Chory z Miłości

Wprowadzenie:

Livia Alvins

Livia zajmuje się tworzeniem reklam. Pracuje w tej branży od trzech lat, odnosząc znaczące sukcesy.

Od pięciu, jest zaś na pozór szczęśliwą mężatką.

Jednak od czasu przyjścia na świat jej syna, relacje małżonków naturalnie ulegają pewnej zmianie.

Alvin’s po roku spędzonym na wychowawczym, wraca wreszcie do pracy. Lecz ze względu na tę przerwę, zostaje zdegradowana do stopnia przynieś, podaj, pozamiataj.

O czym dowiaduje się dopiero na miejscu…

*

Jonny Swindon

Jonny jest spadkobiercą rodzinnego interesu, opierającego się na giełdzie samochodowej.

Wykorzystując swoje możliwości, Swindon wprowadza na rynek nową markę Fusjon. Skupiając się na wyścigach we Francji.

Zależy mu bowiem, aby ucieleśnienie samego diabła prędkości, wypadło dobrze, nie tylko na torze wyścigowym.

Głównie chodzi o markę, którą będzie reklamować studio Grenze.

Czas mija. Wielkimi krokami zbliża się data premiery, a Swindon nie zatwierdził dotąd jeszcze żadnego projektu.

Przez co atmosfera robi się gorąca, a z Johna wyłazi kawał skurwysyna.

Podczas spontanicznych więc odwiedzin w studiu reklamowym, rozjuszony Swindon zastaje równie wkurzoną Livię.

Widok dziewczyny sprawia, iż Jonny przestaje martwić się dotychczasowymi problemami.

A w chwili odrzucenia przez dziewczynę, nakazuje ją porwać…

***

– Zrobiłaś tę kopię?

– Nie. Przesiedziałam pół dnia pierdząc w stołek.

Livia skrzywiłam się znacznie, podnosząc z miejsca pośladki.

– Słuchaj, naprawdę nie mogłem nic zrobić.

– Jasne. Szkoda tylko, że dowiaduję się o tym dopiero teraz.

Syknęła, wręczając mu dokumenty o których była mowa. Pomimo dużego zawodu, nadal tu była, odgrywając rolę kobiety na posyłki.

Saymon odebrał papiery z głośnym westchnieniem, a następnie rozłożył ręce w bezradnym geście.

– Przepraszam Livio, ale ostatnimi czasy dzieje się bardzo dużo. Nie mam na to wpływu.

– Czy ja się z tobą nie zgadzam? – zapytała, krzyżując ręce na piersi. W głosie dziewczyny mimo wszystko słychać było pretensje, podczas gdy oczy zalśniły jej od złości. – Jestem rozczarowana głównie tym, że ze względu na ostatnie dwanaście miesięcy, muszę zaczynać od zera!

– Nie prawda! Jesteś w o wiele lepszej sytuacji niż gdybyś miała zaczynać od nowa!

– Czy ty siebie słyszysz? – prychnęła z pogardą. Nie bała się go gotowa była wszystko mu wytknąć. W nosie miała też, czy ktoś jeszcze to usłyszy. – Firma dużo zyskała dzięki moim reklamom. To jest cena tego, iż w między czasie zostałam matką!

Saymon zacisnął mocniej szczękę, zgniatając przy tym kopię dokumentów w ręku.

– Dziewczyno uspokój hormony, nie potrzebujemy widowiska! – warknął z irytacją, zerkając na boki. – Jakby mało było nam kłopotu z tym Swindonem.

– Cóż nie mój problem. Karma wraca, jakbyś nie wiedział.

Uśmiechnęła się złośliwie. Po czym obeszła biurko i zasiadła na swoim miejscu.

– Żebyś wiedziała, że twój! – Nie wytrzymując napięcia, mężczyzna wymierzył w nią rękę z pełną dokumentacją w dłoni. Zupełnie tak jakby jej groził. – Jeśli Pan Swindon nie zaakceptuje w najbliższym czasie żadnego projektu. Zostaniesz zwolniona!

– Słucham? – oburzyła się jeszcze bardziej dziewczyna. – Co ja mogę w tej sprawie, kawę mu zaparzyć? Zdegradowałeś mnie, gdybyś cudem zapomniał!

– To nie znaczy, iż nie możesz wykazać się inicjatywą!

– Nie będę siedzieć po godzinach Saymon. Mam małe dziecko!

– W takim razie, sama widzisz dlaczego nie zachowałaś stanowiska!

Wkurzył się na dobre, odwrócił, a wchodząc do gabinetu zatrzasnął za sobą drzwi.

– Kretyn!

Warknęła w odpowiedzi z nastroszonymi wrogo brwiami. I pomyśleć tylko, że do niedawna się przyjaźnili.

Całą sprawę znała jedynie powierzchownie. Gdy była jeszcze na wychowawczym, od czasu do czasu zadzwoniła do niej Rebecka.

Koleżanka ze zmiany.

Wiedziała więc tylko, że cały ten projekt to wielka szansa dla studia Grenze. Z czasem dopiero wyszło jak bardzo się mylili.

Pan Swindon okazał się bezwzględnie wymagający i wybredny, a każde kolejne posiedzenie wymagało niemal ofiary, aby nie posłał ich w diabły. A studio mogło dalej funkcjonować.

Ludzie stawali na głowie, troili się oraz prześcigali w projektach. Będąc zarazem niezwykle uprzejmym dla kręcącego nosem, pana Swindona.

Nawet po tym, gdy zwolniono menadżerkę, ponieważ tak chciał Swindon.

Z początku Livia nie dawała wiary w te wszystkie brednie, ale z czasem zdołała się do nich przekonać. Nie poznała dotąd Pana Swindona osobiście, ale miała okazję pocieszać jedną z delegatek zespołu. Gdy ta, zalana łzami wybiegła z posiedzenia i oświadczyła, że rezygnuję z pracy.

Niewiele więcej udało się z niej w tamtej chwili wyciągnąć. Obecnie także nie chciała mówić co się stało.

Pogłoski głosiły zaś, że jest on zimnym skurwysynem i należy trzymać się od niego z daleka.

Po wielu podobnych incydentach, krzykach oraz łzach. Wszyscy mieli już pełną świadomość tego, iż rokowania nie były sprzyjające Saymonowi.

Ktoś tak specyficzny i wymagający musiał być także wpływowy. Wszystko bowiem wskazywało na to, że firma, może pójść na dno. Bądź wypromować się wyżej dzięki zleceniu Swindona.

Lecz szala owego ryzyka, przechylała się raczej na niekorzyść zespołu.

Nie to, iż było jej z tego powodu przykro. Tym bardziej po tym jak została potraktowana, zaledwie po rocznej nieobecności.

Jednakże perspektywa szukania nowej pracy, niespecjalnie była Livi na rękę. Tym bardziej, że wiązały się z tym niższe zarobki a z zawodu była sprzedawcą.

Tę fuchę, zawdzięczają zaś właśnie byłemu przyjacielowi.

Skrzywiła się na samą myśl o tym, że znów musiałaby się użerać z pijakami i gapowatymi klientami w sklepie.

Choć z dwojga złego, alkoholicy byli gorsi.

Nie widziało jej się siedzieć około dwunastu godzin na kasie. Lub, wykładać przez ten czas towar.

Fakty natomiast był takie, iż nie bała się żadnej pracy. Życie zdołało ją zahartować szybko wyszła też za mąż, ale zawsze jakoś sobie radziła.

Ostatni rok, był według niej jednak najgorszy.

Jej mąż David, nie mógł odnaleźć się w roli ojca. Zresztą, do tej pory dziewczyna ma z tego powodu nie mały kłopot bo trudno porozumieć jej się z partnerem.

Oczywiście, że była w stanie pojąć, iż potrzebował czasu. Bowiem, nim narodził się Denis, David spędzał każdą wolną chwilę w pracy.

W ciszy, pośród tykających zegarów.

Dlatego właśnie twierdziła, że wraz z narodzinami ich syna adoptowali także kryzys. Jego praca zegarmistrza nie była specjalnie atrakcyjna, czy też dobrze płatna. Lecz doceniała to, że robi coś z powołania.

Przynajmniej nie miała nic przeciwko temu, do pierwszych brzuszkowych problemów Denisa.

Kolki, ząbki, niestrawność oraz inne dolegliwości. Których dziecko nie umie wyrazić inaczej, jak płaczem. Wyprowadzały Davida z równowagi. Z czasem doszło nawet do tego, iż zaczął wychodzić z domu w środku nocy.

Na nic zdały się prośby, rozmowy. Czasami, nawet nie chciał patrzeć na syna.

Nie raz przepłakała z tego powodu pół nocy, chowając twarz w poduszkę. Nie dwa, poważnie myślała o rozwodzie. W końcu wróciła jednak do pracy. Mając nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.

Jednak nawet tutaj musiała doznać rozczarowania. W miejscu, które tak uwielbiała.

Westchnęła zapisując plik w dokumentach. Po czym zamknęła program na komputerze i zerknęła na zegarek. Z tego wszystkiego znów rozbolała ją głowa a do pierwszej przerwy dzieliła ich wszystkich jeszcze godzina. Nie zamierzała jednak czekać. Przynajmniej na tyle mogą jej pozwolić, szczególnie, że wyrobiła się wcześniej z robotą.

Z niechęcią sięgnęła jeszcze po teczkę i przejrzała jej zawartość. Żeby sprawdzić, ile zostało na dziś do zrobienia.

Następnie podniosła się z miejsca, aby opuścić biurko.

Praca sekretarki nie była jej wymarzoną. Organizacja spotkań czy dbałość o dokumenty, to nudna i żmudna harówa. A Livia należała do osób kreatywnych, z dużym poczuciem humoru. Uwielbiała także pracować z grupą, choć charakteryzowała się cechami liderki.

Potrafiła słuchać.

W swoich projektach szła z duchem czasu, ale także starała się nie powtarzać oraz wyróżniać na tle innych. Lubiła gdy jej reklama zapadła w pamięć od pierwszej chwili.

Po dziś dzień, kojarzono ją na przykład z producentem prezerwatyw Edex.

Projekt od początku zwracał na siebie uwagę głośną rytmiczną muzyką. Kolorami. Dużą ilością efektów specjalnych. Gdzie główną rolę odgrywała prezerwatywa. Twarzą zaś, była młoda dziewczyna.

Produkt w jej rękach poddawany był różnym testom na wytrzymałość. Bawiła się nim z kuszącym uśmiechem na twarzy.

Podczas gdy w tle, pojawiała się nazwa marki EDEX.

Jednak to ostatnie słowa narratora odegrały kluczową rolę w reklamie. Zapewniając Livi, zarazem wielki sukces.

Mianowicie, brzmiało to tak.

“Zależy ci na bezpieczeństwie? “

Mówi narrator, w chwili gdy dziewczyna robi balona z gumy do żucia w końcówce reklamy.

” Wybierz EDEX…”

Balon nabiera sporych rozmiarów, a w chwili gdy przebiera swoją miarę donośnie strzela. Wtedy narrator dopowiada w żartobliwy dwuznaczny sposób.

“…i nie pękaj! “

Długo żartowano sobie z tych słów, ponieważ reklama szybko zapadła w pamięć, łącznie z nazwą producenta. Dała się lubić, trafiając głównie do młodych odbiorców.

Alvins zawsze szukała prostych słów, często nazywając je właśnie kluczem. Kluczem do sukcesu.

Wiele sama wymyśliła, a inne, te zapomniane. Odświeżyła. Lubiła prostotę, zaprojektowała kilka dobrych reklam. Pragnęła piąć się wyżej… Lecz musiała na razie o tym zapomnieć! I nikt nie raczył jej nawet poinformować!

***

– No nie! Na kawę to wszyscy kurwa czas mają a jak coś trzeba, to nigdy nic nie jest gotowe!

Słysząc za sobą pretensjonalny ton, spojrzała przez ramię unosząc brew.

– Czego się kurwa drzesz?! Wszyscy już wiedzą, że jesteś nowy!

Zmarszczyła brwi, przyglądając się wkurzonemu facetowi. Nie widziała go tu wcześniej, ale w trakcie jej nieobecności w firmie pojawiło się wiele nowych twarzy. Nie była zaskoczona pojawieniem się więc następnej. Choć niewyparzonej.

Zresztą, każdy kto zaczynał tu pracować chciał się jakoś pokazać. Temu tutaj, najwyraźniej trochę się powiodło skoro nabrał dość odwagi by narzekać na wszystkich dookoła. Nawet na tych, co robią sobie zasłużoną kawę!

Przystanął, pomimo iż zamierzał odejść. Nie spodziewał się bowiem podobnej odpowiedzi, mimowolnie, więc zatrzymał się i skupił na niej wzrok.

– Przepraszam?

Nagła ciekawość wzięła nad nim górę. Pojawiał się tu od kilku ładnych miesięcy, lecz nie zauważył jej wcześniej. Chciał wiedzieć czym dokładnie się zajmuje, zapragnął odkryć kim jest.

– No i prawidłowo. – Warknęła z wyższością Livia. – Nie mam dziś nastroju na włażenie komukolwiek w dupę. A gdy myślę o powrocie do domu, mam ochotę powrócić do pierwostana komórki jajowej i plemnika, aby zapobiec własnemu poczęciu!

– Że co?

Brwi wystrzeliły mu do góry, a czoło zmarszczyło się pod wpływem niedowierzania. Cała ta sytuacja, była tak niecodzienna, że udało mu się nawet uśmiechnąć.

Przypuszczał już, iż dziewczyna nie wie z kim ma do czynienia. Mogło być wesoło.

Pomijając jednak fakt, że ogólnie nie był zadowolony z pracy w studiu Grenze. Do niczego innego nie mógł się przyczepić, bynajmniej aż do tej chwili.

– Gówno! Za kogo się masz, co? To sobie już kawy nie można zawczasu zrobić? – Tym razem odwróciła się w jego stronę, piorunując go spojrzeniem. – Takie to pracochłonne kurwa i zbędne zarazem?

Kompletnie go zatkało. Zdołał jednak zauważyć niecodzienną urodę kobiety. Jak zahipnotyzowany, zmierzył ją jedynie spojrzeniem uśmiechając się przy tym zadziornie.

– Livia! – Zanim zdołał zareagować inaczej, ktoś wrzasnął z korytarza. – Znikam w biurze dosłownie na pięć minut i już muszę szukać cię po całym studiu?!

Do niewielkiej kuchni udostępnionej głównie dla pracowników, wchodzi także Saymon. Początkowo jest wkurzony, ale gdy natyka się na obecnego w pomieszczeniu mężczyznę, zapowietrza się w wyniku szoku.

Zapominając raptem o gniewie.

– Nie wystawiałeś nosa zza ściany, od dobrych czterech godzin. Chcesz mnie zasuszyć, tak samo jak te swoje roślinki w biurze!?

Nie zważając na reakcję Saymona, Alvins odwróciła się aby zalać kawę wrzątkiem.

– Nie znoszę kwiatów, wspominałem o tym kiedyś.

– To jej powiedz, żeby przynosiła ci w doniczkach kaktusy!

Prychnęła, pewna tego, iż Kasandra. Narzeczona Saymona. Zastanawia się nad tym jak dołożyć jej roboty.

Rozdarty facet, zaśmiał się krótko, nim powiedział.

– Livia? Ta Livia Alvins?

Ręka dziewczyny, aż zawisła w połowie drogi po cukierniczkę. Serce uderzyło jej mocniej, a czoło rozpogodziło się pod wpływem tych słów.

– We własnej osobie. – ponownie zwróciła się w stronę nieznanego mężczyzny. – Miło, że jeszcze ktoś o mnie pamięta.

– Żartujesz? Przez cały ten czas liczyłem, że cię spotkam. Tylko ty możesz pomóc mi z projektem. – Odezwał się, robiąc kilka kroków w jej stronę. – Do tej pory nikt nie sprostał jeszcze moim oczekiwaniom, a nie mam jak zapewne już wiesz wiele czasu.

Oniemiała, to było jak grom z jasnego nieba. Najwidoczniej jednak po bezpośrednim ugodzeniu, zamiast do nieba. Trafiła do piekła!

– Panie Swindon! Niestety, nie mogę Panu pomóc.

W nerwach oblizała szybko usta, przenosząc wzrok na Saymona.

– Oczywiście, że możesz!

Oświadczył jej szef. Głupio uśmiechając się do Swindona. Zajebiście, kompletnie ochujał! Albo faktycznie chce ją zniszczyć, oddając w ręce Swindona!

– Mogłam! Mogłam Saymon, ale rok temu! – Zgrzytnęła złowrogo zębami. Nagle obawiała się, że nie podoła zadaniu. Nie wahałaby się gdyby było to zlecenie od kogoś innego, ale Swindon! No bez takich… Czym sobie na to zasłużyła? – Chcesz powiedzieć, że bez powodu mnie zdegradowałeś?

– Zdegradowałeś ją?! – Oburzył się Jonny. Co nie uszło uwadze Saymona. – To bez znaczenia – stwierdził jednak zaraz, wbijając w nią wzrok – chcę cię w zespole… Albo nie! – Swindon, wpadł na świetny pomysł. – Sama przygotujesz dla mnie ofertę.

– Słucham?

Nie dowierzała własnym uszom!

– Za dziesięć minut odbędzie się zebranie, chcę wiedzieć co o tym myślisz.

– O zebraniu czy reklamie?

Zamrugała kilka razy, starając się kontrolować sytuację.

– O nas, naszej współpracy. – W oczach Swindona pojawiło się coś na wzór wyzwania. Pomijając fakt, że już wcześniej pożerał Livię spojrzeniem. Było zupełnie tak, jakby chciał sprawdzić jej reakcję. – Z jakiegoś powodu nie możemy się dogadać. Przyda mi się twoja opinia.

Jonny był pewien, że Livia potrafiła czytać między wierszami. Nawet jeśli go zignorowała, to z pewnością nie zapomni szybko o jego istnieniu.

Był ciekaw jak postąpi, lecz nie zamartwiał się tym zbytnio. Ponieważ od zawsze przyciągał kobiety jak magnes, nie przewidywał żadnych problemów.

Czasem potrzebował tylko więcej czasu, ale bywało też tak, że nie musiał się wysilać. Interesowało go jak będzie w jej przypadku. I wiedział tylko tyle, że właśnie ją namierzył.

– Dobra, zrobię co mogę, ale niczego nie obiecuję.

Z westchnieniem chwyciła za swój kubek. Po czym, wyminęła ich w progu opuszczając na miękkich nogach zaplecze.

Alvins przeszła cicho korytarz minąwszy kilka osób. Lecz po raz pierwszy nie poświęciła im najmniejszej uwagi. Natomiast, gdy tylko dotarła do swojego biurka i odstawiła na nim kubek. Poczuła, że musi udać się za potrzebą.

Zawsze gdy tylko coś ją zestresowało, chciało jej się siku. Zaklęła więc pod nosem ponieważ oznaczało to, że musi zawrócić. Niepocieszona takim obrotem sprawy, zacisnęła mocno zęby, prostując się w plecach.

Jeśli po drodze znów spotka Pana Swindona, musi wyglądać na pewną siebie.

Alvins musi wyglądać na osobę godną zaufania. Zdecydowaną, odważną, kreatywną. Nawet jeśli wiąże się to z przepełnionym woreczkiem moczowym!

Czy dłuższym posiedzeniem w toalecie. Zrobi to! Zajrzy w paszczę lwa, a później… A później tak się napierdoli, że świat nie widział. Zapewne, napiszą o tym w najlepszych gazetach!

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 2061
5

Komentarze (7)

  • 23 kwietnia 2020 at 16:01
    Jeny, udało mi się śmiechnąć czytając, a jest to rzadkością! :D Mimo wszystko przeczytałabym jeszcze kilka razy, bo zauważyłam kilka ortograficznych chochlików, a w jednym akapicie zmiane w sposobie narracji :3 KIEDY NEXT?
  • 23 kwietnia 2020 at 16:29
    Witaj! Aktualnie nad tym pracuję. Łatwo nie jest, ponieważ piszę z doskoku, często po nocach. ^^ Napisane mam dopiero trzy rozdziały. Publikować planuję zaś raz w tygodniu. Przynajmniej takie mam zamiary. Przepraszam za chochliki. Przyznaję , że bardzo brakuje mi tu opcji ''edytuj'' Dołożę jednak wszelkich starań aby następnym razem ich uniknąć. Pozdrawiam. <3
  • 23 kwietnia 2020 at 17:08
    Pozwolę sobie obu Paniom odpowiedzieć :) Zaraz wezmę się za korekcje tego opowiadanka i poprawimy wszystkie błędy. Co do opcji edytowania opowiadań to mam tego świadomość i taka opcja w przyszłości napewno się pojawi. Aktualnie pracuję nad paroma innymi sprawami i ciężko znaleźć czas na wszystko :P
    • 23 kwietnia 2020 at 18:56
      Uuu.... tego się nie spodziewałam. xD No, ja czekam aż stronka się rozwinie. :) Koniecznie pomyśl też nad czymś co ułatwi nam dodawanie rozdziałów do danej historii. Swoją drogą, miałeś świetny pomysł. :)) Przepraszam za bezpośredniość, żeby nie było. :P
      • 24 kwietnia 2020 at 08:44
        Nie ma za co przepraszać :) Każda konstruktywna uwaga jest cenna i przydatna. Mam świadomość wprowadzenia takiej zmiany i z czasem taki system książek się pojawi - jedno główne dzieło i tylko dodawanie do niego poszczególnych rozdziałów. Swoją drogą - dziękuję :D

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!