Chory z Miłości 8

Cz. 8

Jazda windą jeszcze nigdy w życiu  nie ciągnęła się Livi tak długo jak teraz. Miała bowiem wrażenie iż zjeżdżają z dziesiątego piętra. Swindon przez cały ten czas nie spuszczał z niej oczu, rozczarowany jak i wkurzony sytuacją. 

Kiedy dojechali więc na parter, odniosła wrażenie, że powietrze jest lżejsze niż wyżej. Siląc się na resztę odwagi, a raczej jej pozostałość Alvins wstrzymała powietrze mając zamiar przeprosić za to co zrobiła.

Lecz gdy wrota windy rozstąpiły się, nie zdążyła wykrztusić nawet słowa czując na ramieniu mocne palce Jona. 

– Nic o mnie nie wiesz. – Jeszcze nigdy dotąd nie brzmiał tak szorstko. Alvins z miejsca zaczęła żałować swojego czynu, jednak było już za późno. – Od dawna sam dbam o swoje zachcianki. 

Oświadczył, nim uwolnił ją z uścisku. Intuicja podpowiadała jej, że jest w tym coś więcej niż zwykłe słowa zapewnienia o mylnym pojęciu jego osoby. Z trudem więc przełknęła ślinę, gdy po jej karku przebiegł dreszcz. 

W efekcie nie spoglądając nawet na Swindona, ruszyła do przodu, pragnąc dotrzeć do domu najszybciej jak to możliwe. 

***

Przez całą drogę powrotną miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Wrażenie napawające strachem, naglące, nie cierpiące zwłoki… Takie poczucie realnego zagrożenia. Przez to właśnie gnała jak najprędzej, aby w jak najkrótszym czasie pokonać dzielącą ją odległość od domu. 

Dwadzieścia minut później dotarła do mieszkania zgrzana jak ten dzik. Sapiąc zaś jak pies, otarła dłonią pot z czoła, rzucając torebkę na szafkę w korytarzu. Po czym, zamknęła na zamek drzwi i oparła o nie plecy, starając się wyrównać oddech. 

Było już po północy, Denis spał smacznie w swoim łóżeczko podobnie jak jego ojciec, a ona musiała uczynić wszystko aby ich nie obudzić. Ostrożnie przeszła do łazienki, wciąż spięta i nerwowa, po czym odkręciła kran nad wanną. 

Nawet jeśli chciała obudzić Davida i  powiedzieć mu o tym jak się czuje. Wiedziała, że nie może tego zrobić.

Mając na uwadze to, że z pewnością się rozzłości widząc o której wróciła, albo też tym iż go obudziła. Wolała sama wziąć się w garść i nie stresować się kolejną kłótnią z mężem. 

Nad nimi dość wisiało już niedomówień. 

Przekonana bowiem była iż David jej nie zrozumie, czy też odbierze coś niewłaściwie mając do tego sporą zresztą skłonność. 

Kiedy więc wchodziła do wanny, dłonie drżały jej w niekontrolowany sposób. I choć starała się o tym nie myśleć, nie mogła wyrzucić z głowy momentu w którym to zawisł nad nią, zaś ona go uderzyła…

***

– Halo? 

– Słuchaj Sterlet, nie mam czasu na wyjaśnienia, ale zamykam sprawę. Wpadnij w wolnej chwili do mojego biura żeby się rozliczyć. 

Warknął Jon, gdy tylko detektyw odezwał się po drugiej stronie linii, na wpół przytomnym głosem. 

– Co proszę? 

Mężczyzna nie krył zaskoczenia. Zaś przedłużająca się cisza, nie wróżyła nic dobrego. Dick bowiem stawał się wtedy na wskroś podejrzliwy. 

– Wiem, że cię zaskoczyłem, ale jestem absolutnie wkurwiony, nie mam ochoty dłużej się w to bawić. 

Jon mówił samą prawdę, co podkreślał zresztą emocjami. Nie zamierzał zresztą kłamać, zbyt długo znał Dicka i doskonale wiedział iż ten zaraz wychwyciłby najmniejsze kłamstwo z jego strony. 

– OK. Dobra, ale co się stało? 

– Strzeliła mi w mordę Dick! Wyobrażasz to sobie?! Walnęła mi! 

– Ciszej! Człowieku! Jest środek nocy, a ty brzmisz jak przez megafon! 

– Dobra nie ważne, zakończ sprawę i widzimy się po niedzieli. 

Zgrzytnął niecierpliwie zębami, jednocześnie szukając kluczyków w kieszeni od spodni. 

Na szczęście przestało już padać, choć nie było zbyt przyjemnie przez zimny porywisty wiatr. Przez co w rezultacie zmarły mu już palce i dłoń w której ściskał urządzenie. 

– Jesteś tego pewny? 

Prywatny detektyw wciąż nie mógł dać wiary w to co słyszy. 

– Tak. Wybacz, że cię obudziłem, ale…  Zresztą pierdole to, zasrane podchody! Ile my mamy lat, ja się pytam?! 

– Naprawdę? Nigdy jeszcze nie dostałeś po gębie od kobiety? 

Na to pytanie Swindon aż syknął z wściekłości. 

– Kurwa Dick, różnie bywało i do ust nie jedno się brało. Jednak za nic w mordę jeszcze nie dostałem!

Na moment w słuchawce Jona zapada cisza, po czym już po chwili słychać cichy śmiech Sterleta.

– No dobra, pogadamy za kilka godzin. Prześpij się z tym, może Ci przejdzie?

Dick odchrząknął, starając się zachować powagę. 

– Śmiejesz się? – Zapytał ze zgrozą Jon. – Jesteś zwolniony! To definitywny koniec naszej współpracy Dick. Przyjdź do mnie w poniedziałek! 

Wysapał i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się oddychają z pewnego rodzaju ulgą. 

Otworzył drzwi do swojego białego SUV-a, po czym zajął miejsce za kierownicą i zamknął się na zamek. 

Zmarszczył brwi przekopując się przez kontakty, wciąż jeszcze zły iż nie udało mu się załatwić sprawy po dobroci. Wyjątkowo jednak stracił cierpliwość, do tej upartej baby. 

“Że niby to on miał dorosnąć! ” 

Przecież doskonale wiedział czego chce i potrafił to zasygnalizować, a co najważniejsze nie udawał, że jest inaczej. 

– Dorośnij Livio. – Mruknął pod nosem wciskając numer o nazwie “nagły przypadek. ” – Jeśli nie chcesz sama, z chęcią ci w tym pomogę.

***

– Ga, Ga, gi… – Leniwie uchyliła powiekę z wyczerpaniem spoglądając na bawiącego się obok Denisa. Chłopiec puszczał banki ze śliny wydając przy tym śmieszne dźwięki i obracał w rączkach swoją ulubioną zabawkę. – Uuu… 

Zawołał, zauważając iż jego mama się budzi. 

Livia uśmiechnęła się lekko, po czym ciężko westchnęła przeciągając się wzdłuż łóżka. Lecz dopiero po chwili zapachniało jej kawą, w zaskoczeniu uniosła się na łokciu, spoglądając w otwarte drzwi sypialni. 

– David? Jesteś w domu? 

– Nie waż się wstawać. 

Usłyszała w odpowiedzi, ów mężczyzna życia zajrzał tylko do pokoju, po czym znów zniknął z jej pola widzenia. 

Zdumiona dziewczyna znów spojrzała na syna, wyginając nieco brew. 

– Co tam knujecie, hmm? – Uśmiechnęła się do dziecka na widok tego jak wsadziło palec do buzi, obnażając pierwsze zęby w mokrym uśmiechu. – Ładnie to tak spiskować z tatą? 

Z poszerzającym się uśmiechem chwyciła w dłoń gołą stópkę chłopca, i pocałowała ją krótko, miziając palcami. 

Denis zaśmiał się w głos, więc powtórzyła tę czynność i nie zauważyła na wet kiedy, przeszła do łaskotek. 

Denis piszczał i śmiał się na przemian, próbując zrobić wszystko aby uniknąć ciepłych buziaków własnej mamy. 

– Hej, co tu tak wesoło? Przecież mówiłem żebyś nie budził mamusi. 

David wkroczył do sypialni z kawą i maślanymi bułeczkami na tacy. Lekko się uśmiechnął, po czym odstawił wszystko na szafkę nocną. 

– Łał… – Zawołała Livia przerywając wariacje z synem. – Co to za okazja? 

Zapytała, zastanawiając się czy aby przypadkiem o czymś nie zapomniała. 

– Taka bez okazji. – Sapnął jej mąż, a następnie zbliżył się do niej. – Co, nie mogę już zaskoczyć własnej żony? 

– David, czy ty jesteś zazdrosny? 

Dziewczyna zaśmiała się z wdzięcznością. Do tej pory nie miał powodu i nie to żeby teraz mu ten powód dała, ale Jonny był natarczywy. Niczym natrętna ale atrakcyjna mucha, którą nie sposób było po prostu zignorować. 

– Nawet jeśli, to chyba dobrze? 

Uśmiechnął się w sposób który bardzo lubiła, a następnie pocałował ją miękko w usta. Tak, że poczuła przysłowiowe motylki. Efekt ten po takim stażu małżeńskim był rzadkością, aczkolwiek w najmniej oczekiwanych momentach, takich jak ta, zaskakiwał równie mocno co za pierwszym razem. 

Livia odwzajemniła się tym samym, oddając mu całusa. 

Denis wstał zaś na nogi i chwiejąc się na nich, wyciągnął rączki do taty. 

– I kto tu jest zazdrosny? 

Zaśmiał się, biorąc go na ręce. 

– Jeśli od teraz czekają mnie tylko takie pobudki, nie mam nic przeciwko zazdrości. 

Z zadowoleniem sięgnęła po bułeczkę i włożyła ją do ust. David usiadł zaś na łóżku sadzając Denisa na swoich  kolanach. 

– Ja też, ale zamieńmy się czasem miejscami. Dobra? 

Wolną ręką złapał jej drobną dłoń, a następnie zacisnął na niej palce. To zupełnie wystarczyło aby serce Livi urosło od zgromadzonego w nim uczucia do tego mężczyzny, a oczy zaszły lekko łzami. 

– Kocham cię. – Wyznała z czułością patrząc mu w oczy. Po czym, usiadła aby wtulić się w jego ramię. – Bardzo cię kocham. 

Przełykając ostatni kawałek pieczywa, ucałowała go w policzek. 

– Ja ciebie też. – Mówiąc to David cmoknął ją krótko w skroń. Po czym, pomógł ześliznąć się z kolan Denisowi. – Mamy dzisiaj piątek, może wyskoczymy wieczorem do kina? 

Alvins niedowierzająco wlepiła w męża oczy. 

– Bardzo bym chciała, ale nie wiem do której mi zejdzie. 

– No weź. Nie widzisz iż ostatnio czegoś nam brakuje? Ciągle tylko praca, dom, dziecko. Mam wrażenie, że wymykasz mi się z rąk. 

Livia wydyma dolną wargę, nie mogąc się nie zgodzić z mężem. Ostatnimi czasy najedli się sporo nerwów, poza tym nie mieli także czasu dla siebie i nad tym z pewnością musieli popracować. 

Jednakże z drugiej strony ta praca to główne źródło dochodów tej rodziny, dlatego też chciała pracować dopóki może. Kto wie co ją czeka po reklamie Swindona? 

Może znów wróci na dział mięsny, a jej zarobki spadną o połowę?

Uśmiechając się krzywo, odgoniła od siebie te ponure myśli, a następnie skupiła się na mężu. 

– Obiecuje zrobić co tylko się da żeby pójść do tego kina. Obiecaj jednak, że nie będziesz się wściekał jeśli się nie uda. 

David zmarszczył lekko brwi, chwilę pomyślał, lecz na sam koniec kiwnął na zgodę głową. Odetchnąwszy z ulgą, Livia sięga po kolejną bułeczkę którą zjada ze smakiem. Następnie popycha chleb kawą, wstaje wreszcie i zaczyna szykować się do pracy. 

***

Stukając żwawo obcasami dziewczyna poprawiała kołnierz swojego płaszcza, okrywając się szczelniej pod szyją. Powietrze tego rana było ostrzejsze oraz mroźniejsze od wczorajszego, a co za tym idzie, dużo łatwiej o jakieś paskudztwo. 

A jej nie było wskazane chorować. 

Zresztą, jak zawsze nie miała na to czasu. Tym bardziej iż zależało jej na jak najszybszym wywiązaniu się z umowy u Swindona. Słońce ledwie wzeszło nad horyzont, ale nie można było cieszyć się jego światłem, ponieważ gęsta mgła utrudniała mu funkcję grzewczą. Od której wszystkim przecież robiło się lepiej. 

Mleko rozlane w powietrzu, unosiło się nad samą ziemią, ograniczając niemal całkowicie widoczność.

To dlatego trzymała się bliżej butynów, starając się uniknąć przypadkowego zderzenia. Mimo iż sama droga nie stanowiła problemu, gdyż znała ją na pamięć. Całkowicie skupiła uwagę na tym co ma przed sobą, pochłonięta ową czynnością, nie zawracała sobie głowy tym co dzieje się za nią. 

I to był największy błąd. 

Zanim zrozumiała co się dzieje, ktoś zasłonił jej nos i usta. Następnie w jednej chwili opadła z sił, nim jednak straciła przytomność… poczuła jeszcze mocny zdecydowany chwyt… 

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 364
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!