Kroniki Iball, Tom I: Niosąca Światło | 1.2

Przechodząc przez korytarz na pierwszym piętrze, Meghara przyglądała się wiszącym na ścianach obrazom. Wielu z jej przodków uśmiechało się ciepło z portretów lub gromiło wzrokiem każdego przechodnia. Musiała przed sobą uczciwie przyznać, że nie znała wszystkich imion, nazwisk i zasług jakie posiadali. O części z nich wiedziała tylko tyle, że byli kimś ważnym, wysoko postawionym w państwie. Zwłaszcza w przypadku mężczyzn było to zauważalne po szmaragdowej wstędze na której eksponowane były odznaczenia wojskowe.

Wszystkie z tych obrazów widziała już nie raz, gdyż repliki większości z nich wisiały w rodzinnej posiadłości na północy. Ród Avbergów i Argentów od początków Ainsgarthern był mocno powiązany ze sobą i nie było niczym niezwykłym, że ona i jej kuzyni posiadali wspólnych przodków.

Jej ulubionym portretem z kolekcji, był ten, przedstawiający Śnieżną Damę, jak nazywała namalowaną kobietę, kiedy była dzieckiem. Postać miała piękną, porcelanową cerę i czarne, proste włosy, misternie upięte wysoko na głowie. Jej ciemne, niebieskie oczy przypominały chmury podczas wiosennej burzy. Pozowała na tle zaśnieżonych szczytów gór Tihi, a na rękach trzymała bukiet czerwonych kwiatów nasturcji. Sama ubrana była w szeroką, suknię uszytą z koronki i delikatnego muślinu. Gdy była mniejsza, niejednokrotnie wyobrażała sobie, że to jej portret i że sama ubrana w piękną suknię tańczy na jednym z wielu balów organizowanych przez królewską parę. Pamiętała, jak jej kuzyn, Bruno niejednokrotnie łajał ją za tonięcie w marzeniach, gdy przyłapywał ją na tańcu z widmowym partnerem.

Matka, ojciec, a nawet ciotka Adelaide, która nie żyła od blisko pięciu lat, nie znali historii tajemniczej Damy. Według nestorki rodu, jej babci, mogła ona zrzec się dziedzictwa i wstąpić do Zakonu lub uciec z nieakceptowanym przez rodzinę kochankiem. Przy tym druga wersja, była bardziej prawdopodobna. Mimo wszystko rodzice nie rozkazali ściągnięcia obrazu, twierdząc, że schowanie lub zniszczenie dzieła świadczyłoby o całkowitym zapomnieniu nie tylko kobiety, ale także ciężkiej pracy artysty który namalował obraz i go oprawił, a do tego nie chcieli dopuścić. W związku z tym tajemnicza dama pozostała zagadką dla wszystkich mieszkańców posiadłości i ich gości po dziś dzień.

Dochodząc do końca korytarza, gdzie znajdował się obraz przedstawiający Śnieżną Damę, dziewczyna dostrzegła Igris, która z zacięciem przyglądała się dobrze znanemu Megharze malowidłu. Opiekunka nagle wydała jej się znacznie starsza niż wcześniej sądziła, mimo że przez lata służby wydawała się nie starzeć ani o dzień. Przyprószone siwizną, gęste rude loki opadały na jej szczupłe ramiona i barki. Zielona, prosta suknia, która rozszerzała się ku dołowi, opinała mocno jej ręce i talię, nadając im smukły kształt. Na jej ustach gościł delikatny uśmiech, gdy spoglądała na obraz, a oczy skrzyły wesoło, jakby malowidło przywoływało dobre wspomnienia. Całą jej postać rozjaśniały złote promienie słoneczne wpadające przez cienkie firany zasłanie okno za plecami kobiety.

Meghara przystanęła na chwilę, nie chcąc przeszkadzać swojej opiekunce i nauczycielce. Chciała jak najciszej wycofać się i skręcić w odnogę korytarza, która prowadziła do bogato zaopatrzonej biblioteki rodowej. Igris była szybsza i skinęła głową, aby dać jej znać, że może podejść. Tak też uczyniła jej podopieczna i stanęła obok kobiety, przypatrując się razem obrazowi w milczeniu. Dziewczyna zastanawiała się, dlaczego starsza kobieta przygląda się tak intensywnie malowidłu, mimo to nie zadawała pytań, chcąc, żeby ta chwila trwała wiecznie i żeby do jej nozdrzy cały czas docierał kojący zapach goździków, tak charakterystyczny dla Igris.

Jej myśli krążyły wokół słów ojca oraz nadchodzących dni. W obliczu nowych wiadomości nie wiedziała czego może spodziewać się po jutrzejszym balu i co ją czeka w najbliższym czasie. Od dziecka wiedziała, że jej życie zostanie prędzej czy później zaplanowane, a mężczyzna, który się z nią ożeni będzie pochodził z bogatego rodu. Nie spodziewała się jednak, że stanie się to tak szybko i w głębi jej serca tliła się nadzieja na choć kilka lat wolności od domowych obowiązków i wychowywania dzieci. W końcu był to jej główny obowiązek – wydać na świat dziedzica, który umocni sojusz.

Strachem napawały ją najbardziej wieści o poczynaniach hrabiego Ibrasil. O Ottonie Le Rouge wśród dam krążyły bowiem straszne plotki, które niejednokrotnie wymieniała między sobą służba, a które w ten sposób docierały do uszu Meghary.

Matka zapewne wpadnie w szał, gdy dowie się o ustaleniach ojca, jakich dokonał za jej plecami i postara się żeby wszystko odkręcić” — pomyślała. Zrezygnowana opuściła głowę na srebrny sygnet, który cały czas obracała na palcu. „Chyba, że już o wszystkim wie”

Z tego, co wiedziała, żadna z trzech żon lorda nie dożyła nawet trzydziestu lat, a sam mężczyzna nie był już pierwszej młodości. Hrabia posiadał trzy córki, z czego najstarsza była niemalże jej równolatką, a najmłodsza niedawno została odstawiona od mleka mamki.

Gdy dziewczyna podniosła wzrok, spojrzenie jej i piastunki na moment skrzyżowały się w niewielkiej tafli małego lusterka stojącego na stoliku, obok wazonu z kwiatami. Meghara zaraz na powrót spuściła wzrok, tym razem postanowiła jednak się odezwać:

Ojciec znalazł dla mnie kandydata na męża powiedziała. Z jej oczu potoczyła się po policzku pojedyncza łza. Igris milczała, jakby nie docierało do niej wypowiedziane przez jej podopieczną zdanie, które oznaczało zbliżający się moment rozstania z mentorką.

Więc zaczęła. Kim jest szczęśliwiec, któremu oddano twoją rękę? – zapytała nie odrywając wzroku od obrazu.

— Otton le Rouge, hrabia Ibrasil — wyszeptała Meghara, zerkając na Igris, której skóra na twarzy przybrała kolor blady niczym karta papieru.

Jesteś tego pewna? — zapytała z niedowierzaniem. — Przecież do tego trzeba zgody władcy, a bardzo wątpię, żeby twój wuj udzielił swojej zgody na taki mariaż.

Też mam nadzieję, że wuj nie wyda na niego licencji. Po policzku Meghary potoczyła się kolejna łza, a potem następna. Nim dziewczyna się obejrzała, stała, wtulając się w ramie opiekunki, a lament arystokratki tłumił bawełniany materiał. Igris przyciskała jej głowę do swojego ramienia, jednocześnie gładząc Megharę po włosach. Piastunka starała się uspokoić podopieczną. Starała uspokoić się rozedrganą dziewczynę, w niej samej jednak szalała burza. Kobieta chciała pragnęła dla niej szczęścia i od początku pełnienia nad nią pieczy, robiła wszystko, aby uśmiech na jej twarzy gościł jak najczęściej.

Meghara czuła, jak bicie jej serca przyśpiesza, a w gardle rośnie gula hamująca dopływ powietrza. Wydawało jej się, że czas spowalnia swój bieg, a na korytarzu rozlegają się ciężkie kroki, osoby, której nogi odziane były w masywną zbroję. Nim zdążyła wyrwać się ze stalowego uścisku Igris, hałas zniknął, jakby rozpłynął się w nicości, która sięgała coraz głębiej w jej ciało.

Zawroty głowy pojawiły w mgnieniu oka. Na raz cały korytarz zaczął wirować, a smugi światła w jej oczach zamieniły się w wielobarwne, bezkształtne połacia. Dziewczyna zaczęła się trząść, a jej ciało przechodziły wszędobylskie skurcze. Żołądek wywracał kolejne fikołki, przyprawiając ją o mdłości i kolejne fale bólu. Zapewne upadłaby, gdyby nie mocne ramiona Igris, które ją podtrzymywały przez cały czas. Zaniepokojona opiekunka oderwała podopieczną od ramion, gdy tylko poczuła pierwsze drgawki.

Megharo? wyszeptała przerażona jej bladością. Dziewczyna starała się odpowiedzieć, ale drżące usta nie chciały jej słuchać. Igris przyłożyła ciepłe dłonie do jej tętnicy na szyi. Na wszystkich bogów wymruczała, układając delikatnie dziewczynę na czerwonym niczym krew dywanie. Piastunka czuła jak w jej żyłach zaczyna wrzeć krew. Przeklinając w myślach wszystko, co tylko mogła, Igris starała się oczyścić umysł ze zbędnych myśli, które pędziły jak galopujące po pastwisku konie.

Rudowłosa kobieta zamknęła oczy, w których jak za dawnych czasów zatańczyły wojownicze iskierki. Igris skupiła myśli, chcąc pomóc swej podopiecznej. Ułożyła ją delikatnie na podłodze, wiedząc, że musi działać szybko. Podbiegła do okna i przekręciła klamkę, starając się uchylić choć mały otwór. Okno na początku nie chciało nawet drgnąć, ale ustąpiło po kilku mocnych szarpnięciach, wpuszczając do środka wieczorne powiewy bryzy, docierające znad jeziora Suan.

Gdy tylko Igris popuściła troczki w gorsecie, młoda księżna nabrała powietrza w płuca, które paliły ją dzikim ogniem. Niewiele myśląc, Meghara przekręciła się na plecy, oddychając, jak najgłębiej mogła. Płuca piekły ją niemiłosiernie, lecz zawroty głowy zaczęły ustępować. Igris siedziała obok, przypatrując jej się z troską godną matki, wiedząc, że musi czekać, aż Meghara poczuje się na tyle dobrze by móc usiąść lub z jej pomocą wstać.

Kiedy zawroty na dobre minęły, dziewczyna leżała jeszcze przez chwilę, wdychając letnie powietrze. Wtedy obie usłyszały kroki na miękkim dywanie. Serce Igris znów zaczęło bić szybciej, ale zwolniło, gdy zza pobliskiego zakrętu wyłoniła się Anna niosąca misę z praniem. Gdy pokojowa dostrzegła Igris siedzącą koło leżącej na posadzce Meghary, metalowa misa z jej rąk samoczynnie się wysunęła, upadając na posadzkę, z przeraźliwym łoskotem.

Na wszystkich bogów! — Podnosząc wysoko spódnice, ruszyła biegiem w ich kierunku. Igris, Megharo! — wykrzyknęła — co się stało? zapytała przyklękając przy dziewczynie, która z jękiem bólu usiłowała usiąść na dywanie.

Meghara czuła ból w każdym mięśniu, nawet tych, o których istnieniu nie miała wcześniej pojęcia. Czuła się jakby przebiegło po niej stado dzikich koni. Dziewczyna poczuła, że zawartość jej żołądka pragnie wyfrunąć na zewnątrz, co zapowiadał nagły skurcz jej żołądka. W mgnieniu oka odwróciła się na bok, aby nie opryskać kobiet fekaliami. Z jękiem niezadowolenia otarła dłonią usta, gdy niestrawiona resztka jej śniadania i obiadu znalazła się na marmurowej posadzce.

Szlachcianka spojrzała na Igris i Annę, jednak na ich twarzach nie zobaczyła zdenerwowania czy odrazy, a troskę. Obie bez słowa pomogły jej wstać i podpierając ją pod barkami, pomogły jej wrócić do komnaty, gdzie zdjąwszy suknię, która nadawała się jedynie do prania, umieściły Megharę na ogromnym łożu.

Zawiadomię panią, a ty wezwij medyka, Anno! — Zakomenderowała Igris. Pokojowa skinęła jedynie głową i wybiegła z komnat, jakby zajęły się ogniem. Czy miałaś takie ataki wcześniej? Zwróciła się tym razem bezpośrednio do swojej podopiecznej. I na wszystkich bogów, kto ci to zrobił? Zapytała, zbierając przyklejone do twarzy włosy. Meghara uniosła dłoń do policzka, na który patrzyła Igris. Dobrze wiedziała, że to nic jej nie da, a na ukrywanie czegokolwiek jest już za późno.

Matka. Wyszeptała przyglądając się dobrze wypielęgnowanym dłoniom opiekunki. Igris spojrzała na nią z pytaniem malującym się na twarzy. Matka mnie uderzyła wyszeptała pewniejszym głosem. Uniosła głowę tak, aby widzieć zatroskaną twarz kobiety, która zmieniła swój wyraz w ciągu sekundy. Piastunka bez odpowiedzi przyglądała jej się, usiłując panować nad emocjami, które uderzyły w nią jak grom z jasnego nieba. Igris?

— Zostań w pokoju dziecko — nakazała.

Opiekunka dziewczyny nie miała zamiaru milczeć, bez względu na to, kim była jej matka.

Gdy wzburzona wędrowała korytarzem, z jej oczu ciskały gromy, których ta nie miała w zamiarze powstrzymywać. To nad Megharą powierzono jej pieczę i to ona mogła ją karać w odpowiedni dla przewiny sposób.

„Dziewczynka była potencjalną dziedziczką fortuny Avbergów, więc trzeba było wychowywać ją w poczuciu własnej godności, a nie naruszając jej cielesność. Młoda Avbergówna nie może być zahukanym cielęciem!” — myślała rozgorączkowana, zmierzając do komnaty chlebodawczyni.

Igris wkroczyła do prywatnych pokoi pani domu bez zapowiedzi. Przeszła przez prywatny salonik i jednym pchnięciem otworzyła skrzydła prowadzące do sypialni, w której większość czasu spędzała Tiffany. Zatrzymała się zaraz po wejściu do środka, gdy spod kotłującej się pierzyny wychynęła zaskoczona twarz kobiety, na którą zaraz spłynął rumień ciemny niczym dojrzałe wino. Zaraz za nią wyłoniła się masa blond włosów skręconych z drobne loczki, które należały do jednego ze strażników kobiety. Mężczyzna zdawał się nie zauważyć z początku piastunki, która przypatrywała się zaistniałej scenie. W chwile potem zorientował się, że Tiffany czemuś się przygląda. Wściekła Igris, zebrała jego ubrania z podłogi i cisnęła nimi w mężczyznę. Koszula i spodnie wylądowały na jego zaczerwienionej twarzy, a bielizna osiadła na wezgłowiu łoża.

— Wynoś się stąd. — Kiwnęła głową w kierunku drzwi. Mężczyzna zdjął łachmany z twarzy i w wielkim pośpiechu wygramolił się ze skotłowanej pościeli.

Dystans między drzwiami pokonał cały czerwony, usiłując się zasłonić splątanymi ubraniami. Gdy tylko przestąpił przez próg sypialni, z zewnętrznego salonu poniósł się pisk młodszych służących, które oderwały się od ścierania kurzy, by obejrzeć biegnącego przez pomieszczenie nagiego strażnika. Wtórowały im chichoty bardziej odważnej części pałacowego personelu, która znajdowała się akurat na korytarzach. Zaraz potem dwuskrzydłowe, białe drzwi zamknęły się z hukiem, a w sypialni zapanował złowrogi półmrok.

Co. Ty. Tu. Robisz? Wysyczała przez zęby wściekła Tiffany, do której w końcu dotarło, co się przed chwilą wydarzyło, a co więcej, że podrzędna, w jej mniemaniu służka, pozbawiła ją zabawki, jaką stanowił strażnik.

Najwidoczniej robię coś, czego ty jeszcze nie potrafisz, mimo blisko czterdziestu lat. Igris wypowiadając te słowa podeszła do stolika, na którym stała taca z czystymi kieliszkami i winem w karafce. Nalała odrobinę i podstawiła kieliszek prosto pod nos, zaciągając się bogatym aromatem. Upiła odrobinę, a po jej języku rozszedł się cierpki smak wytrawnego, czerwonego wina. Odwróciła się zdeterminowana do Tiffany, która wciąż zakrywała się pierzyną, jakby materiał miał stanowić jedyną tarczę mającą powstrzymać starszą kobietę przed wypowiedzeniem kolejnych uwag. Diuczessa, choć dalej czerwona na twarzy i wściekła, patrzyła na służącą wyzywająco, obserwując uważnie każdy jej krok. Usiłuję zapanować nad twoim życiem i relacją z córką, którą stracisz, jeśli dalej będziesz się zachowywać jak do tej pory.

Ona nic dla mnie nie znaczy! Wykrzyknęła wściekła Tiffany, mimo że dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że jej słowa to wierutne kłamstwo. Zresztą nie masz prawa mi rozkazywać! Gdyby nie nasza rodzina dalej żyłabyś w tej swojej chacie pod Farbell!

Na pewno droga Tiffany? Igris podeszła do kobiety niespiesznie. W przeciwieństwie do ciebie mogę żyć, jak mi się żywnie podoba, bo jestem wolna. W odróżnieniu od ciebie, mój status i fundusze, nie zależą od tego, jak traktuje potomnych i za kogo ich wydam. Igris pochwyciła w dłoń podbródek pani domu i uniosła jej twarz tak, aby Tiffany spojrzała wprost w jej oczy. Spójrz na siebie księżno. Upadłaś do tak niskiego poziomu, że kalasz swoje ciało zaspokojeniem żądz z byle strażnikiem i kryjesz się w cieniu swego męża, udajac niedostępną. Stolica nie jest ciekawa wielkiej diuczessy, a jej córki, która budzi coraz więcej zainteresowania w towarzystwie wyszeptała, patrząc księżnej wprost w jasne oczy. Bez pieniędzy swojej rodziny, jesteś nikim, droga księżno dodała, wciąż szepcząc. Z kolei pieniądze, włości, a nawet łóżko, w którym chędożyłaś się z tym strażnikiem, przypadną w spadku Megharze, Elli albo Tiarze. Dla twojego ukochanego syna nie zostanie nawet złamany derlih, jeśli twoje romanse wyjdą na jaw. Przypominam ci, że on nie jest prawowitym dziedzicem, o czym doskonale obie wiemy. Ostatnie zdanie zostało wypowiedziane tak cicho, że ledwo dotarły do uszu młodszej z kobiet. Wtedy Tiffany odtrąciła jej dłoń, a w jej oczach, widać było niepohamowaną furię.

Wynoś się wysyczała. Wstała powoli zasłaniając się ciężką pierzyną. Opuść te komnaty, potem pałac, a na końcu całe nasze życie wiedźmo! Wracaj tam, skąd przyszłaś! Krzycząc w stronę obojętnej na jej wywody Igris. Powoli kierowała się w jej stronę, zmuszając kobietę do cofnięcia się w stronę drzwi, za którymi wszystkiemu przysłuchiwała się służba. Po drodze chwyciła kryształową karafkę na wino, którego wcześniej upiła Igris i rzuciła nią w stronę służącej. Kobieta uchyliła się, a karafka rozbiła się o jasne drzwi, pozostawiając na nich niemal czarny zaciek.

Szkoda. Takie marnotrawstwo wymruczała do siebie starsza kobieta. Westchnęła zrezygnowana. Jak sobie życzysz moja pani odpowiedziała głośniej. Igris uśmiechnęła się ciepło, by następnie złożyć pełen prześmiewczego szacunku ukłon, w stronę żony swojego chlebodawcy. Uważaj jednak, czego sobie życzysz. Pani dodała znacznie ciszej, a na jej twarz wpłynął lisi uśmiech.

W komnacie rozszedł się dźwięk pukania, a wściekły wyraz twarzy Tiffany nagle ustąpił panice. Zadowolona z siebie Igris, wyprostowała się dumnie i otwierając drzwi na całą szerokość, pokłoniła się płynnie przed Vicarem, który czekał za drzwiami wejściowymi do sypialni żony.

Tiffany pobladła, a sam pan domu spojrzał zaskoczony najpierw na już wyprostowaną Igris, a potem na jeszcze bardziej zaskoczoną żonę, której nagie ciało skrywała jedynie pierzyna, ściekająca za księżną z łoża, niczym najwytworniejsza suknia. Błysk w oku pana domu dał jasno do zrozumienia starszej kobiecie, że domyśla się do czego mogło dojść w komnacie. Tym bardziej spoglądając na męską bieliznę leżącą na podłodze, która musiała wypaść strażnikowi, gdy w popłochu opuszczał komnaty swojej chlebodawczyni i kochanki.

— Zostaw nas Igris — rozkazał twardym głosem Vicar.

Igris nie protestowała, zamiast tego wyminęła jego pokaźnych rozmiarów osobę i skierowała się do drzwi wyjściowych z prywatnych komnat pani domu. Igris pokiwała jedynie głową zadowolona i bez słowa pokierowała swoje kroki w stronę komnat podopiecznej.

W tym samym czasie Meghara wciąż leżała na łóżku, wpatrując się w bogato zdobiony sufit komnaty. Nie miała siły, aby podnieść się z miękkiego materaca, choć jej mięśnie nie drżały już przy każdym ruchu. Nie wiedziała, ile czasu była sama w komnacie, ponieważ nie widziała zegara stojącego w salonie. Usiłując zabić czas, chwyciła w końcu pozostawioną poprzedniego wieczora na stoliku nocnym książkę.

Chciała przypomnieć sobie, choć odrobinę wiadomości, na temat obecnie panujących rodzin, które miały zresztą pojawić się na organizowanym przyjęciu. Po dłuższej lekturze powrócił ból głowy, który nękał ją tego dnia już wcześniej. Mimo wszystko starała się jak najbardziej skupić na zapisanych słowach.

Przewracając kolejną kartę, miała wrażenie, że robi to niesłychanie długo. Jej puls zwolnił, a świat ponownie zaczął wirować. W żołądku poczuła nieznośny ból, jakby kiszki zawiązały się w niemożliwy do rozwiązania supeł. Przymknęła oczy, starając się nabrać w usta jak największy haust powietrza, co nie było łatwe, gdyż mimo otwartego przez cały dzień okna, w komnacie było niezmiennie duszno.

Chwilę słabości przerwało pojawienie się Igris, która przyniosła ze sobą miskę zimnej wody i chłodne ręczniki. Czas wrócił do normy, a świat przestał wirować wraz z dotykiem zimnej tkaniny, którą dziewczyna poczuła na rozgrzanym czole. Sekundę po tym, do jej ust dotarła także woda, którą opiekunka wlała do zeschniętych ust.

Piastunka ledwo oderwała szkło od ust Meghary, w komnatach pojawiła się zdenerwowana Anna, za nią wszedł nadworny medyk. Mężczyzna był starcem o orientalnej urodzie, który sam wydawał się potrzebować pomocy lekarza i stałej opieki bardziej od leżącej szlachcianki. Nosił prosty strój w postaci granatowej tuniki i wąskich spodni, które wyszywane były złotymi nićmi ułożonymi w fantazyjne wzory. W dłoniach trzymał drewniany kuferek, w którym postukiwały szklane buteleczki i słoiczki zawierające medykamenty pierwszej potrzeby. Igris niemal natychmiast zdjęła z jej czoła ręcznik i odsunęła misę z wodą, aby zrobić miejsce dla medyka.

Niech chwała domu Avberg trwa na wieki. Mężczyzna kurtuazyjnie złożył głęboki ukłon, przystając przed łóżkiem. Dziewczyna skinęła mu głową i ostrożnie poprawiła się, podciągając się do góry i opierając o poduszki.

— Niech światło bogów przyświeca koronie — odpowiedziała Meghara i Igris jednocześnie.

Nazywam się Ranol Orthos. Od kilku lat jestem nadwornym medykiem. Panienki służąca wspomniała mi, że panienka zasłabła dzisiejszego popołudnia powiedział, chowając dłonie w kieszeniach i grzebiąc w nich intensywnie, szukając jakiegoś przyrządu. Czy podobne sytuacje zdarzały się kiedykolwiek wcześniej? zapytał.

Meghara pokręciła przecząco głową i odezwała się do medyka:

— Nie. Nigdy wcześniej nie miałam żadnych problemów ze zdrowiem. Choć moja babka cierpiała na suchoty — przerwała — ani mnie, ani mojej matki nie dotknął jej problem — dodała.

Medyk począł rozpakowywać przyniesioną walizkę, gdy dziewczyna jeszcze do niego mówiła. Na nos założył okular o grubym szkle i przyglądał jej się ukradkiem, kiwając ze zrozumieniem głową i mrucząc niezrozumiałe dla niej rzeczy. Gdy się zbliżył, zauważyła, że jego oczy okalały grube i gęste rzęsy, których mogłaby pozazdrościć mu wysoko urodzone damy.

— Rozumiem. — Podszedł do Meghary i delikatnie, niemal z namaszczeniem pochwycił ją za podbródek, oglądając jej twarz i szyję z każdej strony. Meghara spojrzała ukradkiem na Igris i Annę, które stały w kącie przyglądając się każdemu ruchowi medyka, jakby miały go zabić, jeśli tylko wykona nieodpowiedni ruch. — Z zewnątrz wygląda pani na całkowicie zdrową — oznajmił w końcu — nie widać żadnych urazów ani efektów pobocznych trucizn czy działania klątw — dodał po chwili.

Co to oznacza doktorze? Podejrzewasz, że ktoś mógłby źle życzyć panience? — zapytała Anna. Na jej twarzy pojawił się szok, a oczy zaszły łzami. Igris gromiła ją wzrokiem, gdyż dziewczyna nie powinna się tak zachowywać w obecności zupełnie obcej osoby.

Cóż, drogie panie, nie jestem do końca pewny przerwał jeśli chodzi o fizyczność panienki, nie widzę objawów żadnej ze znanych mi chorób. Niestety tylko tyle mogę wam powiedzieć. Poważniejsze oględziny mógłbym przeprowadzić w swoim gabinecie, w królewskiej lecznicy, ale panienka jest za słaba, aby tam dotrzeć. Jedyne co mogę zaproponować w obecnej sytuacji, to zioła na wzmocnienie.

— Czyli omdlenia nie są spowodowane problemem natury medycznej? — zapytała Meghara, której dłonie zaczęły się coraz bardziej pocić, a serce przyśpieszyło swe bicie.

— Nie mogę stwierdzić tego na pewno — przerwał. — Od dłuższego czasu zgłaszane nam są osłabnięcia kobiet w różnym wieku. Kilkoro z nich nawet zmarło. Rozumiecie więc panie, że wolałbym się skonsultować z odpowiednimi osobami, nim wydam jakąkolwiek diagnozę — uśmiechnął się pocieszająco. Do czasu mojej kolejnej wizyty zalecam, abyś panienko dużo odpoczywała, piła dużo wody z sokiem cytrynowym oraz miodem i miętą. Przypuszczam, że zmniejszenie liczby zajęć, ulży panience w cierpieniu i zapobiegnie dalszym omdleniom. Teraz, jeśli szanowne panie pozwolą, czas na mnie. Niestety, bez względu na to, jak miłe jest mi towarzystwo tak uroczych dam, choroby nie poczekają, aż się nim nacieszę. Lekarz skłonił się przed Megharą, Igris oraz Anną i zamykając w pośpiechu kufer, opuścił pomieszczenie, jeszcze szybciej niż do niego wszedł. Za medykiem pognała Igris, oferując mu odprowadzenie go do wyjścia. Tym samym pozostawiając swoją podopieczną w rękach Anny.

Doktorze, proszę poczekać! Zawołała Igris, gdy znaleźli się zaraz przed bramą przy wewnętrznym dziedzińcu posiadłości. Za nimi ciągnął się podjazd przecinający park otaczający domostwo, a przed nimi potężny mur zewnętrzny. Medyk usłuchał prośby kobiety i spojrzał zaskoczony, jakby nie był świadomy, że służąca niemal za nim biegła. Wszak lekarz, jak na swoje lata był niezwykle ruchliwy. Czy może mi pan poświęcić chwilę? zapytała dysząc ciężko. Mężczyzna uśmiechnął się niechętnie, ale wraz z piastunką przysiadł na ławce, obok kwiatowego klombu obsianego różnobarwnymi kwiatami i oświetlonego latarniami stojącymi na krańcach parkowych alejek.

Tak więc, o czym chciała madame rozmawiać? Zapytał, gdy rozsiadł się na ławce. Włosami Igris szarpnął wieczorny wiatr, który sprawił, że kobietę przeszły dreszcze. W głębi duszy nie chciała by jej obawy, okazały się prawdą, ale wiedziała, że musi poruszyć temat, który nękał ją od dłuższego czasu.

— Chciałam — przerwała — zapytać o pańskie podejrzenia. Wiem, że Meghara może być przemęczona po podróży oraz zestresowana zbliżającym się wprowadzeniem do towarzystwa, ale jeśli… — Kobieta nie dokończyła, gdy przerwał jej lekarz.

Jeśli nie jest to przemęczenie, to mamy wskazania, by sądzić, że u dziewczyny nie został na czas wykryty rdzeń? Dokończył za nią, tak, aby usłyszała go jedynie kobieta siedząca naprzeciwko.

W oczach jego rozmówczyni widać było przerażanie. Igris biła się z myślami. Nie wykryty na czas rdzeń mógł powodować złe samopoczucie, liczne śmiertelne choroby, a nawet śmierć na skutek nieupuszczania gromadzonej w organizmie mocy. Ostatnia alternatywa była najgorszym wyjściem, gdyż mogła prowadzić nawet do zniszczenia domu, w którym kończyła żywot osoba posiadająca rdzeń, a czasami nawet do zniszczenia sąsiednich budynków lub całej dzielnicy. Oczywiście, wtedy życie kończyło znacznie więcej, niż jedna osoba. Z twarzy Igris odpłynęła resztka krwi.

— Tak — odpowiedziała — dokładnie o tym myślałam.

— Proszę nie zaprzątać sobie tym głowy — starał się ją uspokoić mężczyzna. — Panienka Meghara pochodzi z porządnej, arystokratycznej rodziny. Jestem pewien, że za jej stan w najgorszym wypadku odpowiada przeziębienie lub zmęczenie po podróży.

Mimo najszczerszych chęci, mężczyzna nie zdołał uspokoić kobiety. W gruncie rzeczy, oboje wiedzieli, że posiadany rdzeń, jest prawdopodobną możliwością bez względu na domniemaną czystość krwi nosiciela. Medyk, spojrzawszy na zegarek, który wyciągnął ze swojej kieszeni, podniósł się energicznie z ławki. Specyfiki w jego kuferku zastukały o siebie, gdy tylko poderwał go, ściskając pasek z końskiej skóry, który był przyczepiony po bokach pudełka.

Muszę panią przeprosić, madame, ale czas mnie goni. Każda minuta jest w dzisiejszych czasach na wagę złota, jeśli zależy nam na zdrowiu pacjentów.

Skłonił się przed Igris elegancko, jak przystało na człowieka dobrze wychowanego. Piastunka wyciągnęła przed niego prawą rękę, której dłoń należało zwyczajowo ucałować. Orthos zrobił to, nie odrywając przy tym oczu od jej twarzy. Igris ulżyło, gdy wypuścił jej dłoń z mocnego uścisku, by następnie czym prędzej udać się w stronę wewnętrznej bramy i zniknąć w alei prowadzącej do głównego wyjścia z posiadłości.

Igris stała przy ławce, czekając cierpliwie, aż mężczyzna na dobre zniknie z jej pola widzenia. Jej lewa dłoń rozmasowywała nadgarstek prawej, który piekł ją niemiłosiernie. Odgarnęła delikatnie rękaw z nadgarstka, by po raz setny przyjrzeć się znamieniu pozostawionemu lata temu, na kawałku jej skóry, przez mistrzynię Zakonu. Uśmiechnęła się delikatnie, a na jej blade policzki wpłynął ledwo widoczny rumieniec, który zaraz znów zniknął ze skóry, jakby pierzchając przed nadchodzącymi wydarzeniami. Ledwie dwie, niemal niewidoczne kropki na wierzchniej stronie nadgarstka służącej stanowiły o losie kontynentu Iball.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 539
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!