Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział trzynasty

Jest godzina piąta trzydzieści, a ja nie śpię. Obudziłam się o piątej i od tamtej pory gapię się w sufit. Myślałam, że może znuży mnie sen, ale tak się nie stało. Ciągle myślę o tym co się wczoraj stało w składziku woźnego. Ciągle myślę o NIM. Przeklęty Luke. Przez to, co zrobił nie mogę wybić go sobie z głowy. I jeszcze ten zakład. Nie mam zielonego pojęcia co on może wymyślić. Zapewne wprowadzi swoje myśli w życie. Kompletnie nie wiem czego mogę się po nim spodziewać. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk budzika, który ustawiłam na szóstą trzydzieści. Leżałam bezczynnie w takiej pozycji przez półtorej godziny? Myślenie o Luke’u jest złe. Kat nie możesz o nim myśleć. Masz przestać. Cały mój umysł jest wypełniony myślami o Luke’u. Już teraz myśli o nim pochłaniają mi dużo czasu. Jeśli wciąż będę o nim myśleć to mogę się w nim zakochać. Jeśli już się to nie stało… Nie. Na pewno nie. Uderzyłam otwartymi dłońmi w oba policzki, aby wrócić do rzeczywistości. Trzeba się przygotować do kolejnego dnia w szkole. Podeszłam do szafy, aby wybrać ubrania na dzisiejszy dzień. Dziś ma być chłodniej niż zwykle, więc założyłam jeansy i bluzkę na długi rękaw z nadrukiem uśmiechniętej minki.

Mam zamiar wybrać się dziś na zakupy do galerii. Muszę kupić sobie nowe struny do gitary. Te, które miałam zabrali mi bracia. Kupiłam je sobie jakiś czas temu na wypadek gdyby te w gitarze pękły, ale widocznie moi bracia je odkryli i sobie przywłaszczyli gdy pękły im w ich gitarach. No i teraz muszę kupić sobie nowe. Co prawda w moich nie pękły, ale zawsze dobrze mieć jakieś pod ręką niż potem ganiać do jakiegoś sklepu muzycznego. Mam tylko nadzieję, że nie będzie dziś padać deszcz. Gdy byłam już ubrana, zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Wchodząc do jadalni zauważyłam, że przy stole siedzieli już Drew i Mat. Przywitałam się z nimi i usiadłam na swoim miejscu przy stole.

– Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór? – zapytał Drew.

– Planuję iść do galerii na zakupy. A co? – powiedziałam, a Mat spojrzał na mnie z iskierkami w oczach. – Nie. Nie pójdziecie ze mną. – dodałam po tym jak zareagował Mat na słowo ‘galeria’.

– Ale dlaczego? – zapytał niezadowolony.

– Bo gdy tylko byśmy weszli do galerii, to poszli byście do sklepu z grami i nakupili ich całą masę.

– Nie prawda. – próbował zaprzeczyć Mat.

– Czyżby?

– … – milczeli.

– No właśnie. – powiedziałam.

Po skończonym śniadaniu, włożyliśmy brudne naczynia do zmywarki i poszliśmy do swoich pokoi po swoje rzeczy. Zeszliśmy ponownie na dół po kilku minutach.

– Wychodzimy już? Jest siódma dwadzieścia osiem. – zapytał Mat.

– Możemy już iść.

– No więc chodźmy. – I wyszliśmy z domu.

Po kilkunastu minutach byliśmy pod naszym liceum. Na dziedzińcu szkolnym nie siedziało zbyt wielu uczniów. Do dzwonka jest jeszcze piętnaście minut. Co by tu porobić przez ten czas? Na zewnątrz nie zostanę, ponieważ jest chłodno, a ja całkiem łatwo łapię przeziębienie. A więc pozostaje mi tylko szkoła. Może pójdę do biblioteki? Jest szansa, że znajdę jakąś książkę dla siebie.

– Chłopaki ja idę do biblioteki.

– Okej. – powiedział Drew.

– Do zobaczenia później.

– Do zobaczenia. – powiedziałam i pomachałam im.

Otworzyłam drzwi szkoły i na kogoś wpadłam. Odruchowo zamknęłam oczy. Poczułam czyjeś ręce owijające się wokół mojej tali. Gdyby nie refleks tego kogoś, to miałabym bliskie spotkanie z ziemią. Otworzyłam oczy i spojrzałam na tą osobę. Moim bohaterem okazał się nie kto inny jak Luke. Gdy zorientował się, kto  na niego wpadł, to na jego twarzy od razu pojawił się chytry uśmieszek.

– Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale żeby to okazywać już od samego rana?

– Dzięki za ratunek, ale nie lecę na ciebie. Mam na oku kogoś innego. – Powiedziałam, a on chyba przez szok puścił mnie, więc wymknęłam się mu i skierowałam do mojego początkowego celu.

– Kat! Ej! Poczekaj! Słyszysz? Nie uciekaj! – Krzyczał biegnąc za mną.

Słysząc jego głos za plecami przyspieszyłam kroku. Byłam już parę kroków od biblioteki. Gdy chciałam otworzyć drzwi, niestety coś, a raczej ktoś mnie zatrzymał. Oczywiście tym kimś był Luke, bo któż by inny. Przyparł moje plecy do ściany. Oparł się swoimi rękoma o ścianę po obu stronach mojej głowy, przez co odciął mi drogę ucieczki.

– Dlaczego uciekałaś?

– Bo się spieszyłam. A ty dlaczego za mną pobiegłeś?

– Bo mi uciekłaś.

– To nie jest powód.

– A więc gdzie się spieszyłaś albo do kogo?

– Nie twoja sprawa. – Powiedziałam i odwróciłam wzrok, ponieważ jego spojrzenie w jakiś sposób mnie paliło.

– Czemu odwracasz wzrok?

– Bez powodu. – Powiedziałam nadal na niego nie patrząc. Chwycił mój podbródek w swoje dwa palce i odwrócił moją głowę tak, abym ponownie na niego spojrzała.

– Czyżby?

– Tak. A teraz mnie puść bo nie zdą… – moją wypowiedź przerwał dzwonek. – …żę. I nie zdążyłam.

– Gdzie? Miałaś gdzieś iść?

– Tak. Miałam iść do biblioteki przed dzwonkiem.

– Po co? Tylko nie mów, że miałaś się z kimś spotkać.

– A jeśli nawet to co? – Zapytałam ciekawa, ale nie otrzymałam odpowiedzi. – A po co się chodzi do biblioteki? Chciałam wypożyczyć książkę idioto. – widziałam jak odetchnął cicho jakby z ulgą. – A przez ciebie i te twoje przesłuchanie nie zdążyłam. Mógłbyś mnie już puścić? Chcę iść już na lekcję.

– Przecież cię nie trzymam. – powiedział zaczepnie.

– Ale blokujesz mi drogę, więc wychodzi na to samo.

– Skoro tak, to co będę miał z tego, że cię puszczę?

– Nie uderzę cię tam gdzie nie powinnam.

– Hm… Kuszące, ale to za mało. – odpowiedział i uśmiechnął się.

– Więc co chcesz abym zrobiła?

– Zdaję się na ciebie i twoją kreatywność.

– No dobrze. Skoro tak to… – Powiedziałam. Przybliżyłam swoją twarz do jego i pocałowałam go w policzek. – Puścisz mnie teraz?

– Może być, ale… – zaczął.

– Ale? – zapytałam czekając na dalszą część zdania.

– Ale przydałby się jeszcze jeden. W drugi policzek.

-Ty chyba sobie żartujesz.

– Nie. Mówię całkiem poważnie.

– A wiesz, że pocałunków nie daje się parzyście? Musi ci starczyć ten jeden.

– Więc możesz pocałować mnie jeszcze raz w usta. Wtedy będzie nie parzyście.

– Dobra, ale wtedy mnie już puścisz. I tylko w policzek. Zgoda?

– Zgoda. – powiedział i uśmiechnął się chytrze. Czyżby coś kombinował? Nie, na pewno nie. To tylko moja wyobraźnia.

Dobra. Trzeba to w końcu zrobić, wtedy mnie przepuści i będę mogła iść w spokoju na lekcję. Jak o tym pomyślałam to moje serce zaczęło szybciej bić. Dlaczego? Przecież jak zrobiłam to wcześniej to nie biło tak szybko. Ignorując moje serce, stanęłam na palcach i powoli zbliżałam swoje usta do policzka Luke’a. Gdy odległość między nami wynosiła tylko kilka milimetrów, Luke nagle się odwrócił twarzą w moją stronę, przez co zamiast pocałować go w policzek, pocałowałam go w usta. Od razu pogłębił pocałunek. Chciałam się odsunąć jednakże jego jedna ręka znajdująca się na mojej tali oraz druga na moim karku, uniemożliwiły mi to.

– Miałeś mnie puścić. – Powiedziałam gdy odsunął się, aby złapać oddech po pocałunku.

– Zmieniłem zdanie. – Powiedział i już miał mnie ponownie pocałować, ale wymierzyłam mu prawego sierpowego w brzuch, w wyniku czego mnie puścił.

– Mogłam zrobić to na samym początku.

– Ale nie zrobiłaś. Z czego się cieszę.

– Ciesz się tym póki możesz. Następnym razem zrobię to od razu. – Powiedziałam i odwróciłam się z zamiarem odejścia, ale usłyszałam jeszcze głos Luke’a.

– Planujesz już następny raz? Ciekawe czy wtedy będziesz chciała to zrobić. Coś mi się wydaje, że ten raz ci się podobał i następny również będzie. I raczej wtedy mi nie przyłożysz.

– Nie chce mi się już z tobą gadać. Idę na lekcję. Narka. – powiedziałam i odeszłam.

Zostało tylko dwadzieścia minut lekcji. Jak wejdę teraz na lekcję, to dostanę niezły ochrzan, a potem wykład od nauczyciela, że nie ładnie jest się spóźniać. Lepiej będzie jak na nią nie pójdę. Pójdę do ogrodu i tam poczekam do dzwonka.

~***~

Właśnie czekam na przystanku na autobus. Niestety jestem trochę przemoczona, ponieważ pada deszcz. Moje poranne nadzieje, aby nie padało przepadły. Na szczęście przystanek nie znajduje się daleko od szkoły, więc mogłam schronić się przed deszczem. Gorzej będzie gdy będę wracała do domu, ale o tym pomyślę później. Autobus właśnie nadjeżdża i muszę wyciągnąć portfel z pieniędzmi. Wsiadłam do autobusu, kupiłam bilet i usiadłam na wolne miejsce. Po dwudziestu minutach byłam pod centrum handlowym. Niestety deszcz wciąż pada, więc musiałam biec do wejścia, aby jak najmniej zmoknąć. Gdy byłam już na miejscu, podeszłam do planu budynku i odszukałam na nim sklepu muzycznego. Sklep znajdował się na drugim piętrze, a ja jestem na parterze, czyli muszę znaleźć windę lub schody. Rozejrzałam się dookoła. Winda znajdowała się najbliżej więc udałam się w jej kierunku. Gdy byłam już w windzie, nacisnęłam na panelu numer dwa.

– A-Apsik. – No nie. Jeszcze tylko tego brakuje, żebym się przeziębiła.

Kiedy winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze, wsiadłam z niej i skierowałam się w kierunku sklepu. Po kilku minutach byłam na miejscu. Poszłam do działu ze strunami do gitar. Wzięłam najlepsze, aby miały dłuższe ‘życie’ na gitarze. Przynajmniej nie będę musiała kupować nowych przez jakiś czas. Kątem oka zobaczyłam jeszcze zeszyt do nut. Mój już się niedługo skończy, więc kupie sobie nowy. Wybrałam zeszyt i poszłam do kasy zapłacić. Po udanych zakupach udałam się do windy, a z niej do wyjścia z centrum handlowego. Przez ten czas gdy robiłam zakupy, mocniej się rozpadało i teraz już nie pada tylko leje. Za chwilę miał nadjechać autobus, więc pobiegłam na przystanek. W momencie gdy dobiegłam na miejsce, autobus przyjechał. Weszłam do środka, pokazałam kierowcy bilet i usiadłam na wolne miejsce. Przez pogodę na miejscu byłam po trzydziestu minutach. Teraz czeka mnie tylko 10 minut biegu w taką pogodę do domu. Dlaczego nie wzięłam parasolki? Chociaż przy takiej ulewie nawet parasolka by nie pomogła. Jakie to szczęście, że nie noszę na twarzy tapety. Gdyby tak było, to z pewnością teraz wszystko by spływało z mojej twarzy. Gdy przekroczyłam próg domu, schyliłam się, aby zdjąć buty i podnosząc się do pionu, zakręciło mi się w głowie. Nie mogąc utrzymać się na nogach upadłam na podłogę, a po chwili straciłam przytomność.

Andrew

Siedziałem w fotelu i brzdąkałem na swojej gitarze gdy w pewnym momencie usłyszałem huk z dołu. Tak jakby coś spadło. Zerwałem się szybko z miejsca i pobiegłem na dół. Gdy zobaczyłem leżącą na podłodze nieprzytomną siostrę, przestraszyłem się. Zawołałem Matta i szybko do niej podbiegłem. Miała całe przemoczone ubrania. Położyłem rękę na jej czole. Ma gorączkę.

– Co z nią? – zapytał Mat.

– Ma wysoką gorączkę. Trzeba ją szybko zbić.

– W szafce powinny być lekarstwa.

– Dobra. Mat przynieś jakieś lekarstwa na przeziębienie, termometr i przygotuj jakąś szmatkę oraz miskę z zimną wodą, a ja zaniosę ją do jej pokoju.

– Już lecę.

Wziąłem Kat na ręce i zaniosłem ją do jej pokoju. Przebrałem ją w suche piżamy i czekałem na potrzebne rzeczy. Nie musiałem długo czekać, ponieważ Mat pojawił się w progu drzwi parę sekund później.

– Masz wszystko?

– Tak.

– Trzeba jej najpierw zmierzyć temperaturę. Mat daj termometr. – podał mi przedmiot i od razu przyłożyłem go do czoła Kat. – 39.9°C. Wysoka gorączka. Trzeba ją natychmiast zbić. Trzeba podać jej jakoś lekarstwa. Tylko jak skoro jest nieprzytomna.

– Spójrz. Budzi się.

– Co się dzieje? – zapytała słabym głosem.

– Masz wysoką gorączkę i trzeba ci ją zbić. Musisz wziąć lekarstwa. – powiedział Mat.

– Dajcie mi je. – powiedziała, więc podałem jej lekarstwa i szklankę wody. Wzięła lekarstwa i popiła je wodą.

– A teraz możesz iść spać. Zostaniemy tutaj z tobą.

– Dziękuję. – powiedziała.

– Od tego są bracia. – powiedział Mat.

– A teraz trzeba namoczyć szmatkę w zimnej wodzie. – powiedziałem i tak zrobiłem, a potem położyłem na jej czole. – To powinno zbić gorączkę. Chodźmy zjeść kolację, a potem tu wracamy i śpimy.

– Masz rację. Kat dawno nie chorowała, a ma do tego skłonności. – powiedział Mat.

– Dlatego będziemy spać u niej w pokoju. Gdyby coś się stało, to będziemy na miejscu.

~***~

Kat

Obudziłam się rano z mocnym bólem głowy i gardła. Poczułam coś na moich dłoniach i brzuchu. Z trudem podniosłam delikatnie głowę. I co ujrzałam? Moich śpiących braci. Andrew trzymał moją lewą dłoń, Matthew prawą, a drugą dłoń trzymał na moim brzuchu. Co oni tu robią? Spali tu całą noc? Co ja z nimi mam? Ale to miłe, że się o mnie martwią. No cóż… Trzeba ich obudzić. Mają dziś szkołę, a jest już siódma. A więc do dzieła. Wyswobodziłam swoje dłonie z ich uścisku i zaczęłam ich budzić.

– Drew, Mat. Pobudka. Musicie iść do szkoły. – powiedziałam ze słyszalną chrypą w głosie.

– Jeszcze pięć minutek. – powiedział Mat.

– Nie ma pięć minutek. Wstawać, ale już.

– Dobra, dobra. Już wstajemy. – powiedział Drew.

– Idźcie się ogarnąć, a ja zrobię wam śniadanie. A potem do szkoły.

– Chwila moment. Jak to zrobisz nam śniadanie? Jesteś chora i masz leżeć w łóżku. – powiedział Drew.

– Nic mi nie jest. Czuje się już lepiej. Gorączki również nie mam.

– Ach tak? Zatem powiedz dlaczego masz ściereczkę przyklejoną do czoła? Zapewne przez twoją temperaturę cała woda z niej wyparowała. – Powiedział Drew. Gdy skończył mówić, zdjął ją z mojego czoła. Mat zmierzył mi temperaturę.

– Mówisz, że nie masz gorączki. A więc jak wyjaśnisz nam to, że termometr pokazuje nam, że masz 39°C? – zapytał Mat.

– Jest zepsuty?

– Wątpię.

– Ale naprawdę czuję się dobrze. Widzicie? – Powiedziałam i wstałam z łóżka, ale od razu się zachwiałam i bym upadła gdyby moi bracia mnie nie złapali. – Niezły refleks.

– Widzimy. Właśnie dlatego zostajemy w domu z tobą i będziemy się tobą opiekować. – powiedział Drew.

– Nie ma mowy. Macie iść do szkoły. Dam sobie bez was radę przez te kilka godzin.

– Zostajemy z tobą. – powiedział Drew.

– Nie. Idziecie do szkoły. Nie jestem małą dziewczynką. Dam sobie radę. – powiedziałam stanowczo.

– Zostajemy.

– Do szkoły.

– Zostajemy.

– Do szkoły.

– Dobra. Stop. – naszą kłótnie przerwał Mat. – Czasami zastanawiam się kto z waszej dwójki jest tym najstarszym z rodzeństwa.

– Jak to kto? Oczywiście, że ja. – powiedział Drew.

– Śmiem w to wątpić. Bardziej bym obstawiał Kat. Czasami zachowuje się bardziej dojrzale od ciebie.

– No dobrze. A teraz idźcie przygotować się do szkoły.

– Niech Ci będzie, ale jak tylko będzie się coś działo, to masz natychmiast dzwonić. Rozumiesz? – powiedział Drew.

– Tak, rozumiem.

– W takim razie idziemy się przebrać, a ty masz leżeć w łóżku przez cały dzień. – powiedział Drew.

– Więc wy idźcie do szkoły, a ja sobie jeszcze pośpię.

– A więc dobranoc. – powiedział Mat.

– Pamiętaj, że jak coś się będzie działo, to masz dzwonić.

– Pamiętam. Dobranoc.

– Pa. – odpowiedzieli i wyszli z mojego pokoju, a ja po chwili zasnęłam.

Luke

Jest godzina siódma czterdzieści, a ja właśnie stoję na szkolnym dziedzińcu. Przyszedłem dziś do szkoły wcześniej niż zwykle. Zapewne zapytacie: dlaczego? Otóż jedno imię powinno wam odpowiedzieć na to pytanie. A te imię brzmi: Kat. Chciałem z nią dłużej porozmawiać. Lubię gdy się denerwuje lub gdy jest zawstydzona. Lubię ją denerwować, bo gdy jest zdenerwowana to wtedy marszczy ten swój mały nosek. Wygląda wtedy naprawdę słodko. Uwielbiam jej uśmiech, ale niestety przy mnie się nie uśmiecha. Najczęściej ją uśmiechniętą można spotkać w towarzystwie jej braci. Chciałbym być tym, który wywołuje uśmiech na jej twarzy. Niestety w moim towarzystwie w większości sytuacji tylko się denerwuje. Co prawda lubię to, ale bardziej lubię gdy się uśmiecha.

Jest już siódma pięćdziesiąt, a jej jeszcze nie ma. Powinna już dawno być. Widzę jej braci. Właśnie przeszli przez bramę na dziedziniec, ale moją uwagę bardziej zwróciła Kat, a raczej jej brak. Czyżby miała przyjść później? Może ich zapytam? Podszedłem do nich.

– Siema. – przywitałem się z nimi.

– Cześć. – odpowiedzieli – Potrzebujesz czegoś? – zapytał Andrew.

– Informacji.

– Na temat czego? – zapytał Matthew.

– Na temat waszej siostry.

– Kat?

– Oczywiście, że na temat Kat idioto. Nie mamy przecież innych sióstr. – powiedział Drew. – Więc? Co chcesz wiedzieć? Może odpowiemy na twoje pytania.

– A może nie. – dodał swoje trzy grosze Mat.

– Powiesz w końcu co chcesz wiedzieć?

– No więc… Dlaczego Kat nie przyszła z wami? – zapytałem.

– Jest chora, więc została w domu. – powiedział Drew.

– To coś poważnego? Jak ona cię czuje?

– Zwykłe przeziębienie. Wróciła wczoraj do domu cała przemoczona i zemdlała w korytarzu. Jak się później okazało miała wysoką gorączkę. Dziś czuła się lepiej, ale przez ból gardła ledwo mówiła. Nadal ma gorączkę, ale jest niższa niż wczoraj. – Drew powiedział mi to, co chciałem wiedzieć. W trakcie jego wypowiedzi zadzwonił dzwonek, ale za bardzo się tym nie przejąłem.

– Dzięki za informację. Cześć. – powiedziałem i odwróciłem się w stronę bramy. Miałem już iść, ale powstrzymała mnie ręka na moim ramieniu.

– Co zamierzasz zrobić? – zapytał Drew, a Mat tylko na mnie spojrzał.

– Jak to co? Idę do waszego domu. Zobaczyć jak się czuje wasza siostra.

– Nie wpuści cię do środka. – powiedział Mat.

– A to niby czemu?

– Jest godzina ósma pięć i myślisz, że co zrobi gdy zobaczy ciebie pod naszym domem?

– Wpuści mnie do środka?

– Marzenie ściętej głowy. Wygoni cię na lekcje. Myślisz, że z nami było inaczej? Chcieliśmy zostać z nią w domu, żeby się nią zaopiekować gdy jest chora. I wiesz co nam powiedziała? – pokiwałem przecząco głową – Mamy iść do szkoły i nie możemy opuszczać lekcji. Powiedziała również, że da sobie radę bez nas przez te kilka godzin. Moja mała siostrzyczka nie chciała pomocy. – powiedział Drew.

– Wiesz, że jak by cię teraz słyszała to by ci przyłożyła za to, że ją tak nazwałeś? – zapytał Mat.

– Ale to znaczy, że jest sama w domu, prawda? – pokiwali głową na tak – Więc idę. Nie ważne co się stanie.

– Przegoni cię z powrotem do szkoły.

– Nie uda jej się.

– Może pójdziesz z nami do naszego domu po lekcjach? Tak będzie lepiej. – powiedział Mat.

– …. – zastanawiałem się chwilę nad odpowiedzią – Dobra. Niech będzie.

– Więc do zobaczenia później.

– Narka. – Powiedziałem i skierowaliśmy się w swoje strony, wchodząc do szkoły.

~***~

Kat

Obudziłam się przez suchość w gardle. Spojrzałam na zegarek. Była godzina dziesiąta piętnaście, czyli spałam jakieś trzy godziny. Spojrzałam na komodę obok łóżka, lecz niestety nie było na niej szklanki z wodą, więc musiałam zejść na dół do kuchni po jakiś sok lub szklankę wody. Założyłam kapcie leżące obok mojego łóżka i skierowałam się do kuchni. Podeszłam od razu do lodówki, aby zobaczyć czy jest jakiś sok. Gdy otworzyłam lodówkę zaczęło burczeć mi w brzuchu, więc stwierdziłam, że to czas, aby zjeść śniadanie, ale najpierw naleję sobie soku pomarańczowego do szklani i zaspokoję swoje pragnienie. Na mojej twarzy pojawił się grymas spowodowany bólem gdy pierwsze krople soku dostały się do mojego gardła. Wypiłam całą szklankę soku przezwyciężając ból gardła, więc teraz mogłam zastanowić się co przygotować na późne śniadanie. Postanowiłam, że zrobię sobie owsiankę. Jest łatwa do połknięcia, więc ból gardła nie będzie mi przeszkadzał, a po śniadaniu wezmę lekarstwa. Przygotowałam wszystkie potrzebne składniki i zabrałam się do przyrządzenia. Po kilku minutach była gotowa, więc wyjęłam miskę i nałożyłam sobie porcję. Wzięłam jeszcze łyżkę i usiadłam do stołu, aby zjeść. W trakcie jedzenia dostałam wiadomość. Była od Drew.

Drew: Śpisz?

Ja: Niedawno się obudziłam. Właśnie jem śniadanie.

Właśnie skończyłam jeść moją owsiankę gdy mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na ekran.

Połączenie przychodzące Andrew.

Odebrałam.

Drew: To znaczy, że wyszłaś z łóżka. Kat miałaś leżeć w łóżku przez cały dzień.

Ja: To miałam być głodna? To tylko zwykłe przeziębienie.

Drew: Ale sama wiesz jak przechodzisz przeziębienia.

Ja: Wiem, ale naprawdę nic mi nie jest.

Drew: Po prostu się o ciebie martwię. Zresztą nie tylko ja.

Ja: Nie jestem już małą dziewczynką. Nie musisz się tak mną przejmować.

Drew: Dla mnie zawsze będziesz moją małą siostrzyczką.

Ja: Jesteś starszy ode mnie tylko o rok.

Drew: Ale wciąż jesteś ode mnie młodsza.

Ja: Eh… Kiedy kończycie lekcje?

Drew: O czternastej, a co już tęsknisz za swoimi braćmi?

Ja: Chciałbyś.

Odpowiedziałam i wstałam z krzesełka, aby odnieść miskę do zmywarki. Jednakże zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam, ale chwyciłam się stołu upuszczając miskę. Niestety się stłukła.

Drew: Kat? Co się tam dzieje? Wszystko w porządku? Co to był za hałas?

??: Co się stało?

Drew: Nie wiem. Nie odpowiada.

Usłyszałam jeszcze inne głosy oprócz Drew po drugiej stronie. Czyżby nie był sam?

Drew: Kat? Halo! Cholera! Dobra… Zaraz tam będę.

??: Idę z tobą.

Ja: Stop. Nic mi nie jest. Po prostu zakręciło mi się w głowie, a jeśli chodzi o hałas to miska wypadła mi z ręki i upadła na podłogę tłukąc się. To wszystko.

Drew: To wszystko?! To jest AŻ. Jesteś po prostu niemożliwa. Masz natychmiast wrócić do łóżka.

Ja: Muszę najpierw to posprzątać.

Luke

Kilka minut wcześniej…

Zaraz po dzwonku na przerwę ja, Rose, Sam oraz Alex poszliśmy pod klasę Drew. Chcieliśmy się dowiedzieć od niego czy wie jak się czuje Kat. Po chwili byliśmy na miejscu. Był razem z Mattem. Podeszliśmy do nich.

– Hej. – Rose, Alex oraz Sam przywitali się z nimi.

– Cześć. – odpowiedzieli.

– Potrzebujecie czegoś od nas? – zapytał Drew.

– Chcieliśmy się dowiedzieć jak się czuje Di. Dzwoniliście do niej lub pisaliście? – zapytała Rose.

– Nie, ale właśnie mieliśmy to zrobić. Najpierw napiszę do niej wiadomość, aby zapytać czy śpi. Jeśli odpisze to do niej zadzwonimy. – powiedział Drew.

– To może chodźmy do szkolnej piwnicy? Tam nie będzie nam nikt przeszkadzał, więc będziesz mógł zadzwonić.

– Więc chodźmy. – powiedział Mat.

Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy tu szliśmy, Drew napisał do Kat i mu odpisała, a więc nie śpi. Zadzwonił do niej i ustawił na głośno mówiący. Przez dłuższą chwilę rozmawiali gdy nagle słychać było głośny huk. Drew zaczął panikować. Zresztą jak my wszyscy.

Drew: Kat? Co się tam dzieje? Wszystko w porządku? Co to był za hałas?

Co się stało? – zapytałem.

Drew: Nie wiem. Nie odpowiada.

Niestety Kat nie odpowiadała.

Drew: Kat? Halo! Cholera! Dobra… Zaraz tam będę.

Idę z tobą. – powiedziałem.

Kat: Stop. Nic mi nie jest. Po prostu zakręciło mi się w głowie, a jeśli chodzi o hałas to miska wypadła mi z ręki i upadła na podłogę zbijając się. To wszystko.

Drew: To wszystko?! To jest AŻ. Jesteś po prostu niemożliwa. Masz natychmiast wrócić do łóżka.

Kat: Muszę najpierw to posprzątać.

Drew: Masz nic nie sprzątać. Idź do łóżka i odpoczywaj. Pewnie gorączka ci wzrosła, dlatego zakręciło ci się w głowie.

Kat: Ale…

Drew: Żadnych ale. Marsz do łóżka.

Kat: Dobrze, już idę. Do zobaczenia później.

Drew: Pa.

Rose/Alex: Zdrowiej szybko!

Kat: Rose? Alex? Jesteście z moim bratem?

Rose: Martwiliśmy się o ciebie i przyszliśmy zapytać Drew jak się czujesz, a on do ciebie zadzwonił.

Alex: Naprawdę dobrze się czujesz?

Kat: Naprawdę. Nie martwcie się. Muszę już kończyć. Dostałam polecenie, aby iść do łóżka.

Alex: Kuruj się!

Rose: Do usłyszenia!

Drew się rozłączył i westchnął.

– Co jest? – zapytała Rose.

– Nie wierzę jej. – powiedział.

– Czemu? – zapytał Alex.

– Kiedy Kat choruje to trzeba mieć ją ciągle na oku, żeby nic nie robiła tylko leżała w łóżku. – powiedział Mat.

– Gdy leży w łóżku za długo to robi wszystko, aby z niego wyjść kiedy jej się nie pilnuje.

– Właśnie dlatego. Dobra… Wracajcie na lekcje, a ja idę do domu. Muszę sprawdzić czy na pewno leży w łóżku i czy wszystko dobrze.

– Może ja pójdę? – Zapytałem i wszyscy w tej samej chwili na mnie spojrzeli. – Co?

– Ty?

– Tak, ja.

– Naprawdę się o nią martwisz czy może po prostu nie chcesz iść na resztę lekcji? – zapytał Mat.

– Naprawdę się martwię. – odpowiedziałem – Więc?

Drew i Mat spojrzeli na siebie.

– Zgoda. – powiedział Drew.

– A więc idę.

– Poczekaj chwilę. – zatrzymałem się. – Weź moje klucze. Pewnie Kat cię nie wpuści dobrowolnie do domu, więc sam sobie otwórz drzwi. Tylko jakby co, to dzwoń.

– Dobra. Dzięki. To ja lecę. – powiedziałem i skierowałem się do wyjścia ze szkoły.

Kat

Po zakończeniu rozmowy telefonicznej…

Trzeba posprzątać szkło z podłogi. Gdy zebrałam te największe kawałki, chciałam wstać, aby wyrzucić je do kosza, ale znowu zakręciło mi się w głowie, ale tym razem upadłam i straciłam przytomność.

Luke

Po kilku minutach biegu byłem na miejscu. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Postanowiłem, że najpierw zajrzę do kuchni. Gdy tam wszedłem, zobaczyłem nieprzytomną dziewczynę leżącą na podłodze. Niedaleko niej leżało szkło, a z dłoni leciała jej czerwona ciecz. Szybko do niej podbiegłem. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej pokoju. Trafiłem dopiero za drugim razem. Położyłem ją na łóżku i poszedłem do łazienki poszukać apteczki. Znalazłem ją w szafce za lustrem. Wziąłem ją i szybko wróciłem do Kat. Przemyłem jej ranę wodą utlenioną, posmarowałem maścią, przyłożyłem gazę i zabandażowałem. Na razie powinno wystarczyć. Teraz trzeba zmierzyć jej temperaturę. Rozejrzałem się za potrzebnym urządzeniem. Leżał na komodzie, więc go wziąłem i przyłożyłem do jej czoła. Miała 39.7°C. Wysoka gorączka. Trzeba ją jakoś zbić. Poszedłem do kuchni po miskę zimnej wody i jakąś ściereczkę. Widziałem jakieś leki na komodzie. Pewnie wczoraj podali je Kat, więc też jej je dam. Po chwili byłem znowu w pokoju.

– Mmm…

– Czyżby śpiąca królewna się budziła? – zapytałem. Zamrugała kilka razy i spojrzała na mnie.

– Luke? Co ty tu robisz? – zapytała bardzo cicho.

– Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz. I co zastaje gdy wchodzę do kuchni? Ciebie leżącą na podłodze. Nieprzytomną.

– Czemu nie jesteś w szkole?

– Bo jestem tutaj. Koniec tematu. Musisz wziąć leki.

– Później. Teraz jestem bardzo zmęczona. Spać mi się chce.

– Musisz je wziąć. Zmniejszą ci gorączkę.

– Nie teraz. Dobranoc.

– Jeśli nie weźmiesz ich po dobroci to… – zacząłem.

– To?

– Pocałuję cię.

– Zarazisz się ode mnie.

– Nie przeszkadza mi to. Wtedy będziesz musiała się mną zaopiekować. – powiedziałem uśmiechając się.

– Spadaj. Idę spać. Dobranoc.

Ledwo miała siłę cokolwiek powiedzieć, a i tak chciała się ze mną kłócić. Wyjąłem tabletki na kaszel, przeciwbólowe i na zmniejszenie gorączki. Włożyłem je sobie do ust i podałem je Kat metodą usta-usta. Gdy je połknęła, odsunąłem się od niej.

– Jesteś głupkiem.

– Przynajmniej wzięłaś leki i lepiej się poczujesz, a teraz już śpij. Dobranoc. – powiedziałem i pocałowałem ją jeszcze w czoło, a potem wyszedłem z jej pokoju i poszedłem do kuchni. Teraz tylko poczekać na powrót chłopaków.

Kat

Gdy się obudziłam, za oknem było już ciemno. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał godzinę dwudziestą drugą trzy. No to nieźle sobie pospałam. Muszę się wykąpać. Przez tą gorączkę jestem cała spocona. Poszłam do łazienki, aby nalać sobie wodę do wanny. Gdy odkręciłam kran, poszłam do garderoby po czyste piżamy. W garderobie zobaczyłam, że mam opatrunek na lewej dłoni. Czyżbym upadając skaleczyła się szkłem? A Luke opatrzył mi dłoń? Podziękuję mu w poniedziałek w szkole. Kiedy wróciłam do łazienki w wannie było już wystarczająco wody, więc zakręciłam kran, zdjęłam brudne ubrania i weszłam do wody.

Kąpiel zajęła mi trzydzieści minut. Wyszłam z łazienki ubrana w czyste piżamy i położyłam się ponownie na łóżku. Zasnęłam po kilku minutach.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 361
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!