Sachiko czy Sayuri? – Rozdział 4

          Yuriko skończyła ubierać panienkę w kimono.

          Odkąd weszła do jej pokoju, obie milczały. Nie miała pomysłu, jak zareagować po zachowaniu swojej podopiecznej. Nie mogła skarcić, nie mogła przemówić do rozsądku, co więc pozostało?

          Ostatnim elementem przygotowania panienki do wyjścia było czesanie. Jakiś czas temu Sachiko wywalczyła brak tradycyjnych fryzur i jej włosy mogły swobodnie, łagodnymi falami opadać na plecy. Pozostało jedynie wyczesywać je odpowiednio długo, by dobrze się układały.

          Panienka klęczała, a Yuriko przyniosła sobie mały taboret. Coraz bardziej oswajała się z umeblowaniem typowym dla Suny i musiała przyznać, że niektóre rozwiązania były zdecydowanie wygodniejsze.

          Powolnymi ruchami przejeżdżała po włosach panienki i zastanawiała się, jak rozpocząć trudną rozmowę.

          — O czym myślisz, panienko?

          To było bezpieczne rozwiązanie. Przynajmniej przerwała ciszę, która jej ciążyła.

          — Jesteśmy szczęśliwe, że w końcu zobaczymy, co jest za murem — odparła Sachiko.

          — Co jeżeli okaże się, że ci się nie spodoba?

          — To nie ma znaczenia. Chcemy wiedzieć, jak to wygląda, nawet jeśli miałoby nam przynieść rozczarowanie.

          — Zaspokojenie ciekawości jest warte wszystkiego?

          Sachiko zdrętwiała i Yuriko już wiedziała, że panienka zrozumiała prawdziwe przesłanie pytania.

          — Wszystkiego najpewniej nie, ale ludzie są nam na tyle potrzebni, na ile są użyteczni, prawda, Yuriko?

          Jej dłoń zadrżała, ale nie przerwała czesania. Przełknęła łzy i wstyd, który się za nimi krył. Czy panienka musiała zapamiętać akurat te słowa? Nie mogła przypomnieć sobie, ile czasu poświęciła na tłumaczenie jej, jak wielką wartość ma ludzkie życie?

          Opanowała się i zaakceptowała porażkę, którą poniosła w wychowaniu panienki na dobrego…

          — Kira by cię nie zabił — wyszeptała Sachiko. — To dlatego jemu to rozkazałyśmy.

          Niezmąconą ciszę, która nastała po słowach dziewczynki, przerwało głuche uderzenie szczotki o tatami. Yuriko zamarła. Dopiero po kilku sekundach zaczęła znowu oddychać.

          — Dla-dlaczego uważasz, że by mnie nie zabił? — wykrztusiła z trudem.

          — Kiedy jesteśmy w pomieszczeniu, a ty wchodzisz, inni strażnicy nadal patrzą na nas i tylko jeden Kira nie. Kiedy powiesz coś zabawnego, on się uśmiecha. Kiedy sprzeciwiamy ci się, patrzy na nas zły.

          — Co o tym myślisz, panienko? — Yuriko drżącą dłonią podniosła szczotkę i kontynuowała czesanie.

          — Jesteśmy szczęśliwe, jeśli ty jesteś szczęśliwa. Nie przeprosimy cię za zachowanie, bo to hańba na honorze — przepraszać kogoś o niższej pozycji, ale wiedz, że nie życzymy ci źle i… — Sachiko przerwała i zadrżała. Skuliła się trochę. — Mamy nadzieje, że nam wybaczysz, nawet jeśli nie przeprosiłyśmy.

          Yuriko miała łzy w oczach, ale tym razem nie miało to wiele wspólnego ze wstydem. Dawno tego nie robiła, ale nie powstrzymała się i dłonią, a nie grzebieniem, pogładziła głowę panienki. Kilka łez spłynęło jej po policzkach, ale nie widziała w nich nic złego. Surowe zasady etykiety nie zawsze przekładały się na rzeczywistość.

          — Dawno nie byłam z ciebie tak dumna, panienko — wyszeptała Yuriko drżącym głosem.

          Przymknęła nieco oczy i dalej gładziła panienkę po głowie. Sachiko nieśmiałym ruchem chwyciła jej dłoń, ale nie odwróciła się. 

***

          Sachiko była niezadowolona ze sposobu podróżowania. Obok niej kroczyła Yuriko, tuż za nimi Kira, a dookoła około dwudziestu strażników tworzyło zwarty okrąg. Zdecydowanie bardziej wolałaby iść sama z Yuriko. Mogłaby wtedy komentować wszystko, bez obawy, że ktokolwiek uznałby jej słowa za dziecinne albo nieodpowiednie. Czasami widziała miny innych dorosłych, którzy nie traktowali jej na poważnie, ale nie Yuriko.

          A może… Sachiko rozmarzyła się i przejechała dłonią po włosach. A może jakby były same, Yuriko przytuliłaby ją jak wtedy, kiedy była mała? Pamiętała ciepłe ramiona kobiety, w których czasem mogła się skryć. Od jakiegoś czasu nastąpiły zmiany, których nie rozumiała. Bardzo też ich nie lubiła, bo Yuriko nie pozwalała już na taką bliskość.

          Nagle wydała zduszony okrzyk. Kira złapał ją, nim zdążyła opaść na piasek.

          — Uważaj, Sachiko-sama.

          Mężczyzna obdarował ją chłodnym uśmiechem i powrócił na swoją pozycję.

          Sachiko zignorowała jego słowa. Nie lubiła go, bo miała wrażenie, że i on jej nie lubił, ale Yuriko i Kira chyba bardzo się lubili, więc nie narzekała na jego towarzystwo.

          Próbowała czerpać radość z przechadzania się po wiosce, ale jakoś nie mogła. Zupełnie inaczej ją sobie wyobrażała. Tutaj wszędzie był piasek, który coraz bardziej jej doskwierał. Podłoże nie był tak stabilne jak to, do którego się przyzwyczaiła. Początkowo domki wydawały jej się strasznie malownicze, bajkowe. Nawet w książkach nie widziała rysunków takich budynków — małych, kulistych, z maleńkimi, okrągłymi oknami. Długi czas cieszyły jej oczy, ale w końcu stały się strasznie monotonne. Czyżby cała Suna tak wyglądała?

          Spacer urozmaicali przechodnie. Sachiko z zadowoleniem przyjmowała ich wzrok. Niektórzy patrzyli pełni podziwu na nią. Na pewno musieli dostrzec strój z najlepszych materiałów i piękne ozdoby, które Yuriko pozwoliła jej założyć. Po raz pierwszy miała na sobie haori ozdobione frędzlami, a we włosy wpięte zostały spinki. Była przekonana, że wyglądała doskonale, a wzrok ludzi tylko ją w tym przekonaniu utwierdzał.

          Jeżeli mieszkańcy nie patrzyli na nią z zachwytem, najczęściej ich wzrok przepełniony był zdumieniem. I to Sachiko potrafiła sobie wytłumaczyć. Zapewne zastanawiali się, co tak niesamowita osoba robiła w Sunie? Sama nie znała tak do końca odpowiedzi, ale cieszyła się, że dzięki niej ci ludzie mogli choć odrobinę urozmaicić sobie monotonne życie. W końcu spotkanie na swojej drodze kogoś takiego jak ona, to nie przelewki.

          Ignorowała dziwne czucie w stopach. To dziwne wrażenie nasilało się z każdym krokiem, ale nie chciała poddać się i tym samym przyznać Yuriko racji, że nie powinna opuszczać domu i ogrodu.

          Nie mogła powiedzieć, by spacer był całkowitą porażką, skoro tak wielu ludzi cieszyło się jej widokiem. Rozglądała się dookoła z nikłym uśmiechem, aż w końcu na dachu jednego z bliżej położonych budynków dostrzegła chłopca o czerwonych włosach. Jeszcze jej nie zauważył. Znudzonym wzrokiem obserwował strażników, aż w końcu spojrzał jej w oczy.

          Gdzie zachwyt? Gdzie zdumienie? Sachiko zmarszczyła czoło, patrząc na niego, ale chłopca chyba znudziło obserwowanie jej świty, bo opuścił budynek, na którym siedział. Odwróciła wzrok od tamtego miejsca. Nie. Nie mogła przejmować się jakimś zwykłym prostakiem, który był niedostatecznie światły, by zrozumieć, jaki zaszczyt go spotkał, że mógł choć przez chwilę obserwować kogoś takiego jak ona.

          To niedorzeczne… Nie zrozumiał, kim była? Przecież wszyscy powinni być nią zachwyceni. Dlaczego mijani ludzie na takich wyglądali, a ten jeden chłopak nie? Był nieokrzesanym czy ułomnym człowiekiem?

          Nagle w oddali dostrzegła znajomą sylwetkę, a kiedy zauważyła również fryzurę dziewczyny, zwieńczoną czterema kucykami, zapomniała o tym kmiocie.

          Obok Temari stał jakiś wysoki chłopak i oboje rozglądali się. Cóż… powinni móc na chwilę przerwać poszukiwania, bo miała dla nich zdecydowanie lepszą propozycję.

          — Kira!

          Mężczyzna zrównał się z nią i pokłonił.

          — Hai, Sachiko-sama.

          — Tam stoi Temari z jakimś młodzieńcem. Chciałybyśmy zaprosić ich do naszego spaceru. Pójdziesz po nich?

          — Oczywiście, Sachiko-sama.

          — To bardzo miło, panienko, że chcesz zaprosić swoją koleżankę.

          Kiedy Yuriko uśmiechnęła się do niej łagodnie, Sachiko miała nadzieję, że nie zarumieniła się pod wpływem tego spojrzenia, bo to by całkiem zniszczyło jej wizerunek niewzruszonej damy.

          — Takie miałyśmy życzenie, żeby umiliła nam popołudnie.

          — Oczywiście, panienko. Życzysz sobie, żebym szła w większym oddaleniu?

          — Prosimy.

          Sachiko ze zniecierpliwieniem patrzyła, jak Kira z Temari i jakimś nieznanym chłopakiem szli w jej kierunku. Strażnicy rozstąpili się, by przepuścić nowo przybyłych.

          — Dzień dobry, Sachiko-sama.

          Temari pokłoniła się przed nią. Nie zrobiła tego dostatecznie nisko, ale Sachiko już dawno przyzwyczaiła się, że jej znajoma nie była tak do końca dobrze wychowana. Mimo to całkiem miło spędzały czas i wspaniałomyślnie wybaczała jej braki w znajomości etykiety.

          Dostrzegła, że Temari dała kuksańca towarzyszącemu jej chłopakowi.

          — Eee… Dzień dobry, Sachiko-sama.

          Chłopak też się pokłonił, ale zrobił to tak pokracznie, że Sachiko zastanawiała się, czy przypadkiem nie stroił sobie z niej żartów.

          — Również serdecznie witamy. Temari jest nasza zaufaną przyjaciółką, ale ciebie nie znamy.

          — To mój brat, Sachiko-sama — powiedziała szybko Temari. — Nazywa się Kankurō. Opowiadałam ci o nim, pamiętasz?

          — Owszem, coś sobie przypominamy. — Sachiko utrzymała niewzruszoną minę, a w myślach gorączkowo zastanawiała się, czy rzeczywiście coś o nim usłyszała. — Ach tak! Założyliście się o to, kto zje więcej dango i wszystko zwróciłeś!

          Sachiko zdumiała się, kiedy usłyszała stłumione śmiechy dookoła. Rozejrzała się z rozszerzonymi oczami. Niektórzy strażnicy zakrywali usta dłonią, nawet Yuriko skryła się za wachlarzem. Jedynie Kankurō z grymasem utkwił wzrok w piasku.

          Cała ta sytuacja nie pasowała Sachiko. Dlaczego śmiali się z jej słów? To przecież była prawda! Próbowała przełknąć wstyd, który odczuwała, ale nie była w stanie zapanować nad łzami. Nikt nie powinien widzieć jej w takim stanie.

          — Dziękujemy, że postanowiliście dotrzymać nam towarzystwa. — Na szczęście zapanowała nad głosem, który ani razu nie zadrżał. — Przyjdź do nas przy najbliższej sposobności — dodała, patrząc na Temari. Odwróciła się do nich plecami i podeszła do Yuriko, która nie miała już roześmianego wzroku. Patrzyła na nią zatroskana. — Chcemy wrócić do domu, Yuriko.

          — Oczywiście, panienko.

***

          Sachiko tego wieczoru wyegzekwowała, by kimono nie zostało z niej zdjęte do ostatniej warstwy. Uparła się. Chciała samodzielnie zająć się toaletą i odprawiła wszystkich. Nawet Yuriko.

          Na drżących nogach weszła do swojej sypialni. Z ulgą dostrzegła przygotowany przez służące futon. O ile rozebrać się potrafiła, tak rozłożenie materaca mogło sprawić problem.

          Zazwyczaj klęczała, jak przewidywała etykieta, ale tego wieczoru czuła się dziwnie słaba i była pewna, że nogi odmówiłyby posłuszeństwa. Nikt nie powinien widzieć jej słabości. Z cichym jękiem usiadła na tatami i ścierała łzy, które próbowała powstrzymać, odkąd wszyscy wybuchli śmiechem na jej słowa. Dlaczego to zrobili? Przecież ta historia była prawdziwa! A przynajmniej tak mówiła Temari. A może nie da się zwrócić czegoś?

          Jej nigdy się to nie przytrafiło. Nie widziała też nikogo, kto cierpiałby na tę dolegliwość. Może Temari ją okłamała? Nie… Raczej nie. Yuriko też coś wspominała, że takie coś jest możliwe, ale że…

          Wstrzymała oddech. Yuriko mówiła, że o tym nie powinno się mówić na głos. To dlatego się z niej śmiali! Ależ się wygłupiła! Uczucie gorąca dosięgnęło twarzy i była pewna, że rumieńce zakwitły na policzkach. Bardzo dobrze, że nikogo nie było w pobliżu.

          Próbowała zapomnieć o wstydzie, bo musiała się zająć tym dziwnym odczuciem w stopach. Zdjęła idealnie dopasowane buciki, potem skarpetki i wydała zduszony okrzyk. Serce skoczyło jej do gardła i z przerażeniem obserwowała swoje stopy. Były na nich jakieś bąble!

          Dlaczego?! Co to było?! Drżącą dłonią dotknęła jednego z nich i cicho syknęła. Prawie nigdy nie odczuwała bólu. Tylko kiedy uczyła się długi czas kaligrafii, nadgarstek ją bolał, ale poza tym nigdy. A teraz miała wrażenie, że stopy jej odpadną. Mogły odpaść?!

          Z uwagą przyglądała się tym bąblom, ale chyba… to raczej niemożliwe, by stopy mogły przez nie odpaść. Taką przynajmniej miała nadzieję.

          Ten dzień był okropny. Powinna bardziej słuchać się Yuriko, która miała rację, że nie powinny opuszczać posiadłości. Tu było miło i przyjemnie; nie to, co w tej paskudnej wiosce!

          Nie miała siły wykonać toalety i doszła do wniosku, że dzisiaj prawie w ogóle nie zachowywała się jak dama, więc mogła to wykorzystać jeszcze bardziej. Ledwo położyła się na futonie i znowu łzy zebrały się pod powiekami. Na szczęście służące się postarały i Kitsune-sama leżał na materacu.

          Chwyciła przytulankę i wtuliła twarz w jej miękki plusz. Wiedziała, że nie powinna płakać. Yuriko nie raz mówiła, że to nie przystawało jej pozycji, ale na szczęście w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby donieść Yuriko, że znowu nie zachowała się odpowiednio.

          Kiedy czuła znajomy zapach Kitsune-sama, powoli udawało jej się uspokoić. Niech ten dzień w końcu minie i niech ktoś sprawi, żeby następny był lepszy!

Opublikowano
Odsłon 288
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!