Ustawienia. Opcje. Sprzedaj. || Levi x Reader – Pierwsza kłótnia

Pierwsza kłótnia

Zerknęłam ukradkiem na mężczyznę siedzącego na kanapie. Miał założoną nogę na nogę, a w ręce trzymał jakieś papiery. Patrzył to na nie, to na kobietę siedząca po drugiej stronie średniej wielkości stolika.

~Ustalają pewnie ostatnie szczegóły dotyczące mojego nowego życia. ~ mruknęłam pod nosem zdenerwowana.

Mój zbawiciel… Też mi coś! Wzrok przeniosłam na schody, których nagle wydało się o wiele więcej. Przełknęłam ślinę, czując już chłód stopni na skórze. Pierwszy krok, pierwszy schodek za mną. Teraz walizka. Złapałam ją za boczny uchwyt i powoli zaczęłam schodzić. Moimi niezdarnymi krokami zwróciłam na siebie uwagę swojego nowego opiekuna. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem malującym się na twarzy. Dał mi znak dłonią bym się zatrzymała, po czym wstał z kanapy i podszedł, zabierając ode mnie torbę i znosząc ją na dół. Dziękowałam mu w duszy za pomoc. Nie musiał na mnie czekać tak długo, jak pewnie się tego spodziewał. Bez walizki w ręku ze schodami uporałam się już szybko. 

-Masz pięć minut na pożegnanie się.-wymamrotał i wyszedł z mieszkania.

-Córeczko wiem, że z nim będzie ci lepiej. – powiedziała, przerywając ciszę panującą między nami.

-Mówisz to tak jakbym nagle cię zaczęła obchodzić. Cześć. – warknęłam.

Po wyjściu trzasnęłam drzwiami najmocniej jak tylko potrafiłam. Chciałam tym pokazać, że nawet jeśli nie podoba mi się wizja mieszkania z obcym facetem, nie zamierzam tu wrócić. W oczy rzucił mi się biały samochód. Pierwszy raz, po śmierci ojca, widzę tak drogie auto. 

-Myślałem, że dłużej ci to zajmie. Wskakuj, bo kawałek do przejechania mamy. – otworzył mi drzwi, pokazując, że nie ma ochoty na mnie czekać.

Mimo wszystko to miło z jego strony. Nie wydaje się szczególnie zainteresowany inną osobą poza nim samym, a mimo to daje pozory bycia gentlemanem. Usiadłam na tylnym siedzeniu, a on ku mojemu zaskoczeniu zaraz obok.

-A kto będzie prowadzić? – zapytałam najbardziej beznamiętnym tonem na jaki było mnie stać. 

-Jak kto? Szofer. – stuknął mnie w czoło, jakby chciał sprawdzić, czy w mojej głowie aby na pewno znajduje się mózg.

-Zabieraj ręce. – warknęłam zdenerwowana. – Jako osoba dorosła powinieneś wiedzieć co to przestrzeń osobista.

-Przyzwyczajaj się, bo ta twoja “przestrzeń osobista” – zaznaczył palcami nawias w powietrzu – będzie często naruszana.

Specjalnie podniosłam głowę, żeby zobaczyć jego zwodniczo młodą twarz nie wyrażającą teraz żadnych emocji, mimo tego co mi właśnie orzekł. Rozmiar moich oczu musiał osiągnąć maksymalny rozmiar, podchodzący już kształtem pod monety pięciozłotowe. Zastygłam w bez ruchu, czując na sobie te przeszywajace, lodowate spojrzenie. Zimne i bez emocji. Budzące grozę tęczówki są w kolorze szarego błękitu. Ciemno brązowe, a wręcz czarne włosy, opadają mu swobodnie na czoło, przysłaniając tym niewielkie fragmenty jego oczu.          Kiedy przyłapałam się na gapieniu na niego, natychmiast odwróciłam głowę w drugą stronę, obracając się do mężczyzny plecami. W uszach rozbrzmiał mi dźwięk jego irytacji, było to ciche, poddenerwowane westchnięcie. 

-Masz zamiar nie odzywać się do mnie przez całą drogę? – zapytał, podczas gdy szofer już przekręcał kluczyk w stacyjce, uruchamiając tym silnik.

-Nawet całe życie, które będzie pod opieką jegomościa. – burknęłam pod nosem na tyle głośno by usłyszał.

-Nie rozumiem czemu twoja matka dziwiła się, że nie masz znajomych. Nie pamiętam żebym w całym swoim dotychczasowym życiu, spotkał tak opryskliwą gówniarę. – dosyć szybko zaczął rozgrzebywać temat mojej samotności.

-A ja w całym swoim nudnym żywocie nie spotkałam tak egoistycznego dupka, który wykupiłby cudze dziecko. – rzuciłam kolejną tego dnia zgryźliwą uwagę.

-Egoistycznego?-zapytał zdziwiony -Okropny dobór słownictwa.

-Ta. Nie wydaje mi się, żebyś kupił mnie tylko po to, żeby mieć córeczkę i mieć z kim zjeść obiad. Nie sądzę żebyś chociaż przez chwilę pomyślał o moim dobrze, kiedy podpisywałeś umowę z tą kobietą, znaną jako moja matka.

-Będzie ci dobrze. – wychrypił.

Starałam się znaleźć dobre wytłumaczenie tego słowa. Nie wiedziałam o jakie “dobrze” dokładnie chodziło. Chyba jestem zbyt przewrażliwiona. Znalezienie się w tej sytuacji, kosztuje naprawdę masę nerwów, a nie zapominajmy, nie pchałam się w tę historię rodem z wielu fanficków. No cóż, przynajmniej nie zostałam sprzedana na aukcji, jak jakiś nidpotrzebny już właścicielowi przedmiot. Chociaż jakby sie tak dluzej zastanowić. Co jeśli była taka chociażby w internecie? Dała tam parę moich zdjęć, a ci targowali się o moje ciało?? Nie zdziwiłoby mnie już to. Życie jest naprawdę dziwne i przewrotne, a mnie moje właśnie skazuje na siedzenie u boku zapatrzonego w jakiś martwy punkt dupka, który myśli, że jak ma pieniądzę, może wszystko. 

-Gdzie mnie pan dokładnie wiezie? -przerwałam tę nieprzyjemną atmosferę, wiszącą w powietrzu.

-Jak będziemy na miejscu, to się dowiesz. – wcześniejsza rozmowa chyba tknęła jego ego, gdyż nawet nie był w stanie normalnie mi odpowiedzieć.

-Yhm… Dobrze więc. Brnijmy w to dalej.-zaśmiałam się pod nosem i oparłam głowę o szybę.

Zapowiada się naprawdę ciekawe, nowe życie. 

Opublikowano
Odsłon 558
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!