Kapłanka Pięciu Żywiołów |Tobirama x Reader| – Rozdział 3

– Cholerni bandyci! Zmówili się czy co?!

Miwa kopnęła jednego z przeciwników i odbiegła kawałek dalej. Zdjęła z pleców ogromny wachlarz i zaczęła nim manipulować nad wiatrem. Kilka potężnych trąb powietrznych pochłonęła część rywali. Parę drzew przewróciła się pod naciskiem powietrza.

– Uwaga! Wśród nich są shinobi.

Ostrzegła Junko, uskakując od ataku Shimury.

[Imię] wykonała dwa klony cienia i z ich pomocą udało jej się pokonać następną garstkę. Biła, cięła, kopała i w miarę możliwości więziła w technikach pieczętujących. Hyūga i Tobirama dość szybko uporali się ze swoimi przeciwnikami i dołączyli do dziewczyn, tworząc kwadrat i będąc odwróconymi do siebie, wykonywali jeszcze lepszą robotę. Junko i [Imię] dalej walczyły taijutsu, dzięki Byakuganowi większość padła. Przeciwnicy stwierdzili, że najwyższa pora na pokazanie swoich umiejętności, shinobi wykonali techniki ognia, aby utrzymać Drużynę Tobiramy na dystans. Shimura, Hyūga i Uzumaki wycofały się za Senju, który odpowiedział stylem wody. Wypluty z ust żywioł gasił płomienne języki, a resztę Tobirama  zmanipulował do zmiany w ogromnego smoka, którym omiótł bandytów. Kiedy powstała para opadła, wszyscy leżeli na ziemi.

– Jeden zbiegł!

Usłyszał od Junko. Zerknął na nią, wciąż miała aktywnego Byakugana. Syknął pod nosem, fatalnie.

Najlepsze jednak było trio Hiroshiego, Tetsuyi i Daisuke. Idealne połączyli techniki swoich klanu, tworząc dobrą defensywę i ofensywę. Wzięli na siebie połowę przeciwników i totalnie ich zmiażdżyli. Nim się obejrzeli, wykończyli bandytów. Wszyscy padli na ziemię, ci przytomni nawet nie próbowali ponownie wstać.

– Formacja Yamanaka-Nara-Akimichi zakończyła sprzątanie. – powiedział dumnym tonem Daisuke, skrzywił się lekko. – Musimy wymyślić lepszą nazwę.

– Na to przyjdzie czas później. Dobra robota, panowie – powiedział Tobirama z uśmiechem. Coraz bardziej podobała mu się jego drużyna. Wciąż miał problem z Junko i Miwą, ale może za jakiś czas i one zaskoczą. Rozejrzał się dookoła na pobojowisko. – Zwiążcie ich, a ranni od razu do [Imię].

Nikt się jednak nie zgłosił do Uzumaki. Dziewczyna nie mając nic do robienia, podeszła do Tobiramy i pomogła mu w jego części pokonanych bandytów. Po kilku minutach przeszukiwania i wiązania Senju zdecydował przerwać ciszę.

– Dobra praca nóg i ulepszona technika walki. Widać, że nie próżnowałaś przez te sześć lat – mruknął cicho. Czuł lekkie skrępowanie obecnością [Imię]. W jej głosie czuł podobną nutę niepewności, gdy mu odpowiadała.

– Miałam dobrego mistrza – odparła, nie przerywając czynności. Z kieszeń nieprzytomnego przeciwnika, wyciągała zwoje i bronie. Nie byłoby łatwo ich pokonać, gdyby nie dobre zgranie. – Pomimo że nie miałam cię pod ręką, to trenowałam dalej… Zgodnie z twoimi naukami. 

Zerknął na nią. Od ostatniego spotkania minęło sporo czasu. Zmieniła się, była znacznie dojrzalsza z wyglądu i z charakteru. Kiedyś odpowiedziałaby mu raczej zadziornie, choć to tylko jego domysły, w końcu dopiero pierwszy raz rozmawiali ze sobą po tak długiej nieobecności [Imię] w wiosce.

– Kiedy wróciłaś? – zapytał. Tak, to było przede wszystkim jedno z pytań, jakie chciał zadać od samego początku, gdy tylko zobaczył ją ponownie.

– Tydzień temu – odparła, jej usta otworzyły się i zamknęły, w końcu westchnęła. – Chciałam się spotkać, ale nie zdążyłam jeszcze poukładać spraw związanych z moim powrotem, a ty byłeś na misji.

Poniosła na niego wzrok [kolor] oczu, a widząc jego niezadowolenie, dodała.

– Jak będę gotowa, opowiem ci o wydarzeniach sprzed sześciu lat, ale na razie nie naciskaj.

Mruknął tylko cicho. Jego czerwone oczy omiotły teren dookoła. Większość skończyła wiązać, tylko oni się guzdrali. Nie mówiąc dalej nic, w ciszy dokończyli swoją pracę. Tobirama podniósł się z kolan i wyciągnął z kieszeni zegarek. Był to mały wynalazek stworzony przez podróżnego wynalazcę. Przez pewien czas mieszkał w klanie Senju i tworzył różne cuda, które później sprzedawał na terenie ich osady i innych zamieszkałych przez zwykłych ludzi. Pod koniec swojego pobytu, podarował Tobiramie stary, metalowy wisior. W środku znajdowały się dwie tarcze, jedna od godziny, druga od minuty. Dzięki temu małemu przedmiotowi udało mu się stworzyć technikę Latającego Boga Piorunów i dopracować ją do najlepszej wersji. Oczywiście pewnie można jeszcze bardziej podrasować technikę, ale Tobirama nie wiedział jak. Poza tym obecna wersja była bardzo dobra, nigdy go nie zawiodła i póki co, to mu wystarczyło. Wskazówki wskazywały godzinę czternastą, oni byli zmęczeni i zbliżał się czas na przerwę. Spojrzał z krzywym uśmiechem na drogę, z której zboczyli z powodu bandytów. Odwrócił się do swoich towarzyszy, wziął głęboki oddech i wycedził coś, czego nie chciał robić.

– Zrobimy sobie tutaj przerwę na godzinę.

Cała reszta pomrukiwała ze zrozumieniem. Nikt nie wiedział jeszcze o szczegółach misji, ale obecny humor Tobiramy i ton głosu przy tej decyzji nie wróżył nic dobrego dla osoby, która zalazłaby mu za skórę…

Jednak Hiroshi musiał zadać – dla niego – ważne pytanie:

– A możemy rozpalić ognisko?

~*~

W ciągu trzech kwadransów Tobirama zdążył zjeść przygotowany przez Hiroshiego posiłek, odpocząć i zrobić krótki spacer wokół tymczasowego obozowiska. Między czasie, pozostała szóstka została. Przy ognisku postawili trzy zwalone drzewa, które ucierpiały podczas walki z bandytami. W ciszy jedli ugotowany ryż z wołowiną i warzywami.

– Akimichi, który potrafi gotować? Coś niesamowitego… – skomentował Tetsuya, odkładając swoją miskę i poklepał się delikatnie po brzuchu. – Gdybym miał jeszcze miejsce, to poprosiłbym jeszcze o dokładkę.

Hiroshi mruknął ciche podziękowania. Od początku przygotowywania jedzenia dla swoich towarzyszy, Junko i [Imię] stały przy nim i jak oczarowane patrzyły na jego poczynania. Dostał od nich tyle pochwał i to jeszcze od tak ładnych kobiet, że nie mógł się nie zarumienić. W pewnym momencie do miłych słów dołączyli Daisuke, Tetuya i Tobirama, a Miwa? To ona potrafi być miła poza swoją wredną naturą?

– Ja nie pogardzę – powiedział Yamanaka z pełnymi ustami, wyciągnął naczynie w kierunku kolegi. Kiedy była napełniana, zażartował sobie. – Ja w przeciwieństwie do was wszystkich, jeszcze rosnę!

Zaśmiali się, ale była to prawda. [Imię] i Miwa były już dawno po dwudziesce, Hiroshi po czterdziesce, a pozostała trójka po trzydziesce. Daisuke lada moment miał osiągnąć pełnoletność. Był najmłodszy w drużynie, ale to nie przeszkadzało nikomu. Dość szybko odnalazł się w starszym towarzystwie.

Cały posiłek przebiegałby w bardziej w przyjemnej atmosferze, gdyby nie Junko i Miwa.

– Zgodzicie się ze mną dziewczyny, że mężczyzna, który potrafi gotować, to skarb? – zapytała [Imię], zerkając na podirytowane Shimurę i Hyūgę. Skinęły sucho głowami i wróciły do zajadania się swoimi porcjami.

[Imię] westchnęła ciężko. Nie przepadała za kwasami w drużynach, a jeśli już takowe się pojawiały, to wolała, aby nie wpływały tak na resztę. W przeciwieństwie do niej chłopaki znali Miwę i wiedzieli, jaka jest dla członków drużyny. [Imię] znała tylko miłą i grzeczną Junko, która zirytowana potrafiła solidnie dokopać. Odpuściła sobie dalsze próby złagodzenia konfliktu między dziewczynami. Kiedy i ona skończyła swoją porcję, odłożyła miskę na bok i wstała z pnia.

– Idę się przejść, zaraz wracam – poinformowała i oddaliła się od towarzyszy.

Przeszła obok związanych bandytów i uśmiechnęła się do nich złośliwie, machając im, a kilku zaklęło pod nosem. Zaśmiała się cicho i odwróciła głowę w stronę swojej drogi. Mina jej lekko zrzedła, gdy spotkała się z politowaniem Tobiramy.

– Nie prowokuj ich, już wystarczająco mocno oberwali – powiedział i ruszył w stronę, z której wracał, tym razem z nią.

– Być może masz rację – mruknęła cicho. Na mijanej przez nich ścieżce widziała duże odciski łap wilka, znacznie większe od zwykłego zwierzęcia. – Przyzwałeś Kibę?

– Tak, przekaże Hashiramie wiadomość o bandytach. Mam nadzieję, że gdy przybędą shinobi od nas, to oni będą grzecznie czekać. – Podrapał się po karku. – Zostawimy tu po klonie, aby wzbudzić respekt u ich towarzysza, który nam zbiegł.

[Imię] zatrzymała się i oparła o najbliższe drzewo. 

– Zazwyczaj się czeka na posiłki, wyjątkiem są eskorty – powiedziała i zamknęła oczy. – Tak mnie uczyłeś.

Skinął głową z aprobatą.

– Owszem, ale musimy złamać zasady. Czas nas go…

– Jaką macie sprawę do kapłanów ze Świątyni Pięciu Żywiołów? – zapytała, przerywając jego wypowiedź.

Jej ton był stanowczy, otworzyła oczy i popatrzyła na niego nagląco. Zmarszczył lekko brwi, zaskoczyła go. Odpowiedział jednak spokojnie

– Chciałem wyjaśnić szczegóły misji na statku. – Widząc jej niezadowoloną minę, dodał – Nie naciskaj, powiem wszystko w swoim czasie.

Jej mina była wciąż poważna, usta zacisnęła mocno. Nie miała pretensji o taką odpowiedź, nie podobało jej się, że musieli iść do tej świątyni.

– Wracajmy, musimy ruszać dalej.

Powrót do drużyny odbył się w niezręcznej ciszy. Przerywał ją szum wiatru między drzewami i śpiew ptaków, dopóki nie usłyszeli pełny pretensji głos:

– Głupia suka!

Zaalarmowani zaczęli biec. Głos należał do Miwy i oboje mieli podejrzenia, że doszło do jakieś większej sprzeczki między nią a Hyūgą. Kiedy dobiegli, zastali Tetsuyę trzymającego obie dziewczyny w technice cienia. Po pozach, jakich utknęły, można było wywnioskować, że chciały się bić.

– Co tu się dzieje? – zapytał Tobirama głośno, ale został zignorowany. Miwa wciąż patrzyła się gniewnie na Junko i próbowała się wyrwać z pułapki.

– Danzō może i jest młody, ale ma potencjał, którego nie ma żaden bachor w jego wieku. Jest silny i wie, czego chce. Jego przeznaczenie jest większe niż naszego ojca. Dobrze to sobie zapamiętaj, zdziro!

– Spokój! – warknął Tobirama. [Imię], jak i chłopaki, była w szoku. Doskonale pamiętała, że Senju, jak się wścieknie to nie na korzyść prowokującego, ale reakcja Miwy była ciekawa. W piwnych oczach zaczęły zbierać się łzy, a Junko wciąż stała jak wryta, wpatrywała się osłupiała w Tobiramę i w Shimurę. To był dość niecodzienny widok. – Macie pięć minut na posprzątanie tego bałaganu. Jak się nie uspokoicie, to będziecie częściej dostawać kary do wykonania we dwójkę. Zrozumiano?!

– Tak – odpowiedziały obie, Hyūga potulnie, a Shimura łamliwym głosem.

– Dobrze, Tetsuya pilnuj je, a reszta za mną.

Wrócili się do bandytów, jeden ciekawie zerknął na nich. Tobirama zmierzył wzrokiem, w końcu mężczyzna poruszył się niezręcznie i odwrócił głowę. No, pomyślał, i nie próbuj na mnie patrzeć. Spojrzał na towarzyszy.

– Czy każdy tutaj zna Kage Bunshin no Jutsu? – zapytał cicho, nie chciałby, aby bandyci usłyszeli, co kombinują. Odpowiedziało mu skinienie całej trójki. – Wspaniale, każdy przywoła klona i zostawimy ich tutaj by popilnowali towarzystwo aż do przybycia posiłków z Konohy.

~*~

Hashirama podniósł głowę i rozejrzał się po gabinecie.

– Proszę? – powiedział niepewnie, ale głośno.

Zmarszczył brwi, był pewien, że słyszał pukanie. Teraz odpowiedziała mu cisza. Po chwili znów słyszał pukanie, ale w szybę za sobą. Odwrócił się i ujrzał ogromnego białego wilka. Podniósł się, stęknął głośno i podszedł do okna. Otworzył je i wpuścił zwierzaka do środka.

– Powiedziałbym, że dobrze cię widzieć, Kiba, ale twoja obecność tutaj jest raczej związana z Tobiramą, prawda?

– Raczej. – Przytaknął wilk i usiadł przed biurkiem.

Hashiramę zawsze zachwycało jak Tobirama wychował Kibę. Jako nastoletni chłopak, jego brat znalazł rannego zwierzaka niedaleko jaskini, w której Tobirama schował się z drużyną po przegranej bitwie z Uchihami. Zaopiekował się nim i pomógł medykom z klanu go uzdrowić. Może to nie była wielka pomoc, ale Kiba się odwdzięczył. Jako jeden ze zwierząt, z którymi shinobi mogli podpisać pakt, zaoferował się Tobiramie jako przyjaciel i towarzysz broni. Bardzo dobrze ze sobą współpracowali i dzięki jego wzrostowi, białowłosy na nim też czasem jeździł.

Hashirama w ciszy wysłuchał raportu od Tobiramy. Skrzywił się lekko o wspomnianej żonie Daimyō i skradzionej biżuterii. Chociaż, cieszył się, że odzyskała swój dobytek, nie mógł jednak wyrzucić z pamięci upokarzającego przyjęcia, na którym go przepiła. Nigdy więcej, pomyślał. Kiedy Kiba skończył mówić, skinął głową.

– Dobrze, mam nadzieję, że klony drużyny jeszcze tam będą, gdy dotrą posiłki. Zaraz wyślę po tych bandytów drużynę. Dziękuję, Kiba.

– Nie ma za co. Trzymaj się, Pierwszy!

Uniósł potężną łapę w geście pożegnania i zniknął w kłębach dymu.

Hashirama westchnął głośno. Miał nadzieję, że Tobirama nie będzie miał więcej takich niespodzianek po drodze. Pomimo nieokreślenia czasu do końca świata, wolał mieć zapas do tej chwili. Zerknął na lustro i ujrzał włosy w artystycznym nieładzie. Podejrzewał, że Kiba miał niezły ubaw, gdy patrzył na jego fryzurkę, a Tobirama, przy następnym spotkaniu z wilkiem, na pewno o wszystkim się dowie i później będzie się z niego nabijać. Szybko poprawił włosy i wyszedł z pomieszczenia. Musiał jak najszybciej skompletować drużynę, a krótki spacer do shinobi, którzy przyszli mu na myśl, pomoże odświeżyć umysł.

~*~

– W końcu jesteśmy – powiedział Daisuke, dysząc.

Był wycieńczony, Tobirama zerknął na niego, [Imię] i Miwę. Dziewczyny również miały na sobie oznaki zmęczenia. Pot spływał po twarzy, a policzki przybrały mocny odcień czerwieni. Wzrok Senju prześlizgnął się po reszcie drużyny. Po nich nie było tego aż tak widać, ale Tobirama wiedział doskonale dlaczego. On, Tetsuya, Junko i Hiroshi wychowali się na wojnie. Klan Uzumaki nie wysyłał swoich dzieci na rzeź, a Miwa nie zdążyła się zahartować. Daisuke prawdopodobnie  nie wziął w żadnej bitwie udziału.

– Nie ma już żadnego statku. – sapnęła zdenerwowana Junko. Przez te przypadki po drodze, byli później mocno poganiani. Ciężar pancerza i plecaka po pewnym czasie stał się uciążliwy, a po kilku godzinach biegu, nogi zrobiły się jak z waty.

– Spokojnie, tam jest zajazd. Spróbujemy załatwić sobie nocleg i dowiedzieć jak się dostać na Wyspę Wiru. – Tobirama zaczął iść w tamtą stronę, ale słyszał tylko swoje kroki. Odwrócił się i ujrzał zszokowane miny. Przechylił głowę w bok i oparł ręce o biodra. – O co chodzi?

– Nocleg w zajeździe… – zaczęła [Imię].

– …w ciepłym pokoiku i w czystej pościeli… – dodał Daisuke.

– …i do tego dostaniemy pyszne posiłki za darmo – doczytał Hiroshi na szyldzie.

Tobirama zaśmiał cicho, jego ramiona trzęsły się delikatnie pod wpływem tej czynności. Był to niecodzienny widok, Tobirama jak dotychczas tylko się uśmiechał, a teraz jeszcze śmiał. Drużyna zdziwiona, a zarazem zafascynowana wpatrywała się w niego.

– To, że jesteśmy shinobi nie oznacza tylko noclegów na świeżym powietrzu… – zaczął.

– …z robakami i na niewygodnej ziemi… – ciągnęła Junko.

– …bez dostępu do łazienki z możliwością się pomalować! – udał dziewczęcy głos Tetsuya.

Tym razem zaśmiali się już wszyscy poza Miwą. Tobiramę męczyła cisza ze strony Shimury. Odkąd nakrzyczał na nią i Junko, była cieniem samej siebie. Podczas podróży, podzielił się z [Imię] swoimi zmartwieniami. Nie wiedział, co takiego powiedział, że tak zareagowała.

– Dobrze, nie stójmy tak. Wchodzimy! – oznajmił Tobirama i poszedł w stronę drzwi zajazdu.

– Jej! – Usłyszał za sobą uradowany krzyk pięciu swoich towarzyszy. Gdy otworzył drzwi, w podskokach wpakowali się do środka, Miwa powoli szła przed siebie, zamykając wesołą gromadkę. Może [Imię] uda się dowiedzieć, co się stało, pomyślał, mam nadzieję, że tak. Pamiętał ją jako dobrego obserwatora i osobę, dla której to nic trudnego, zmusić delikatnie kogoś do otworzenia się przed nią.

Po zameldowaniu się zostawili rzeczy w pokojach i szybko się umyli, by cała siódemka zeszła na śniadanie i usiadła przy wielkim stole, na środku części jadalnianej. Chwilę później do stołu przyniesiono ogrom jedzenia. Hiroshi wydał z siebie głośny dźwięk zachwytu i pochylił się nad stołem, wciągnął nosem aromat pysznie ugotowanych dań i usiadł ciężko na siedzeniu. Po jego policzku spłynęła łza.

– To będzie jeden z najlepszych posiłków, jakie kiedykolwiek zjem… Wiem to – powiedział przekonany i spojrzał na swoich towarzyszy. Odpowiedziało mu pięć uśmiechów.

– Cieszy nas entuzjazm shinobi z Konohy. To zaszczyt was gościć w naszym zajeździe. – odezwała się młoda dziewczyna. – Jakbyście czegoś potrzebowali, obsługa jest na wasze zawołanie.

– Dziękujemy.

Tobirama rozejrzał się po stole. Był ryż, wołowina, kurczak, ryba, pierożki, onigiri, sushi, ramen i kilka rodzajów sałatek. Zerknął ciekawie na Junko. Od lat przestrzegała ubogiej w mięso diety. Nie przepadała za nim, ale to nie oznacza, że nie chciała pozbawić organizmu protein. Teraz wyjątkowo, bez grymaszenia, nakładała sobie mięso na talerz. Tetsuya i Daisuke mieli zamiar spróbować wszystkiego po trochu, i Tobirama stwierdził, że to dobry pomysł, za ich przykładem zaczął nakład na talerz każdego z dań, z większą porcją ukochanej ryby. [Imię] porozmyślała chwilę i po chwili u niej też się znalazło jedzenie, a Miwa wzięła tylko sałatki. Jedynie Hiroshi nic nie nałożył, czekał cierpliwie aż każdy weźmie to co mu odpowiadało i dopiero wtedy weźmie się za jedzenie. A kiedy nastąpiła ta chwila, wszyscy powiedzieli zgodne: Smacznego.

~*~

Następnego dnia, po zjedzonym śniadaniu, Tobirama odmeldował całą drużynę w rejestracji. Przy okazji udało mu się dowiedzieć o stojącym w porcie wycieczkowcu do Wioski Wiru. Nie przepadał za transportem turystycznym, ale lepszy taki niż żaden. W ciągu następnego kwadransa zakupili bilety i weszli na pokład. Tak jak w zajeździe, tutaj też mieli być traktowani z należytym szacunkiem.

– Traktują nas jakbyśmy byli Kage. – Miwa omal nie wypluła tych słów.

[Imię] spojrzała na nią. Jak widać, czuła już się lepiej i jej charakter wrócił do normy – po wczorajszym posiłku po prostu położyła się spać i [Imię] nie miała możliwości z nią porozmawiać – Junko westchnęła ciężko i przewróciła oczami. Jak Shimura była podłamana, było znacznie lepiej. Sama cisza i spokój. Chłopacy skrzywili się lekko, ale nie wydali z siebie żadnego dźwięku. Każdy znalazł dla siebie lepsze zajęcie. Hiroshi przeglądał tablicę do części restauracyjnej statku, była tam podana zupa dnia i ciekawe oferty zestawów obiadowych. Daisuke sprawdzał swoje bronie, a Tetsuya obserwował spokojne fale morskie na tle wschodzącego słońca. [Imię] uśmiechnęła się lekko, był to naprawdę piękny widok, chciała podejść do relingu i popatrzeć, ale zaalarmowało ją zachowanie Tobiramy.

Cały zesztywniały stał i patrzył się przed siebie. Jego twarz była cała blada, a usta drgały delikatnie pod wpływem emocji.

– Panie Tobiramo – odezwała się zaniepokojona.

– Fatalnie… – powiedział cicho. – Bardzo fatalnie!

Drużyna spojrzała na niego, ale zignorował ich. Spojrzał na wywieszony na słupie kalendarz. Jego oczy rozszerzyły się.

– Zapomnieliśmy!!!

~*~

Hashirama oparł głowę o zgiętą rękę. Oczy zamykały mu się i otwierały. Wczoraj do późna siedział w biurze, a dzisiaj musiał wstać wcześniej i porozmawiać z obecnym przywódcą Uchihów o obecnej sytuacji w ich klanie. Pocieszającym faktem była poprawa w ich zaufaniu do innych klanów po ataku Madary na wioskę. Przez pięć lat Hashirama starał się, aby Uchiha nie czuli się jak zdrajcy wioski i próbował załagodzić napięte stosunki innych klanów z nimi…

Chrapanie wypełniło pomieszczenie. Głowa Hashiramy opadła na biurko i tak została. Jednak jego drzemka nie trwała długo. Nie! Do gabinetu wparowała zdenerwowana Mito, a widząc swojego męża śpiącego w najlepsze, trzasnęła mocno drzwiami. Hashirama podniósł się gwałtownie, krzesło przewróciło się o podłogę, a on sam przyjął pozycję do boju.

Wyglądało to jednak komicznie, Hashirama był zmęczony, a jego pozycja wyglądała jak u pokraki lub osoby pijanej.

– Mito? – zapytał cicho. – Co…

– Ty durniu! – krzyknęła. – Pamiętasz o liście do Pierwszego Kazekage?!

Hashirama zmarczył brwi. List? Jaki list? Szybko go jednak oświeciło. Miesiąc temu rozmawiał z Tobiramą o zaproszeniu Kazekage do Konohy, chciał z nim porozmawiać o potencjalnym sojuszu. Wioska Piasku znajdowała się na pustyni i posiadała fatalne warunki rolne. Hashirama miał nadzieję na nawiązanie kontaktów handlowych, tym bardziej że Pierwszy Szczyt Kage nie zakończył się szczęśliwie. Spojrzał na Mito, skinął delikatnie głową. Teraz się bał tego co może mu powiedzieć żona.

– Właśnie znalazłam wśród dokumentów sprzed tygodnia jego odpowiedź. – powiedziała i pomachała kawałkiem zgniecionego papieru. – Napisał, że przybędzie dziesiątego maja. Dziesiątego maja!

– Ale… To dzisiaj – wydusił z siebie Hashirama.

Oczy czerwonowłosej zabłysnęły wściekle. Zaczęła na niego się drzeć, a Senju próbował ją uspokoić. Znajdujący się za szybą gabinetu ptak przekrzywił lekko łepek i odleciał. Nie podobała mu się wcale dalsza część przedstawienia. Leciał leciutko na wietrze nad Konohą, aż przekroczył bramę wioski. Frunął dalej, aż pod sobą zobaczył trójkę wędrowców. Pokrążył dookoła nich, w końcu wylądował na gałęzi jednego z drzew. Wśród tej malutkiej grupki znajdował się mężczyzna ubrany dokładnie tak samo jak Hokage, ale na zielono.

– Cholerne ptaki – syknął towarzysz mężczyzny i zaczął coś wycierać w szale. Zerknął na swoich kompanów. – Niech pan Kazekage tak na mnie nie patrzy. Ten sukinkot na mnie nasrał!

– Nie bądź płaksa. – machnął ręką niedbale i spojrzał na wystającą z nad drzew górę z wyrytą głową Hokage. – Zobaczymy, co ten pacyfista ma nam do powiedzenia…

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 300
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!