno mieszała go z błotem za upicie. Dokładnie przedwczoraj się upiłeś, Hashiramo, a wczoraj dostałeś niezły ochrzan, pomyślał, starając się przypomnieć mądry ton pewnego pustelnika, który złożył mu kiedyś wizytę, gdy jeszcze Konoha była zlepkiem desek i innych materiałów budowlanych. Staruszek często traktował go jak chłopca i wiele rzeczy mówił mu tonem nauczyciela. Dla niego było to pocieszające, na chwilę stać się dla kogoś kimś innym niż przywódca klanu i Bóg Shinobi.

– Na dziś mi wystarczy, Kazekage, dziękuję – odparł, wziąwszy swoją żonę za dłoń i klepiąc ją delikatnie. – Jest już dość późno, niedługo będziemy się kłaść do spania.

Mito zerknęła na niego, uspokojona faktem, że nie będzie dzisiaj już pił. A może się bał jej reakcji po niedawnym wybryku? Niemniej ulżyło jej, że nawet nie ryzykował. Doskonale wiedziała, że jej mąż lubi dobrze i dużo wypić. Problem polegał na tym, że jak się nie kontrolował, to ona i Tobirama musieli później za niego świecić oczami i prowadzić go do łóżka, czasem do łazienki. Kochała go mimo jego wad, ale tego nawyku, jak i hazardu, nienawidziła u niego najbardziej i gdyby miała taką siłę, to by się wyzbyła tych dwóch nałogów. 

Reto zmarszczył nos i coś burknął. Shamon westchnął cicho i wzniósł oczy ku niebu, czeka go ciężka walka i miał nadzieję, że  Kenta mu pomoże wygrać z uporem ich przywódcy.

~*~

– Naprawdę nic nie wiecie o położeniu tych gangów? – zapytała [Imię]. – Co wy robiliście przez te dwa tygodnie?!

Dłoń kunoichi uderzyła o stół. Tobirama chwycił ją za łokieć i pokręcił głową. Usiadła gniewnie na swoje miejsce i spojrzała wyzywająco na Ashinę.

Jakiś czas temu zostali przyprowadzeni do rezydencji przywódcy, gdzie mieli się spotkać z Uzumaki Ashiną. Mężczyzny nie było jednak w domu, dostali w zamian zieloną herbatę i mały poczęstunek. Teraz, jednak gdy wszyscy się zebrali, można było porozmawiać o obecnej sytuacji.

– Radziłbym ci się nie unosić. Pamiętaj, że wciąż jestem twoim dziadkiem – ostrzegł ją starzec i spojrzał w czerwone oczy kapitana. – Przykro mi, panie Tobiramo, ale nic nie udało nam się dowiedzieć na temat tych szajek złodziei… a nawet porywaczy! To pierwszy taki przypadek, wcześniej tylko okradali drogie przedmioty. Obawialiśmy się nawet, że wśród nich mogą być shinobi i w końcu zaczną też kraść zwoje i księgi o fūinjutsu.

– Coś już zginęło? – zapytał Tetsuya. – Jakaś wiedza o waszych technikach?

Przywódca Uzushiogakure skinął głową i westchnął ciężko.

– Dwie techniki. Jedna z nich potrafi przywołać demony z innych wymiarów, a druga poświęca użytkownika i zarówno jego dusza i zapieczętowanej osoby, czy bestii, później trawi Bóg Śmierci. Zresztą tak się nazywa ta technika: Pieczęć Trawiącego Boga Śmierci. Obie razem…

[Imię] pokręciła głową i uderzyła znów w stół.

– Stworzyliście techniki, które nie powinny poznać światła dziennego! Dlaczego tego lepiej nie zabezpieczyliście? Ojciec chyba cię ostrzegał przed tym!

– [Imię]! – upomniał ją Tobirama.

– Szkoda, że nie dożył tego momentu, by ci wypomnieć wszystkie twoje błędy. – Głos jej się załamał, wstała od stołu i opuściła pomieszczenie.

– [Imię]-chan! – zawołał za nią Daisuke, chciał już wstać, ale powstrzymał go Tetsuya.

– Daj jej ochłonąć – szepnął.

Chłopak westchnął i spojrzał na Tobiramę. Mężczyzna milczał, myślał intensywnie nad tym, co usłyszał. Ten cały bałagan może później dosięgnąć również Konohę, a ponadto zastanawiało go, czy porwanie Junko i Miwy może się zakończyć ich poświęceniem do przywołania demonów. Tylko po co to wszystko? To brzmiało zagładą całego świata, a już jedno takie zagrożenie mieli.

Westchnął ciężko, palcami przecierając oczy.

– Nie wiem, co jest gorsze. Koniec świata dzięki demonom, czy Ogoniastym Bestiom – mruknął.

Ashina podniósł brwi pytająco. Tobirama, widząc to, postanowił wyjaśnić.

– Ogoniaste Bestie, które Hashirama złapał, za pomocą swojej podświadomości niszczą tereny. Mój brat wysłał nas do Świątyni Pięciu Żywiołów. Zdaniem Mito, tam może znajdziemy pomoc.

Kolejna niezręczna cisza przeszyła pomieszczenie. Tobiramę zaciekawiła reakcja starca na nazwę miejsca, do którego zmierzają. Zaczęło mu się to nie podobać. Zaczął podejrzewać, że [Imię] coś wie, ale nie chce mu tego powiedzieć, reakcja pana Ashiny tylko to potwierdzały.

Postanowił zostawić na chwilę swoje obserwacje i przemyślenia, skupił się na dalszej rozmowie. Teraz ważniejsze były: opracowanie planu ratunkowego dla Junko i Miwy, niedopuszczenie do przywołania demonów oraz pomoc shinobi Uzushiogakure w sprzątaniu bajzlu, który tu zastali.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 344
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!