Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział dwudziesty czwarty

Kolejny dzień… Mam nadzieję, że niedługo to się wszystko skończy. Przechodzę przez dziedziniec z towarzyszącym mi od kilku dni uczuciem, że obserwuje mnie cała szkoła. Wchodzę do szkoły chcąc uciec od tych spojrzeń.

Poszukam Rose. Jestem ciekawa jak idą postępy w jej planie. Na korytarzu wpadłam na Nataniela.

– Co robisz?

– Szukam Rose. Nie widziałeś jej gdzieś?

– Widziałem ją przed chwilą na korytarzu.

– A więc musi być niedaleko… Dzięki.

Zajrzałam jeszcze do klasy. Zawsze jest opcja, że do którejś weszła. Spotkałam Toma.

– A więc? Wszystko gra? Przystępujemy niedługo do ataku?

– Jeszcze nie wiem. Właśnie szukam Rose.

– Nie widziałem jej… Sorry.

– Nie szkodzi. Do potem!

Poszłam dalej. Gdy szłam w stronę schodów, ktoś złapał mnie za dłoń. Odwróciłam się.

– Przestaniesz mnie w końcu unikać?! – Luke…

– Dzisiaj nie robiłam tego specjalnie. Po prostu wcześniej na ciebie nie wpadłam.

– Wcześniej robiłaś to specjalnie?

– Oczywiście. Powiedziałeś mi, że mam się więcej do ciebie nie zbliżać i nie odzywać, no to tak robię.

Nie dałam mu czasu na odpowiedź i znowu sobie poszłam.

– Pff… – Jennifer i jej koleżanki przeszły obok mnie.

– Co?

– Dowiedziałam się, że to ty zostałaś ukarana za wylanie wiadra wody na Monicę.

– Tak… Śmieszy cię to?

– No pewnie! Zapewniłaś mi murowane alibi! Stwierdziłam, że nagana nie jest taka zła, jeżeli w zamian będę mogła zemścić się na Monice wylewając na nią wiadro wody. Okazało się, że to ty dostałaś naganę, której oczekiwałam. Częściej będę się tak ustawiać! – Nie łudź się. Następnym razem nie dam zwalić winy na siebie.

Poszły sobie. Wyszłam na dziedziniec. Może minęłyśmy się z Rose.

– Rose! W końcu cię znalazłam.

– Stało się coś?

– Tak, to znaczy nie. Chciałam tylko zapytać czy masz już wszystko co jest ci potrzebne.

– Tak, to już tylko kwestia czasu. A teraz, chciałabym cię poprosić, abyś unikała delikatnych sytuacji… W sumie, nie. To rozkaz! Nie rób nic głupiego dopóki Chris nie będzie gotowy!

– Okej, okej. – To nie moja wina, że większość rzeczy, za które się zabieram kończą się źle…

Weszła z powrotem do szkoły. Na korytarzu zatrzymał mnie Luke.

– Proszę, moglibyśmy chwilę porozmawiać?

– ‘Proszę’? Jesteś chory?

– Tak czy nie?

– Wydaje mi się, że odpowiedź jest oczywista.

Nagle złapał mnie za ramię i zmusił, abym spojrzała mu w oczy.

– Dostałem od życia szansę. Znajoma, której udało się wydać własny album chce, abym dla niej grał, jako profesjonalista. Jeżeli chcesz mojego dobra, tak jak powiedziałaś, to powinnaś to zrozumieć… Taka okazja drugi raz się nie powtórzy! A ty próbujesz wszystko zepsuć naciskając na Monicę, żeby odeszła! I kłamiąc! W tym momencie działasz w najgorszy możliwy sposób przeciwko osobie, która ci nic nie zrobiła! Miałem powód, żeby się zezłościć!

– Nie kłamałam. I nie rozumiem, dlaczego pokładasz swoje nadzieje w dziewczynie, która już raz cię skrzywdziła.

– Po prostu wybrała karierę zamiast mnie. Na jej miejscu zrobiłbym to samo!

– Nie. Znam cię. Nigdy nikogo byś tak nie potraktował.

– ….

Oddaliłam się i zignorowałam go, a potem się zatrzymałam. Odwróciłam się i zrobiłam najbardziej pogardliwą minę na jaką było mnie stać.

– Ach, w sumie, to Rose miała rację. Te ciuchy w ogóle ci nie pasują. Wcześniej miałeś klasę, teraz nie pozostało ci nic specjalnego. – Natychmiast sobie poszłam.

Tak bardzo bym chciała, żeby zrozumiał…

Szłam sobie spokojnie korytarzem dopóki nie poczułam ręki na ramieniu, która zaciągnęła mnie do klasy. Myślałam, że to znowu Luke, ale…

– Ciii!

To był Alex.

– Co robisz?

– Pewnie już wiesz, że Tom ze mną gadał. Ten idiota musiał zacząć wszystko opowiadać na środku korytarza i musiałem kontynuować moją małą ustawkę. Musiałem poczekać, aż będziemy sami w domu, żeby mu wszystko wytłumaczyć.

– Twoją ustawkę? Co mu wytłumaczyć? Nie rozumiem nic z tego, co mówisz…

– Ciszej. Nie chcę, żeby ktoś nas usłyszał. Di, w ogóle się na ciebie nie gniewam. Dobrze wiem, że nie zrobiłaś nic złego. Miałem małe wątpliwości gdy Monicasię rozpłakała, właśnie wtedy gdy Alice i ja chcieliśmy ją odprowadzić, żeby się uspokoiła… Trochę przesadziła.

– Ty… Wierzysz mi?

– No pewnie! Alice zna ją od dawna, więc dała się łatwo nabrać. Ale serio, płakać jak Monica tylko dlatego, że osoba, którą znała od niecałego tygodnia powiedziała, że jej nie lubi? To trochę za wiele… Nawet jak na kogoś, kto jest bardzo wrażliwy.

– Ale… Powiedziałeś, że nie chcesz ze mną rozmawiać! Wyglądałeś na tak bardzo zawiedzionego…

– Wiem, wybacz, ale wpadłaś na mnie na korytarzu gdy Monica była niedaleko. Nie miałem innego wyboru.

– Ale dlaczego? Nie mogłeś od razu jej powiedzieć, że jej nie wierzysz zamiast dawać mi do zrozumienia, że jesteś na mnie wkurzony?

– Nie chciała porozmawiać z Natanielem po tym jak Alice zapewniła ją, że rozmowa z głównym gospodarzem jej pomoże. A następnego dnia nie chciała spotkać się z Samem i Rose, ponieważ widziała was razem na korytarzu. Pomyślałem, że jeżeli dalej będzie mi ufać, to dowiem się czegoś więcej. Od początku miałaś złe przeczucia. Postanowiłem podążać za twoim instynktem!

– Ale… Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

– Spotkaliśmy się chociaż raz później? Chciałem powiedzieć, po naszym ostatnim spotkaniu na korytarzu.

– Ech… Nie wydaje mi się. Nie przypominam sobie.

– Ja mogę ci to powiedzieć na pewno: nie miałem okazji być z tobą sam na sam, aż do teraz. A i tak musiałem cię tutaj zaciągnąć siłą! Jedyny raz, kiedy byłaś sama, to szukałaś Jennifer i nawet mnie nie zauważyłaś! To było strasznie frustrujące!

– Ale… A Tom, dlaczego wcześniej mu tego nie powiedziałeś? Przecież miałeś niejedną okazję.

– Powiedziałem mu! Dwa dni temu, w domu! Nie wcześniej, bo w ogóle go nie obchodziła ta historia. Ani razu o niej nie wspomniał. Nie ma w zwyczaju oceniać innych. To wielki ignorant!

– Nic mi o tym nie powiedział. Mógł mnie trochę podbudować.

– No… Powiedział mi, co się wydarzyło z Lukiem… Nie wdawał się w szczegóły, ale domyślam się, że musiało ci być bardzo przykro i sam chciałem z tobą o tym pogadać. Bo gdyby miał mówić za mnie, to nigdy by tego nie zrobił!

– ‘Tego’?

Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, a potem zbliżył się do mnie. Przytulił mnie mocno, powstrzymując wybuch śmiechu.

– Cii! Myślałam, że mieliśmy zachowywać się dyskretnie!

– Sorry! Od kilku dni miałem ochotę to zrobić!

– A więc, nie trzeba było się krępować!

– Trzeba było przyjść się ze mną spotkać! Wcześniej bym cię przytulił!

– To niesprawiedliwe! Dlaczego wolisz chłopców? Zostań moim chłopakiem.

– Ha ha… Przecież nim jestem.

– W sumie racja…

– Okej, zmykam! Jeżeli ktoś nas zobaczy, to już po mnie!

– Okej. Chciałabym tylko zapytać… Dowiedziałeś się czegoś na temat Monicy gdy z nią rozmawiałeś?

– Nic czego byś już nie wiedziała. Jeżeli to, co powiedziała było prawdą.

Wyszedł z sali. Uff… Alex nie jest na mnie zły. W sumie, to nigdy nie był. Wyszłam z klasy chwilę po nim.

– Widziałem jak Alex przed chwilą stąd wyszedł. Byłaś z nim? – Dobrze, że to Tom nas widział.

– Tak, ale cicho. Nikt nie może o tym wiedzieć.

– Spoko, prawie nikogo nie ma już w szkole. Kurczę. Zapomniałem ci wcześniej powiedzieć, że on też nie ufa Monice… Ale ze mnie idiota!

– Myślałam, że poprosił cię, żebyś ze mną nie rozmawiał?

– Tak, ale nabijał się ze mnie próbując zrobić z siebie kretyna. Chciałem się zemścić.

Ha ha, biedak. A przecież chciał tylko pomóc na swój sposób.

– Poza tym, Rose chce się spotkać w parku w mieście. Uważa, że wiesz co jest gotowe.

– Ach, tak? Super! Idziemy!

– Ech… Nie. Poczekam na was jutro na korytarzu. Nie ma mowy, żebym poszedł do parku. To jeszcze gorsze niż klub ogrodników.

– Okej. No to do jutra.

– Do jutra!

Udałam się do parku.

– Di! Jesteśmy tutaj! – Podeszłam do Rose, a potem natychmiast skoncentrowałam się na Leo.

– Cześć Kat. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze.

– Cześć Chris! Kurczę, wyglądasz naprawdę stylowo!

– Wielkie dzięki. Ciężko było mi się do tego przyzwyczaić.

– Widziałaś? Prezentuje się idealnie! Musimy już tylko go jutro przedstawić Monice!

– Ale… Jak to zrobimy?

– Powie, że chciał się z nią spotkać, ponieważ ma jej coś do powiedzenia. Doda, że przechodził niedaleko liceum i chciał z tego skorzystać.

– Nie uważasz, że Monica będzie coś podejrzewać?

– Jeżeli to jeden z jej przyjaciół mnie do niej zaprowadzi, to nie pomyśli, że próbujemy ją wrobić.

– To nie jest takie głupie! Jestem pewna, że Alex by się do tego nadawał.

– Myślałam, że był na ciebie obrażony?

– To trochę skomplikowane. Później ci wyjaśnię.

– Okej. Widzimy się jutro podczas wprowadzenia planu w życie. No to do jutra!

– Do jutra!

Wróciłam do domu. Rodzice nakrzyczeli na mnie za dostanie nagany, ale wszystko im wytłumaczyłam i zrozumieli. Po chwili poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam grać na gitarze, aby się trochę odstresować.

~***~

Gdy następnego dnia poszłam do szkoły, trochę ściskało mnie w żołądku. Wpadłam na Alexa na korytarzu. Idealnie!

– Psst! Alex, spotkaj się ze mną w klasie. – szepnęłam.

– …

– Nie pytaj tylko przyjdź.

Weszłam do klasy, a po chwili przyszedł Alex.

– Co jest? Coś się stało?

– Nie, wszystko w porządku. Mamy plan jak odegrać się na Monice, ale teraz potrzebujemy twojej pomocy.

– Naprawdę? Mój brat to prawdziwy idiota! Nic mi nie powiedział…

– Może dalej ma ci za złe, że go okłamałeś? – Wyjaśniłam nasz plan Alexowi.

– Kurczę, nigdy bym sam na to nie wpadł! Rose jest genialna.

– A więc, możesz nam pomóc?

– Pewnie! Jak tylko spotkam chłopaka Rose, to od razu go zaprowadzę do Monicy.

– Super! Liczymy na ciebie.

Teraz muszę dołączyć do Toma i Rose. Wyszłam na korytarz.

– Psst! Kat! Chodź tutaj! – Tom i Rose schowali się za szafkami.

– Co robicie? – szeptaliśmy miedzy sobą.

– Czekaliśmy na ciebie. Chris i Monica są trochę dalej na korytarzu.

– Kurczę, naprawdę? Już tu są?

– Cicho. Nie będzie ich słychać, jeśli będziecie rozmawiać.

– I przebył Pan tę drogę dla mnie? – mówiła jeszcze słodszym głosikiem niż zwykle.

– Nie, niespecjalnie. Byłem niedaleko. Słyszałem, że jesteś w tym liceum od kilku dni i pomyślałem ‘czemu nie’.

– Ach… Już myślałam…

– Nie mam czasu do stracenia. Złożyłem ci propozycję i chcę wiedzieć czy cię interesuje czy nie. – Chris idzie na całego.

– Co na tym zyskam, jeśli skorzystam z pańskiej oferty?

– Na co ci wysoki procent, skoro masz tylko lokalne sprzedaże. Co ja ci proponuję? Kontrakt, który wypromuje cię poza to miasteczko, lepiej zarządzaną reklamę i oczywiście mniejszy procent, ale mimo to i tak zarobiłabyś więcej niż na tej swojej śmiesznie niskiej sprzedaży.

– Ja nie mogę! Chris wymiata! W życiu bym nie pomyślał!

– To prawda.

– To mój Chris! A teraz cicho bądźcie.

– Śmieszna? To dlaczego się pan mną interesuje?

– Ponieważ mam przeczucie. A kretyn, który zarządza teraz twoim życiem nie zdaje sobie sprawy, co trzyma w rękach. Wolę go pokonać zanim będzie za późno.

– ….

– Jak już mówiłem, nie mam całego dnia. Jeżeli nie interesuje cię moja oferta, to powiedz to od razu.

– Niech Pan poczeka… Proszę się tak nie spieszyć… Rozumie Pan, że takich decyzji nie można podejmować pochopnie.

Zbliżyła się do niego i w prowokujący sposób położyła na nim swoje dłonie.

– Nikt nic nie mówi… Co się dzieje? – Rose jeszcze nic nie zobaczyła…

– Ech… Nic, trochę się do niego zbliżyła.

– Zbliżyła się? To znaczy? Daj mi to zobaczyć!

– Tylko spokojnie. Nie może nas zobaczyć.

– Tak, pewnie. Za kogo mnie… – Zobaczyła Chrisa i Monicę.

– Rose? – Zaczęła się trząść. – Cholera! Tom zrób coś!

– Hmm? Co? Ej! Rose! – Tom złapał Rose za ręce zanim zdążyła się rzucić na Monicę.

– Dajcie mi ją! Jakim prawem odważyła się flirtować z MOIM Chrisem?

– Dobry Boże, zamknij się!

– Zostaw mnie!

Uciekliśmy z korytarza najszybciej jak się dało, aby Monica nas nie zauważyła.

– ‘Nigdy się na nią nie zdenerwuję’. No i? Rose, mogłaś wszystko zepsuć!

Tom dalej nie pozwala jej iść w stronę Chrisa i Monicy. Rose wyrywa się jak dzikie zwierzę.

– Zabiję ją! Zostaw mnie!

– Idę sprawdzić, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Spróbuj ją uspokoić, okej?

– Gdybyś mogła mi przynieść eter, żeby ją uśpić, to byłoby dużo prostsze!

– Zostaw mnie do jasnej cholery!

– Powodzenia Tom.

Wróciłam na korytarz do Chrisa i Monicy.

– A więc naprawdę myśli pan, że jestem tego warta? – Mam nadzieję, że nie przegapiłam nic ważnego.

– Nie będę się powtarzać… Tak czy nie?

– Proszę mi chociaż pozwolić zadzwonić do mojego managera i z nim o ty porozmawiać, zgoda? Niech pan chwilę poczeka… Tyle może pan dla mnie zrobić, prawda? – Powiedz tak, Chris.

– Dobrze… Masz pięć minut. To wystarczy?

– Dziękuję bardzo! To długo nie zajmie. – Kurczę, mamy ją prawie. Nie wierzę!

Muszę za nią pójść. Chcę mieć pewność, że spławi swojego managera. Wpadłam na Nataniela.

– Widziałeś Monicę?

– Była w jednej z klas. Wszystko się udało?

– Zaraz się dowiemy. Będzie dzwonić do swojego managera.

– Świetnie! Przygotowałem coś w pokoju nauczycielskim gdy dowie się, że ją wrobiliśmy. Idź się tam schować, okej?

– Ale ten pokój jest zawsze zamknięty.

– Nie zawsze. – Zakręcił kluczami na palcu.

– Uważaj, ostatnim razem gdy Tom tak robił, to klucze wylądowały za szafkami.

– Nie martw się. Umiem być ostrożny…

On też tak mówił…

– Nie zapomnij! Pokój nauczycielski!

– Okej. – Ciekawe co wykombinował…

Weszłam do klasy.

– Halo? Stefan? Przykro mi, że dzwonię tak w środku dnia, ale to dosyć ważne… Tak. – Już dzwoni. – Ktoś inny mnie zauważył… Widzisz, traktuje mnie bardziej tak, jak na to zasługuję. Uważa, że mam przed sobą lepszą przyszłość… Rozumiesz? – Udało się! Udało! – A więc… Wiesz, bardzo cię lubię i nie mam ochoty cię zostawiać dla kogoś innego… Ale potrzebuję trochę większego zaangażowania, aby się rozwijać. Gdybyś mógł przejrzeć, w jaki sposób zarządzamy moją karierą, to byłbyś prawdziwym aniołem. – O nie! Nie udało się, wręcz przeciwnie. – I wtedy bym została, oczywiście… Ech… Tak, dlaczego? Poczekaj, nie, to nie to miałam na myśli… C-Co? Ach tak, nie wiesz co tracisz mój drogi… No i? Sprzedaż moich płyt wzrosłaby, gdybyś lepiej wykonywał swoją robotę! Tak właśnie, żegnaj kretynie!

Rozłączyła się, odwróciła i wtedy mnie zobaczyła.

– Co tutaj robisz?

– Weszłam tutaj przypadkiem i cię zobaczyłam… Nie za bardzo ci się układa ze… Stefanem?

– To był mój manager… Ten idiota już od kilku miesięcy wahał się, czy nie zerwać ze mną kontraktu. Powodów i tak nie zrozumiesz, więc nawet nie będę ci o nich mówić.

– A więc, nie masz już managera?

– Pozbądź się tego uśmiechu z gęby. Właśnie trafiłam jeszcze lepiej. W ogóle nic nie straciłam.

– Ach… Spoko. – Nie wierzę. Udało się!

– ….

Muszę szybko się stąd zmyć zanim zacznie coś podejrzewać. Wyszłam z klasy, a chwilę po mnie Monica.

– TY!!

– R-Rose?

– Co ci jest?

– Jakim prawem kładziesz łapy na moim chłopaku? Co? Ostrzegam cię, spróbuj to dotknąć jeszcze raz, a pożałujesz dnia, w którym się urodziłaś.

– Na twoim chłopaku? Przecież nigdy nie zbliżyłam się do twojego chłopaka. Nawet nie wiedziałam, że go masz!

– Widziałam cię! Nie kpij ze mnie!

– Wyluzuj Rose, nigdy… Ale…

Zrobiła krok wstecz spoglądając na Rose.

– Rose, proszę, uspokój się… Przecież nie wiedziała.

– Pan ją zna?

– Oczywiście, że się znamy! To on jest moim chłopakiem!

– Twój chłopak jest managerem?

– Nie! Ma sklep z ubraniami.

– C-Co? Przecież mówił pan że…

– Wybacz, że cię okłamałem, ale według osób które są mi bliskie, zasłużyłaś na nauczkę.

– Na nauczkę… – Natychmiast odwróciła się w moją stronę. – Na nauczkę… Co?! – Ups… Domyśliła się.

Ruszyłam biegiem przed siebie. Monica pobiegła za mną. Nataniel powiedział, że jak plan wypali to mam się schować w pokoju nauczycielskim. Pobiegłam tam.

– W końcu jesteśmy sam na sam… – Weszła do środka i zamknęła drzwi. – Dobrze się bawiłaś? Przez ciebie straciłam kontrakt… Zdajesz sobie sprawę co narobiłaś?

– Nie byłam sama…

Myślisz, że coś w ten sposób wygrałaś? Nawet jeżeli mój manager nie chce już ze mną współpracować, to i tak komuś innemu uda się mnie zauważyć. – Jej głos drży ze złości.

– Jeżeli pierwszy cię nie chciał z powodu słabej sprzedaży, to nikt inny też nie zechce.

– Ale teraz mam Luke’a… Stawka się zmieniła.

– Nikogo nie masz. Nie podjął jeszcze żadnej decyzji.

– To tylko kwestia czasu. Ten idiota wierzy we wszystko, co mu powiem. Wystarczy pomrugać trochę oczami. Jest jeszcze gorszy niż reszta debili z tego liceum. Pomoże mi rozkręcić moją karierę, a gdy to się stanie, to wystarczy, że odegram ten sam scenariusz!

– Ten sam scenariusz… Znowu go rzucisz?

– Dokładnie. Na scenie nie ma miejsca dla dwóch osób. A więc, moja droga, nie myśl, że już wygrałaś. Mam całą szkole w kieszeni.

– Nie musiałaś mnie tutaj zamykać, żeby mi to powiedzieć… Dlaczego za mną poszłaś?

– Ponieważ jesteś zbyt uparta jak na mój gust. Odkąd odpowiedziałam ci moją historię, ciągle próbujesz mnie zniszczyć i tym razem prawie ci się udało. Wolę się upewnić, że już nigdy więcej nie staniesz mi na drodze.

– Jak to?

– Jeszcze nigdy nie musiałam przechodzić do rękoczynów, ale trudno. Nie zostawiasz mi wyboru.

– Chcesz mnie uderzyć? Tym razem gdy mnie pobijesz, to nikt ci nie uwierzy!

– Nie mam zamiaru siebie krzywdzić. Powiem, że się tylko broniłam. W końcu, przecież już wszyscy myślą, że już raz chciałaś się na mnie rzucić…

Zbliżyła się do mnie.

– P-Przestań! – Zanim zdążyłam zareagować, uderzyła mnie w twarz. Jeden z jej pierścionków rozciął mi wargę, a potem mnie popchnęła. – Ałł… – Upadłam na tą samą rękę co poprzednio. Tym razem boli mnie bardziej. Czyżbym właśnie pogorszyła jej stan? Zaczęła do mnie podchodzić, ale w pewnym momencie się zatrzymała.

– Co to?

Za biurkiem świeciła się mała, czerwona lampka… To był mikrofon, którego dyrektorka używa do ogłaszania różnych rzeczy w liceum. To właśnie to przygotował Nataniel! Włączył mikrofon!

– N-Nie… Powiedz, że to nieprawda… Powiedz, że to nieprawda…

Natychmiast uciekłam. Po kilkunastu krokach, Monica złapała mnie za ramię.

– Wstrętna ŻMIJA! Wiedziałaś o wszystkim.

– Zostaw mnie. Robisz mi krzywdę.

– Jak śmiałaś?! – Uniosła rękę, aby ponownie mnie uderzyć. Ale ktoś jej w tym przeszkodził.

– Kretyn… Co? – Luke!

– L-Luke, przesłyszałeś się… To nie to, co myślisz…

– Całkiem niedawno Kat mówiła to samo. I miała przynajmniej dobry powód, żeby wyzywać mnie od kretynów.

– Poczekaj… Żartowałam… Tak bardzo chciała zrobić ze mnie wiedźmę, że chciałam udawać, że naprawdę nią jestem…

– Monica, już wystarczy. Wszystko słyszeliśmy. – Rose!

– Naprawdę myślałaś, że w tym liceum są sami… idioci?

– Nie! Pewnie, że nie! To był żart! Alice, dobrze wiesz, że bardzo cię lubię. Dlaczego nikt mi już nie wierzy? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy odwrócicie się ode mnie przez jeden głupi żart?

– Zwątpiłam w Kat z dużo głupszego powodu niż ten… – Erica… Wygląda tak smutno…

– Luke… Proszę, uwierz mi… Kotku…

– Monico, chyba nadszedł czas, abyś stąd odeszła. Definitywnie.

Ma tak chłodny głos, że aż dostałam dreszczy.

– Ja tylko chciałam… Żarto… wałam… Ja…

Uciekła. Tym razem płakała naprawdę.

Wszyscy uczniowie tutaj byli. Rozmawiali o Monice, a ja szukałam wzrokiem Luke’a. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i sobie poszedł. Po chwili ruszyłam za nim. Muszę z nim porozmawiać. Wyszłam na dziedziniec, ale tu go nie było. Skierowałam się na salę gimnastyczną. Był tutaj.

– Luke, poczekaj!

– Możesz mnie zostawić samego? Nie mam ochoty rozmawiać.

– Ale… Nie powinieneś zostawać sam.

– Wręcz przeciwnie. Właśnie to muszę teraz zrobić. – Zaczął odchodzić.

– P-Poczekaj!

Przytuliłam go od tyłu, aby go zatrzymać.

– Co robisz?

– Nie gniewaj się… To niedobrze zostawać samemu gdy jest się smutnym.

– ….

Nawet nie drgnął. Zostałam jeszcze przy nim tak przez chwilę, a potem dałam mu odetchnąć.

– Przepraszam. Za wszystko. – Poszedł sobie.

Wróciłam jeszcze do szkoły. Musiałam znaleźć Rose, Alexa i Sama. Chcę im za wszystko podziękować.

– Di! Tu jesteś! Wszędzie cię szukaliśmy! – Alex krzyczał prawie z końca korytarza. Podbiegli do mnie.

– Trzeba ci to opatrzyć. – Rose dotknęła mojej wargi.

– Nic mi nie jest.

– Ale i tak trzeba to zrobić. Rose ma rację.

– No dobrze. Chodźmy. – Gdy chciałam pójść za Rose i Alexem, zakręciło mi się w głowie, gdyby nie osoba stojąca z mną, to bym upadła.

– Kaori, wszystko w porządku? – Spojrzałam na osobę za mną. Okazał się nią Nataniel.

– Tak…

– Jakoś mi na to nie wygląda. – Dotknął mojego czoła. – Nie jesteś rozpalona, ale i tak trzeba cię zanieść do pielęgniarki. – Zanim coś powiedziałam, Nataniel wziął mnie na ręce w stylu panny młodej.

– N-Nat, postaw mnie! Dam radę iść sama.

– Postawię cię jak będziemy na miejscu. – Po kilku minutach byliśmy w gabinecie pielęgniarki. Nat położył mnie na łóżko.

– Co się stało? – zapytała pielęgniarka.

– Prawie zemdlała na korytarzu, a i trzeba jej jeszcze opatrzyć tą wargę.

– Dobrze, zajmę się tym. Możesz już iść.

– Nat, nie dzwoń do moich rodziców ani braci. Rose i Alex mi pomogą.

– Dobrze. Niech będzie. Przyjdę do ciebie później.

Po chwili zasnęłam. Gdy się obudziłam, leżałam już na swoim łóżku. Jak ja się tu znalazłam? Ktoś wszedł do pokoju.

– Widzę, że się już obudziłaś.

– Mat, jak ja się znalazłam?

– Nie wiesz? – pokręciłam głową na nie. – Luke cię tu przyniósł.

– Naprawdę?

– Tak. Nie pamiętasz?

– Nie.

– No nic. Weź lekarstwa i idź dalej spać. – Wzięłam tabletki, które przyniósł mi Mat i położyłam głowę na poduszkę. Po chwili zostawił mnie samą.

Muszę im jakoś za to wszystko podziękować. Z tą myślą zasnęłam.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 192
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!