Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział czternasty

Jest poniedziałek, godzina siódma rano. Skończyłam właśnie szykować się do szkoły. Zostało mi tylko zjeść śniadanie i mogę wychodzić. Mam tylko nadzieję, że moi bracia nie wymyślą czegoś, abym została jeszcze dziś w domu. Przez cały weekend pilnowali mnie na każdym kroku, abym nie wychodziła z łóżka i podawali mi lekarstwa. Całe szczęście, że mama była w domu przez ten weekend. Zajęła się gotowaniem dla nas posiłków. Gdyby nie ona, chłopcy mogliby doprowadzić do tego, że nie mielibyśmy gdzie mieszkać. 
Ale wracając do obecnych wydarzeń. Muszę wymyślić jakieś dobre argumenty, aby nie zostać w domu i w końcu wydostać się z tych czterech ścian. Nie lubię leżeć bezczynnie w łóżku, a przez ostatnie trzy dni tylko to mogłam robić. Nie licząc okazji gdy pozwolili mi skorzystać z łazienki.

– Dzieci, śniadanie! – mama woła nas na śniadanie.

– Idziemy! – krzyknęli chłopcy.

Spakowałam jeszcze na szybko jakieś ciuchy na zmianę. W poprzedniej szkole nauczyłam się, że wszystko się może zdarzyć na przykład wylanie shake’a lub innego napoju na ubrania. Wzięłam torbę i rozejrzałam się jeszcze dookoła, aby sprawdzić czy o niczym nie zapomniałam, a potem wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół do kuchni. Gdy byłam już na dole, przy stole siedzieli już moi bracia.

– Dzień dobry. – przywitałam się z nimi.

– Dzień dobry. – odpowiedziała mi mama, a chłopcy siedzieli i mi się przyglądali – Lepiej się już czujesz córeczko?

– Jak nowo narodzona.

– Powinnaś leżeć jeszcze w łóżku. – odezwał się Mat.

– Jestem już zdrowa, więc idę do szkoły.

– Według mnie powinnaś leżeć jeszcze w łóżku. Nie wyzdrowiałaś jeszcze w pełni. – powiedział Drew.

– O ile wiem to nie jesteś lekarzem. – powiedziałam i pokazałam mu język.

– Byłem w poprzednim życiu. – również pokazał mi język. Jakże dorosłe zachowanie.

– I tak zamierzam iść do szkoły. Nie wytrzymam dłużej w tych czterech ścianach.

– My uważamy, że powinnaś zostać w domu. – odezwał się Mat.

– Nas jest dwoje, a ty jesteś jedna. – powiedział Drew.

– To nie zmienia faktu, że możecie za mnie decydować! – podniosłam delikatnie głos. Zaczynają mnie coraz bardziej denerwować.

– Owszem możemy. Jesteśmy od ciebie starsi oraz jesteśmy twoimi braćmi. – powiedział Drew.

– To was do niczego nie upoważnia. – powiedziałam zła.

– Oczywiście, że tak. Jesteś naszą młodszą siostrą. – powiedział Mat.

– Jestem od ciebie młodsza tylko o kilka minut, – powiedziałam do Matta – a od ciebie – spojrzałam na Andrew – o rok, więc nie mówcie tak jakbyście byli starsi co najmniej o dziesięć lat albo więcej.

– Co nie zmienia faktu, że i tak jesteśmy od ciebie starsi. – powiedział Drew.

Naszą kłótnie przerwała mama.

– Dzieci koniec tej kłótni. Jeśli Kat dobrze się już czuje, to może iść do szkoły. To jej decyzja.

– Dzięki mamo. – pocałowałam ją w policzek.

– Jeśli tylko poczujesz się źle, masz natychmiast dzwonić lub powiadomić braci.

– Dobrze. – kątem oka spojrzałam na zegarek. Jest siódma czterdzieści pięć! O nie! – Musimy już wychodzić. Spóźnimy się!

Założyłam szybko buty oraz plecak i wybiegłam z domu, a bracia za mną. Na dziedzińcu szkolnym byliśmy minutę przed dzwonkiem. Musieliśmy się pospieszyć, aby zdążyć na pierwszą lekcje. W momencie gdy przekroczyliśmy próg szkolnym drzwi zadzwonił dzwonek, więc aby zdążyć na lekcje pobiegliśmy pod swoje klasy. Zdążyłam w ostatniej chwili. Pan Ward właśnie otwierał klasę, aby inni uczniowie mogli wejść. Do klasy weszłam jako ostatnia. Na szczęście zdążyłam. Zajęłam ostatnią ławkę pod oknem. Przynajmniej będę mogła obserwować spóźnialskich uczniów.

~***~

Upragniony dzwonek na przerwę. Jeszcze kilka minut dłużej to bym zasnęła. Teraz mam angielski, więc muszę zmienić książki czyli kierunek szafka. Gdyby nie czyjaś ręka na moim ramieniu to byłabym już w połowie drogi. Odwróciłam się i zobaczyłam Rose oraz Alexa.

– Hej Di.

– Cześć. Przecież ci mówiłam żebyś tak do mnie nie mówił.

– A ja Ci powiedziałem, że i tak będę. – powiedział i wyszczerzył się jak głupi do sera.

– Więc? Chcecie coś ode mnie?

– Chcieliśmy się zapytać czy wiesz może gdzie jest Luke. – zapytała Rose.

– Skąd mam to wiedzieć. Przecież to wasz przyjaciel. Mnie on nie obchodzi. – powiedziałam i kątem oka zobaczyłam, że w naszą stronę idzie Sam.

– Cześć wam.

– Hej. Potrzebujesz czegoś? – zapytałam.

– Chyba jestem tu w tym samym celu co ta dwójka.

– Też szukasz Luke? Czemu mnie o to pytacie? Macie przecież jego numer telefonu więc po prostu do niego zadzwońcie.

– Wydajesz się być z nim…. blisko. Po za tym chodzi za tobą prawie wszędzie. – powiedziała Rose. Spojrzałam ponad jej ramię i zobaczyłam osobę, której szukają.

– Wasza zguba się znalazła. – powiedziałam i kiwnęłam głową w jego stronę. Cała trójka się odwróciła.

– Luke! Gdzieś ty był? – zapytała Rose z Alexem.

– Czemu nie było cię na pierwszej lekcji? – odezwał się Sam.

– Coś mi wypadło. – miał jakiś dziwny głos.

– Co takiego? – zapytała Rose. Gdy oni zasypywali go lawiną pytań, ja zaczęłam powoli się wycofywać. Niestety udaremniła mi to czyjaś ręka na moim nadgarstku. Zatrzymałam się i odwróciłam. Jak się okazało ręka należała do Luke’a. Tylko, że była ona jakoś dziwnie ciepła, a on sam był blady.

– Gdzie idziesz? Nie chcesz z nami pogadać?

– Idę do szafki po książki, więc mnie łaskawie puść. Zaraz będzie dzwonek, a nie chcę się spóźnić. Pogadać możemy później. – powiedziałam i wyrwałam delikatnie nadgarstek z jego słabego uścisku.

– Trzymam cię za słowo. – powiedział, a ja poszłam do szafki. Gdy byłam na miejscu, zadzwonił dzwonek.

– Świetnie. Muszę się pospieszyć.

Gdy miałam już wszystkie potrzebne rzeczy, udałam się pod klasę. Na szczęście nauczycielka jeszcze nie przyszła. Rozejrzałam się po korytarzu. Znowu nie ma Luke’a. Może tym razem poszedł na wagary. Przyszła Pani Ferk – nauczycielka angielskiego – i otworzyła nam drzwi klasy. Wszyscy weszliśmy do środka i udaliśmy się do swoich ławek. Standardowo usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. W ławce przede mną usiadła Rose i Alex. Mam przerobiony cały materiał z liceum, więc nie muszę cały czas słuchać. Lekcja trwa już kilka minut, a Luke’a wciąż nie ma. Był dziś jakiś dziwny. Troszkę się martwię. Może Rose lub Alex wiedzą gdzie on jest. Przynajmniej będę wiedzieć i nie będę się martwić. Warto zapytać. Szturchnęłam Rose palcem, a ona się odwróciła.

– Rose. Czemu nie ma Luke’a? – ona się rozejrzała po klasie, a potem dziwnie się do mnie uśmiechnęła.

– Nie wiem. A co? Martwisz się? Przecież mówiłaś, że on cię nie obchodzi.

– Bo nie obchodzi. Po prostu…

– Po prostu? – zapytał podejrzliwie Alex.

– Mam dla niego zeszyt.

– Masz zeszyt? Dla Luke’a? – zapytała Rose niedowierzając. To już po mnie. Nie mogłam wymyślić lepszej wymówki?

– No tak. Zresztą nieważne. Wiecie gdzie on jest?

– Mówił, że idzie do szkolnej piwnicy. Miał coś zrobić. – powiedział Alex.

– Okey. Dzięki.

Rose chciała jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążyła, ponieważ zadzwonił dzwonek oznaczający przerwę. Teraz kierunek piwnica szkolna. Gdy byłam pod drzwiami piwnicy, usłyszałam jak ktoś gra na gitarze. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zobaczyłam Luke’a siedzącego pod ścianą z gitarą w ręku.

– Co tu robisz? – zapytał. Podeszłam do niego bliżej.

– Przyszłam zobaczyć czy czujesz się już lepiej.

– Czuję się świetnie. Skąd pomysł, że czułem się źle?

– Bo tak wyglądałeś. I jak widzę i słyszę to nie jest wcale lepiej.

– Wydaje ci się. Idź lepiej na lekcję. Zaraz będzie dzwonek, a przecież nie chcesz się spóźnić.

– Nigdzie nie idę. Zostaje z tobą dopóki się nie przyznasz. – powiedziałam i usiadłam obok niego.

– Mam się przyznać? Do czego?

– Do tego, że jesteś chory.

– Nie jestem chory.

– Jesteś. Złapałeś przeziębienie. Zaraziłeś się ode mnie.

– Niby jak?

– A pamiętasz jak podałeś mi lekarstwa?

– Pamiętam. Metodą usta-usta. – powiedział i uśmiechnął się – Jeśli chcesz, możemy to powtórzyć. Teraz tylko zarazisz się ode mnie i będziemy leczyć się razem leżąc w łóżku. W moim łóżku. – teraz miał uśmiech od ucha do ucha.

On ma coraz gorsze pomysły. Pewnie gorączka mu wzrosła. Muszę jakoś to sprawdzić… Mam pomysł.

– Dobry pomysł. Możemy zrobić to teraz.

– Skoro tak, to chodź.

Usiadłam na nim okrakiem. Jego twarz powoli zbliżała się do mojej. Również zaczęłam się zbliżać, ale zamiast go pocałować dotknęłam jego czoła swoim, aby sprawdzić czy ma gorączkę. Tak jak myślałam. Ma i to całkiem wysoką, ponieważ jest bardzo gorący. I tu nie chodzi o to, że jest przystojny i mi się podoba. Nie. On mi się nie podoba. Wcale. Jest strasznie denerwujący. I przystojny. Nie, nie, nie. Przestań o tym myśleć.

– Co ty robisz? – jego głos wyrwał mnie z moich przemyśleń.

– Sprawdzam czy masz gorączkę. – powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.

– Przecież nie to miałaś teraz zrobić.

– Naprawdę? Nie przypominam sobie. To jest to, co od początku chciałam zrobić.

– Czyżby? A zdajesz sobie sprawę w jakiej pozycji się w tym momencie znajdujemy? – Właśnie to sobie uświadomiłam. Chciałam wstać, ale uniemożliwił mi to łapiąc mnie i ponownie sadzając mnie sobie na swoich kolanach, czyli wróciliśmy do poprzedniej pozycji.

– Puść mnie idioto. Musisz iść do domu.

– Wiesz jaki jest najlepszy sposób na pozbycie się gorączki? – zapytał ignorując moją wcześniejszą wypowiedź.

– Zażycie lekarstwa? – bardziej stwierdziłam niż zapytałam.

– Też, ale ja znam lepszy sposób.

– Niby jaki?

– Gorączkę trzeba wypocić, a ja znam sposób jak możesz mi w tym pomóc. – jego spojrzenie wędrowało od moich oczu do ust.

– Jesteś zboczony. Zaczynasz wpadać na coraz gorsze pomysły przez tą gorączkę.

– Idź już na lekcje. Dzwonek był już dawno.

– Nie mam takiego zamiaru. Zbieraj się.

– Po co?

– Odprowadzę cię do domu.

– A wiesz gdzie mieszkam?

– Nie, ale ty idziesz ze mną, więc będziesz mnie kierował. A jak coś się stanie to mam numer do Rose.

– A co ma się stać?

– Na przykład zemdlejesz.

– To się na pewno nie stanie.

– Skąd wiesz? Wszytko jest możliwe.

– To raczej nie.

– Nie ważne. Zbieraj się i idziemy.

Wyciągnęłam do niego rękę, aby pomóc mu wstać. Zebrał swoje rzeczy i wstał, ale nie puścił mojej ręki. Skierowaliśmy się do wyjścia. Wychodząc z piwnicy przypomniałam sobie o jednej rzeczy. Właśnie trwa przerwa, więc na korytarzu będzie połowa uczniów, a na dziedzińcu druga połowa. Pewnym jest, że trzymając się za ręce wzbudzimy ciekawość innych uczniów, a już na pewno się tak stanie gdy zobaczą nas Rose i Alex. Już kilka osób nas widziało, więc i tak jest za późno. Mogę już tylko wzdychać.

– Wiesz, że za każdym razem gdy wzdychasz ucieka ci trochę szczęścia?

– Skąd to wytrzasnąłeś?

– Słyszałem. Chyba kiedyś Rose tak mi powiedziała.

– Długo się przyjaźnicie?

– Od początku liceum.

Szliśmy i gadaliśmy o Rose, Alexie oraz Samie. Chciałam po prostu odwrócić swoją uwagę od ludzi, którzy szeptali między sobą za każdym razem gdy ich mijaliśmy na korytarzu.

– O wilku mowa, a raczej o wilkach.

Spojrzałam w tym samym kierunku co Luke. Przy fontannie stali Rose, Alex i Sam. Patrzyli na nas, a raczej na nasze splecione dłonie. Pospiesznie puściłam dłoń Luke’a, ale on ją od razu złapał ponownie. Ja tylko westchnęłam i odwróciłam wzrok czekając na wybuch ekscytacji Rose, który nie nastąpił. Spojrzałam na nią, a jej wzrok skakał tylko między naszymi twarzami, a splecionymi dłońmi. Niech ktoś wreszcie przerwie tą ciszę panującą między nami.

– Wybieracie się gdzieś? – zapytał Alex.

Uff… Moja niema prośba została wysłuchana.

– Tak. Wyobraź sobie, że Kat zaproponowała odprowadzenie mnie do domu.

– Po co? Stało się coś? – zapytał Sam.

– Nie…

– Tak. Stało się. – przerwałam jakże mądrą odpowiedź Luke’a – Wyobraźcie sobie, że Luke złapał przeziębienie i ten idiota zamiast zostać w domu i się wyleczyć, przyszedł do szkoły w takim stanie.

– W takim? Czyli jakim? – zapytała Rose.

– Z gorączką, bólem gardła i osłabieniem.

– My nic nie zauważyliśmy, więc jakim cudem ty zauważyłaś? – zapytała Rose.

– To już nie istotne. Muszę odprowadzić go do domu, a nie znam jego adresu.

– Przecież on idzie z tobą. – powiedział Alex.

– Nie wiem na ile mogę mu zaufać jeśli znajduje się w tym stanie. Właśnie dlatego… Rose pójdziesz z nami?

– Czuję się bardzo dobrze.

– Może już chodźmy.

– Idę z wami. – powiedział Alex.

– Po co? – zapytałam i spojrzałam na niego – Już rozumiem. Chcesz iść na wagary.

– Wolę określenie ‘odprowadzenie chorego kolegi do domu’ lub ‘opieka nad chorym przyjacielem’.

– Dobra. Możesz iść z nami. – powiedziałam i spojrzałam na Sama – Ty też idziesz z nami?

– Nie. Zostanę w szkole. Przecież ktoś musi powiadomić nauczycieli gdzie i dlaczego wasza czwórka zniknęła ze szkoły.

– Nie pomyślałam o tym. Dziękuję Samuelu.

– Przyjaciele mówią na mnie Sam. Ty również mnie tak nazywaj.

– Okey. W takim razie dzięki Sam i do zobaczenia. – pożegnałam się, co zrobiła pozostała trójka i poszliśmy w stronę domu Luke’a.

Gdy przekroczyliśmy szkolną bramę, spróbowałam wyrwać delikatnie moją dłoń z dłoni Luke’a, ale niestety nie udało mi się.

– Mógłbyś puścić już moją dłoń.

– Niestety nie mogę. Czuję się bardzo słabo i jak puszczę twoją dłoń mogę zemdleć.

– Mówiłeś przed chwilą, że czujesz się bardzo dobrze.

– Bo tak było. Teraz mi się pogorszyło.

– Niech Ci będzie, ale to jest pierwszy i ostatni raz. Zrozumiano? – powiedziałam grożąc mu palcem, ale on się tylko uśmiechnął.

– Tak, tak.

Rose z Alexem tylko na nas patrzyli i szczerzyli się jak głupi do sera. Nie rozumiem o co im chodzi. Po chwili zaczęli coś między sobą szeptać. Mam nadzieję, że nic nie kombinują. 
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Oczywiście ja i Luke. Rose oraz Alex szli za nami i ciągle szeptali między sobą. Teraz jestem pewna, że coś kombinują. Oby to było coś, co nie dotyczy mnie. Niech robią wszystko co chcą, tylko niech mnie w to nie wciągają. Droga zajęła nam piętnaście minut. Stanęliśmy właśnie pod drzwiami i czekaliśmy aż Luke znajdzie klucze. Gdy znalazł klucz i otworzył nam drzwi, w końcu mogliśmy wejść do środka. Rozejrzałam się dookoła.

– Twoich rodziców nie ma w domu?

– Nie. Mieszkam sam. Moi starzy przyjeżdżają raz na jakiś czas.

– A czym się zajmują?

– Jesteś bardzo ciekawska. Aż tak interesuje cię moje życie? – spojrzał na mnie, a ja odwróciłam wzrok – Mój tata jest pilotem, a mama stewardessą.

– A teraz z innej beczki. Możesz już puścić moją dłoń? – zrobił to, ale wyglądał tak jakby robił to niechętnie – Teraz idź do swojego pokoju i połóż się na łóżku. Masz odpoczywać. Okej, a więc tak. Ja wracam do szkoły, a wy z nim zostajecie i pilnujecie, aby odpoczywał. – spojrzałam na Rose i Alexa.

– Jak to idziesz? – zapytała Rose.

– Właśnie. Dlaczego? – zapytał Luke. To on jeszcze nie poszedł do pokoju?

– Mówiłam, że odprowadzę cię do domu. Nie wspominałam nic o tym, że zostanę.

– Nie wiem jak zajmować się chorą osobą. – powiedział Alex.

– Dacie sobie radę. Luke nie jest dzieckiem, a poza tym jesteście jego przyjaciółmi.

– A ty jesteś jego uko-… – przerwała gdy napotkała wzrok Luke’a – To znaczy… Ty również jesteś jego przyjaciółką. – powiedziała Rose.

– Nie przypominam sobie żebyśmy zostali przyjaciółmi.

– To coś znacznie więcej, prawda? Przecież bardzo się o niego martwiłaś. – powiedział Alex.

– Nie pr-… – zaczęłam mówić, ale przerwała mi Rose klaszcząc w dłonie.

– No dobrze. To ja i Alex pójdziemy zrobić zakupy. Znając Luke’a zapewne ma pustą lodówkę.

– To nie… – Rose chyba lubi przerywać czyjeś wypowiedzi.

– To my już pójdziemy. Powinniśmy niedługo być, a jak nie wrócimy to się nie martwcie. Pa. – i wyszli.

– No dobrze. Skoro wyszło jak wyszło, to zrobię ci coś do jedzenia dopóki nie wrócą.

– Ugotujesz coś? Dla mnie?

– To takie dziwne? Potrafię gotować. Zawsze robię obiady braciom gdy rodzice pracują do późna. Co zdarza się codziennie.

– W takim razie im zazdroszczę.

– Czego?

– Tego, że mogą codziennie jeść obiady przygotowane przez ciebie.

– Nie ma czego zazdrościć. Nie jestem jakąś wybitną kucharką.

– I tak im zazdroszczę, bo jedzą codziennie posiłki przygotowane przez ciebie.

Moje policzki zaczęły mnie delikatnie piec. Świetnie. Zarumieniłam się. Mam tylko nadzieję, że Luke tego nie zauważył.

– Koniec tej pogawędki. Marsz do swojego pokoju odpoczywać. Jak skończę przygotowywać jedzenie, to ci je zaniosę.

– Tak jest, pani kapitan. – powiedziała i mi zasalutował.

– Przestań się wygłupiać i idź już.

– Okey. Już idę.

Skoro już poszedł do pokoju, to mogę wziąć się do robienia owsianki. Przygotowanie wszystkiego zajęło mi trzydzieści minut. Zrobiłam również mleko karmelowe. Jest dobre na przeziębienie. Przygotowałam lekarstwa i szklankę wody. Dam mu je po tym jak coś zje. Postawiłam owsiankę, mleko, szklankę z wodą oraz lekarstwa na tacę i skierowałam się do pokoju Luke’a. Stanęłam przed schodami, ponieważ mam teraz problem. Nie wiem gdzie on ma pokój. Jest szansa, że po prostu nie zamknął drzwi. Ruszyłam schodami na górę. Pierwsze drzwi po prawej były otwarte. Zajrzałam do środka. To pokój Luke’a. Pewnie specjalnie zostawił je otwarte. Leżał odwrócony plecami do drzwi. Weszłam do środka.

– Śpisz? – odwrócił się na dźwięk mojego głosu.

– Nie.

– W takim razie zjedz to, a potem weźmiesz lekarstwa.

– A muszę?

– Co? Jeść?

– Nie. Wziąć lekarstwa.

– Tak, musisz. Jeśli ich nie weźmiesz, to będziesz dłużej chorował. – gdy to powiedziałam to zaczął się szczerzyć jak głupi do sera – O nie. Na pewno nie będę się tobą opiekować. Dziś siedzę tutaj z tobą tylko dlatego, że czekam na powrót Rose i Alexa. Jak tylko wrócą to ja idę do domu.

– Naprawdę wierzysz w to, że oni wrócą?

– A dlaczego mieliby nie wrócić?

– Wiedzą, że jestem z tobą, więc nie mają się czym martwić.

– Tylko problem w tym, że ja nie chcę być tu z tobą. – odłożył pustą miskę na szafkę nocną i wstał z łóżka. Nawet nie zauważyłam kiedy skończył jeść. Zaczął do mnie podchodzić.

– Dlaczego?

– Bo… – No dalej. Wymyśl jakąś wymówkę. – Bo nie. – To żem wymyśliła. Uderzyłam się mentalnie w czoło.

– To nie jest odpowiedź. – wiem o tym. Przecież nie powiem mu, że nie chcę spędzać z nim czasu, ponieważ boję się, że się w nim zakocham jeśli będę z nim dłużej przebywać.

– Dla mnie jest. Weź lekarstwa i wracaj do łóżka spać.

– Lekarstwa wezmę, ale spać nie pójdę. Wolę porobić coś innego.

– Na przykład co?

– Hm… – udaje, że się zastanawia – Maraton filmowy?

– Zgoda. Ty wybierz film, a ja przygotuje jakieś przekąski.

– Powinny być jakieś w szafkach, więc poszukaj.

– Okej.

Zeszłam na dół do kuchni. Przeszukałam wszystkie szafki i znalazłam kilka opakowań popcornu oraz butelkę coli. Włożyłam pierwszą torebkę popcornu do mikrofalówki. Postanowiłam przygotować nam jeszcze kanapki. Gdy popcorn w obu torebkach był gotowy, przesypałam go do miski. Talerz z kanapkami, miskę z popcornem oraz dwie szklanki postawiłam na tacę, butelkę coli wzięłam pod pachę i udałam się do pokoju Luke’a. Drzwi na szczęście były otwarte, więc weszłam do środka i odłożyłam tacę oraz colę na szafkę obok łóżka. Luke leżał na łóżku z laptopem na kolanach.

– Jaki film wybrałeś jako pierwszy?

– Zobaczysz.

– No dobra. – położyłam się na łóżku obok niego – Puszczaj.

Przez pierwsze kilka sekund filmu nadal nie wiedziałam jak brzmi jego tytuł. Dopiero gdy pojawił się na ekranie wiedziałam o czym jest. Wybrał horror i to Obecność 2. Nienawidzę horrorów. Muszę się jakoś wymknąć. Zaczęłam schodzić powoli z łóżka. Gdy już niewiele mi brakowało, poczułam uścisk na moim nadgarstku. Powoli obróciłam głowę i spojrzałam na Luke’a.

– A Ty dokąd się wybierasz?

– Przepraszam, ale muszę wyjść.

– A to dlaczego?

– Przypomniało mi się, że miałam coś załatwić po szkole.

– I tak nagle sobie o tym przypomniałaś?

– No tak… więc wybacz, ale już pójdę.

– Poczekaj. A to nie jest przypadkiem tak, że wychodzisz, bo boisz się horrorów?

– O-oczywiście, że nie. – Świetnie. Zaczęłam się jąkać.

– Czyżby? Na pewno się boisz. Jesteś tchórzem. – zaczął się ze mnie naśmiewać.

– Nieprawda. Nie jestem.

– Kat to tchórz. – chyba wcale nie miał zamiaru przestać.

– Nieprawda. Przestań się ze mnie śmiać. – zaczął mnie naprawdę irytować.

– Nie przestanę, bo boisz się oglądać horrory i nie chcesz się do tego przyznać. – uśmiechnął się złośliwie.

– Dobra. Obejrzę z tobą ten film i udowodnię ci, że się nie boję.

– No i super. – Gdy uśmiechnął się zwycięsko, zdałam sobie sprawę na co się zgodziłam. To dlatego, że zaczął się ze mnie nabijać. Mam obejrzeć horror i to na dodatek z Lukiem. Przecież ja tego nie przeżyję. Usiadłam z powrotem na łóżku obok niego. Dlaczego ja się na to zgodziłam?! Już i tak nie mogę się wycofać. Wzięłam poduszkę i położyłam ją sobie na kolanach. Będzie moją tarczą. Gdy na ekranie coś się pojawi albo wyskoczy to po prostu zasłonię nią oczy. – Gotowa?

– Na to nigdy nie będę gotowa. – powiedziałam to pod nosem tak, aby Luke tego nie słyszał. – Tak. Możesz ponownie włączyć film.

Gdy tylko coś się pojawiło lub wyskoczyło, zasłaniałam sobie oczy poduszką, którą miałam na kolanach. Robiłam już tak chyba przez połowę filmu, a Luke przyglądał się temu z uśmiechem. W pewnym momencie odezwał się.

– Może chcesz się przytulić? Będziesz się mniej bała.

– Dzięki, ale nie skorzystam. Poduszka mi w zupełności wystarcza. Po za tym się nie boję.

– No i co ci z tej poduszki?

– Będę się do niej przytulać.

– Do mnie też możesz się przytulić.

– Powtórzę: Dzięki, ale nie skorzystam.

– Jak chcesz, ale propozycja nadal aktualna.

– Tak, tak. Oglądaj dalej.

Przez kilka minut nic się nie działo, więc siedziałam spokojnie i patrzyłam na ekran. Gdy ponownie na ekranie coś się pojawiło, wystraszyłam się w wyniku czego przytuliłam się do Luke’a. Widocznie mu to nie przeszkadzało, bo położył swoją rękę na moich plecach i zaczął głaskać mnie po nich głaskać. To pomogło mi się trochę uspokoić.

– Mogłaś zrobić tak już na początku filmu. Gdybyś to zrobiła, to mogłabyś oglądać film na spokojnie.

– Mogłeś po prostu wybrać inny film, a nie horror.

– Chciałem go obejrzeć już od jakiegoś czasu, ale nie miałem okazji, więc gdy się nadarzyła postanowiłem obejrzeć go z tobą.

– Więc zapamiętaj na przyszłość: Ja nienawidzę horrorów.

– Okej, okej. – spojrzał na ekran – Patrz. Teraz będzie najlepszy moment.

Również spojrzałam na ekran i to w momencie gdy ponownie coś wyskoczyło. Wystraszyłam się i znowu przytuliłam się do Luke’a. Po co się go posłuchałam. Mogłam się domyślić, że o to mu chodziło. Zaczął się ze mnie śmiać, więc uderzyłam go pięścią w klatkę piersiową, ale nadal się do niego przytulałam.

– Czemu to zrobiłeś?

– Czemu się odwróciłaś?

– Nie wiem. Z resztą nieważne. Wracajmy już do oglądania filmu.

– To ty widzisz coś mając zamknięte oczy? – powiedział śmiejąc się.

– Ha ha ha. Bardzo śmieszne. – powiedziałam sarkastycznie.

– Dobra. Już się nie śmieję. Oglądajmy dalej.

Ułożyłam się na klatce piersiowej Luke’a w wygodniejszej pozycji. Odkąd Luke trzyma dłoń na moich plecach i rysuje różne wzory nie mogę skupić się na filmie. Dochodzi do tego jeszcze ciepło jego ciała, które jest usypiające. Robię się coraz bardziej senna. Zanim zasnęłam poczułam jeszcze jak Luke mnie czymś przykrywa.

Luke

Spojrzałem na Kat i zobaczyłem, że ma zamknięte oczy i spokojny oddech, czyli zasnęła. Odłożyłam laptopa na szafkę nocną i przykryłem ją kołdrą. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc położyłem się obok niej na łóżku i również zasnąłem.

Kat

Z jakiegoś powodu było mi bardzo gorąco. Leżałam na czymś całkiem wygodnym i bardzo ciepłym. Na dodatek to się delikatnie poruszało. I w tym momencie przypomniałam sobie, co się wydarzyło kilka godzin wcześniej oraz uświadomiłam sobie na czym spałam. Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam na zegarek w komórce: dwudziesta druga czternaście. Świetnie. Dostanę niezły wykład od braci. Zaczęłam powoli schodzić z łóżka. Luke poruszył się i szukał czegoś ręką po stronie na której spałam. Dałam mu poduszkę na której spałam. Przytulił się do niej i dalej spał. Wzięłam telefon oraz plecak i wyszłam z pokoju. Właśnie zakładałam buty gdy usłyszałam głos Luke’a.

– Kat! Poczekaj! – krzyczał będąc na schodach.

– Co znowu? – zapytałam gdy był już na dole.

– Gdzie idziesz?

– Jak to gdzie? Do domu.

– O tej porze?

– Tak o tej porze. Im dłużej rozmawiamy tym robi się później, więc będę lecieć. – odwróciłam się i złapałam za klamkę.

– Poczekaj. Muszę się ubrać. – odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.

– Po co?

– Odprowadzę cię.

– Nie ma mowy. Nigdzie się nie ruszasz. Jesteś chory, więc zostajesz w domu.

– Wziąłem lekarstwa i czuję się już lepiej.

– I tak zostajesz w domu.

– Nie puszczę cię samej o tej porze.

– Nie masz wyboru.

– Tobie daję. Masz do wyboru dwie opcje.

– Jakie?

– Pierwsza: Pójdziesz teraz do domu, ale ja cię odprowadzę.

– Nie ma mowy!

– Chcesz usłyszeć drugą opcję?

– Dobra. Słucham.

– Druga: Nocujesz dziś u mnie.

– …. – zatkało mnie.

– To którą opcję wybierasz?

– Żadnej. Mam jeszcze trzecią opcję.

– Niby jaką?

– Pójdę do domu bez ciebie.

– To ci się raczej nie uda.

– A to niby dlaczego? – wyjął klucz z kieszeni – Co? – pociągnęłam za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły.

– Drzwi są zamknięte.

– W takim razie jak Rose i Alex wyszli z domu?

– Rose wie gdzie trzymam zapasowy klucz. Po za tym… Chyba nawet nie wrócili.

– Po prostu otwórz te drzwi i pójdę do domu.

– Już ci mówiłem, że nie puszczę cię samej o tej porze.

– Dobra niech ci będzie. Zostanę u ciebie na noc.

– No i świetnie. Chcesz wziąć prysznic? – westchnęłam.

– Chętnie. Tylko, że nie mam u ciebie żadnych ubrań, więc nie mam w czym spać.

– Dam ci jakąś moją koszulkę. Chociaż jak dla mnie to możesz spać nawet w samej bieliźnie.

– Przykro mi, ale to się nie stanie.

– No cóż. Przynajmniej próbowałem. Chodź. Dam ci jakieś ciuchy.

– Okej. – powiedziałam i poszłam za nim do jego pokoju. Podszedł do szafy i dał mi jakąś swoją koszulkę.

– Tu masz łazienkę.

– Dzięki. – powiedziałam, a on położył się na łóżku. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam ubrania i położyłam na koszu do prania.Wzięcie prysznica zajęło mi dziesięć minut. Założyłam bieliznę i koszulkę Luke’a, która sięgała mi prawie do kolan. Gdy byłam gotowa, wyszłam z łazienki. Luke nadal leżał na łóżku i robił coś na telefonie. Na dźwięk zamykanych drzwi, spojrzał w moją stronę.

– Wiesz co? Moje ciuchy wyglądają na tobie lepiej niż na mnie. – zarumieniłam się lekko na te słowa, więc odwróciłam głowę zakrywając się włosami.

– Dzięki.

– Nie ma za co. Teraz ja idę wziąć prysznic. Ty w tym czasie coś porób albo idź po prostu spać.

– Okej.

Wszedł do łazienki, a ja postanowiłam, że zadzwonię do Matta. Zapewne czeka mnie niezły wykład. Pierwszy sygnał, drugi i po trzecim odebrał.

– Halo. – ma za spokojny głos.

– Hej Mat.

– O Kat. Postanowiłaś się jednak odezwać do braci? Przypomniałaś sobie o nas? Wciąż jesteś u Luke’a? Masz zamiar w ogóle wrócić dziś do domu? – wyszłam z pokoju Luke’a i skierowałam się na dół do salonu.

– No przepraszam. Zapomniałam o uprzedzeniu was. – Ale zaraz…. – Chwileczkę. Skąd wiesz, że jestem u Luke’a?

– Szukaliśmy cię na przerwie po całej szkole dopóki nie spotkaliśmy Sama. Powiedział nam, że poszłaś z Rose i Alexem odprowadzić Luke’a do domu.

– Nie mogliście po prostu do mnie zadzwonić albo napisać wiadomość?

– Nie przyszło nam to do głowy. A Ty nie mogłaś tego zrobić?

– Dobra. Mogłam, ale zapomniałam. Przepraszam.

– Więc? Po co dzwonisz? Mamy cię odebrać?

– Nie. Luke nie chciał mnie puścić samej o tej porze do domu, więc śpię dziś u niego.

– Bardzo dobrze zrobił. Chociaż mniej podoba mi się fakt, że będziesz u niego spała. Jego rodzice się zgodzili?

– Mieszka sam. Rodzice przyjeżdżają raz na jakiś czas.

– Te nocowanie coraz mniej mi się podoba.

– Spokojnie. Będę spać piętro niżej na kanapie w salonie.

– Jako dżentelmen powinien odstąpić ci łóżko i sam spać na kanapie.

– On nic o tym nie wie. Właśnie bierze prysznic, a ja wyszłam z jego pokoju i zeszłam na dół.

– No dobra. Skoro tak to kładź się już spać. Jest już późno, a jutro do szkoły. Dobranoc Kat.

– Dobranoc Mat. Do jutra.

Pożegnałam się z bratem i od razu położyłam się na moim tymczasowym łóżku. Przykryłam się kocem i niewiele brakowało mi do zaśnięcia. Przed całkowitym zaśnięciem poczułam jeszcze czyjeś dłonie na moim ciele, a potem czułam jak się unoszę. Po krótkiej chwili leżałam na czymś miękkim. Obok mnie leżało coś bardzo ciepłego, więc się do tego przytuliłam i tak zasnęłam.

Luke

Wyszedłem z łazienki i zorientowałem się, że Kat nie ma w moim pokoju. Zszedłem, więc na dół do salonu i zobaczyłem, że śpi na kanapie. Podszedłem do kanapy, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego pokoju. Położyłem ją na łóżku, a po chwili położyłem się obok niej. Ona chyba to wyczuła, bo po chwili wtuliła się we mnie. Objąłem ją ramieniem i również zasnąłem.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 364
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!