Chory z Miłości 12

CZ. 12

– Psia krew! – Warknął zły na siebie, siadając obok rozdygotanej dziewczyny. – Spójrz na mnie! 

Zażądał, wiedząc iż nie może tak tego zostawić. Gdyby postąpił teraz w ten sposób, między nimi już całkiem zrobiłoby się dziwnie, a pzecież nie to było jego celem. 

– Popatrz na mnie Livio! 

Powtórzył groźnie, pozbawiony wszelakich oznak spokoju, a nawet rozsądku. 

– Daj mi spokój! 

Zawołała zduszonym głosem, zignorował to więc, zmuszając ją do przewrócenia się na plecy. Dziewczyna odruchowo poderwała się natomiast do siadu zagarniając jedną z poduszek do siebie. 

Tak, aby zasłonić przed nim widok na swój biust. 

– Widzisz to? – Jonny wskazał na zakrwawioną część swojej prawej strony. Po czym, zwrócił uwagę na umazaną pościel oraz jej dłonie którymi usiłowała się przed nim bronić. – Poharatałaś mi rękę! Jak niby miałem na to zareagować? 

Livia zamrugała mocno na widok sceny jak z rzeźni, wyciskając z oczu resztę gromadzących się w nich łez. 

Zajęło jej chwilę nim jednak zrozumiała, że to ją stawia się w złym świetle. Z niedowierzaniem najpierw przeniosła na niego wzrok, a następnie wygrzebała z siebie dość odwagi żeby się w ogóle odezwać. 

– Mówiłam żebyś mnie wypuścił! 

Zawołała, zaciskając mocniej zęby. Czuła bowiem jak piecze ją w nosie, a nie chciała się teraz znów rozpłakać. 

– I dlatego mnie napadłaś?! 

– Dlatego! – Wrzasnęła czując iż traci kontrolę nad dygocącym ciałem. Zacisnęła więc na chwilę usta, przełykając suchość w gardle. Po czym, mocniej chwyciła palcami poduszkę. – Zrobię wszystko, żeby się od ciebie uwolnić… 

Wycedziła, starając się wyrównać urywany oddech. 

Swindon przechylił zaś tylko głowę w bok, przeszywając ją na wskroś wzrokiem. 

– To nigdy ci się nie uda. 

Zawarczał w odruchu, dając ponieść się chwili. Głos miał więc twardy, niski i stanowczy. Nikt normalny nie wiedziałby jak na to zareagować i siłą rzeczy trochę musiałby na ową reakcje zaczekać. Jednak nie w przypadku Alvins. 

– Pieprzysz! A co z reklamą i naszą umową? Co z moim dzieckiem do cholery! 

Nie był zaskoczony jednak kolejnym atakiem z jej strony. I mimo iż absolutnie nie miał ochoty na wyjaśnienia, musiał się przemóc. Skruszyć pierwsze lody. 

– Nie myślisz chyba, że byłem skłonny postawić wszystko na waszą agencje? – zapytał, badając uważnie jej twarz. – Myślę, że jeszcze wiele przed tobą Livio. 

Dodał po chwili, widząc iż ta informacja nie wpłynęła na nią dobrze. 

– Chcesz powiedzieć, że od początku wszystko ukartowałeś?! 

– Wyglądam Ci na wariata? – zapytał, w wyniku czego zacisnęła tylko usta, aby nie wygarnąć mu tego co tak naprawdę o nim myśli. – Stop, stop, stop. – Jonny jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego iż faktycznie może za kogoś takiego w jej oczach uchodzić. – Nie jestem stuknięty, jasne? 

– Nie? No zastanówmy się… – Alvins przez chwilę udaje, że się nad tym zastanawia. – Przecież porwałeś mnie dla swoich chorych fantazji, a to normalne nie jest! 

– No jasne, to dlatego mimo wszystko nie tknąłem cię jeszcze palcem! – Sapnął z groźnie nastroszonymi brwiami. – Zrozum, niczego do cholery nie planowałem, wybrałem tylko kilka najlepiej prezentujących się agencji reklamowych! Nie wiedziałem o twoim istnieniu dopóki nie zacząłem brać czynnego udziału w projektach Grenze. 

Wyjaśnił, chcąc zamknąć ten temat raz na zawsze. W rezultacie, zapadła tylko przenikająca umysły cisza a Livia popadła w pewnego rodzaju otępienie, zapominając nawet o oddychaniu. 

– Ja… – zaczęła po chwili, biorąc głęboki oddech. – Ja nic nie rozumiem. Co Ty niby we mnie do cholery widzisz?! – Ze złością energicznie potarła kark ręką, przysuwając się bliżej krawędzi łóżka. – Moje najlepsze lata minęły, poświęciłam je innemu mężczyźnie. Mam pieprzone rozstępy i kilka kilogramów słoniny! – Mówiąc to Livia odsłoniła kawałek brzucha i chwyciła w palce nadmiar tkanki tłuszczowej. – Mam dziecko które w tej chwili bardzo mnie potrzebuje i nie mam czasu nawet dla siebie… 

Spojrzała mu w twarz, zasysając rozpaczliwe dolną wargę, starając się nie ulec zarazem pokusie i nie zacząć  błagać go o wolność. 

– Wypuść mnie Jon. Stać cię na coś lepszego przecież…

***

Tego dnia ni cholery nie mógł skupić się na pracy. Przeglądał strony w internecie już dobrą godzinę, ale tak naprawdę nie zwracał uwagi na wszystkie te ważne wszak wykresy, słupki oraz krzywe. 

W głowie niczym mantra, przewijały mu się ostatnie słowa Livi. Poza tym, nie zdołał jej namówić do jedzenia i pomimo iż wyszedł od niej dopiero rankiem, nie miał chęci siedzieć teraz w biurze. Za bardzo się tym wszystkim przejmował, jednakże nie mógł też być ciągle przy niej. 

Szczególnie iż musiał zachować pozory codziennego zwykłego życia. 

Kiedy więc rozległo się pukanie do drzwi, wzdrygnął się, co nie uszło uwadze brata Ricka. Blondyn wygiął podejrzliwie brew, po czym wyręczając go, zaprosił do środka niespodziewanego gościa. 

– Proszę wejść! 

Drzwi uchyliły się natomiast niemal natychmiast, a zza ich powłoki wyłonił się detektyw Dick. 

– Dzień dobry! Nie przeszkadzam? 

Zdołał zapytać, nim z korytarza rozległo się znajome zawodzenie pani Mire. 

– Panie Starlet! Przecież prosiłam, nie może Pan od tak wparować do biura! 

– Sprawa jest naglaca, nie mam innego wyjścia. 

Dick wzruszył jedynie niedbale ramionami i wkroczył do środka. 

– Najmocniej przepraszam. 

Kobieta zacisnęła jednak szczękę, stając mu na drodze. Zdeterminowana oraz gotowa podpiąć się najtrudniejszego dla niej zadania, jakim jest wyrzucenie Dicka na bruk. 

– Pani Mire. – Rick wymusił na sobie uśmiech. – Proszę kontynuować swoją przerwę. 

– O-oczywiście. 

Kobieta mimo to szybko przystaje na jego prośbę i wycofuje się z pomieszczenia. Posyłając jedynie ukradkowe spojrzenie Jonnowi. 

– Pana też bym przeprosił, ta sprawa dotyczy wyłącznie Jonnego. 

– Ciekawe. – Blondyn wywija w odpowiedzi usta w podkówkę, po czym wzdycha, zerkając z zaciekawieniem na brata. – Tylko, że my nie mamy przed sobą sekretów. Prawda Jonny? 

– Rick, wyjdź po dobroci. 

Warknął w odpowiedzi na niego brunet. 

– Tylko żartuję, coś ty  taki nerwowy?

– Nie wiem! Może dlatego, że dopiero co zerwałem umowę z Grenze?! 

– Zerwał Pan? – Gęste brwi Dicka zahaczyły niemal o sufit. – Kiedy? 

– Dzisiaj rano. 

Swindon odruchowo marszczy czoło na widok gestu brata. Rick, toż za plecami detektywa skierował palce na wysokość swoich oczu, po czym odwrócił rękę w jego kierunku. Szybko powtórzył gest, a następnie wstał z miejsca i ruszył w stronę wyjścia. 

Natomiast Jon zamrugał mimowolnie odganiając od siebie bombardujące go pytania. Starając skupić się na Dicku. 

– Dziwne, mogę spytać dlaczego? 

– Cóż. Studio produkuje same gówna a dziewczyna ma mnie głęboko w dupie. Czy to wystarczający powód? 

– Dobrze, dobrze. Rozumiem, proszę jednak grzeczniej. 

Żachnął się Dick. Brunet natomiast westchnął domyślając się tego co go czeka. 

– A więc, co Pana do mnie sprowadza? 

– Porwanie. 

Wypalił, badając uważnie jego twarz. 

– Porwanie? – powtórzył spokojnie, przesuwając ostrożnie laptop w bok. – a coś więcej? 

– To Pan nic nie wie? 

– Dlaczego mam coś wiedzieć? 

Zachowując obojętność, silił się na spokój. Starlet natomiast podszedł bliżej, lecz nie zamierzał rozsiadać się w fotelu jak z resztą miał to w zwyczaju. Nie tym razem. 

– Ponieważ mówimy o tej dziewczynie? – 

Detektyw celowo unikał prostych odpowiedzi, zawodowo studiując jego reakcje. – Oboje wiemy, że poza jej mężem i mną, pan widział ją jako ostatni. 

– Ostatni raz widziałem ją wtedy, gdy dostałem po gębie Dick. – Jon spojrzał na niego znacząco trzymając się jak zawsze prawdy. –  W agencji też jeszcze nie byłem, mam sporo swojej pracy. 

– Oczywiście nie ma powodów by Pana podejrzewać, jednakże…  Można rzec iż był Pan nią niepokojąco zainteresowany. 

Starlet zdawał się brzmieć niewinnie, lecz były to tylko pozory. Swindon dobrze wiedział ku czemu zmierzały jego sugestie czy też przypadkowe słowa. Był jednym z najlepszych w tej dziedzinie, polegał więc głównie na intuicji i obserwowaniu otoczenia. 

To naturalne, że go prześwietlał. 

– Podobała mi się, nadal podoba, ale przez to dewiantem chyba nie jestem?

 – Nie, nie jesteś. Mimo to na zaskoczonego informacją też nie wyglądasz. A to już jest dziwne. 

Spojrzenie mężczyzny stało się teraz świdrujące oraz natarczywe, ale Swindon dzielnie  to znosił i nie odwracał od niego oczu. 

– Gdyby wszyscy wszystko mogli po mnie poznać, nie byłbym prezesem. – Odparował, czując zimny pot na karku. – Jak mogę pomóc w sprawie, jest coś co mogę dla pana zrobić? 

Dick nie odpowiedział jednak od razu, przez chwilę tylko się w niego wpatrywał jakby rozważając wewnątrz różne opcje. 

– Póki co niczego jeszcze nie mam panie Swindon. – odezwał się z taką rezerwą jakiej jeszcze u niego nie słyszał. – Jednak, jeśli coś na Pana znajdę, będzie miał Pan spore kłopoty. 

Ostrzegł, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Zdenerwowany Swindon uderzył zaś ręką w blat biurka, świadom tego iż nie będzie w stanie oszukiwać długo Starleta. 

Nie miał siły szukać nowych rozwiązań, zaczynał nawet żałować decyzji o porwaniu. 

Jednakże jeśli chce zachować przy sobie Livię oraz swą twarz, potrzebuje innowacyjnego pomysłu, a nad tym nie pora była się zastanawiać. 

Nie teraz, kiedy jego życie wkroczyć miało w nowy etap. 

***

Do końca dnia nie mógł skupić się na pracy, analizując mimowolnie rozmowę z Dickiem. Coś bowiem mówiło mu, że Starlet o wszystkim wie. 

Rzecz jasna nie ma na to dowodów, lecz jego domysły były słuszne, zaś on dodatkowo utwierdził go w tym przekonaniu nie reagując na czas. 

Pochłonięty tym do reszty okrył się szczelniej swoim płaszczem przed zimnym i przenikliwym wiatrem. 

Intuicyjnie zmierzał do samochodu, automatycznie wcisną przycisk otwierający zamek. Wsiadł od strony kierownicy lecz czar nagle prysł na dźwięk zamykających się drzwi od strony pasażera. Co pomogło mu ekspresem powrócić do rzeczywistości. 

Jonny odruchowo spojrzał w tamtą stronę, czując jak strach ściska mu gardło. Mięśnie spinają się , a palce zakleszczają na kierownicy. 

– Bigam! – Zawołał rozpoznając po chwili mężczyznę. – Pojebało cię do reszty?! 

– Możliwe, to zależy od tego co powiedziałeś Starletowi. 

– Nic mu nie mówiłem!

Wyjaśnił, biorąc głęboki oddech, po czym zapiął ręką pas.

– W takim razie, dlaczego tu węszy?

– Spokojnie, jeśli już kogoś miałby podejrzewać, to tylko mnie. Możesz czuć się bezpieczny. 

– Z wzajemnością Jon. – Bigam uśmiechnął się krzywo. – A jak tam dziewczyna? 

– Mogło być lepiej. – Odparł z przekąsem odpalając silnik. – Podrzucić cie gdzieś? 

– Jeśli to nie problem, wysiądę kilka przecznic dalej. 

– Żaden. 

Oznajmił i wyprowadził samochód z parkingu. Następnie ruszył do przodu, uruchamiając ogrzewanie oraz radio. 

Zaś gdy tylko udało mu się włączyć do ruchu drogowego, Bigam odezwał się do niego ponownie. 

– Co zamierzasz? 

Zapytał z obojętnością na co Jon zmarszczył tylko czoło. Niestety nie miał pojęcia jak uporać się z tą sprawą, lecz nie był to pod żadnym względem problem Bigama. 

Koleś odwalił za niego brudną robotę, jednak na tym się jego praca skończyła, a Swindon zdołał mu już zapłacić. 

Nie rozumiał więc dlaczego interesował się tym tematem. Faktem natomiast powszechnym było, że Bigam jest śliski i należy postępować z nim ostrożnie. 

– Nie mam najmniejszego pojęcia. 

Przyznał szczerze, nie widząc powodu by kłamać. 

– Jednakże zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli się wyda, twój horror dopiero się zacznie? 

– Nic się nie wyda, załatwię to. 

Z pełną powagą zacisną zęby, wbijając wzrok w drogę przed sobą. Bigam przez chwilę tylko na niego patrzył, pozwalając mu na te ciszę. 

– Nie, ty nie dasz rady. – Podsumował nagle. W efekcie Jon posłał mu więc szybkie spojrzenie. – Zawieź mnie do niej, mam pomysł. 

Rozkazał, poprawiając się w fotelu z przebiegłym uśmieszkiem. Swindon kompletnie się tego nie spodziewał, wytrącony z równowagi nie mógł więc  postąpić inaczej, zjechał na pobocze i włączył światła awaryjne chcąc sprawę wyjaśnić. 

Tylko tego mu teraz brakowało żeby ściągać na dziewczynę dodatkowe zagrożenie, szczególnie gdy on sam był już dla niej wystarczającym zagrożeniem! 

– O co ci kurwa chodzi, co? Za mało zapłaciłem?! – Pod wpływem ostatnich wydarzeń, dużo łatwiej dawał ponieść się nerwom. Nie licząc się przy tym ze słowami. – Wypierdalaj mi stąd, ale już! 

Ryknął ostrzegawczo w jego kierunku. 

W oczach błysnęło mu coś na wzór szaleństwa. Jednakże Bigam się nie wystraszył. 

Mężczyzna złapał go za kołnierz płaszcza i szarpnął nim w swoją stronę. 

– Trochę za późno na histerię, skoro obaj siedzimy w tym po uszy. – Syknął, a następnie szybko go puścił. – Pomogę Ci dla własnego spokoju, najwyżej po wszystkim trochę mi dopłacisz i rozejdziemy się w pokoju. 

Obaj przez chwilę walczyli na spojrzenia, jakby badali nawzajem swoje granice.  

Po pewnym czasie Jon skinął tylko głową, dochodząc do wniosku iż Bigam również ma wiele do stracenia, zaś nie ma żadnych powodów by mu zaszkodzić.

<><><><><><><><><><><><><

Do następnego. :*

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 601
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!