Sachiko czy Sayuri? – Rozdział 5

          Ostatnie dni każdego miesiąca zazwyczaj przychodziły zbyt szybko. Ani się obejrzała, a już kolejny raz musiała iść do Sachiko.

          W sumie od ponad pół roku nie musiała. Ojciec na to nie naciskał, ale sześć lat comiesięcznych wizyt w posiadłości zrobiło swoje i nie irytowały ją tak jak na początku. Owszem, Sachiko była momentami trudna, miała swoje humorki, ale… kto ich nie miał? Tylko u niej wyglądało to jeszcze bardziej absurdalnie, bo wyrażała się ze zbytnią emfazą i często wybierała nazbyt wyszukane słownictwo. Jak można nazwać kogoś karykaturą ludzkiego jestestwa w wielkim gniewie?

          Nauczyła się postępować z Sachiko i wizyty były najczęściej przyjemnością. Mogła w urokliwej, zacienionej altanie spędzać popołudnia, popijając w pięknych miseczkach najwyższej jakości herbatę i rozkoszując się potrawami, których nigdy wcześniej nie jadła. Czasami stawiała na swoim i wspólnie opiekowały się drzewkami bonsai, czasami Sachiko zmuszała ją do słuchania gry na shamisenie, a czasami razem zabawiały się w układanie najbardziej niepasujących do siebie zestawów kwiatów. Jeżeli istniało jakieś słowo na przeciwieństwo ikebany, to właśnie robiły.

          Temari, obserwując Sachiko, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna udawała. Pamiętała słowa Kankurō, który po jednokrotnym spotkaniu uznał, że nie mogli istnieć tacy ludzie i jeśli panienka tak na poważnie, to musiała być szalona. Od tamtego czasu jeszcze uważniej obserwowała panienkę i nie była w stanie rozstrzygnąć tej kwestii. Owszem, zawsze mówiła o sobie my. Była też pewna, że Sachiko naprawdę sądziła, że jej przodkowie sprawili, że wszystkim pozostałym ludziom jawiła się niemal jak bóstwo. Ale to nie był cały obraz Sachiko.

          Początkowo Temari myślała o niej jak o przykrym obowiązku. O czymś, czego najchętniej pozbyłaby się ze swojego życia. Dopiero z czasem zrozumiała, że to, co uznała za naukę obchodzenia się z Sachiko, było zwyczajnym budowaniem relacji. Choć Temari nie posądzała dziewczyny o zdolność do takich poświęceń, Sachiko chyba również dostosowywała się, by nie zniszczyć tej znajomości.

          A teraz, kiedy szła  w stronę posiadłości, miała gule w gardle. Ojciec zaczął dopuszczać ich — ją i Kankurō — do niektórych annałów polityki międzynarodowej i w pełni zrozumiała pozycję Sachiko, czego sama zainteresowana zapewne nie była świadoma. Z tego, co wywnioskowała, Yuriko niezwykle troszczyła się, by jak najmniej docierało do Sachiko. Jak można mieszkać w Sunie i nie wiedzieć niczego o Gaarze? O Shukaku? Jak można nie być świadomym, że były toczone wojny? Że shinobi ginęli na misjach?

          Temari od zbyt długiego czasu przekładała tę rozmowę na później, ale coraz bardziej napięte stosunki między ojcem a Lordem Kraju Wiatru podpowiadały jej, że nie powinna zwlekać, bo mogło być za późno. Ojciec chyba całkiem oszalał…

          Musiała w końcu rozstrzygnąć, czy Sachiko miała w sobie coś, co by ją uczłowieczało. Najczęściej odnosiła wrażenie, że Sachiko bardziej przypominała lalkę niż człowieka; piękną, ułożoną, bezwolną. Jakieś małe przebłyski charakteru przebijały się przez tę powierzchowność, ale czy to wszystko, na co mogła liczyć, jeśli zdecydowałaby się narazić na gniew ojca? Z drugiej strony, czy to byłaby jej wina? Przecież z planowaniem i wielką polityką nie miała nic wspólnego…

          Służące nie musiały przypominać o odpowiednim obuwiu. Zbyt wiele razy została złajana, żeby znowu zapomnieć. Właściwie poza strażnikami na zewnątrz, nikt już nie zwracał na nią uwagi.

          Z oddali dostrzegła wejście do kuchni. Kilka kobiet jak zwykle zgromadziło się w kącie. Temari zmrużyła oczy. Raz nawet zwróciła Yuriko uwagę, że nie powinna zatrudniać osób, które bez szacunku odnosiły się do domowników, ale ta nie posłuchała…

          Westchnęła cicho. Nie powinna myśleć o zbawianiu świata i uszczęśliwianiu wszystkich na siłę. Raczej powinna współczuć sobie, bo niedługo czekała ją ta cholerna misja. Tyle czasu z Gaarą…

          Potrząsnęła głową i próbowała oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli. Musiała skupić się na przesłuchaniu, które chciała urządzić Sachiko.

          Weszła do jej pokoju. Siedziała przy… jak nazywał ten stolik do kaligrafii? Fuzkue? Jakoś tak. Bogowie… jakim cudem, po tylu latach klęczenia, dziewczynie jeszcze kolana nie strzeliły?

          — Dzień dobry, Sachiko-sama.

          Dziewczyna wzdrygnęła się i odwróciła w jej kierunku. Zacisnęła usta w wąską linię.

          — Tyle razy mówiłyśmy, żebyś się do nas nie skradała!

          — Przepraszam, przepraszam. — Temari uśmiechnęła się pod nosem, kiedy zauważyła jej minę. Cholera, będzie musiała trochę przystopować, jeśli ta tajna misja, którą sama sobie zleciła, miała się powieść. — Możemy dzisiaj zostać u ciebie w pokoju?

          Sachiko nie odpowiedziała od razu. Najpierw skrupulatnie posprzątała przybory do kaligrafii i dopiero wówczas uklękła przed nią. Z naganą zerknęła na jej bojowy strój, ale nie skomentowała tego, tylko powiedziała:

          — Jesteśmy skłonne przystać na twoją propozycję.

          — Niezwykle wspaniałomyślnie… — mruknęła Temari, zanim zdążyła ugryźć się w język.

          — Owszem, nam też się wydaje, że jesteśmy wyjątkowo skłonne do ustępstw.

          No jakim cudem? Temari patrzyła na wyraz twarzy Sachiko i nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Jakim cudem czasem wychwytywała subtelną ironię, a czasem, choćby wylewała się z tonu rozmówcy, nie wyłapywała jej?

          — To skoro tę kwestię mamy omówioną… mogłabyś pozbyć się strażników?

          — Słuchamy? — Drobna zmarszczka pojawiła się na czole Sachiko. — Temari, jesteśmy pewne, że nie ma w tym pokoju strażników.

          — Tu nie, ale… — Przerwała. O cholera… czyżby ona o niczym nie wiedziała? Oblał ją zimny pot. Całe życie nic nie wiedziała o ukrytych pomieszczeniach nad głową? Nie zauważyła, że budynek był wyższy, niż powinien, gdyby kończył się na tym piętrze? Chyba nie powinna jej uświadamiać. Ojciec jeszcze byłby gotowy ukarać ją za zbyt długi język. — Czy mogłabyś zawołać strażnika i odwołać wszystkich z najbliższego otoczenia i tych eee… ze strychu? Chciałabym przeprowadzić rozmowę od serca, a bycie podsłuchaną nie jest szczytem moich marzeń.

          Sachiko patrzyła na nią dłuższą chwilę ze zmarszczonymi brwiami.

          — Dobrze. Wierzymy, że masz dobre zamiary. Kazuma!

          Jakiś mężczyzna przesunął fusumę, ale nie wszedł do środka. Pokłonił się na progu.

          — Sachiko-sama.

          — Prosimy, żebyś odwołał wszystkich strażników z tego piętra i ze strychu. A Yuriko powiedz, że nie ma do nas przychodzić szybciej niż za godzinę.

          — Tak jest, Sachiko-sama!

          Temari miała nadzieję, że dziewczyna zrozumie jej milczenie. Jeszcze nie mogła się odzywać, póki nie upewni się, że nikogo nie było w pobliżu.

          — Czy już możesz zdradzić nam powód tak szeroko zakrojonej dyskrecji?

          Temari uśmiechnęła się pod nosem. Z jednej strony Sachiko próbowała zgrywać niewzruszoną, ale znała ją zbyt dobrze, by nie zrozumieć, że była strasznie ciekawa. Nie miała już idealnie wyprostowanych pleców. Najpewniej nieświadomie wychyliła się w jej kierunku. Dłonie, które zawsze były ułożone na udach, tym razem oparła o kolana. No i ten wzrok, którym przeszywała ją intensywnie, był najlepszą podpowiedzią.

          — Chciałam z tobą szczerze porozmawiać… Nie zwróciłaś mi uwagi, że tylko raz powiedziałam Sachiko-sama.

          — Och… rzeczywiście. — Dziewczyna zerknęła w bok i cicho powiedziała: — Wiemy, że nas szanujesz. Nie będziemy cię karać za zapomnienie…

          — Myślisz o sobie my?

          — Słuchamy?

          — Kiedy myślisz, co musisz zrobić danego dnia albo kiedy planujesz coś, jak o sobie myślisz?

          — My… — Sachiko rozszerzyła oczy i kilka sekund patrzyła na nią w milczeniu. — Mówimy tak o sobie, by wskazać różnicę, która dzieli nas od innych. Przed sobą nie musimy tego okazywać, więc w swojej głowie nie mówimy my.

          — Czy inni ludzie są gorsi od ciebie? Są śmieciami? — Temari musiała być w natarciu. Kiedy wyczuła, że strażnicy zniknęli, a Sachiko była zbyt zaskoczona, by się oburzyć; być może miała jedyną szansę, żeby na podstawie odpowiedzi Sachiko poukładać wiele rzeczy w głowie.

          — Nie ma potrzeby do okazywania niepotrzebnych emocji. Oczywiście, że naszym zdaniem ludzie nie są śmieciami, ale oczywistym jest też, że są gorsi.

          — Też jestem dla ciebie gorsza?

          Sachiko otwierała usta, ale zaraz je zamknęła. Patrzyła na nią w napięciu, ze zmarszczonym czołem. I znowu — już otwierała usta, ale powstrzymała się. Kilka długich sekund panowała cisza, której Temari nie miała zamiaru przerywać.

          — Wychowano nas w przekonaniu, że tak właśnie jest i my w to wierzymy — powiedziała powoli Sachiko. — Pewności nie mamy, ale ty też nie masz pewności, że tak nie jest.

          — Nie mam… — Temari westchnęła cicho. Już prawie ją miała! Prawie opadła maska, którą widziała od lat, a którą wszyscy brali za prawdziwą twarz Sachiko. O co jeszcze mogła spytać? — Co chcesz robić? Jutro? Pojutrze? Za pięć lat?

          — Jutro najpewniej będziemy ćwiczyć odpowiednią sztukę ikebany, nie tę naszą. — Dziewczyna uśmiechnęła się półgębkiem. — Pojutrze Yuriko zapewniła, że będziemy mogły poświęcić czas na pielęgnację ogrodu i czytanie powieści. Za pięć lat nie wiemy.

          — Ale Sachiko… — Temari zawahała się. W jaki sposób sformułować pytanie? — Spytałam cię, co chcesz robić, a nie, co będziesz robić.

          — Nie rozumiemy. Mamy zaplanowane, że będziemy kształcić się w kolejnych gałęziach odpowiedniego rozwoju damy i tego chcemy.

          — Lubisz to w ogóle? Jest coś, co lubisz?

          — Bycie damą…

          — Sachiko, błagam cię! — Temari zacisnęła dłonie w pięści i próbowała zapanować nad sobą. — Nie można lubić bycia arystokratką. Nie można lubić, tak jak w moim przypadku, bycia shinobi. Tym się po prostu jest, bo tak nas wychowywali i trenowali w różnych kierunkach. Poniekąd przyzwyczajasz się do tego. Są czynności, które sprawiają przyjemność. Zdarzają się chwilę, że jest się zadowolonym, może nawet dumnym, ale to nie może być jedyna rzecz, którą się lubi! Ja na przykład kocham mojego brata. Lubię razem z tobą pielęgnować rośliny. Lubię eksperymentować w kuchni. Od jakiegoś czasu lubię też koniec miesiąca, bo kojarzy mi się z tobą, z lenistwem… Nie wiem… lubię jeszcze leżeć na łóżku w sypialni i nic nie robić. Wymieniłam tylko kilka rzeczy i żadna z nich nie jest związana z byciem shinobi. Co ty lubisz, poza byciem arystokratką?

          Sachiko zagryzła wargi, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Opuściła głowę i bardzo długo nie odzywała się. Temari miała wrażenie, że próbowała bezgłośnie płakać, bo choć nie słyszała nawet przyspieszonego oddechu dziewczyny, zielony materiał kimona w kilku miejscach zdobiły okrągłe plamy, do złudzenia przypominające ślady po łzach.

          — Bardzo lubimy Yuriko — wyszeptała Sachiko drżącym głosem. — Ciebie też lubimy. Mamy… mamy wrażenie, że lubiłybyśmy też rysowanie…

          — To dlaczego nie rysujesz?! — Temari rozejrzała się, a zauważywszy stolik do kaligrafii, wstała i podbiegła do niego. Chwyciła pustą kartkę, pędzelek i tusz. Podeszła do Sachiko i położyła wszystkie te przedmioty na jej kolanach. — Dalej! Narysuj cokolwiek! Zrób coś, co sprawi ci przyjemność!

          — Nie teraz… Nie kiedy przyjmujemy gościa… — Sachiko położyła wszystkie przybory obok siebie.

          — Daj spokój! Przecież nie musi ci wyjść od razu arcydzieło…

          Sachiko uniosła wzrok i Temari zrozumiała, że powinna spuścić z tonu. Nie uzyskała wszystkich odpowiedzi, a skoro dziewczyna już była wytrącona z równowagi, mogłaby ją wygonić, zanim dokończyłaby przesłuchanie. Westchnęła zrezygnowana i opadła z powrotem na tatami.

          — Nie będę cię do niczego zmuszać, ale obiecaj mi, że spróbujesz jeszcze w tym tygodniu coś narysować. Cokolwiek.

          — Możemy obiecać, że zastanowimy się nad tym — odparła Sachiko.

          — To dobrze… A powiedz mi… — Temari zawahała się. — Jak tam twoi rodzice?

          Sachiko zesztywniała. Dłonie, które trzymała na udach, zacisnęła w pięści.

          Temari z jednej strony miała ochotę palnąć się w łeb — nie ma to jak subtelna zmiana tematu, ale jak niby miała mimochodem spytać o ludzi, o których nigdy nie rozmawiały, którzy nigdy nie byli obecni w życiu dziewczyny? Z drugiej strony Sachiko odsłaniała się coraz bardziej.

          — Nie widzimy powodu, by mówić o panu ojcu i pani matce.

          O cholera i co teraz…? Wyrzuci ją, jeśli będzie dalej naciskała?

          — Rozumiem, ale tak naprawdę nigdy o nich nie rozmawiałyśmy… Masz od nich jakieś wieści?

          — Temari, czasami opowiadasz o Kankurō, ale rzadko wspominasz o ojcu i… trzeciej… trzecim z rodzeństwa…

          Temari miała ochotę wybuchnąć śmiechem na widok lekkich rumieńców na twarzy Sachiko.

          — Bo nie mam z nimi najlepszych relacji. Ojciec ma trudny charakter i zbytnio przywykł do tego, że jest Kazekage, którego ludzie słuchają. Przekłada to na rodzinę. A Gaara… to raczej on nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a ja z rozsądku dostosowuję się do tego. — Jeżeli istniała jakaś nagroda za użyte eufemizmy, powinna ją wygrać po tych kilku zdaniach. — Na temat twojej rodziny nie wiem nic. — Oczywiście poza informacjami o dostojeństwie i wspaniałości przodków…

          Sachiko patrzyła na nią w milczeniu. Ze trzy razy zbierała się do odpowiedzi, ale za każdym razem rezygnowała. W końcu skrzyżowała ręce na piersiach, a jedną dłonią pocierała ramię. Zamknęła oczy i dopiero kiedy je otworzyła, odparła:

          — Mamy dwóch braci i trzy siostry. Pan ojciec jest Wielkim Lordem Kraju Ognia, a pani matka Szanowną Małżonką.

          — Sachiko… Podałaś mi tylko więzy krwi i funkcje — wyszeptała Temari.

          — A co mamy ci odpowiedzieć?! — wykrzyknęła Sachiko i uderzyła pięścią w kolano. — Nie znamy ich! Nie mamy pojęcia, kim są, nigdy ich nie widziałyśmy! — Głos jej się załamał. Kilka łez spływało po policzkach, ale Sachiko, zignorowawszy je, kontynuowała: — Nie odpisują na listy, wiesz? Yuriko udaje przed nami, że być może to kurier lordowski nie dopełnił obowiązku, ale aż osiem lat nie docierałby na miejsce?! Nic o nich nie wiemy, a oni nawet nie chcą się o nas niczego dowiedzieć! Jedyne, co od nich otrzymałyśmy, to Kitsune-sama…

          — Co?

          — No… Ki-kitsune-sama.

          Sachiko zaczął drżeć podbródek. Próbowała coś powiedzieć, ale z jej ust wydobył się tylko głośny jęk. Szybkimi ruchami próbowała zetrzeć ślady łez, ale kolejne pojawiały się na ich miejsce. Jeszcze raz otworzyła usta, ale tym razem całkiem poległa. Zaczęła szlochać. Kołysała się delikatnie i zakryła twarz dłońmi.

          Temari przebiegły dreszcze po plecach. No to… pięknie. Za chwile wpadną tu strażnicy… Wyrzuciła z umysłu obraz siebie, powieszonej gdzieś na szubienicy. Jak by tu uspokoić Sachiko? I nie chodziło jej nawet o uniknięcie potencjalnej kary, po prostu… po prostu…

          Nic nie mogła poradzić, że patrząc na szlochającą dziewczynę, sama miała łzy w oczach. Nie spodziewała się, że było aż tak źle. Domyślała się, że nie miała z rodziną zbyt dobrych kontaktów, ale żeby nie mieć ich w ogóle…?

          Westchnęła cicho i podniosła się z ziemi. Podeszła do Sachiko i kucnęła przy niej.

          — Sachiko… Cicho… — Temari powoli położyła dłoń na plecach dziewczyny i krótko poklepała. — No… już…

          Sachiko długą chwilę opierała głowę o jej pierś. Płakała głośno, a łzy wartkimi strumieniami spływały po twarzy. Temari nie miała pojęcia, co mogłaby więcej zrobić, więc trzymała roztrzęsioną dziewczynę w ramionach i miała nadzieję, że Sachiko szybko się uspokoi.

          Temari kolistymi ruchami gładziła Sachiko po plecach. Chyba udało się zażegnać kryzys. Odetchnęła z ulgą.

          Nieoczekiwanie Sachiko spięła się i odepchnęła ją od siebie.

          — Ty to zrobiłaś specjalnie! 

          Temari zmarszczyła brwi. Co niby zrobiła specjalnie? Specjalnie kazała Lordowi i jego rodzince nie kontaktować się z nią?

          — Nigdy nie miałyśmy problemów z o-panowaniem naszych emocji, a teraz… teraz… — Sachiko chyba się zapowietrzyła i dopiero po krótkiej przerwie kontynuowała. — Jesteś okropną personą, która w swoich nadzwyczaj e-egoistycznych motywach chciała zaspokoić swoją ciekawość naszym kosztem! Do-oprawdy zawiodłyśmy się na tobie! Masz natychmiast opuścić nasz dom!

          Temari wstała z tatami. Nie chciała dłużej sprawdzać cierpliwości dziewczyny, ale zanim przesunęła fusumę, odwróciła się w jej kierunku.

          — Wszystko w porządku? — Wiedziała, że to pytanie było głupie, ale nie potrafiła bez słowa opuścić nadal roztrzęsionej Sachiko. — Może mam zawołać Yuriko?

          — Chcemy być same!

          — Dobrze…

          Temari już miała wyjść, ale Sachiko jej przeszkodziła.

          — Przyjdź do nas przy najbliższej sposobności!

          Przezornie powstrzymała wybuch śmiechu. Bogowie… czy dało się to powiedzieć w bardziej wściekły i nienawistny sposób, niż to teraz Sachiko zrobiła? Szczerze w to wątpiła.

Opublikowano
Odsłon 555
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!