Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 11

Tobirama jadł swoje śniadanie bez entuzjazmu. Wciąż trawił wyjaśnienia [Imię]. Noc nie była sympatyczna, nie dość, że został obudzony w samym jej środku, to na dodatek dowiedział się czegoś, co nim wstrząsnęło. Siedział z [Imię], wciąż pozwalając jej płakać w swoich ramionach, a on w tym czasie myślał intensywnie nad całą sytuacją. Rozstali się nad ranem, ale pomimo zamkniętych oczu, nie potrafił zasnąć.

— Dzień dobry.

Podniósł gwałtownie głowę, zwracając uwagę Daisuke i Tetsuyi. Zazwyczaj by się zmieszał, nie lubił zwracać na siebie uwagę w ten sposób, bo czuł się wtedy głupio, ale nie mógł się powstrzymać, aby nie spojrzeć na [Imię].

Podkrążone i zaczerwione oczy, jeszcze nigdy jej takiej nie widział. On pewnie sam nie wyglądał lepiej, ale jej stan go bardziej martwił. Do tego wciąż nie wiedział, kto będzie w składzie drużyny zwiadowczej. Miwa bywa nieobliczalna, a [Imię] ostatnimi czasy za bardzo niektóre rzeczy przeżywa i też ciężko momentami jej się pohamować.

Uzumaki usiadła cicho, nie miała siły, żeby powiedzieć coś więcej. Nawet gdy Junko ją zapytała o jej stan, tylko przytaknęła. Nałożyła sobie małą porcję ryżu, jakichś warzyw i odrobinę mięsa. Czuła, że nie będzie w stanie zjeść, dlatego miała nadzieję, że uda jej się wcisnąć chociaż tyle.

Atmosfera była dość niezręczna, jedyne co było słychać, to odgłos pałeczek stukających o naczynia, chrupanie warzyw i pytań o podanie jednej z misek. W końcu Ashina położył pusty talerz, dopił herbatę, wytarł usta serwetką, a następnie wstał, posyłając przepraszający uśmiech do wszystkich, zatrzymując się na końcu na Tobiramie.

— Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone moje niegrzeczne zachowanie, ale chciałbym poprzeglądać mapy wioski, żeby ułatwić grupie zwiadowczej.

Nara szturchnął lekko Senju, który do teraz dość intensywnie wpatrywał się w [Imię]. Spojrzał pytająco na Tetsuyę, a ten głową wskazał na przywódcę Uzushiogakure.

— Och… Mhm… — Tobirama się poplątał, ale w końcu odpowiedział, coś, co miało mu pomóc wyjść z twarzą. — Tak.

Starszy mężczyzna podniósł brwi i otworzył szerzej oczy, po czym zerknął na swoją wnuczkę.

— Świetnie, w takim razie was zostawiam.

Okrążył stół i schylił się, żeby wyszeptać do [Imię].

— Gdy skończysz swój posiłek, przyjdź do mnie, do mojego gabinetu. Chciałbym z tobą porozmawiać.

— Oczywiście.

Gdy tylko opuścił jadalnię, Miwa parsknęła.

— Nie masz pojęcia, o czym pan Ashina mówił, prawda?

Tobiramie brew drgnęła niebezpiecznie, a następnie uśmiechnął się przebiegle.

— Uważaj, bo jeszcze cię uziemię za takie odzywki do kapitana, a wtedy rekomendacje nie będą tak ładne.

Miwa otworzyła szeroko oczy, a potem spuściła wzrok na swój talerz. Więcej już się odezwała. Ku uldze większości osób. Junko z trudem powstrzymała śmiech.

— To ja też was już zostawię — odezwała się Chiyemi nieśmiało. — Poszukam w bibliotece o technikach pieczętowania, które może pomogą wam w walce i zepsują plan naszych wrogów.

Senju uśmiechnął się delikatnie. Pamiętał, że Chiyemi nie należy do osób pewnych siebie i nie było w niej żadnego wojownika, ale miała dużą wiedzę na temat fūinjutsu.

— To dobry pomysł, daj znać, jak znajdziesz jakieś rozwiązanie.

Skinęła głową i wyszła.

Przez następne minuty wciąż jedli w ciszy, ktoś wyszedł i ponownie to samo. W jadalni w końcu została już tylko drużyna Tobiramy. Atmosfera zrobiła jakby lżejsza, ale nie do końca. Hiroshi próbował zagaić luźną rozmowę na temat jedzenia, ale spotkał się tylko z niemrawymi odpowiedziami. Daisuke czuł niepewność, Tetsuya nie chciał zbytnio się udzielać, Tobirama miał głowę zajętą czymś innym, Junko martwiła się o [Imię], a Miwa wciąż odczuwała niesmak uwagą Senju.

— Też was już zostawię — powiedziała cicho [Imię]. — Do zobaczenia potem.

Dość szybko opuściła pomieszczenie, ale chciała mieć też z głowy rozmowę z dziadkiem. Gabinet nie znajdował się daleko od jadalni, więc dosłownie po chwili już pukała do drzwi.

— Wejść!

Otworzyła je i weszła. Zastała dziadka pochylonego nad planami miasta. Wioska nie liczyła dużo, ale w ciągu swojego bycia zaliczyła dwie znaczące zmiany, które potrzebowały ponownego rozrysowania. Podeszła bliżej i zerknęła mu przez ramię.

— Nie wiedziałam, że mieliśmy jakieś podziemia pod miastem.

— Należały do kapłanów ze świątyni, ale po całym zamieszaniu z two… arcykapłanką, gdy tylko objąłem stanowisko przywódcy po moim ojcu, postanowiłem, że skoro zostaliśmy potraktowani przedmiotowo i na własny pożytek tutaj również funkcjonowali, a w zamian my nic od nich nie mieliśmy, to niech swoje rzeczy trzymają u siebie. Co prawda było to uciążliwe, bo sporo ksiąg i zwojów musieli przenieść do swojej głównej bazy w górach, a też nie chcieli, aby “niżsi” od nich je dotykali.

— Hm, Wakana nie była pewnie zadowolona. — Przytaknął z uśmiechem. — Ale powiedz mi, jak to znosiłeś? Musiała ci pewnie nie raz wytknąć tę sytuację, gdy się do nich wybierałeś.

— Tak, ale sumienie mam czyste. Nie wszyscy, ale większość kapłanów nie lubi przebywać z ludźmi poza swojego towarzystwa, a też przywódcy są okropni. Zresztą… miałaś niestety okazję poznać Wakanę.

— Nie zapomnę tej kobiety do końca życia — westchnęła i spojrzała dalej, na obecne plany wioski. Zmarszczyła lekko brwi i zaczęła porównywać zmiany.

— Przykro mi, że tak to wszystko się potoczyło.

— Walczyłeś o mnie, jak mogłeś, dlatego nie czuję żalu, jedynie o śmierć ojca.

— Był moim jedynym synem, może i nieślubnym, ale byłem z niego dumny i kochałem go z całego serca. Jego śmierć to dla mnie cios, ale też porażka. Nie myśl sobie, że nie mam wyrzutów sumienia.

[Imię] nie odpowiedziała już nic. Nie wiedziała nawet co. Może powinna przeprosić, w końcu skupiła się na swoim cierpieniu, a innych ignorowała. Jak tak teraz patrzyła na dziadka, to musiała przyznać, że przez te sześć lat los go nie oszczędził.

Przed sobą miała człowieka naznaczonego bliznami wojen, doświadczenia życiowego. Dodatkowo skóra była dość stara, pomarszczona, zmarszczki ewidentnie wskazywały na ilość trosk i zmartwień niż szczęśliwsze życie. W oczach mogła odnaleźć niekryjące się zmęczenie egzystencją w tym świecie. Fakt, Ashina był już staruszkiem, który nie myśli już tylko o wojnach, przewodzeniu ludem i nad sprawami ludzi młodych. On już przymierzał się do życia po śmierci. W dodatku przywódcą może zostać tylko mężczyzna. Jest to przepis i zwyczaj, jaki panował w klanie Uzumaki od pokoleń i chociaż obecnie panowały rządy demokratyczne — niektóre decyzje były podejmowane razem z doradcami na równi — to nikomu nie uśmiechało się, aby wioską rządziła kobieta.

Był to przykry zwyczaj, tym bardziej że [Imię] miała dość liczne i uzdolnione kuzynostwo. Kilka kobiet nadawało się idealnie do roli przywódcy, ale zamiast tego zostały wydane bogato za mąż i teraz wychowywały dzieci. Jedynymi osobami branymi pod uwagę byli jej kuzyni — Akira oraz Daichi. Problem jednak w tym, że Daichi to lekkoduch pokroju Hashiramy, ale w przeciwieństwie do niego z niego był zerowy materiał na lidera. Od najmłodszych lat było wiadomo, że nic niego nie będzie, dlatego ani Ashina, ani Akira nie mieli wątpliwości, co do tego. Chłopak był jego następcą i nie było innego wyjścia.

Dużo się wydarzyło, a [Imię] to przegapiła. Wszystkie problemy, dobre chwile, nowych członków rodziny… Narodziny Shina, małżeństwa kuzynostwa, a też dzisiaj, gdy szła na śniadanie, słyszała plotki służby o narzeczonej Akiry. Wszystko ją ominęło, ponieważ uciekała i ukrywała się przed Wakaną, a teraz nie było odwrotu, musi pójść do świątyni i dalej będzie żyła w odizolowaniu od rodziny i znowu nie będzie wiedziała nic.

— [Imię]?

Otrząsnęła się i spojrzała na Ashinę. Był zaniepokojony tym, że przez dłuższą chwilę stoi w bezruchu i wpatruje się w niego intensywnie, pustym wzrokiem.

— Zamyśliłam się, przepraszam — powiedziała cicho. — Powiedz mi, co się stało po opuszczeniu podziemi przez kapłanów?

— Nic nadzwyczajnego, zamknęliśmy przejście do nich — wzruszył ramionami — kapłani nie lubili, jak ktoś zaglądał im przez ramię, dlatego solidnie zabezpieczyli ściany. Ciężko będzie zobaczyć, co tam się dzieje za pomocą byakugana.

— Czyli mamy idealną kryjówkę…

— Ale to brzmi za łatwo.

— Bo twoim zdaniem nikomu nie przyjdzie do głowy tam się schować, a ich zdaniem może być idealna przykrywka. Powiedz mi, czy od czasu zamknięcia ktoś zrobił tam kontrolę?

Odpowiedziała jej cisza.

— Tobirama musi o tym miejscu wiedzieć i je sprawdzić — powiedziała zdecydowanie.

— Nie będę oponować — odparł Ashina. — Spróbuję znaleźć jeszcze inne potencjalne kryjówki, ale teraz chciałbym przejść do konkretów. Coś się wydarzyło między tobą a panem Tobiramą?

— Co masz na myśli? — zapytała, przekrzywiając głowę lekko w bok.

— Był dziś dość nieobecny, a ty też nie wyglądasz dziś najlepiej…

— Zatrzymał mnie po zebraniu i zaczęliśmy rozmawiać. Nie podobało mu się moje zachowanie przez ostatnie dni, więc opowiedziałam mu całą prawdę. Ale wiesz? Dobrze mi to zrobiło. Wygadałam się i zdjęłam część ciężaru z barków… W końcu.

— Rozumiem. To tak naprawdę wiem już wszystko, co chciałem. Możesz już wyjść… No, chyba że chcesz poprzeglądać ze mną mapy.

Uśmiechnął się lekko. Nie chciał, żeby jego wnuczka pomyślała, że jest tutaj zbędna. [Imię] odwzajemniła gest i pokręciła głową.

— Pójdę do biblioteki i pomogę Chiyemi w poszukiwaniu informacji. Nie wiem, czy Tobirama weźmie mnie do grupy zwiadowczej, więc spróbuję się przydać na każdy możliwy sposób.

~*~

[Imię] faktycznie udała się do biblioteki, ale nie weszła do środka. Stała przy wejściu i uśmiechała się lekko. Chiyemi siedziała przy stole z ogromną ilością zwojów, a obok niej siedział Daisuke. Oboje rozmawiali żywo, śmiejąc się od czasu do czasu.

To był miły widok, przez myśl jej przeszło, że byłaby ładna z nich para. Jednak chwilę później posmutniała.

— Coś się stało?

Usłyszała za swoimi plecami. Spojrzała na Tobiramę.

— Między Chiyemi i Daisuke chyba jest chemia — odparła wymijająco.

Senju spojrzał na parę, a potem wrócił do [Imię].

— Niezbyt ten widok cię cieszy — stwierdził.

— Moja kuzynka marzy o miłości, ale przez mojego dziadka ma raczej małą pewność siebie. Poza tym wiele jej zauroczeń albo już są żonaci, albo zostali wyswatani z innymi. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby mogła wyjść za mąż za kogoś, kogo będzie kochać, a nie z przymusu.

Westchnęła cicho i oparła się o framugę drzwi plecami.

— Boli mnie moja przyszłość. Jako następna arcykapłanka będę musiała wybrać ojca dziecka i to będzie układ czystobiznesowy. Ojciec dziecka nie będzie moim mężem, nie wyjdę za jakiegoś kapłana ze świątyni, bo nie dałabym radę patrzeć na swoje odbicie w lustrze.

— Nigdy nie mów nigdy, może kiedyś znajdziesz kogoś tam, kogo pokochasz.

Skrzywiła się.

— Szczerze w to wątpię. Rozmawiałam z dziadkiem Ashiną, mamy jedno miejsce, które będzie trzeba sprawdzić. Tylko byakugan Junko tutaj nie pomoże przez pewne zabezpieczenia.

— Rozumiem… Słuchaj, [Imię], jako twój były nauczyciel doskonale zdaję sobie sprawę, że jesteś zdolną kunoichi. Tylko czy nie dasz swoim emocjom wziąć nad sobą w górę?

Zamyśliła się, czuła, że jej odpowiedź ma wpływ na jej rolę w pokonaniu gangu. Zamknęła oczy, powieki jej zadrżały. Czym ona się stresuje?

Tobirama oczywiście jej się przyglądał, jej reakcji oraz obecnej rozterce. Przez dłuższy czas milczał, aby dać jej czas na zastanowienie. Jednak trwało to dłużej niż myślał. Teraz zaczął się zastanawiać, co jej może chodzić po głowie. Kłamstwo, prawda, a może coś jeszcze innego… Otworzył usta, ale ubiegła.

— Boję się, co może nas spotkać podczas starcia z… tą… sektą. Chciałabym powiedzieć, że będę już profesjonalistką i nie dam więcej się sprowokować, doprowadzę misję do końca, ale — przerwała nagle.

Poczuła dłoń Tobiramy na ramieniu i dotarło do niej, że się trzęsła.

— Nie śpiesz się — szepnął.

Skinęła głową i kontynuowała.

— Nie wiem, czy dam radę. Chcę odegrać znacznie ważniejszą rolę niż przeszukiwanie ksiąg, ale nie czuję się na siłach. Dotarło to do mnie po naszej rozmowie. Moje myśli są burzą wspomnień i to tych złych. Wciąż ciąży na mnie śmierć ojca, Wakana i jej obsesja na moim punkcie oraz moja ucieczka. Wracając do Konohy miałam nadzieję, że odetchnę, będę mogła żyć normalnie i żadna Świątynia Pięciu Żywiołów tego nie zmieni, ale teraz czuję się, jakbym miała zostać rozszarpana przez tę starą francę, a potem ta sama świątynia stanie się moim więzieniem.

Westchnęła i uderzyła dłonią o framugę dość głośno, aż za głośno, gdyż zwróciła na siebie uwagę Chiyemi i Daisuke. Spojrzała przepraszająco i wróciła do swojego rozmówcy.

— Wiem, że to nie jest odpowiedź na twoje pytanie.

— Nie, jest jak najbardziej. Shinobi powinien się zastrzegać swoich uczuć w czasie misji, ale obecna sytuacja jest za bardzo powiązana z tobą i twoją rodziną. Kiedy wybieraliśmy skład drużyny Mito zgłosiła twoją kandydaturę, zaufałem jej, ponieważ ciebie szkoliłem i wiem, że mogę powierzyć ci swoje życie.

— Ale teraz…

Podniósł rękę do góry.

— Nie skończyłem

— Wybacz — zaśmiała się cicho.

— Dalej jestem w stanie ci zaufać, ale musisz mi obiecać, że podołasz.

Zdziwiła się, otworzyła lekko usta i patrzyła na stanowczość w jego oczach.

— Dlaczego? Chyba nie jesteś aż tak głupi, żeby mnie wziąć na misję szpiegowską?

Podniósł brew.

— Głupi? Nie, po prostu chcę mieć pewną drużynę do tego i właśnie przeprowadzam rozmowę kwalifikacyjną z kandydatką na miejsce w składzie.

— Przepraszam — powiedziała z rumieńcem na twarzy. Za często popełnia wpadki.

— Posłuchaj mnie teraz poważnie, [Imię]. Po pierwsze — pokazał jeden palec — jesteś zdolną kunoichi i masz spore doświadczenie w takich akcjach, nawet wczoraj to udowodniłaś, gdy uciekłaś z rezydencji.

Skrzywiła się lekko. Tamta ucieczka nie będzie znajdować się na liście przyjemnych wspomnieć. Nie dość, że zwiała ze swojego domu, to w dodatku podsłuchała rozmowy na swój temat.

— Po drugie — pokazał drugi palec — rozmawiałem z panem Ashiną i wiem, że sześć lat temu pokonałaś handlarzy niewolników, a było to świeżo po śmierci twojego ojca. Wierzę, że tym razem też nie zawiedziesz.

Spojrzała w dół. Nie spodziewała się, że usłyszy od Tobiramy takich słów na swój temat. Owszem jako nauczyciel chwalił ją, pouczał i czasem się z nią przekomarzał, ale teraz była inną osobą. A może po prostu za dużo sobie dopowiada? Może przez ostatnie wydarzenia zaczęła wątpić w swoje umiejętności i w samą siebie?

— Dam ci czas na zastanowienie się, o pierwszej jest spotkanie drużyny zwiadowczej w gabinecie pana Ashiny.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 407
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!